Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Działania pozorowane - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 15, stycznia 2007 przez Krzysztof Pawlak

"Czyż zdarza się w mieście nieszczęście,/ by Pan tego nie sprawił?/ Bo Pan Bóg nie uczyni niczego,/ jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swym, prorokom" - przestrzegał Izraelitów prorok Amos, sam prosty pasterz powołany do nawracania i pouczania możniejszych, i zwykle bardziej uczonych od siebie.

Skoro zatem nie ma przypadków, a są tylko znaki, to wydaje się rzeczą zrozumiała, że różne nieprzyjemne, a nawet gorszące wydarzenia, jakie miały ostatnio miejsce w polskim kościele, musiały być poprzedzone jakimiś dającymi do myślenia okolicznościami. I takowe oczywiście były, chociaż gdyby w ramach socjologicznego eksperymentu pominąć wszystkie informacje, a próbować rekonstruować omawiane wydarzenia na podstawie wyłącznie dokumentów strony kościelnej i mediów o. Rydzyka, to wyszłoby, że jedynymi winowajcami całego zamieszania są... media i IPN, a to z tego względu, że 1) posiadanej w sprawie abp. Wielgusa dokumentacji nie przyniosły do nuncjatury apostolskiej, przez co abp Kowalczyk o niczym w sprawie nie wiedział, 2) rozpętały gorączkową nagonkę na gorliwego kapłana, nie dając mu czasu na zebranie myśli i udzielenie wyczerpujących wyjaśnień, 3) nawet gdy arcybiskup przyznał się do winy i wyraził skruchę, to hierarchom nie wypada sądzić brata w kapłaństwie, by samemu nie być sądzonym, 4) co wcale nie przeszkadza osądzać dziennikarzy, szczególnie tych katolickich, bo jak wiadomo - "ci są najgorsi", 5) a co do przyznania się do winy, to zdaniem prymasa Glempa ks. arcybiskup wyraził skruchę, ale to była taka skrucha, żeby.... i tu ksiądz prymas przerwał, jakby przeczuwając, że następne wyrazy mogą być trochę źle odebrane. No bo jak tu powiedzieć ludziom prosto w oczy, że ta skrucha to była tak dla picu i zamydlenia oczu?
Trudno nie dostrzec, że afera ingresowa była wprost pochodną zignorowania wielu wcześniejszych znaków i napomnień wysyłanych przy okazji ujawnienia agenturalnej przeszłości o. Hejmo, ks.ks. Czajkowskiego, Malińskiego czy księży i kurialistów krakowskich, o których informował ks. Isakowicz-Zaleski. Pomimo, że materiał dowodowy dotyczący o. Hejmo był bardzo obfity, włącznie z nagraniami dźwiękowymi, wiele osób do dnia dzisiejszego jest skłonne wierzyć wyłącznie w spisek wymierzony przeciwko temu zakonnikowi. Sprawa ks. Czajkowskiego pokazała, że byli współpracownicy zracjonalizowali we własnym sumieniu przeszłe winy w ten sposób, aby pamięć o przeszłości nie psuła im obecnego, dobrego samopoczucia. Sprawa bp. Skworca jak i pewne informacje z dokumentów ks. Jankowskiego pokazały, że problem lustracji nie ominie również najwyższych hierarchów i należałoby w tej materii podjąć pewne działania wyprzedzające, zwłaszcza w okresie dużych zmian personalnych na ważnych stanowiskach kościelnych. Zamiast tego mieliśmy nieustanne zamiatanie sprawy pod dywan i wyciszanie kolejnych sensacji na drodze pewnego rodzaju moralnego szantażu, w ramach którego sugerowano, że każdy kto ujawniałby niechlubną przeszłość księży - jest wrogiem samego Kościoła i współpracownikiem mediów sterowanych przez zagranicę.
Niepokornych księży mających odwagę głośno powątpiewać w szczere zamiary kościelnej hierarchii bezczelnie flekowano, czego skrajnym przykładem było na wstępie lekceważące, a później oczerniające zachowanie niektórych księży i biskupów wobec ks. Zaleskiego. Na takim ostentacyjnym lekceważeniu płynących zewsząd ostrzeżeń upłynęły prawie dwa lata i widocznie trzeba było aż takiego skandalu, aby biskupi mogli wreszcie zebrać się i wreszcie nieco praktyczniejszym językiem porozmawiać o rozliczeniu przeszłości. Zastrzeżenie "nieco praktyczniejszym językiem" jest jak najbardziej na miejscu, gdyż w odróżnieniu od niektórych eufemistycznych komentarzy trzeba trzeźwo zauważyć, że ostatni list pasterski odczytany w kościołach całego kraju jest nadal utrzymany w konwencji kościelnej nowomowy, stosowanej tak często właśnie w stosunku do oceny wydarzeń związanych z lustracją duchownych. Bardzo trudno odnaleźć w tym dokumencie biblijną zasadę "niech wasza mowa będzie tak-tak, nie-nie", jeżeli jest w nim mowa o winie, to w większości o winie mediów i ewentualnie PRL-owskiego aparatu. Abp Wielgus jest cały czas podwójną ofiarą, niegdyś ofiarą aparatu bezpieczeństwa, a obecnie ofiarą medialnej nagonki. Hierarchowie z "bólem śledzili" oskarżenia wysuwane pod adresem biskupa, a nie krętactwa biskupa i jego "ewolucyjne" przyznawanie się do winy pod wpływem kolejno ujawnianych dokumentów. Warto zauważyć, że tenże broniony przez współbraci w kapłaństwie pasterz kościoła jeszcze w sobotę przed odczytaniem listu w kościołach publicznie zaprzeczył prawdomówności abp. Kowalczyka, któremu biskupi polscy podziękowali we wspomnianym liście za "braterską i kompetentną pomoc". Czyżby wpływ "medialnej gorączki" nadal tak mocno oddziaływał na arcybiskupa, że zaczyna już występować przeciwko innym biskupom, czy też jest to tylko prozaiczna złośliwość pod adresem nuncjusza, za zmuszenie go do "pokornego" złożenia urzędu?
Omawiany i uchodzący za przełomowy list pasterski bardziej nawołuje do wstrzemięźliwości w ocenie winnych współpracy z bezpieką niż do pokornego i bezwarunkowego wyznania winy i okazywania skruchy. Jak widać, z dotychczasowych doświadczeń mało kto poczuwa się do winy, a do szkodzenia - to już nie poczuwa się chyba nikt. Casus Małgorzaty Niezabitowskiej i konsekwencje takich wyroków, widoczne w sprawie Jurczyka, pokazują, że metodami pokojowymi nic się w tych sprawach nie osiągnie. To jest tak, jak dawniej bywało z negocjacjami prowadzonymi z bolszewikami, którzy rozumieli tylko prawo siły i faktów dokonanych. Być może trudno to zrozumieć biskupom, których wielu mroczne czasy PRL-u odreagowywało długoletnimi studiami i pracą w Rzymie lub w innych krajach wolnego świata. Niestety, zdecydowana większość ich owieczek była skazana na beznadziejną wegetację w PRL-owksiej rzeczywistości, a niektórzy nawet przez szybę nie oglądali szynki z "Baltony". Szkoda, że i dzisiaj nie mogą doczekać się chociażby prostych słów prawdy.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008