Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Jak zginął Józef Franczak, "Lalek", ostatni żołnierz II Rzeczypospolitej - Tadeusz M. Płużański Wysłane piątek, 16, czerwca 2006 przez Krzysztof Pawlak |

- Około godziny 14-tej wracaliśmy z pola. Kiedy spojrzałam na dębowy las, miałam przeczucie, że coś złego się wydarzy - wspomina Czesława Kasprzak.
H: Powietrze stoi. Coś w nocy będzie.
LALEK: Co ma być?
H: Burza, albo ...Tak pisał Zbigniew Herbert w dramacie "Lalek". Czesława Kasprzak widziała sztukę w telewizji:
- To był bardzo ładny film.
Czekała 20 latCzas akcji - 21 października 1963 roku. Godzina 15.40 (większość ubeckich materiałów podaje błędnie godzinę 5.40).
Miejsce akcji - Majdan Kozic Górnych. Kilka chałup, położonych na wzgórku, pod lasem. 20 kilometrów od Lublina, 8 kilometrów od Piask.
Główni aktorzy: "Lalek", siostra "Lalka" Czesława Kasprzak, konspiracyjna narzeczona "Lalka" Danuta Mazur, okoliczni mieszkańcy, funkcjonariusze SB i MO, wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie Antoni Maślanko.
Rysopis poszukiwanego:
"Wzrost ok. 174 cm, ciemny blondyn, włosy szpakowate, lekko łysy, czesze się do góry, oczy niebieskie, czoło wysokie, nos średni lekko pochylony do dołu, twarz owalna, koścista, śniada, (...) mowa grubsza, typowo męska, jest dobrze zbudowany, barczysty, pierś wysunięta do przodu, chód ciężki".
- Zawsze był czysty, schludnie ubrany, żadnego brudu za paznokciami. Może dlatego, jeszcze za Niemca, nazwali go "Lalek" - opowiada Czesława Kasprzak. - Ostatniego dnia założył zielone, prążkowane spodnie i brązową marynarkę, choć na ogół chodził po wojskowemu.
- Poznałam go na zabawie w 1946 roku i od razu mi się spodobał. Spotykaliśmy się raz na dwa, trzy miesiące. Na polu, w lesie, czasem u rodziny albo znajomych. Nawet na randki przychodził z pistoletem i granatami - wspomina Danuta Mazur, która przez prawie 20 czekała na "Lalka". - Miałam nadzieję, że jeśli przeżyje, będziemy kiedyś razem.
Wielkie ryzykoLALEK: Lodzia! Niech mnie.
LODZIA: Dobry wieczór!
LALEK: Jak się masz. Morowo, że jesteś, żeś przyszła.
G: Pijemy wasze zdrowie!
LALEK: Lodzia. Zdrowie. Czekałem na ciebie.- Nasz syn Marek urodził się w 1958 roku - opowiada Danuta Mazur. - Józek zobaczył go pierwszy raz po ośmiu miesiącach, gdy wyniosłam dziecko w zboże. Wiele razy jeździłam do księży, byłam u dominikanów w Lublinie, ale nikt nie chciał dać nam ślubu. Mówili, że to wielkie ryzyko. Kiedy ubecy przychodzili i pytali o Marka, odpowiadałam, że ja już nie wiem, z kim mam to dziecko. Tak się poniżyłam.
Syn "Lalka" i Danuty Mazur o tym, kim był jego ojciec, dowiedział się dopiero po latach. Dziś mieszka w Chełmie, pracuje w kopalni jako technik-mechanik. Kilka lat temu sąd pozwolił mu używać nazwiska Franczak.
"W wyniku intensywnej pracy operacyjnej w dniach 18-21.X.63 r. w dniu 21.X.63 r. uzyskano dane, że wymieniony bandyta melinuje w zabudowaniach aktywnego współpracownika we wsi Kozice pow. Lublin. (...) podjęto decyzję przeprowadzenia rewizji w zabudowaniach »BW« [Becia Wacława - red.]. Na ewentualny wypadek gdyby wynik był negatywny, zakładano dokonać rewizji dwóch meliniarzy w tej samej miejscowości dla pozoracji i odwrócenia podejrzeń w odniesieniu do t. w. [tajnego współpracownika - TMP] »Michała«".
