Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Focus-pokus - Krzysztof Mazur Wysłane środa, 12, marca 2008 przez Krzysztof Pawlak |
Pewnie większość czytelników kojarzy reklamy, których bohaterowie dyskutują nad jakimś baaaardzoooo ważnym problemem, jak np. plama na obrusie lub zmywanie naczyń. W reklamach tych, w określonym momencie zawsze pojawia się ktoś, kto wyjaśni, że przecież istnieje cudowne remedium na te problemy w postaci takiego, a takiego proszku do prania, odplamiacza, wybielacza etc. I na koniec wszyscy w takt wesołego oberka pochylają się nad tym reklamowanym cudem.W polskiej polityce takim cudownym środkiem było dotychczas członkostwo naszego kraju w Unii Europejskiej, która to Unia miała być lekiem na niskie płace, bezrobocie, niepewny kurs złotego czy wreszcie tzw. bezpieczeństwo energetyczne. I tak się składa, że podobnie w tej materii wypowiadały się dwie największe partie, czyli PO i PiS, więcej - podobnie twierdzi również prezydent Kaczyński, który nie wiadomo z jakich powodów jest w Europie stawiany obok prezydenta Klausa jako "ostatni taki konserwatysta". Dość powiedzieć, że prezydent Kaczyński jest bez wątpienia socjalistą, przyjmującym z wielką rewerencją takich oszołomów globalnego ocieplenia jak Al Gore'a, na dodatek bez wątpienia uniosceptycyzm Kaczyńskiego jest o wiele mniej przekonujący niż stanowisko, jakie w tej i pozostałych wymienionych sprawach prezentuje np. prezydent Czech.
Schemat opisanych na wstępie reklam nawiązuje konwencją do pewnej metody badań socjologicznych, która to metoda jest nazywana badaniem fokusowym lub inaczej zogniskowanym wywiadem grupowym. Wspominam o tym dlatego, że na ten typ badania w swoim sejmowym wystąpieniu powołał się przewodniczący Jarosław Kaczyński, a wystąpienie to miało miejsce podczas debaty nad projektem ustawy o ratyfikacji "traktatu europejskiego". Otóż były premier, który kilka dni wcześniej odebrał narodowi możliwość wypowiedzenia swojego zdania na ten temat w referendum - przywołał właśnie badanie fokusowe, by poinformować opinię publiczną, iż jeden ze zwolenników PO podczas takiej zaaranżowanej debaty określił nasz kraj jako "województwo w UE". Odnosząc się do tego określenia, Kaczyński podkreślił, że jego partia nie pozwoli, by Polska była takim województwem, po czym jako odpowiednik reklamowego wybielacza lub odplamiacza - przedstawił mgliste konstrukcje zapisów, które miałyby gwarantować wyższość prawa krajowego nad unijnym. Tylko w takim razie po co było wcześniej jeździć po Brukselach, Strasburgach czy Lizbonach i podpisywać jakieś porozumienia, skoro prymat prawa krajowego najlepiej zapewnia państwowa suwerenność??? Z drugiej strony: czy naprawdę można wierzyć w szczere intencje Kaczyńskiego powołującego się na jakieś bzdurne "badanie fokusowe", w sytuacji gdy o takiej wasalnej roli Polski UE od dawna przestrzegają nie tak przecież skromne rzesze uniosceptyków? Po trzecie wreszcie: jaki jest sens przywoływać enigmatyczne badanie socjologiczne, skoro sam premier Tusk w niedawnym wywiadzie dla "Dziennika" już na samym wstępie powiedział, iż rolą rządu kraju należącego do UE jest jedynie "wypełnianie procedur". Czy można jeszcze w przedmiocie tej sprawie wymyślić lepszego "fokusa"?
A przecież najlepszym sposobem wstrzymania poselskiej biegunki z ratyfikacją traktatu byłoby umożliwienie przeprowadzenia referendum, którego wyniki z pewnością ważyłyby więcej niż moderowane opinie "grupy fokusowej".
Ale Jarosław Kaczyński nie miał wątpliwości, że naród nie powinien w tej sprawie zabierać głosu (wytł. ASME), przez co temat ratyfikacji błyskawicznie wkroczył na salę sejmową. Całkiem możliwe, że PiS celowo nie dopuścił do ogólnonarodowej debaty nad traktatem, by stać się w ten sposób jedynym prokurentem tej części narodu, który wobec projektu UE zgłasza pewne wątpliwości.
Prawdopodobne efekty tej prokury mogą być takie, że traktat przy wielkim krzyku o obronie interesu narodowego zostanie i tak ratyfikowany, a na osłodę dostaniemy referendum nad reprywatyzacją, którym to terminem jest obecnie określane zadośćuczynienie żydowskim roszczeniom majątkowym. Nie chwaląc się, ale już jakiś czas temu przestrzegałem środowiska wolnorynkowe przed bezmyślnym popieraniem reprywatyzacji, której idea sprowadzałaby się do grabienia obecnie żyjących podatników - by zadośćuczynić krzywdom wyrządzonym kilkadziesiąt lat temu przez komunistycznych grandziarzy. Do tego okazuje się, że w rzeczywistości pod płaszczykiem szlachetnej idei zostaną zaspokojone rewindykacje żydowskich organizacji. Spotkanie z przedstawicielami tych organizacji jest, jak się okazuje, żelaznym punktem każdej polskiej delegacji w Stanach Zjednoczonych i można się tylko zastanawiać, czy w rzeczywistości Tusk poleciał do Busha, a przy okazji spotkał się z tamtejszymi "jewriejami" - czy to spotkanie z Bushem było jedynie przy okazji.
A swoją drogą - ciekawe byłoby zobaczyć, jakiej treści esemesy byłyby "trendy" z okazji takiego referendum, bo całkiem możliwe, że w stylu: "chcesz zmienić kraj - nie idź na wybory"...
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME