Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Jakie wybory do samorządów? - Krzysztof Mazur Wysłane niedziela, 4, czerwca 2006 przez Krzysztof Pawlak

W związku z inicjatywą Samoobrony, popartą przez LPR i co najmniej przychylnie przyjętą wśród części działaczy PiS-u, a dotyczącą zmiany ordynacji wyborczej do samorządów w kwestii bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów - warto zwrócić uwagę na pewne aspekty całej sprawy, aby nie powtarzać nawet w dobrej wierze niektórych haseł, a spojrzeć na sprawę nieco bardziej realistycznie i racjonalnie. Często przy okazji tejże dyskusji padają - najczęściej ze strony zwolenników systemu JOW - argumenty o cofaniu się w zakresie wyborczych rozwiązań czy likwidowaniu w trosce o partyjne interesy rozwiązań, "które się sprawdziły". Pewną ciekawostką w tym zakresie jest np. fakt, że wspólnym głosem przemawiają w tym wypadku najczęściej politycy PO, SLD i PSL-u oraz ta część prawicy, np. UPR, która w innych kwestiach raczej trzyma stronę obecnej koalicji rządzącej, a przynajmniej oficjalnie ową stroną sceny politycznej mniej się brzydzi.

Oczywiście trudno w tej sprawie podejrzewać o interesowność UPR, ale jeśli chodzi o stanowiska partii parlamentarnych, to pomimo pełnych troski haseł tak naprawdę w grę wchodzi jedynie bieżąca kalkulacja polityczna.
To, że Samoobronie i LPR może zależeć na pośrednim wyborze wójtów, burmistrzów czy prezydentów - jest dość zrozumiałe, gdyż sami mając nikłe szanse na obsadzenie tych stanowisk, w przypadku trwania koalicji mogliby przy wyborach pośrednich co nieco wywalczyć w zamian za poparcie konkretnego kandydata. Ale i PiS, jak się wydaje, również patrzy na pomysł tej zmiany dość przychylnie - mając podobny interes na względzie, gdyż w przypadku powtórzenia parlamentarnej koalicji większościowej na poziomie lokalnym i utrzymania wysokiego poparcia wyborczego partie rządzące szybciej i przede wszystkim - w pewniejszy sposób mogłyby obsadzić najważniejsze stołki w terenie. W ten sposób mogłyby jeszcze przed końcem bieżącego roku objąć we władanie nawet zdecydowaną większość samorządowych zarządów w Polsce. A wtedy obecna koalicja pod przewodem PiS-u faktycznie rządziłaby już wszędzie i byłby to wyczyn, którego nie osiągnęła dotychczas żadna inna partia ani partyjna koalicja.

Z kolei PO, a także inne partie opozycyjne, w wyborach bezpośrednich upatrują szansy na ugryzienie tego kawałka władzy dla siebie i zaspokojenie chociażby części niespełnionych apetytów na władzę u swoich działaczy. Dla przykładu: PO ma realną szansę na prestiżowe zwycięstwo np. w Warszawie, co byłoby dużym atutem propagandowym dla tej partii, wszak prezydentura Warszawy była przez działaczy PiS-u uważana za partyjny "Piemont" na drodze do zdobycia obecnej władzy. Także inne partie pomimo relatywnie słabszych, a nawet mizernych notowań mają duże szanse na uzyskanie znaczących stołków prezydenckich w miastach wojewódzkich czy burmistrzowskich lub wójtowskich w całkiem zasobnych i dużych gminach. Dla przykładu, całkiem realne jest powtórzenie SLD-owskiego sukcesu w wyborach prezydenta Rzeszowa, czyli w regionie, który jak żaden inny w Polsce popierał PiS i Lecha Kaczyńskiego. Także PSL, który coraz wyraźniej schodzi ze sceny politycznej, ma ciągle duże poparcie w wielu powiatach i gminach wschodnich województw. Są gminy, w których PSL-owska gwardia do dnia dzisiejszego rządzi nieprzerwanie jeszcze od czasów PRL-u.
Widząc te uwarunkowania i rzeczywiste przesłanki parlamentarnych zwolenników i przeciwników wyborczych rozwiązań, należałoby zastanowić się, jaki właściwie system byłby nie tyle wygodny dla tej czy innej strony - ale jaki system byłby, przy całej swojej ochlokratycznej niewydolności, najbardziej w danej sytuacji zasadny. Plusem systemu większościowego jest większa identyfikacja w ten sposób wybranej władzy, zwłaszcza że twarzą tej władzy jest konkretny wójt, burmistrz czy prezydent, a nie ciało kolegialne czy wybrany przez to ciało inny kolegialny organ, czyli zarząd gminy lub miasta. W obecnej sytuacji ten walor bardzo często jest niwelowany przez liczne przypadki kohabitacji prawicowych rad z lewicowymi prezydentami i vice versa oraz rozmywaniem odpowiedzialności za skutki konkretnych działań samorządowych organów władzy. Praktycznie na porządku dziennym występują przypadki montowania doraźnych koalicji, a to dla udzielenia absolutorium lub jego nieudzielenia czy uchwalenia lub zastopowania jakiejś uchwały na złość burmistrzowi lub prezydentowi z innej opcji politycznej. W przypadku jakichś spektakularnych sukcesów do jego ojcostwa przyznają się tak radni jak i prezydent, ale w przypadku niepowodzeń lub długu samorządowego budżetu - winą przerzucają się obydwie strony. Jest to wynikiem dość zrozumiałych działań polegających na rozmywaniu odpowiedzialności i eksponowaniu własnych sukcesów przed wyborcami.
Oczywiście w przypadku wyborów pośrednich taka kohabitacja praktycznie nie byłaby konieczna, a to co jest - często przez zwolenników wyborów bezpośrednich przedstawiane jako argument "za", czyli większa niezależność prezydenta czy burmistrza od kaprysów rady lub doraźnych koalicji radnych - wcale nie musi być taką oczywistą zaletą, o czym świadczą przykłady samorządów zarządzanych przez wiele miesięcy zza więziennych krat. Sam fakt, że wyborcy wybierając "najlepszych z najlepszych", wybrali takiego czy innego aferała - już sam z siebie stanowi empiryczny argument znacznie osłabiający niektóre założenia ordynacji większościowej. Aby zbytnio nie rozwlekać wywodu, warto zauważyć, że największe obszarowo jednostki samorządowe, czyli województwa i powiaty wyłaniają zarządy pośrednio i nie widać jakiejś jakościowej różnicy w zarządzaniu np. miastem powiatowym i powiatem, poza oczywiście mniejszą liczbą kart do głosowania. Także - co pewnie nawet bardziej wymowne - większość spółek kapitałowych wyłania swoje zarządy w drodze wyborów pośrednich, tj. prezesa i ewentualnie wiceprezesów wybiera organ nadzorczy, wybrany uprzednio przez walne zebranie udziałowców. A warto pamiętać, że wiele z tych spółek ma obroty znacznie większe niż gmina, powiat, miasto, a czasami nawet województwo i żadna nie może liczyć na coroczne zamykanie roku obrotowego debetowym saldem na koncie zysków.
W związku z tym, jeżeli warto cokolwiek popierać lub krytykować - to system, który z jednej strony każe wybierać "niezależnego" prezydenta miasta i partyjną radą miasta, który każe zawiązywać legislacyjne kompromisy, skazując strony na polityczne przekupstwa lub obstrukcje, wreszcie system, w którym przy pozorach samorządności, większość samorządowych środków redystrybuowanych jest przez budżet centralny, kompetencje szczebli samorządowych dublują się z kompetencjami urzędów państwowych, nie wspominając o zbyteczności np. samorządu powiatowego. W tej sytuacji rozprawianie o sposobie wyborów wójta czy prezydenta jest marnowaniem czasu i energii na sprawy trzeciorzędne.
Jeżeli wybory wójtów i prezydentów mają być większościowe, to rady powinny zostać znacznie ograniczone liczebnie, a ich kompetencje zawężone do czynności nadzorczych. Niech prezydent i jego ludzie decydują, ile i na co wydawać, jakie hipermarkety lokować, jakie przedsiębiorstwa komunalne prywatyzować itp., a wyborcy niech mają świadomość, kogo i po co wybierają. Prawdopodobnie gdyby nie istniała np. Rada Polityki Pieniężnej, to zarząd NBP potrafiłby sam ustalić stopy procentowe, abstrahując od potrzeby ich ustalania, a stopy te nie różniłyby się zapewne od tych ustalanych obecnie przez RPP. W końcu kto przygotowuje materiały dla RPP - jak nie zarząd NBP?
Ale wcale nie mniej sprawnym byłby system, w którym w trybie większościowym wyborcy wybieraliby niezbyt liczną (siedmio- do jedenastoosbowej) radę samorządową i ten organ powoływałby wójta lub prezydenta, co oznacza, że problem zaproponowanej zmiany ordynacji we wskazanym przez partię Leppera zakresie wcale nie stanowi istoty zmiany jakościowej w rządzeniu samorządami. I popierając lub krytykując propozycję zmian w tym systemie wyborczym, warto ten fakt mieć na uwadze, gdyż nawet zmiana ordynacji według pomysłu Samoobrony wcale nie oznacza jakiegoś politycznego regresu - a to z tego względu, iż obecne rozwiązania nie stanowią również żadnego legislacyjnego cymesu.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008