Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

MIECZYSŁAW F. RAKOWSKI ZAPRZECZA PRAWDOM ANNY BIKONTOWEJ - Antoni Zambrowski o fałszach bulwarówki "Gazeta Wyborcza" o polskim antysemityzmie, cz. I Wysłane wtorek, 16, listopada 2004 przez Krzysztof Pawlak

W swym archiwum znalazłem poniższy tekst sprostowania, wysłanego w marcu 1988 roku do partyjnego w owym czasie tygodnika "Polityka". Proponuję PT czytelnikom ASME zapoznanie się z tym tekstem, gdyż daje to sposobność do skonfrontowania lansowanych przez "Gazetę Wyborczą" rewelacji o polskim antysemityzmie zawinionym przez prawicę i Kościół Katolicki z zadającą temu kłam dokumentacją sprzed 16 laty.

TYGODNIK "POLITYKA" FAŁSZUJE HISTORIĘ

Kalendarium Marca '68 pióra Z. Rykowskiego i W. Władyki miało być w intencji autorów istotnym krokiem w odkłamaniu Marca z ówczesnych schematów propagandowych. I tak jest zapewne, ale nie w moim odczuciu. Z mego punktu widzenia najistotniejsze jest to, że kalendarium nadal powtarza propagandowy mit o stojącym za plecami demonstrujących studentów "starym bankrucie politycznym" Romanie Zambrowskim, którego powrotu do Biura Politycznego mieli się domagać manifestanci pod gmachem KC, a którego syn Antoni został skazany za organizację wiecu na Uniwersytecie Warszawskim wraz z innymi przywódcami "Ruchu 8 marca". Chciałbym w związku z tym oświadczyć, że w uzasadnieniu wyroku sądowego w sprawie Karola Modzelewskiego i innych nie ma ani słowa o Romanie Zambrowskim i jego powiązaniach z tzw. komandosami z UW. Tych powiązań po prostu nie było i zostały one wymyślone dla celów propagandowych dla skompromitowania w oczach opinii publicznej opozycyjnego ruchu studenckiego przedstawianego jako narzędzie w ręku odsuniętych od władzy "ex-stalinowców". W uzasadnieniu wyroku skazującego mnie na dwa lata więzienia nie ma również ani słowa o mym czynnym udziale w organizacji wiecu na UW lub innych działań protestacyjnych w obronie mickiewiczowskich "Dziadów".
Jeśli Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Lityński oraz pozostali działacze opozycyjni z UW zostali skazani z art. 36. m.k.k. z oskarżenia o tajną organizację, ja zostałem skazany z art.art. 28. i 29. m.k.k. z oskarżenia o publiczne szkalowanie ustroju PRL oraz Narodu Polskiego. Żadnego związku pomiędzy naszymi sprawami nie było i zostały one połączone dla względów propagandowych, by przez prostą manipulację zasiać wątpliwość w motywacje patriotyczne obrońców mickiewiczowskich "Dziadów" (Jeden z współoskarżonych w sprawie Karola Modzelewskiego i innych - Wiktor Górecki, który nie znał mnie osobiście i nie wiedział, co naprawdę warte są stawiane mi zarzuty, zaprotestował nawet w liście do prokuratora przeciwko sadzaniu go na jednej ławie oskarżonych wraz ze mną).
Oto garść faktów w uzupełnieniu informacji podanych w kalendarium. Roman Zambrowski - wieloletni członek Biura Politycznego PPR i PZPR w kolejnych ekipach Władysława Gomułki, Bolesława Bieruta, Edwarda Ochaba i ponownie Władysława Gomułki oraz od październikowego VIII plenum KC - sekretarz KC u boku Gomułki - podał się ku jego zaskoczeniu do dymisji w proteście przeciwko łamaniu kolegialności pracy sekretariatu KC, o czym poinformował w liście do Biura Politycznego z dnia 13 kwietnia 1963 roku. Po roku w dniu 13 marca 1964 roku Roman Zambrowski wygłosił przemówienie w dyskusji nad projektem planu 5-letniego na lata 1966-70, zgłaszając szereg uwag krytycznych i postulując większy akcent na poprawę warunków życiowych klasy robotniczej. Przemówienie to spotkało się z ostrą krytyką Władysława Gomułki, który określił je jako platformę opozycyjną i stwierdził, iż Roman Zambrowski tym przemówieniem przekreślił cały swój dorobek partyjny. Od tej chwili Roman Zambrowski "wyparował" w niebyt polityczny, znikając z opracowań historycznych i wspomnień dotyczących historii Partii i LWP. Nie zniknął wszelako z pola widzenia kierownictwa MSW z gen. Mieczysławem Moczarem na czele. A wraz z nim w polu widzenia SB znalazła się moja skromna osoba. Opowiadał mi Jacek Kuroń w lecie 1967 roku zaraz po wyjściu z więzienia (w którym przebywał za karę za napisanie wraz z Karolem Modzelewskim Listu otwartego do PZPR), że w czasie śledztwa wypytywano go, czy nie działa na rzecz Romana Zambrowskiego. Odniósł on wrażenie, że śledzenie Romana Zambrowskiego skupia większą uwagę Służby Bezpieczeństwa niż zwalczanie jego - Jacka Kuronia - działalności opozycyjnej. Również Adam Michnik - wówczas student UW, zwolniony na wiosnę 1965 roku z więzienia po kilkutygodniowym pobycie tam w ramach śledztwa w sprawie Listu Otwartego Kuronia i Modzelewskiego, ostrzegł mnie, że bardzo go wtedy o mnie wypytywano. A byłem przecież wtedy zwyczajnym członkiem swej organizacji PZPR na UW, cieszącym się zaufaniem jej władz oddziałowych. W lecie 1967 roku wiceminister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic na spotkaniu z aktywem partyjnym w Komitecie Dzielnicowym PZPR na Ochocie, zapytany o zwolnionych z więzienia Jacku Kuroniu i Karolu Modzelewskim, odparł, że jeden z nich chowa dziecko, a drugi pisze pracę doktorską, więc nie ma z nimi kłopotu. Natomiast kłopoty są z młodym Zambrowskim, który "skacze, skacze, ale się doskacze". Byłem zdumiony tą wypowiedzią, gdyż to właśnie o mnie dałoby się powiedzieć, iż chowam dziecko i kończę swą rozprawę doktorską o motywacji finansowej przedsiębiorstw przemysłowych, zaś Kuroń i Modzelewski rozwijali w owym czasie intensywną działalność polityczną wśród studentów uczelni warszawskich. Muszę też z żalem wyznać, że nie widziałem przedstawienia "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka i nie brałem udziału w akcji protestacyjnej w ich obronie. Nie byłem również ani uczestnikiem, ani obserwatorem wiecu na UW 8 marca 1968 roku (Nie brałem też udziału w przygotowaniu wiecu na UW. Odmówiłem wręcz tego, gdy zaproponował mi to przez pośredników Jacek Kuroń). Mimo to "Słowo Powszechne" z dnia 11 marca 1968 roku wymieniło mnie na czele listy organizatorów tego wiecu. Następnego dnia zostałem zatrzymany w drodze do pracy przez funkcjonariuszy SB i po przesłuchaniu przez prokuratora Andrzeja Jarzynę - umieszczony w wiezieniu na Rakowieckiej 37. Początkowo zarzucano mi współudział w organizacji wiecu, ale wkrótce Biuro Śledcze MSW przekonało się, że nie miałem z tym nic wspólnego. Wobec tego oskarżono mnie o rozpowszechnianie fałszywych wiadomości godzących w istotny interes PRL (art. 23. m.k.k.) w opracowaniach własnych oraz przepisywanych przeze mnie na maszynie tekstach naukowych i publicystycznych, co potraktowano jako samizdat. Ponadto oskarżono mnie o publiczne szkalowanie Narodu Polskiego (art. 28. m.k.k.) przez głoszenie poglądu, iż Polacy jako Słowianie nie są zdolni do organizowania własnego życia społecznego i do tworzenia kultury narodowej. Miałem to wyrazić przez przerobienie znanego przysłowia o Polaku mądrym po szkodzie na wierszyk "nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi".
Rozprawa w sądzie wojewódzkim odbyła się w końcu lutego 1969 roku praktycznie przy drzwiach zamkniętych. Po wykazaniu przeze mnie, że większość przepisywanych tekstów miała tzw. debit komunikacyjny, sąd zmienił kwalifikację czynu i skazał mnie za szkalowanie ustroju PRL w opracowaniach własnych, głównie przez użycie w mym "Oświadczeniu dla Warszawskiej Komisji Kontroli Partyjnej" oraz w odwołaniu do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej (które nieopatrznie pokazałem kilku znajomym członkom Partii) pytającym za co wydalono mnie z PZPR, terminu Kulturkampf dla określenia polityki władz wobec Kościoła katolickiego, oraz za przepisanie kilku artykułów prof. Leszka Kołakowskiego, zdjętych w latach 1956-57 przez cenzurę.
Główna batalia rozegrała się wokół oskarżenia o szkalowanie narodu polskiego, opartego na pomówieniu mnie przez Bernarda (alias Bolesława) Tejkowskiego, niegdyś działacza opozycyjnego, a później konfidenta SB, który z kilku pracowników mego Instytutu zorganizował zgrane grono współoskarżycieli. Zwrot o Słowianach zdradzał ideowe źródła inspiracji, ponieważ Tejkowski zaczytywał się przedwojenną literaturą ONR-owską oraz jedną z prac Jana Stachniuka, w której zwrot "Słowianie" stosowano w charakterze zamiennika terminu "Aryjczyk" względnie "nordyk", używanego w NSDAP. Chodziło o wykazanie, że dążyłem do uciemiężenia Polaków przez Żydów, co w marcu 1968 roku rozpowiadali agitatorzy partyjni na masówkach. Odrzuciłem to oskarżenie jako absurdalne. Dowodziłem, że nie ma mowy o żadnych mych antysłowiańskich fobiach, jeśli się uwzględni, że moja córka ma słowiańskie imię Milena, że znam czynnie lub biernie wszystkie języki słowiańskie, że regularnie czytywałem prasę jugosłowiańską, w swym oświadczeniu dla WKKP odwoływałem się do dorobku Związku Komunistów Jugosławii, zaś o mych sympatiach do Ukrainy i Jugosławii zeznał w śledztwie sam B. Tejkowski. Wezwałem ponad 20 świadków obrony, którzy zgodnie zeznali (choć często nie znali się między sobą), iż z domu rodzicielskiego nie wyniosłem żadnego szczególnego nabożeństwa do państwa Izrael i w ogóle do Żydów, że przy wydalaniu z PZPR miano do mnie m.in. pretensje o sympatie do prezydenta Egiptu Gamala Abdela Nasera, że w publicznej dyskusji broniłem wbrew całej sali wypełnionej studentami UW stanowiska, iż polski patriotyzm nie jest i nie może być uczuciem anachronicznym. Mój obrońca, dr Kazimierz Łojewski wytłumaczył świadkowi oskarżenia z mego Instytutu Kazimierzowi Pańczakowi (i przy sposobności zaskoczonemu tą rewelacją prokuratorowi Andrzejowi Jarzynie), że to nie ja, lecz znany polski poeta Jan Kochanowski z Czarnolasu jest autorem słów o Polaku głupim przed szkodą i po szkodzie.
Mimo to Sąd Wojewódzki (przewodniczący SSW Alojzy Derkacz, ławnicy - A. Zabłotowicz, T. Urbański) nie dał wiary mym tłumaczeniom i skazał mnie na dwa lata więzienia z tego zarzutu, przy czym argumentem koronnym pozostało stwierdzenie, iż to ja ułożyłem ów wiersz przysparzający od stuleci sławy Janowi z Czarnolasu. Na domiar złego cała ta argumentacja została potwierdzona wyrokiem Sądu Najwyższego (przewodniczący - SSN R. Kryże, sprawozdawca SSN J. Pustelnik, SSN J. Szamrej), który ten wyrok zatwierdził. Na pocieszenie pozostaje mi świadomość, że jeśli istotnie szkalowałem Naród Polski, to w znakomitym towarzystwie.
Z dwuletniego wyroku odsiedziałem 16 miesięcy, gdyż w końcu lipca 1969 roku opuściłem więzienie w Barczewie. Oczywiście nie było wtedy żadnych warunków do opowiedzenia, jaka była moja prawdziwa rola w wydarzeniach marcowych. Napisany w lutym 1972 roku mój artykuł "Metamorfozy, albo kameleon wybrakowany", polemizujący z książką red. Marii Osiadaczowej "Sąd orzekł" (i przekazany m.in. do "Polityki") nigdzie się nie ukazał.
Legendę o antysocjalistycznym spisku, mającym wynieść na szczyty Romana Zambrowskiego odkurzył po latach Bogdan Hillebrandt w swej broszurze o Marcu 1968 roku. Powtarza ją obecnie Kazimierz Kąkol na łamach tygodnika "Stolica". Zarówno tygodnik "Stolica", jak i red. Kazimierz Kąkol z uporem godnym lepszej sprawy wciąż hołdują swym ówczesnym sympatiom. Martwi mnie natomiast bezkrytyczne powtarzanie ówczesnych kłamstw przez tygodnik "Polityka", która przed 20 laty sama przeżywała trudne chwile.

Warszawa, marzec 1988 roku.
Antoni Zambrowski


c.d.n.


Komentarz (1)

Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008