Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| GDZIE SPOCZYWAJĄ OFIARY STALINOWSKIEGO TERRORU? - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI Wysłane wtorek, 20, lutego 2007 przez Krzysztof Pawlak |
Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają zamordowani w stalinowskich więzieniach. Niektóre miejsca pogrzebania udaje się jednak odnaleźć. Część ofiar komunistycznych siepaczy spoczywa w... centrum Warszawy, w podziemiach gmachu przy ul. Koszykowej 6. W latach 50. mieściła się tu centrala Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, dziś ma swoją siedzibę Ministerstwo Sprawiedliwości. W piwnicznych celach, w których przetrzymywano więźniów politycznych, powstaje właśnie filia Muzeum Powstania Warszawskiego - miejsce pamięci ofiar stalinowskiego terroru. Coraz więcej wiemy również, jak przebiegały egzekucje.W Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej (nr 7/30) historyk Marcin Zwolski wymienił cztery kategorie więźniów: "więzień zmarły, więzień-samobójca, więzień stracony na mocy wyroku kary śmierci (KS) lub »bandyta« przekazany do jednostki więziennej w celu pochowania (byli to zazwyczaj żołnierze niepodległościowego podziemia zabici podczas akcji Urzędów Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i "ludowego" Wojska Polskiego). (...) Ciała więźniów samobójców i więźniów straconych naczelnik mógł wydać rodzinie jedynie za zgodą szefa WUBP, wydaną w uzgodnieniu z miejscowym prokuratorem. Zwłoki zabitych »bandytów« w żadnym wypadku nie mogły być wydane rodzinie". Rodziny często nie wiedziały w ogóle o śmierci najbliższych.
Jako oficjalną przyczynę zgonu lekarze więzienni podawali najczęściej udar serca lub (ostre) zapalenie płuc. W Poznańskiem, w przypadku więźnia rozstrzelanego, wpisywano: "rany postrzałowe czaszki i porażenie ośrodków mózgowych", powieszonego: "niedotlenienie mózgu i porażenie ośrodka oddechowego".
BEZ GROBÓWZamordowanych grzebano w bezimiennych grobach. Z przepisów więziennych wynikało, że należało to robić na miejscowym cmentarzu, często na jego obrzeżach, z dala od innych grobów lub obok cmentarnego muru.
Inaczej było np. w Białymstoku. Naczelnik wydziału więziennictwa miejscowego WUBP Leon Ozgowicz w 1953 r. napisał, że zwłoki chowa się "w miejscach niedostępnych dla osób cywilnych, tzn. w różnych miejscach. Powyższych czynności dokonuje się tajnie, tak, aby nikt tego nie spostrzegł z osób niepożądanych. Na cmentarzu nie chowa się z powodu tego, że mogą ciało wygrzebać i urządzić jakiekolwiek demonstracje, co jest niedozwolone. Wobec tego, nie ma żadnych grobów ani też numerów na grobie".
Ciała chowano też bezpośrednio w miejscach kaźni - w więzieniach, np. owianej do dziś tajemnicą podwarszawskiej katowni w Miedzeszynie (kryptonim "Spacer") czy nie mniej tajnym areszcie NKWD we Włochach (tu więziono m.in. Bolesława Piaseckiego, a być może również gen. Augusta Emila Fieldorfa). Istnieją przesłanki, że ciała zamordowanych przez stalinowskich oprawców spoczywają też na Polach Mokotowskich, w Lesie Kabackim i na Okęciu. W jednym z tych dwóch miejsc być może komuniści pogrzebali ciało generała "Nila".

W Łodzi IPN cały czas szuka miejsca pochówku straconego 17 lutego 1947 r., dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, kapitana Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca". Relacje wskazują na piwnice tamtejszej bezpieki, tzw. Moczarni (tu rządził Mieczysław Moczar) lub teren przy strzelnicy.
BRACIA W SŁUŻBIE OJCZYZNYSzczęśliwie nie wszystkie ofiary stalinowskich mordów pozostają bez grobów. Dzięki działaniom wrocławskiego oddziału IPN, a szczególnie naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej, dr. Krzysztofa Szwagrzyka, udało się odnaleźć miejsce pochówku, a następnie ekshumować szczątki Edwarda Cieśli, zamordowanego wyrokiem komunistycznego sądu w 1952 r. 3 października 2006 r. został on pochowany, z pełnymi honorami wojskowymi, w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Edward Cieśla urodził się 22 lutego 1923 r. w Studzianie, pow. Przeworsk. Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r. W czasie niemieckiej okupacji zdał maturę na tajnych kompletach. Jako żołnierz Obwodu Przeworsk AK zajmował się kolportowaniem podziemnej prasy, działalnością dywersyjną i likwidowaniem konfidentów. W marcu 1944 r. ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych. Po zajęciu Rzeszowszczyzny przez Sowietów był poszukiwany przez NKWD i UB.
