Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Ścieżki kariery - Krzysztof Mazur Wysłane wtorek, 19, grudnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

W ostatnich latach mieliśmy aż nadto przykładów, na podstawie których można określić typową ścieżkę kariery publicznej w PRL-u i Rzeczpospolitej Trzeciej i Pół. Zresztą takich przykładów pewnie każdy z Czytelników ma aż nadto pod ręką, niezależnie od skali tej kariery i profitów zeń płynących. Piszący te słowa w pełnoletniość wkraczał w drugiej połowie lat 80., kiedy to przyszło mi zgłębiać tajniki ekonomii politycznej socjalizmu i kapitalizmu. Może zabrzmi to trochę nieskromnie ale - cóż dobry towar sam się chwali - w związku z tym, że miałem dość dobrze w głowie poukładane, stać mnie było na wyrażanie podczas wykładów lub ćwiczeń własnego zdania, jak i manifestowania światopoglądu niekoniecznie zbieżnego z oficjalnym. Była to w sumie cieplarniania i pluszowa opozycyjność, ale pomimo tego SB-cja postanowiła zakwalifikować mnie do osobników prowadzących "działalność antypaństwową naruszającą porządek publicznoprawny". Dowiedziałem się tego z wypisu kartoteki odtworzeniowej, którą dokładnie rok temu otrzymałem w Oddziale IPN-u. Pisało tam również, że inwigilację mojej osoby zakończono w styczniu 1990 r., czyli pół roku po tym, kiedy według Joanny Szczepkowskiej "skończył się komunizm", sprawę prowadzono na podstawie składanych materiałów agenturalnych, czyli po prostu donosów, z jednoczesnym zaznaczeniem, że wszystkie te materiały zostały zniszczone.

Nie wiem więc, kto na mnie donosił, nie jest mi z tego powodu jakoś szczególnie przykro ani nie zadręczam się codziennie myślą, że w moim otoczeniu przebywa jakiś kapuś, ale świadomość byłego i obecnego czasu nie pozwala mi obojętnie patrzeć na system, który nie tylko pokrywa małość nimbem zapomnienia, ale wprost foruje takie kreatury podczas selekcji zawodowej i politycznej. Oto jeden z moich "kolegów", któremu nauka przychodziła z pewną trudnością, za to wykazywał się niespożytą energią w barwach KPN-u, "zaszczyca" obecnie swoim nazwiskiem i pseudonimem niesławną listę sporządzoną przez grupę "Ujawnić Prawdę". Ale co się w III RP nachapał, to jego, w końcu zdążył być już wiceprezydentem średniej wielkości miasta. Inny, wymieniony na tejże liście, wielki działacz ZSP czerpiący profity z nieustannego dorabiania na ZSYP-owskich saksach, od wielu lat burmistrzuje swojej mieścinie, a z tego co mi wiadomo, również ostatnie wybory zakończył sukcesem. Zresztą niekoniecznie trzeba było być TW, zwykle wystarczył oportunizm każący zapisać się do wspomnianego Zrzeszenia Studentów Polskich, ZSMP lub ZMW, bez problemów dostawało się paszporty na "wsie strany mira" i łatwo się tam wyjeżdżało. A w III RP, koledzy z SLD lub PSL-u pamiętali o swoich dawnych poplecznikach i gratyfikowali takich - najczęściej - nieuków i drobnych pijaczków wysokimi stołkami w urzędach państwowych, samorządowych lub skarbowych.

Ostatnią uwagę chciałbym szczególnie zaakcentować, gdyż pamiętam dokładnie osoby ze swojego otoczenia, które w III RP robiły kariery zawodowe i publiczne i w 90 proc., a może nawet więcej, byli to nieuki, lenie lub zmanierowani synkowie PRL-owskich aparatczyków, niezależnie od tego czy należeli do ZSMP, czy NZS-u. Jeżeli w III RP robili karierę, to w większości dlatego, że szli po linii SLD lub PSL-u, okazywali się TW lub szli po wiodącej linii opozycji. Stąd niezależnie od tego czy jakiś obecny nominat lub kandydat na nominata jest utytułowanym profesorem lub doświadczonym dyrektorem ("mój mąż jest z zawodu dyrektorem"), wiedząc, że w jego życiorysie całymi latami dominował polityczny oportunizm, mam instynktownie bardzo mało zaufania do rzeczywistych kwalifikacji takiego osobnika. Po prostu znam całe legiony takich "fachowców" i "profesorów" w najbliższym otoczeniu i nie sądzę, aby to otoczenie stanowiło jakiś szczególny polityczny ekosystem. Ba!, miałem okazję poznać profesora-specjalistę od finansów publicznych, który po kilku kieliszkach przyznał się, że powtarzał szóstą klasę podstawówki z powodu "pały" z matematyki. Zapewniam od razu, że nie był to polski Einstein ani kontestator publicznego nauczania, gdyż ten uczony finansista nadal nie umie rozwiązywać równań z niewiadomą.

