Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Wóz przed koniem - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 26, listopada 2007 przez Krzysztof Pawlak |
Od kilku dni media ekscytują się, który z polskich dygnitarzy pojedzie, a który nie pojedzie lobbować za przyznaniem dla Wrocławia prawa do zorganizowania wystawy Expo 2012. Powtarza się ten sam scenariusz, który można było zaobserwować przy okazji najpierw organizacji Miss World w Warszawie, która to impreza miała przynieść stolicy sławę i pieniądze, następnie wybuchła trwająca nadal i nabierająca temperatury gorączka przygotowań do Euro 2012, a teraz znowu sprawa Expo 2012. Jak zwykle uczeni doradcy i lobbyści piszą, ile to miliardów złotych wpadnie z tego tytułu do budżetu państwa, ile powstanie nowych miejsc pracy oraz ilu turystów zwiedzi Wrocław i naszą ojczyznę. Dlatego też redaktorzy "poważnych" gazet zaraz po zaprzysiężeniu rządu Tuska pisali, że pierwszą rzeczą, jaką nowy szef rządu powinien zrobić, to chwycić za słuchawkę i zadzwonić - no właśnie do kogo? - w celu lobbowania za kandydatura Wrocławia. W końcu Tusk podobno zadzwonił do gabinetów trzech premierów, ale krajów głosujących nad miejscem organizacji wystawy jest podobno 140, więc jeszcze trochę głosów może brakować. Nawet marszałek Borusewicz pod kilkudniowym ostrzale wycofał się z wcześniejszego stanowiska i postanowił jednak do Paryża pojechać, dołączając tym samym do byłego prezydenta Wałęsy, który już tam od soboty organizuje uroczyste kolacje. Ale czy poczęstowanie jakiegoś afrykańskiego prezydenta lub azjatyckiego premiera jajeczkiem z kawiorem wystarczy do skłonienia go do pożądanego sposobu głosowania, zwłaszcza że i inne konkurencyjne delegacje również nie próżnują na polu garmażeryjnym? Tu chyba daje się jednak większe łapówki, gdyż trudno mieć w dzisiejszym świecie złudzenia, jak wygląda przekonywanie do głosowania w tego typu spędach różnych światowych prezydentów, premierów i kacyków pomniejszego płazu.
Jest pewne, że gdyby ukraińscy oligarchowie nie sypnęli groszem w odpowiednią stronę, to organizacja Euro 2012 byłaby dzisiaj przywilejem innej spółki państw. Mieliśmy tę przewagę, że Ukraina jeszcze nie wdrożyła standardów europejskich w takim zakresie, że trochę pieniędzy funkcjonuje tam jeszcze poza różnymi rejestrami i niektórzy tamtejsi sponsorzy mogą je wydawać bardziej swobodnie, nie narażając się od razu na zarzuty o korupcję. Co nie znaczy oczywiście, że organizacja tych mistrzostw będzie dla nas darem losu, gdyż zapewne impreza ta będzie więcej kosztować podatników niż korzyści, jakie im przyniesie. Przedstawiane argumenty, jakoby dzięki temu wybudujemy szybciej drogi i inną infrastrukturę, są dość kiepskiej jakości, gdyż wychodzą z założenia, że w Polsce to co konieczne - buduje się dopiero kiedy jakaś międzynarodowa zwierzchność postawi nam terminowe ultimatum.
To samo jest z targami Expo, gdyż być może Wrocław i okolice potrzebują tych wielogwiazdkowych hoteli, restauracji, sal kongresowych
etc., a jeżeli tak, to należałoby je budować w dostosowaniu do codziennych potrzeb aglomeracji, a nie z myślą o trzymiesięcznej kulminacji gości odwiedzających targi w 2012 r. Swoją drogą, za te czternaście milionów wydanych dotychczas na urabianie delegacji mających głosować w Paryżu za kandydaturą Wrocławia można było już co nieco wybudować, a tak może okazać się, że owa kampania będzie tak samo potrzebna i skuteczna, jak słynne reklamy zachęcające Polaków do powrotu z Irlandii.
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME