| Janusz Korwin-Mikke
2 razy - o Prezesie USOPAŁ Janie Kobylańskim...
Wysłane czwartek, 24, marca 2005 przez Krzysztof
Pawlak |

Przeciwnicy p. Jana (Janusza?) Kobylańskiego z Urugwaju (...)
dostali amoku. P. Jerzy Morawski w "Rzplitej", przypominam,
napisał, że istnieje podejrzenie, że Janusz Kobylański wydał
rodzinę Żydów w ręce GeStaPo. Co prawda rodzina wyszła z tego
cało, a p.Kobylański ma na imię Jan - ale to nie szkodzi...
Po kilku dniach p. Mikołaj Lizut w "Wybiórczej" napisał, że
p. Kobylański z całą pewnością sfałszował dokumenty świadczące,
że siedział w niemieckich obozach - co widać po tym, że w
dokumentach jest nie "Jan", tylko "Janusz"...
Oczywiscie mozliwe jest, że p. Kobylański jest winny fałszowania
pieniędzy, wydania węgierskich Żydów Niemcom i do tego jest
"dusicielem z Bostonu" - natomiast obydwa te zarzuty są sprzeczne.
Jesli ktoś twierdzi, że "Jan" i Janusz" Kobylańscy to dwie
różne osoby - to w takim razie upada oskarżenie o szmalcownictwo!
A jeśli Janusz zmienił imię na "Jan", to nie ma fałszerstwa.
I wreszcie coś zabawnego: p. Lizut, zarzucający p. Kobylańskiemu,
że kłamliwie podaje się za więźnia Oświęcimia, zaczyna tekst
od słów: "spotkałem się z Kobylańskim w Urugwaju. Podałem
się za studenta piszącego pracę o Polonii w Ameryce Południowej...".
Janusz KORWIN-MIKKE
Mroczne strony "Rzeczpospolitej" - Janusz Korwin-Mikke
Od razu, że p. Jan Kobylański ani mi brat, ani swat; w życiu
człowieka nie widziałem, żadnego kontaktu z Nim nie miałem
i w ogóle proszę mnie o nic nie posądzać.
W ubiegłą sobotę przeczytałem najpierw na pierwszej stronie
"Rzeczpospolitej" streszczenie artykułu "Mroczne strony milionera"
- a potem sam tekst pióra p. Jerzego Morawskiego. I z przykrością
zauważyłem, że "Rzeczpospolita" - ongiś pismo na poziomie
- pod redakcją p. Grzegorza Gaudena
zaczyna się dawać wynajmować
do brudnej roboty.
Otóż tekst p. Morawskiego składa się z półprawd i sugestyj
- ale "streszczenie" na pierwszej stronie podaje jako prawdy
coś, co w tekście jest tylko sugestią. Ta "brudna robota"
obliczona jest najprawdobniej na to, że czytelnik zadowoli
się streszczeniem - a w przypadku procesu sądowego Autor i
Redakcja pokażą pełny tekst i powiedzą: "Przecież to były
tylko sugestie..." - do czego każdy ma prawo (przecież ja
też tylko sugeruję, że "Rzplita" wykonuje dla kogoś brudną
robotę... )
Powiedzmy wreszcie, o co chodzi.
W kolejnym streszczeniu, z "Rzplitej" z dn. 23 III, p. Morawski
pisze: "z akt powojennego śledztwa z lat 1947 - 1954, do których
udało nam się dotrzeć, Leokadia Sarnowska - jeden ze świadków
- zeznała, iż w 1943 r. Janusz (obecnie posługuje się imieniem
Jan) Kobylański oferował ukrywającej się rodzinie żydowskiej
Szenkerów fałszywe dokumenty. Miał za to otrzymać zapłatę
w złocie. Umowy nie dotrzymał, a Szenkerów aresztowało gestapo.
Z akt wynika, że ukrywających się wydał Kobylański".
Otóż p. Morawski kłamie. Zacytowane zdanie jest bowiem sprzeczne
z tym, co sam parę dni temu napisał w swoim artykule!!
W artykule, opisującym zapewne prawdziwe fakty, historia brzmi
następująco: Ukrywająca się w aryjskiej części miasta
rodzina
Szenkerów chciała kupić lepsze papiery. Przez pośredników
dotarła
do kancelarii adwokackiej Kobylańskiego-seniora,
który wraz z synem o takie papiery przyrzekł się postarać.
I takie papiery zdobyli! W międzyczasie jednak GeStaPo aresztowało
Szenkerów - przy czym nic im nie zrobiło, poza odtransportowaniem
do ghetto (!!) Nie wyciągnęło też żadnych konsekwencyj w stosunku
do właścicieli mieszkania. P. Kobylański-jr zwrócił się zaś
do pośredniczki z żądaniem zapłaty za papiery, które zdobył
- i po targach zadowolił się połową umówionej sumy (co wydaje
się być uczciwym rozwiązaniem - bo przecież sam musiał za
nie zapłacić...).
Jedyną przesłanką, że p. Kobylański wydał rodzinę Szenkerów,
jest to, że jedna świadkini powiedziała, że w rękach gestapowca
widziała papiery przypominające notatki, które robił p. Kobylański.
Oczywiście każdy sąd na świecie by taki "dowód" wyśmiał: świadkom
różne rzeczy się wydają, ludzie podziemia byli (i słusznie...)
bardzo podejrzliwi - ale to nie wystarcza do skazania - a
w każdym razie z akt NIE "wynika, że ukrywających się wydał
Kobylański". Co najwyżej wynika, że istnieje takie podejrzenie...
Dlaczego jednak p. Kobylański zamiast podać Niemcom adres,
miałby dawać im spisane przez siebie notatki, które byłyby
dowodem przeciwko Niemu - nie mam pojęcia. Nikt normalny by
tego nie zrobił.
Ale, co najważniejsze: gdyby nawet p. Jan Kobylański rzeczywiście
wydał rodzinę Szenkerów w ręce Niemców - to nawet za morderstwo
obowiązuje w Polsce przedawnienie po 25 latach, a co dopiero
za "spowodowanie zagrożenia życia" (tym bardziej, że nie przyniosło
to za sobą skutków śmiertelnych...). Prowadzenie jakiegokolwiek
śledztwa na podstawie akt sprzed 50 lat jest więc czystym
absurdem i marnowaniem pieniędzy podatnika.
Potem p. Morawski zajmuje się życiem p. Kobylańskiego w Ameryce
Południowej - pisząc, że zrobił fortunę w Paragwaju, w jakichś
mętnych interesach na znaczkach pocztowych. Otóż tak się składa,
że w tamtych czasach miałem kilka czy kilkanaście lat, zbierałem
znaczki pocztowe i doskonale pamiętam, że znaczki Paragwaju
był rarytasem - z uwagi na wspaniałą (jak na owe czasy) formę
graficzną, reprodukcje obrazów i krajobrazów osiągały wysokie
ceny. Jeśli był to pomysł p. Kobylańskiego, to z całą pewnością
Paragwaj zarobił na tych znaczkach grube parędziesiąt albo
i stoparędziesiąt milionów dolarów - i zapewne parę milionów
zarobił na tym ten, co ten interes rozkręcił. Nie widzę w
tym nic "podejrzanego". P. Morawski uprawia "szczucie na spekulanta"
według metody doskonale mi znanej z czasów stalinowskich.
I Autor, i p. Gauden, który to-to zamieścił, powinni się głęboko
wstydzić. Zwłaszcza p. Gauden, który był, jak podaje w życiorysie,
w "anty-komunistycznej opozycji".
Kim jest p. Morawski
- nie wiem, i sprawdzać nie będę. Nie pamiętam nazwisk dziennikarzy,
usłużnie piszących o "spekulantach i agentach amerykańskiego
imperializmu" - i myślę, że nazwisko p. Morawskiego podobnie
utonie w niepamięci.
A dlaczego ten tekst się ukazał?
Tajemnica kryje się w zdaniu: "z akt powojennego śledztwa
z lat 1947 - 1954, do których udało nam się dotrzeć". Otóż
każdy człowiek myślący spyta: A komu by do głowy przyszło
przeglądać akta śledztw z lat 1947 - 1954" i łączyć nazwisko
"Janusza Kobylańskiego" z obecnym Janem Kobylańskim? Czy p.
Morawski tak sobie to przeglądał?
Skąd - starym ubeckim
zwyczajem przyjął posunięte przez kogoś materiały - i napisał
ten tekst. Stąd właśnie moje twierdzenie, że wykonał na czyjeś
zlecenie brudną robotę?