Zebrało mi się na takie wspominki obserwując zamieszanie wokół najlepszej niedoszłej kandydatury prof. Sulmickiego na prezesa NBP, dywagacje nt. nieziemskich kwalifikacji Marcinkiewicza i kontrowersje wokół osoby ks. abp. Wielgusa. Oczywiście z góry zastrzegam, że nie uważam wymienionych w tym kontekście osób za nielotów, nieuków a tym bardziej drobnych pijaczków, wprost przeciwnie uważam, że wyżej wymienione osoby stanowią przykłady z górnej półki - ale górnej półki wymienionych wcześniej ścieżek kariery.
Prof. Sulmicki z Sulmic jest dokładnym odwzorowaniem kariery poprzez oportunizm, najpierw nieprzerwanie w PZPR: od 1986 r. doradca w NBP, potem kariera uczelniana i fuchy w krajowych i międzynarodowych instytucjach aż po ostatnią nominację z rąk prezydenta IV RP, która miała rozliczyć komunizm i uczynić sprawiedliwość. Co ciekawe, prof. Sulmicki miał stanowić rękojmię niezależności w procesie kierowania narodowym bankiem centralnym, a publicznego zainteresowania swoją osobą i presji medialnej nie potrafił wytrzymać dłużej jak dwa dni. Typowa ścieżka po linii partii - władzy, byleby być zawsze po "słonecznej stronie życia", przynajmniej jeśli chodzi o stronę materialnych i zawodowych profitów.
Kazimierz Marcinkiewicz, jak wiadomo, nie przyjął propozycji rządowej posady, gdyż nie odpowiadała jego nieziemskim, osobistym walorom, ale jak stwierdził w niedawno udzielonym wywiadzie - swoje nazwisko już widzi w encyklopedii. Właściwie to mógłby już nic nie robić, przynajmniej dla siebie, a jeżeli podejmuje jakieś starania, to oczywiście dla naszego dobra, dla dobra Polski, której nie stać na marnowanie takich wybitnych osobistości. Wyjątkowe połączenie bufonady z pijarowskim samozakłamaniem, każącym wykreowanemu premierowi-naturszczykowi wierzyć w wymyślone na swój temat dyrdymały. Połączenie politycznego arywizmu i "ciągu na władzę" z oportunizmem w ramach szerokiej opozycji od ZCHN-u po AW"S", Przymierze Prawicy, PiS aż po koniunkturalne ukłony w stronę PO.

I abp. Wielgus, określany przez otoczenie jako wybitny teolog, ksiądz i człowiek, a zarazem kolejny z szeregu oskarżonych o agenturalną współpracę zwalający winę na sfałszowane teczki i uwarunkowania minionego czasu. Tteolog i naukowiec dzielący prawdę na "prawdę historyczną", która ma być tożsama z "prawdą diabelską" i prawdę okraszoną "życzliwością i miłością". Oczywiście arcybiskup wie, że jego teczki to domena tego gorszego rodzaju prawdy chociaż zarazem przyznaje, że "co jest w teczkach zebrane, tego nie wiem", "w ogóle nie starałem się o to, żeby zaglądać do teczek. Nie wiem czy one są, czy ich nie ma". Arcybiskup wie za to, że "potworne krzywdy wyrządziła inkwizycja", gdyż jest mediewistą i czytał niektóre z doniesień tamtego okresu, tylko nie wiadomo czy owe kroniki i dokumenty ksiądz arcybiskup czytał, mając na uwadze prawdę okraszoną życzliwością, czy kierował się wyłącznie "prawdą historyczną". Biorąc pod uwagę tak stanowczą i druzgocącą recenzję inkwizycji - z pewnością była to ta sama strona prawdy, którą przedstawił np. Umberto Eco w znanej powieści "Imię Róży". A swoją drogą - to dziwić się cywilnym oportunistom, skoro kościół mający własne, praktycznie niezależne drogi awansu, własne seminaria i uczelnie jak np. KUL, pewną niezależność materialną i instytucjonalne poparcie Watykanu oraz kościoła powszechnego - nie mógł intelektualnie usatysfakcjonować ambitnych kleryków i księży, którzy "musieli" chodzić i rozmawiać z SB-kami w celu wyproszenia paszportu? Paszport wart mszy, a może nawet więcej?

I tak biegną obok siebie ścieżki karier naszych elit, a parafrazując La Fontaine'a: Trzy "kręte ścieżki do potoku wiodły,/ A kładka wąska, drżąca i zbutwiała/ Końce drożynek wiązała"..." - stąd trudno dziwić się, że jak chcą i kiedy chcą ćwiczą sobie na nas swoje wprawki różni krajowi i zagraniczni gryndziarze.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008