Edward Cieśla został dowódcą drużyny plutonu partyzanckiego "Jodły" i 2. plutonu 3. kompanii OP 40. Po nieudanej próbie przedarcia się na pomoc walczącej Warszawie, blokowanej przez Sowietów, na jesieni 1944 r. wstąpił do zgrupowania partyzanckiego Obszaru Lwowskiego AK kryptonim "Warta". Po demobilizacji oddziałów przedostał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, gdzie dostał przydział do Kompanii Wartowniczych, podległych Rządowi RP na Uchodźstwie. 11 listopada 1944 r. awansował na podporucznika.
Edward Cieśla został kurierem polskich władz wojskowych. Uczestniczył w akcji przerzutu rodzin oficerów WP z kraju do Włoch. Aresztowany w styczniu 1946 r., zaraz po przekroczeniu polskiej granicy. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie wyrokami z dnia 17 marca i 21 listopada 1947 r. skazał go na karę śmierci, w wyniku rewizji zmniejszonej do sześciu lat więzienia. Z Wronek wyszedł na wolność 10 stycznia 1949 r., na skutek amnestii.
Edward Cieśla chciał rozpocząć normalne życie - zapisał się na studia w Wyższej Szkole Handlowej we Wrocławiu, myślał o wyjeździe na Zachód. Korespondował w tej sprawie ze swoim starszym o cztery lata bratem Tadeuszem, wówczas kierownikiem Biura Planowania w Monachium, pracującego dla polskich władz emigracyjnych (Tadeusz Cieśla od 1940 r. był więźniem KL Auschwitz, razem z rotmistrzem Witoldem Pileckim działał w obozowej konspiracji, uciekł w grudniu 1944 r.; potem żołnierz antykomunistycznej konspiracji, od 1945 r. kurier Armii Polskiej między Zachodem a krajem). Na wiadomość, że w listopadzie 1949 r. Tadeusz został aresztowany przez UB podczas wykonywania jednej ze swoich misji kurierskich, Edward zorganizował pięcioosobową grupę, która miała odbić brata z więzienia lub przynajmniej zdobyć pieniądze na adwokata, który będzie bronił go przed sądem.
Plany pokrzyżowało aresztowanie Edwarda Cieśli 21 listopada 1950 r. w Opolu. W śledztwie do niczego się nie przyznał, jednak wsypał go jeden z członków grupy. Wyrokiem z 28 lutego1952 r. opolski WSR skazał go na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy, a prezydent Bierut nie skorzystał z prawa łaski. 9 sierpnia 1952 r. Edward Cieśla został stracony w więzieniu w Opolu. List pożegnalny, jaki wysłał do rodziców, nigdy do nich nie dotarł. Nie była to jedyna represja, jaka ich spotkała - prokurator wojskowy z Opola, kpt. Stanisław Urbaniak odmówił wydania zwłok syna. Dopiero sądy wolnej Polski unieważniły komunistyczne wyroki wydane na Edwarda Cieślę. (
O ekshumacji ciała por. Edwarda Cieśli pisał m.in. dziennik "Echo Miasta" w swej wrocławskiej mutacji, a o pochówku na Cmentarzu rakowickim w Krakowie -
"Dziennik Polski" - przyp. ASME)
Tragiczny los spotkał też brata Tadeusza. Został stracony dokładnie miesiąc przed Edwardem - 9 lipca 1952 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie, na mocy wyroku stołecznego WSR z 21grudnia 1950 r. Miejsce pogrzebania Tadeusza Cieśli do dziś pozostaje nieznane.
WÓZEK Z KONIKIEMW tym samym Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej czytamy rozmowę z historykiem Krzysztofem Szwagrzykiem: "W źródłach archiwalnych nie znaleziono żadnych informacji o chowaniu więźniów w trumnach; w najlepszym razie były to drewniane skrzynie, półtrumny, niekiedy, np. w Warszawie, papierowe worki po cemencie. Zwłoki zmarłych i straconych więźniów chowano w samej bieliźnie lub nago, rzadko w pełnym ubraniu (...) W pojedynczych relacjach występują wzmianki o posypywaniu lub polewaniu zwłok - prawdopodobnie wapnem lub żrącym płynem - przed zakopaniem. (...) Zwłoki transportowano na specjalnym drewnianym wózku - przypominającym wózek do transportu pieczywa - obitym blachą i ciągniętym przez konia lub grupę więźniów działu gospodarczego. Pod koniec lat czterdziestych ciała przewożono już samochodami. Na cmentarzu zrzucano je do przygotowanych przez więźniów dołów, w których umieszczano czasem po kilka zwłok. Następnie niwelowano teren, nie pozostawiając najczęściej żadnego śladu umożliwiającego przyszłą identyfikację miejsca pochówku". Widok wyjeżdżającego za bramę więzienia małego wózka z konikiem zapamiętało wielu osadzonych na Mokotowie. Aby jeszcze lepiej ukryć zbrodnię, ciała chowano najczęściej nocą. W latach 1945 - 1956 w Warszawie zajmował się tym - nieżyjący już - Władysław Turczyński.
Nie wszyscy trafiali do bezimiennych dołów. Ciała przekazywano do zakładów anatomii, gdzie służyły jako materiał do ćwiczeń dla studentów medycyny. Tak stało się ze zwłokami 26-letniego ppor. Antoniego Wodyńskiego "Odyńca", żołnierza VI Wileńskiej Brygady AK, które trafiło do Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Wrocławskiego. To samo komuniści zrobili m.in. z ciałem wspomnianego już "Warszyca", a także "Lalka" - Józefa Franczaka, ostatniego żołnierza II RP, który zginął osaczony przez ubecję 21 października 1963 r.
CO MIAŁEM ROBIĆ?25 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie przy ul. Rakowieckiej rozstrzelano rotmistrza Witolda Pileckiego. Egzekucję nadzorował zastępca naczelnika więzienia Alojzego Grabickiego Ryszard Mońko. Grabicki, który skończył miesięczny kurs więziennictwa w Łodzi i pracował najpierw w Białymstoku, do końca życia, nie nękany przez wymiar sprawiedliwości, ukrywał prawdę o miejscu grzebania więźniów. Jeden z ocalałych wspominał wizytę naczelnika w celi (w książce Małgorzaty Szejnert "Śród żywych duchów"). Do wysokiego, masywnego Woźniackiego powiedział: "O, na tym bym wykonał z przyjemnością". Do "Łupaszki": "Na was to bym nie wykonywał, tylko bym was trzymał w więzieniu. Czasem bym was kazał przewieźć po mieście, żebyście widzieli, że Warszawa się buduje, że w Polsce jest dobrze, a wy siedzicie zbankrutowani. To by dla was była większa kara. Bo wykonaniem to się wam idzie z pomocą". Żonie jednego ze skazanych powiedział: "Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana".
Dziś 82-letni Mońko (dwa zawody: technik rolniczy i mechanik, do 1962 r. był m.in. naczelnikiem więzienia w Częstochowie), wiedząc, że nic mu nie grozi, zdecydował się mówić: - Na Mokotów zostałem skierowany w styczniu 1948 r. ze zlikwidowanej jednostki saperskiej. Jako funkcjonariusz ds. polityczno-wychowawczych uczyłem śledczych zasad polskiego ruchu robotniczego [wcześniej sam ukończył odpowiednie kursy polityczne - red.]. Wielu z nich nie miało nawet ukończonej podstawówki.
- A egzekucja Pileckiego?
- To był jedyny przypadek w mojej karierze. Zastępowałem Grabickiego, który takimi sprawami zajmował się rutynowo [asystował m.in. przy egzekucji mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - red.], ale akurat, wyjątkowo, wyjechał. Wcześniej wypełniałem tylko gotowe blankiety i podpisywałem się. Dane uczestniczących w egzekucji sprawdzałem na podstawie okazanych mi legitymacji. 25 maja 1948 r., między godz. 21 i 21.30 do mojego gabinetu zgłosiło się czterech panów, dwóch w mundurach wojskowych, dwóch po cywilnemu. Byli z bezpieki. Na polecenie prokuratora [mowa o wiceprokuratorze NPW dla spraw szczególnych Stanisławie Cypryszewskim; też był przy rozstrzelaniu Dekutowskiego - red.] rozkazałem doprowadzenie Pileckiego na miejsce straceń. To był mały, oddzielnie stojący budynek za X pawilonem, którym rządził MBP, a oficerowie służby więziennej nie mieli tam wstępu. Widziałem, jak prowadzili Pileckiego pod ręce, a on poprosił ich, żeby go puścili, bo chce iść sam. Weszli do środka, ja zostałem na zewnątrz. Słyszałem jeden strzał. Więźniów politycznych rozstrzeliwano, pospolitych wieszano [były wyjątki, komuniści powiesili np. gen. Fieldorfa, aby go upokorzyć - red.]. Pluton egzekucyjny to był jeden funkcjonariusz UB [etatowy morderca starszy sierżant Piotr Śmietański, sądząc z podpisów na protokołach wykonania KS ledwo piśmienny - red.]. Lekarz w wojskowym mundurze wszedł do budynku i stwierdził zgon. Przed wykonaniem wyroku z Pileckim rozmawiał ksiądz Martusiewicz.