TW "Michał" to Stanisław Mazur, stryjeczny brat Danuty - narzeczonej "Lalka". To on zawiadomił SB, gdzie tego dnia przebywa Franczak. Rodzina przez lata niesłusznie podejrzewała rodzinę Beciów.
Napij się, ŻukOBCY: Przepraszam. Czy pan Lalek?
LALEK: Tak. O co chodzi?
OBCY: Mam do pana sprawę.
LALEK: Teraz?
OBCY: Tak, bardzo pilna.
LALEK: O co chodzi?
OBCY: Osobista sprawa. Chciałbym na osobności.
Lalek wstaje od stolika. (...)
ŻUK: Lalek, nie wychodź sam! Lalek, oni się na ciebie zasadzili!
A.: Kto się tak drze?
B.: Żuk, brat Lalka. Pewnie się upił.Już wcześniej stworzony przez Herberta Żuk chciał zawiadomić "Lalka" o grożącym mu niebezpieczeństwie. W tym celu przyszedł do restauracji. Żuk jednak nie zdążył. Na drodze stanęli dwaj sąsiedzi, nazwani przez Herberta panami C i D, którzy zatrzymali go przy swoim stoliku:
D: Pij szczeniaku. Ja z twoim ojcem nieboszczykiem do szkoły chodziłem. (...)
ŻUK: Ale teraz to ja już naprawdę muszę...
C: Siedź. Nie ruszaj się. Głupi jesteś.
D: Czego ty chcesz od Lalka?
ŻUK: Chcę mu powiedzieć, żeby uważał.
D: Na co ma uważać?
ŻUK: Chcą go bić. (...)
C: Da sobie radę. Napij się, Żuk.Ostatnie spotkaniePrzed wojną Józef Franczak (rocznik 1918) ukończył szkołę żandarmerii w Grudziądzu. Został przeniesiony do Równego, gdzie zastała go wojna. Po 17 września aresztowany przez Sowietów, uciekł z niewoli.
- Józek ukrywał się ponad 20 lat, od 1941 roku, kiedy ktoś z Piask złożył na niego donos na Gestapo - mówi Czesława Kasprzak.
W 1944 roku, jako oficer wstąpił do wojska, walczył nad Wisłą. Wkrótce zaczęło go szukać NKWD i musiał uciekać.
Według materiałów UB Franczak miał co najmniej 100 "melin", głównie w okolicach Lublina.
- Spotkaliśmy się w niedzielę, 20 października, w zagajniku. Józek był pogodny, nie przypuszczał, że coś się stanie - Danuta Mazur z trudem ukrywa łzy. - Opowiedziałam mu mój sen. To była mętna, wezbrana rzeka, a w niej pływał nasz syn. Józek powiedział, żeby uważać na Marka. Mieliśmy zobaczyć się za dwa tygodnie ...
Czesława Kasprzak:
- W poniedziałek, koło 15.00, Jan Beć (ojciec Wacława) podbiegł do domu i powiedział Józkowi, że przyjechała milicja i obstawiła całą okolicę. Józek wyskoczył przez okno, ostrzeliwał się i rzucał granaty, ale żaden nie wybuchł.
Ostatnia ucieczkaMATKA: Dobrym był dzieckiem - oni podeszli do stolika - grzecznie przeprosili - wyciągnęli w noc - bili - po głowie - wszędzie - ludzie byli parę metrów - jego koledzy byli - nikt nie ratował - radio grało, pili - a on leżał parę metrów - ani nie wiedzieli - bili po głowie - wszędzie - kto bił - nawet nie krzyknął - tego nie wiedzą.- Matka najbardziej go lubiła z całej naszej piątki. Zawsze uśmiechnięty, pomagał innym. W szkole był najlepszym uczniem - mówi Czesława Kasprzak.
