Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Cena ignorancji - Krzysztof Mazur Wysłane czwartek, 18, sierpnia 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Bracia Tyberiusz i Gajusz Grakchowie upominali się podobno o prawa rzymskiej biedoty, przy czym wspomniana aktywność polityczna zakończyła się dla tych starożytnych bojowników o "sprawiedliwość społeczną" niezbyt szczęśliwie, co na długie lata zahamowało zbudowanie Komunistycznej Partii Republiki Rzymskiej.
Nie wiem dlaczego, ale działalność tych starożytnych popularów, a i również ich późniejszych mutacji przychodzi mi na myśl zawsze, kiedy słyszę jakąś społeczno-gospodarczą inicjatywę braci Kaczyńskich. Ostatnim popisem młodszego z braci, czyli Jarosława, była wypowiedź dotycząca wysupłania z powyborczego budżetu 1 miliarda złotych "na głodujące dzieci", gdyż "dla 200-miliardowego budżetu to nie jest problem". Problem w tym, że co najmniej połowa polskiego budżetu składa się z różnych 1-miliardowych przyczynków do tej czy innej ustawy będących konsekwencjami społecznej wrażliwości naszych posłów, wrażliwości demonstrowanej za pomocą naszych portfeli. Wrażliwość ta znalazła ostatnio swoje ujście w niezwykłej hojności poselskiej, zmaterializowanej w postaci szeregu ustaw rozdawniczych, ale jak dawno zauważyli mądrzy ludzie - lepszy człowiek złośliwy od głupca, gdyż złośliwiec czasami odpoczywa....
Niestety, ta choroba, na którą cierpi większość polskich polityków mieniących się prawicą, jest najwyraźniej nieuleczalna i trochę przykro się robi na myśl, że o życiu i portfelu mego dziadka i ojca decydował typ Bermana. Moja młodość upływała pod patronatem Jaruzela i kolejnych etapów reformy gospodarczej realizowanych przez jego żydowskich ministrów (nawet dzisiaj kupując chrupiące bułeczki, mam przed oczami oblicze min. Krasińskiego), a teraz budowniczowie IV RP oznajmiają. że filarem doktryny ekonomicznej nowej Polski będzie 30-miliardowy deficyt budżetowy.
Problemem polskiej gospodarki jest m.in. kiepska infrastruktura, prawie każdy mógł się przekonać o kiepskiej jakość dróg i mostów, nie mówiąc, że codziennie przekonujemy się nie tyle o kiepskiej jakości, ile o braku wspomnianych budowli. Cyklicznie z ust naszych rodzimych Albertów Speerów słyszymy o kolejnych projektach budowy autostrad, dróg ekspresowych, remontach, przebudowach itp., itd., słyszymy także o nadużyciach przetargowych, a przede wszystkim o braku środków służących sfinansowaniu ww. inwestycji. Wg planów rządowych, do 2013 r. ma zostać wybudowanych ok. 1500 km nowych autostrad, przy czym średni koszt budowy autostrady wynosi w zależności od warunków geotechnicznych od 3,5 do 6 mln euro (tj. od 14 do 25 mln zł) za wyjątkiem aglomeracji śląskich, gdzie koszt budowy jest większy (nawet powyżej 10 mln euro za km). Jeżeli przyjąć, że tylko w tym roku tytułem spłaty części długu publicznego w tym w dużej mierze odsetek od tego długu, nasz wspaniały rząd wyda ok. 27 mld zł pochodzących z podatków, to oznacza, że rocznie przez palce naszych lichwiarzy przechodzi forsa wystarczająca do zbudowania całej sieci autostrad zaplanowanej do budowy w ciągu następnych osiem lat, a jak znamy życie - z planów tych zostanie jedynie dobry materiał dla jakiejś kolejnej komisji śledczej. Oczywiście nie jest moim zamiarem budowanie z tych miliardów - wzorem komunistycznej propagandy - słupków, które postawione jeden obok drugiego opasałyby kulę ziemską, ale niech ten przykład da coś do myślenia bredzącym o zasiłkach dla biednych dzieci, gdyż nie pieniądze, ale wędkę należałoby dać wreszcie ich rodzicom, a także wujkom i ciotkom masowo wyjeżdżającym za granicę. Terroryści wcale nie muszą wysadzać metra w Polsce, by zabijać Polaków - wystarczy bomba w metrze londyńskim, madryckim pociągu czy włoskim barze.
Tymczasem w ramach dawania tej wędki wybitni polscy planiści od kilkunastu lat dostosowujący naszą gospodarkę do UE, "uszczelniający" wschodnią granicę (by przypadkiem polskie firmy nie konkurowały w Rosji za bardzo z firmami francuskimi czy niemieckimi) "zapomnieli" przewidzieć, że w ramach doganiania Europy będziemy musieli budować i remontować drogi, dlatego też w latach masowego kształcenia ekonomistów, prawników, speców od
public realtions, socjologów i politologów zapomniano o kształceniu np. drogowców, stąd dziś polskie firmy cierpią na niedostatek inżynierów drogownictwa, którzy mogliby wylegitymować się "papierami" wymaganymi przepisami. Oczywiście forsą potrzebną do zapłacenia kaucji przetargowej, dostępem do bankowego kredytu, parkiem maszynowym i kadrą dysponują firmy zachodnie, które wygrywają przetargi, zgarniając przy tym premię finansową, a do konkretnych robót podnajmując podwykonawców.
A pisząc o deficycie: właśnie "Rz" z 5 sierpnia 2005 r. doniosła, że "Świdnica zastawiła swój ratusz, urząd stanu cywilnego oraz ośrodek sportu i rekreacji", by zagwarantować bankowi zapłatę za roboty budowlane związane z inwestycja w dwa budynki z mieszkaniami komunalnymi. "W tym roku do budżetu Świdnicy ma wpłynąć 90 mln zł, ale co roku miasto spłaca 10-11 mln zł kredytów - Nasza sytuacja finansowa nie pozwala na zaciągnięcie kolejnych pożyczek. Dlatego zdecydowaliśmy się na taką nieszablonową formę finansowania... - mówi wiceprezydent". Pal licho, że Pani "Świdnica" zastawiła "swój" urząd, niech będzie, że Pan "Miasto" spłaca kredyty, ale panie wiceprezydencie tego szczęśliwego miasteczka nieświadomych dłużników - dlaczego takie działania nazywać od razu nieszablonowymi? Testujemy te szablony już od wielu lat na poziomie gminy, powiatu, miasta, województwa, i wreszcie kraju, nieszablonowe to dopiero będą działania komorników...
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME
Komentarz (0)