- Gdzie pogrzebano Pileckiego?
- Nie brałem w tym udziału. Od dyżurnych wartowników słyszałem, że ciała zabitych wywoziła gdzieś sanitarka więzienna. Często jechał w niej naczelnik, który miał prawo jazdy.
- Dlaczego podpisał pan protokół wykonania kary śmierci?
- A co miałem robić?
PRZECHODNIU, POCHYL CZOŁOTadeusz Porayski, więzień Mokotowa, napisał:
"Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy
Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile
Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć
Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca...".
Tekst został wyryty na symbolicznym pomniku upamiętniającym ofiary stalinowskiego terroru, stojącym na terenie parafii św. Katarzyny przy ul. Wałbrzyskiej na warszawskim Służewie. Tu, do połowy 1948 r., grzebano potajemnie zamordowanych więźniów mokotowskiego więzienia (później ciała chowano na Powązkach). Tu prawdopodobnie spoczywa wielu żołnierzy Wolnej Polski - w tym opisywani wyżej - Witold Pilecki i Tadeusz Cieśla.
Jaka była skala stalinowskich morderstw? Tylko na podstawie wyroków sądowych stracono ok. 5 tys. osób, kilka tysięcy zmarło i zostało zamordowanych w więzieniach i aresztach, inni zginęli w walce lub w wyniku akcji pacyfikacyjnych UB, KBW, WP.
Krzysztof Szwagrzyk: "W latach 1944 -1956 tylko na Mokotowie śmierć poniosło ponad tysiąc osób, w więzieniu we Wronkach - 219, w Rawiczu - kolejnych 211. O kilkuset zmarłych i straconych możemy mówić w przypadku Białegostoku, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina, Rzeszowa czy Wrocławia. Lista ta wciąż nie jest zamknięta".
UPAMIĘTNIĆ BOHATERÓWCały czas rodziny, jak również organizacje i instytucje - w tym Instytut Pamięci Narodowej, szukają miejsc potajemnych pochówków zamordowanych więźniów stalinizmu. Czasem wydaje się, że mozolna praca zakończy się sukcesem. Tak było np. w przypadku Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" - żołnierzy majora "Łupaszki". Kilka lat temu wydawało się, że udało się odnaleźć ich szczątki przy murze więzienia na ul. Kurkowej w Gdańsku, w którym w 1946 r. zostali zastrzeleni - jednak ekspertyza medyczna zlecona przez IPN nie potwierdziła tego.
W większości przypadków straceni w komunistycznych katowniach mają - przynajmniej na razie - jedynie symboliczne mogiły. Za kilka miesięcy - w maju - bohaterski "Łupaszko" - major Zygmunt Szendzielarz, dowódca V Wileńskiej Brygady AK, ma zostać pochowany na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Spocznie w kwaterze żołnierzy Polski Walczącej, obok gen. Antoniego Chruściela "Montera", faktycznego dowódcy całości sił Powstania Warszawskiego, zmarłego w 1960 r. w USA, którego prochy (i jego żony Walerii) zostały sprowadzone do Polski w lipcu 2004 r., w przededniu 60. rocznicy wybuchu Powstania. Na tej samej nekropolii pochowano innego bohatera Polskiego Państwa Podziemnego - gen. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka", komendanta Okręgu Wileńskiego AK, głównodowodzącego operacją "Ostra Brama", którego komuniści zamęczyli w 1951 r., a zwłoki - zakopane na terenie Powązek między cmentarzem komunalnym i wojskowym - ekshumowano w 1957 r.
Tadeusz M. PłużańskiTekst publikowany po raz pierwszy.Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.