Ostatnie chwile "Lalka" według UB:
"Okrążenia zabudowań B [Becia - TMP] Wacława s. Jana dokonano z podjazdu przez grupę operacyjną ZOMO składającą się z 35 funkcjonariuszy doprowadzonych do meliny przez dwóch oficerów Służby Bezpieczeństwa. Z chwilą okrążenia zabudowań b. [bandyta - red.] Franczak wyszedł ze stodoły, pozorując gospodarza rozważał możliwość wyjścia z obstawy, a gdy został wezwany do (nieczytelne) chwycił za broń - pistolet, z którego oddał kilka strzałów. W tej sytuacji grupa likwidacyjna ZOMO przystąpiła do likwidacji. Franczak mimo wzywania go do zdania się podjął obronę i wykorzystując słabe punkty obstawy pod osłoną zabudowań wycofał się około 300 m. od meliny, gdzie podczas wymiany strzałów został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł".
- Mój syn zobaczył na polu racę - opowiada Helena Misiura. - Od razu pobiegł w kierunku domu, bo tam została jego żona i dzieci. Kiedy był już przy płocie, usłyszał hasło "padnij" i schował się za furmankę.
- Razem z koleżanką wracałam z kina objazdowego, które przyjechało do Piask - pamięta sąsiadka Misiurów. - W lesie zobaczyłam ludzi z pistoletami. Popłakałam się, bo myślałam, że do krów będą strzelali.
- Kiedy usłyszałam strzały, wyjrzałam przez okno - ciągnie Helena Misiura. - Bałam się o wnuki, które bawiły się przed domem. Zobaczyłam Józka, jak biegł przy naszym płocie. W jednej ręce miał teczkę, w drugiej pistolet. Nagle zachwiał się, złapał pod bok i wyciągnął koszulę ze spodni. Przeskoczył jeszcze przez żywopłot i zaległa cisza. Śmiertelny strzał musiał paść zza lipy. Za chwilę podniosły się krzyki: "Jest, jest!". Ze wszystkich stron, od drogi, z lasu wylegli ludzie. Jedni byli w mundurach i płaszczach, drudzy w kufajkach i po cywilnemu. Potem podjechały trzy samochody i karetka. Myśleliśmy, że to po Józka, ale zabrali jakiegoś zabitego milicjanta.
- Józek upadł pod naszym domem. Jakiś człowiek podbiegł do niego i darł się, żeby rzucił broń, a on już nie żył - mówi Michalina Misiura, ciotka Heleny. - Potem pilnował go jakiś milicjant, który bardzo żałował tego, co się stało. Ale przychodzili też sąsiedzi, kopali Józka i pytali: może chcesz jabłko albo papierosa?
W sekcji zwłok przeprowadzonej przez biegłego lekarza czytamy:
"Rany postrzałowe klatki piersiowej i jamy brzusznej, z następnym uszkodzeniem serca, wylewem krwawym do jamy opłucnej, uszkodzeniem wątroby, przepony i płuca lewego. Biorąc pod uwagę wyniki sekcji zwłok należy przyjąć, że przyczyną zgonu denata była rana postrzałowa serca".
Nagi, bez głowyA.: Nie mogę uwierzyć. Przecież jeszcze wczoraj. Ot, życie ludzkie...
POSŁUGACZ: Kto jest z rodziny?
G.: My koledzy.
POSŁUGACZ: Możecie wejść
H.: Jakeśmy weszli, Lalek leżał na stole bez niczego. Miał krwawą pręgę od brzucha aż do szyi. Brodę przywiązaną bandażem.Czesława Kasprzak:
- Po pół godzinie przyjechał z Lublina prokurator Antoni Maślanko. Milicjanci podświetlili latarkami ciało. Prokurator spytał, czy to "Lalek". "Przecież wiecie, kogo zamordowaliście" - odpowiedziałam. Maślanko zapewniał, że wyda nam ciało Józka.
O 21.00 martwego "Lalka" przewieziono do Akademii Medycznej w Lublinie. Został pochowany potajemnie, tak jak jego koledzy z podziemia, na cmentarzu przy Unickiej. Po czterech dniach, w nocy, rodzina wykopała ciało.
- Józek leżał nagi, bez głowy - opowiada Czesława Kasprzak.
"Powołując się na pismo prokuratury z dnia 24 października 1963 roku i na ustną rozmowę z dr. Iwaszkiewiczem proszę o zdjęcie głowy ze zwłok Józefa Franczaka". Podpisał podprokurator powiatowy.
Czesława Kasprzak mogła przenieść brata na cmentarz w Piaskach dopiero w 1983 roku. Spoczął obok miejscowych księży i dawnych dziedziców. Na skromnym grobie wyryto napis: "JÓZEF FRANCZAK, ŻYŁ LAT 45, ZGINĄŁ 21.X.1963. POŚWIĘCIŁ ŻYCIE ZA WOLNOŚĆ OJCZYZNY KTÓREJ NIE DOCZEKAŁ".
Przed cmentarzem stoi pomnik upamiętniający opór przeciwko niemieckiemu okupantowi. Czyżby walka o wolną Polskę skończyła się w 1945 roku?
Skok na kasę"Lalek" brał udział w wielu akcjach na "utrwalaczy władzy ludowej". Kilka razy był ranny, raz nawet aresztowany.
W czerwcu 1946 UB zrobiło w okolicy wielką łapankę. Po zatrzymaniu kilku osób ubecy pojechali do wsi Chmiel na wesele. "Bandytów" zamknęli w komórce, a sami raczyli się wódką. Nie wiedzieli, że jednym z zatrzymanych jest od dawna poszukiwany Józef Franczak - "Lalek", który miał wyrobione dokumenty na inne nazwisko. Po zabawie ciężarówka z aresztowanymi ruszyła w kierunku Lublina. Podczas jazdy żołnierze rzucili się na podchmielonych ubeków, obezwładnili ich, zabijając pięciu. Podobno sygnał do akcji dał Józef Franczak.
Łapanka urządzona przez UB była związana z poszukiwaniami "Lwa" - Antoniego Kopaczewskiego, kierownika Inspektoratu Lubelskiego WiN, który zginął kilka miesięcy później na skutek donosu. "Lalek" likwidował później ubeckich szpicli.
Żołnierz "Lwa" Mieczysław Jarosz z Piask, ujawniony w 1945 roku, opowiada:
- Przez wiele lat wzywali mnie na UB, pytali o różne rzeczy, ale zawsze kończyło się na "Lalku".
W lutym 1953 roku, razem z "Wiktorem" - Stanisławem Kuchcewiczem i "Felkiem" - Zbigniewem Pielakiem (zmarł we wrocławskim więzieniu w 1954 roku) "Lalek" napadł na kasę Gminnej Spółdzielni w Piaskach. Chcieli zdobyć fundusze, aby przetrwać zimę. "Wiktor" i "Felek" weszli do poczekalni w strojach wieśniaków. Uzbrojony w pepeszę "Lalek" osłaniał kolegów po przeciwnej stronie szosy Chełm - Lublin, w bramie cmentarza. Skok nie udał się, gdyż kasjer zdążył wezwać na pomoc milicję. Ostrzelanie drogi przez "Lalka" nie mogło pomóc. Ranny "Wiktor" rozkazał "Felkowi", aby zostawił go i uciekał.
Stanisław Kuchcewicz był ostatnim dowódcą Franczaka. Wcześniej UB zamordował słynnego "Zaporę" - Hieronima Dekutowskiego, "Uskoka" - Zdzisława Brońskiego i wielu innych.
Na konto "Lalka"Po śmierci "Wiktora" w 1953 roku "Lalek" został sam. Przez następne 10 lat ukrywał się. Skazany na banicję, wyjęty spod prawa.
- Wolałam nie wiedzieć, gdzie i z kim chodzi, żeby nie wydać go na UB. Miałam nawet kilka zdjęć z Józkiem, ale wszystko zniszczyłam, też ze strachu. Zostawić go? Nigdy w życiu. Przecież go kochałam - zawstydza się 75-letnia Danuta Mazur.
Już w 1950 roku bezpieka na Lubelszczyźnie otrzymała z Departamentu III MBP nakaz "rozpracowania operacyjnego" ostatnich grup oporu. Nadzwyczajne środki w sprawie ujęcia "kadrowego bandyty Franczaka" podjęto w 1954 roku. Dwa lata później postępowanie musiano jednak zawiesić, "wobec jego ukrywania się". 8 września 1961 roku w "Kurierze Lubelskim" ukazał się list gończy za Franczakiem, razem ze zdjęciem.
Czesława Kasprzak:
- Józek nie był bandytą. Ludzie nie przechowywali by go przez te wszystkie lata, gdyby rabował i zabijał. Wszyscy mu pomagali, przynosili ubranie, jedzenie. W okolicy była grupa bandytów, ale wszystkie przestępstwa szły na konto "Lalka". Ostatniego napadu nie mogli mu przypisać, bo był już po jego śmierci.
Nie chcieli wydaćJeszcze w latach 40. "Lalek" chciał się ujawnić, rozpocząć normalne życie.
- Znajomy prokurator z Lublina powiedział nam, że Józek nie ma szans, takie papiery na niego mają. Po amnestii mogą go wypuścić, ale po dwóch-trzech miesiącach ślad po nim zaginie - mówi Czesława Kasprzak.
UB miał utrudnione zadanie, bo ludzie, mimo ciągłych aresztowań, nie chcieli wydać Franczaka: w ogóle o nim nie słyszeli; jeśli go znali, to nie widzieli go od lat; obciążali siebie; potem informowali Franczaka o swoich przesłuchaniach.
Jan Lipa z Kozic Dolnych, konspiracyjny kolega "Lalka" opowiada:
- Sklepowa Czesława K. zrobiła manko w sklepie. Pewnego dnia przyszli do niej tajniacy i oświadczyli, że o manku może zapomnieć, jeżeli wyda "Lalka". Kiedyś zobaczyła za moją stodołą człowieka, który na jej widok uciekł w pole. Doniosła gdzie trzeba o swoim spostrzeżeniu.
Jan Lipa przez dwa lata był wzywany do UB w Piaskach. Ubecy oferowali mu 30 tysięcy złotych.
POST SCRIPTUMJózef Franczak był zapomniany również w III RP. Dopiero teraz, po 16 latach niepodległej Polski, przywraca mu się należne miejsce w historii. 17 marca br. Instytut Pamięci Narodowej zorganizował uroczystości poświęcone pamięci - jak napisano - ostatniego żołnierza Polskiego Podziemia Niepodległościowego. W rodzinnych Piaskach, po mszy świętej w kościele parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, złożono kwiaty na grobie "Lalka" na miejscowym cmentarzu. W Lublinie odbyła się uroczysta sesja naukowa, połączona z pokazem filmu pt. "Ostatni...", w realizacji Adama Sikorskiego, poświęcona żołnierzom niepodległościowego podziemia, którzy najdłużej - do końca lat 50. - walczyli z sowieckimi okupantami Polski.
Honorowy patronat objęli: prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński, ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, metropolita lubelski ksiądz arcybiskup Józef Życiński, ordynariusz polowy Wojska Polskiego ksiądz biskup Tadeusz Płoski, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Witold Marczuk, przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik, prezes Rady Kombatanckiej przy Kierowniku Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jerzy Woźniak, władze Lublina i województwa lubelskiego.
Uroczystościom przyświecało motto Zbigniewa Herberta z wiersza "Przesłanie Pana Cogito":
"...Idź dokąd poszli tamci do ciemnego lasu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
Wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
Ocalałeś nie po to aby żyć
Masz mało czasu trzeba dać świadectwo
Bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy...".
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIArtykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska"Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.