A dlaczego ten ktoś akurat teraz podsunął to "usłużnemu"??
Cóż - w dniu, w którym to piszę, umarł Edward Moskal. Śp.
Moskal nie był lubiany przez "salon" krakowsko-warszawski
- a zwłaszcza, (jakby powiedział najlepszy polski publicysta,
p. Stanisław Michalkiewicz) przez "szlachtę jerozolimską".
Podobnie p. Kobylański. Słusznie czy niesłusznie - to inna
rzecz.
Wiadomo też, że p. Kobylański chciał połączenia Polonii
obydwu Ameryk - i zajęcia miejsca śp. Moskala. Więc ktoś,
wiedząc już, że Edward Moskal za kilka dni zapewne opuści
ziemski padół, postanowił skompromitować osobę pretendującą
do schedy po Nim. I tyle.
I "postępowa" część prasy polonijnej zamieści zapewne na I
stronie: "Prasa polska podaje niezbite fakty dowodzące ponad
wszelką wątpliwość, że Jan Kobylański..."
A po wyborach przeprosi...
Małym druczkiem - na VII kolumnie u dołu...
Janusz Korwin-Mikke
Tekst ten jest poszerzoną wersją artykuł z krakowskiego
,
w którym dokonano zmian wynikających tylko z przystosowania
artykułu do objętości szpalty papierowej.
| # 7 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
wtorek, 12, kwietnia
2005 |
| ip: |
83.25.199.114 |
| Komentarz
|
|
Taaak,
jurgielt Gaudena i mamy następnego TW! Owoce po których
ich poznajemy są tańsze niż rozprawy przed niezwisłymni
od prawdy tzw sądami, cokolwiek słowo sąd dzisiaj
oznacza. Jak gawiedź ryknie 'do lochu z nim' to sąd
posłusznie posyła i jeszcze pyta: a na jak długo sobie
życzycie?' |
| # 6 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
poniedziałek, 28,
marca 2005 |
| ip: |
80.49.24.92 |
| Komentarz
|
Może
jednak trzeba było na początku zamieścić krótką notkę
biograficzną p. Morawskiego, ...ale wówczas kto by
czytał resztę tekstu?
Pozdrowienia! |
| # 5 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
sobota, 26, marca
2005 |
| ip: |
211.26.178.126 |
| Komentarz
|
|
Logiczna
analiza tych pomowien. Niestety wiekszosc czytelnikow
tych koszernych gazet nie przeanalizuje prawidlowo
tych tekstow. |
| # 4 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
sobota, 26, marca
2005 |
| ip: |
211.26.178.126 |
| Komentarz
|
|
Logiczna
analiza tych pomowien. Niestety wiekszosc czytelnikow
tych koszernych gazet nie przeanalizuje prawidlowo
tych tekstow. |
| # 3 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
sobota, 26, marca
2005 |
| ip: |
213.134.160.9 |
| Komentarz
|
>
Janusz Korwin-Mikke rżnie głupa!
A Ty nie musisz nawet "rżnąć".
|
| # 2 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
kalba@wp.pl
|
| Data:
|
piątek, 25, marca
2005 |
| ip: |
83.29.146.160 |
| Komentarz
|
Nie
wierzylem do tej pory, ale widze, ze taka jest smutna
rzeczywistosc.
Wiele osob nuie potrafi zrozumiec prostych tekstow.
Przykladem osoba ponizej.
Niestety.
Trudno, zyje sie dalej.
|
| # 1 |
| Użytkownik:
| Anonymous Unregistered
|
| E-mail:
|
N/A
|
| Data:
|
piątek, 25, marca
2005 |
| ip: |
217.153.6.190 |
| Komentarz
|
I
wreszcie coś zabawnego: p. Lizut, zarzucający p. Kobylańskiemu,
że kłamliwie podaje się za więźnia Oświęcimia, zaczyna
tekst od słów: "spotkałem się z Kobylańskim w
Urugwaju. Podałem się za studenta piszącego pracę
o Polonii w Ameryce Południowej...".
Janusz Korwin-Mikke rżnie głupa!
|
UWAGA:
System komentatorski tylko dla zarejestrowanych użytkowników!
Chcesz
się zarejestrować? Tutaj
Zapomniane
hasło? Tutaj
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze
za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME