Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| ZBRODNIA KATYŃSKA - DO DZIŚ NIE ROZLICZONA - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI Wysłane piątek, 2, czerwca 2006 przez Krzysztof Pawlak |
66 lat temu, na mocy rozkazu z 5 marca 1940 roku, podpisanego m.in. przez Stalina i Mołotowa, NKWD zamordowało wiosną 1940 r. ok. 22 tys. polskich oficerów, policjantów, lekarzy, profesorów i duchownych, wziętych do niewoli po napaści ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. Wśród nich 15 tys. stanowili oficerowie z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Rozstrzeliwano ich - strzałem w tył głowy - w kwietniu i maju 1940 roku w Katyniu, Charkowie i w Kalininie (dziś - Twer). Zamordowano także ponad 7 tys. cywilnych Polaków, przetrzymywanych w 1940 r. w więzieniach na zachodniej Ukrainie i Białorusi. Ich szczątków dotąd nie odnaleziono.Od ponad roku Instytut Pamięci Narodowej, na wniosek rodzin pomordowanych prowadzi śledztwo w sprawie mordu katyńskiego. Mimo, iż IPN zaangażował do tego aż 16 prokuratorów, z ostatnich informacji wynika, że śledztwo zakończy się postanowieniem końcowym o umorzeniu. Potwierdził to ostatnio szef pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Witold Kulesza. Takie postanowienie zostanie wydane, ponieważ bezpośredni wykonawcy mordu nie zostali przekazani stronie polskiej. Mogłaby to uczynić Rosja, ale po doświadczeniach ostatnich lat raczej nie ma na to szans. Z kolei polskie prawo nie przewiduje wydania wyroku w trybie zaocznym i wymaga stawienia się oskarżonych na procesie. Prof. Kulesza podkreślił, że praca polskich prokuratorów powinna się zakończyć sporządzeniem "wszechstronnego uzasadnienia" uznającego mord katyński za zbrodnię ludobójstwa i zbrodnię wojenną, ponieważ po "Rosji nie można się spodziewać" tego rodzaju stwierdzeń.
"ZROBILIŚMY WIELKI BŁĄD"Decyzja o rozstrzelaniu 14.700 polskich jeńców i 11 tys. polskich obywateli przetrzymywanych w więzieniach w zachodnich obwodach Białorusi i Ukrainy została wydana przez Biura Politycznego KC WKP(b) 5 marca 1940 roku. Obozy w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku utworzono już 3 października 1939 roku, na rozkaz ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii. NKWD rozpoczęło likwidację Polaków w kwietniu 1940 roku. Po przybyciu na stację Gniezdowo, ładowano ich na ciężarówki i przewożono do lasu katyńskiego. Tam od razu odbywała się egzekucja. Jeńcy z obozu ostaszkowskiego byli rozstrzeliwani w Twerze, ze starobielskiego w Charkowie.
Wersja radziecka brzmiała: Polacy zostali wypuszczeni na wolność, a ich dalszy los nie jest znany. Po odkryciu grobów katyńskich przez Niemców w kwietniu 1943 roku stanowisko Moskwy uległo niewielkiej zmianie. Podczas rozmowy z polskimi przedstawicielami Beria miał powiedzieć: "zróbcie ich spisy, ale dużo już ich nie ma, gdyż zrobiliśmy wielki błąd, oddając ich większość Niemcom".
Prawdę o Katyniu Rosjanie ukrywali przez pół wieku. Pod wersją o niemieckiej zbrodni skwapliwie podpisywali się polscy komuniści i... państwa zachodnie. Oficjalne dementi przyszło dopiero w kwietniu 1990 roku, kiedy ZSRR przyznał się, że zbrodnia jest dziełem stalinowskiego NKWD. Pod wpływem różnych nacisków Rosja co prawda wszczęła śledztwo w sprawie mordu katyńskiego - ale po 14 latach, we wrześniu 2004 roku, zostało ono umorzone. Straszliwą zbrodnię ludobójstwa uznano nie za zbrodnię przeciwko ludzkości, a jedynie za mord pospolity, który ulega przedawnieniu. Nikomu nie postawiono zarzutów, nie zostało też przedstawione uzasadnienie decyzji o umorzeniu śledztwa. Stronie polskiej odmówiono również przekazania listy ustalonych wykonawców mordu i innych dokumentów, świadczących o roli i odpowiedzialności stalinowskiego NKWD.
SKARGA DO STRASBURGATakie zakończenie śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej nie satysfakcjonuje rodzin ofiar mordu. Ponieważ od lat nie mogą doczekać się zadośćuczynienia, poszkodowani postanowili skierować sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Niebawem ma tam wpłynąć kilkadziesiąt skarg na brak skutecznego ścigania mordu dokonanego na polskich oficerach. Celem tych zabiegów jest nie tylko uznanie przez Trybunał mordu katyńskiego za zbrodnię ludobójstwa, ale również upublicznienie sprawy. Skarżący mają nadzieje, że wyrok Trybunału powinien zrobić wrażenie również na Rosji, która może lekceważyć polskie starania o nadanie mordowi właściwego znaczenia, ale na opinię międzynarodowych organów jest jednak wrażliwa i tak łatwo nie będzie mogła jej zignorować.
Autorką pierwszej skargi jest Witomiła Wołk-Jezierska, której ojciec został zamordowany w Katyniu. Wincenty Wołk, rocznik 1909, był porucznikiem artylerii ciężkiej, wykładowcą Mazowieckiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Józefa Bema w Zambrowie. Pojmany przez Armię Czerwoną 17 września 1939 roku we Włodzimierzu Wołyńskim, jako jeniec wojenny trafił do obozu w Kozielsku.
- Urodziłam się już w Rumunii, w 1940 roku. 6 marca ojciec napisał z Kozielska, żeby poczekać na niego z chrztem - wspomina pani Jezierska. - To był jego ostatni list.
Reprezentujący skarżących adwokat Roman Nowosielski argumentuje, że w sprawie katyńskiej nie zostało przeprowadzone przez Rosję skuteczne postępowanie wyjaśniające, co stanowi naruszenie art. 13. Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Nowy Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski rozważa możliwość przystąpienia do skargi, jeśli pozwoli mu na to polskie prawo.
"WIEM, ŻE ŻYJESZ, I ŻE WRÓCISZ..."W wydanej kilka lat temu książce "Śpij, Mężny" Stanisława Mikkego, który uczestniczył w ekshumacjach w Katyniu, Miednoje i Charkowie czytamy: "Z czarno-szarej i niemiłosiernie cuchnącej mazi wydobywane są rękami, często niemal całe zwłoki. Zdejmowane są z nich mundury, by odnaleźć dokumenty osobiste, medaliki, przedmioty osobistego użytku, zapiski i listy od rodziny - wszystko co przybliża tragedię w wymiarze jednego człowieka. Po odpowiednich zabiegach wracają słowa listu pisanego pół wieku temu: »Wiem, że żyjesz, i że wrócisz ... I będzie znów nam tak dobrze, jak kiedyś, prawda? Zbyszek krzyczy, Mamusia... napisz, żeby przyjechał«".
Adresat listu nie wrócił do rodziny, został skrytobójczo zamordowany przez NKWD.
- We wszystkich listach z Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska pojawia się jedno życzenie - powrót do wolnej Polski - podkreśla Witomiła Wołk-Jezierska.
Kilka lat temu, razem z częścią rodzin katyńskich, czyniła starania, aby przenieść prochy ofiar mordu z "nieludzkiej ziemi" do Polski tak, aby na Wschodzie pozostały jedynie symboliczne miejsca pamięci. Pod Warszawą miało stanąć Sanktuarium Męczenników Polskich - Nekropolia Katyńska, z katakumbami katyńskimi i pełnymi informacjami o ofiarach. Projekt zabudowy podzielił teren na cztery sektory: kozielski, ostaszkowski, starobielski i więzienno-obozowy (dla 7305 poległych w miejscach dotąd nieznanych). Muzeum Pamięci miało zgromadzić dokumentację mordów, przedmioty uzyskane podczas ekshumacji i ofiarowane przez rodziny. Powodów stworzenia w Polsce takiego miejsca było kilka. Chodziło o niepewny los cmentarzy na Wschodzie, które w przyszłości mogą zostać zlikwidowane, trudności w ich odwiedzaniu przez członków rodzin katyńskich, którzy w większości są starzy i schorowani i - co najważniejsze - wytworzenie kultu ofiar w ich rodzinnym kraju. Przykładem zacierania przez Rosję historii zamordowanych jest Archipelag Gułag, po którym niewiele zostało. Pomysłu przeniesienia szczątek do Polski nie udało się jednak zrealizować. Skarga napisana do Strasburga ma większe szanse powodzenia, choć wymaga jeszcze wielu zabiegów prawnych.
LOSY MUZEUM KATYŃSKIEGOW tej chwili w Warszawie istnieje Muzeum Katyńskie, które mieści się w budynku przy ul. Powsińskiej na warszawskim Mokotowie. Niedawno w mediach pojawiły się spekulacje, że powinno ono zostać przeniesione w sąsiedztwo Ambasady Federacji Rosyjskiej. Ministerstwo Obrony Narodowej miałoby przekazać na ten cel swoje budynki, znajdujące się 100 metrów od rosyjskiej ambasady. Szef MON Radosław Sikorski zdementował jednak te pogłoski, gdyż taka lokalizacja nie wpłynęła by na poprawienie stosunków z Federacją Rosyjską.
Rozważa się natomiast, aby Muzeum Katyńskie przenieść, razem z Muzeum Wojska Polskiego, do warszawskiej Cytadeli. Tam można by lepiej wyeksponować zbiory i zapewnić im godną oprawę.
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.