Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Katyń w Korei - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 8, kwietnia 2008 przez Krzysztof Pawlak

NKWD nagrywało rozstrzeliwanie polskich oficerów w katyńskim lasku i kazamatach w Smoleńsku. W latach 50. film przekazano komunistycznej Korei Północnej. Jaki był cel? Mordowanie Polaków miało posłużyć bratniemu krajowi jako materiał instruktażowy, jak należy postępować z jeńcami wojennymi. Tak twierdzi autor książki "Katyń. Zbrodnia i kłamstwo", dr Tadeusz A. Kisielewski.

Przekazanie wzorcowego materiału, który powinien nazywać się po prostu: "Jak zabijać", nastąpiło w 1950 lub 1951 r. Dzięki niemu Koreańczycy północni mieli nauczyć się od Wielkiego Brata, co robić z jeńcami amerykańskimi, brytyjskimi i australijskimi.

"BŁĄD TECHNICZNY"

Skąd po niemal 70 latach od mordu taka wiedza? Oddajmy głos Tadeuszowi Kisielewskiemu (to absolwent Instytutu Nauk Politycznych UW; w ostatnich latach wydał książki "Zamach" i "Zabójcy", poświęcone tajemniczej śmierci, czyli po prostu zamachowi na gen. Władysława Sikorskiego 4 lipca 1943 r. w Gibraltarze): "Z akt CIA wiemy, że z rozstrzeliwania polskich jeńców w Katyniu nakręcono film dokumentalny". Autor najnowszej książki o Katyniu na spotkaniu z czytelnikami stwierdził również, że filmu nie musimy wcale szukać w Korei: "Znani z biurokracji i formalizmu Sowieci na pewno zachowali kopię filmu. Najprawdopodobniej znajduje się ona w utajnionej części materiałów ze śledztwa prowadzonego przez Rosjan w sprawie zbrodni katyńskiej".
Przypomnijmy, że kilka lat temu rosyjska prokuratura wojskowa umorzyła prowadzone przez 13 lat śledztwo, nie stawiając zarzutów żadnemu ze sprawców. Powód? Moskwa nadal uważa, że Katyń nie był ludobójstwem, a jedynie przedawnioną zbrodnią pospolitą, "błędem technicznym". Tymczasem w świetle prawa polskiego, jak i międzynarodowego, jest to nie ulegająca przedawnieniu zbrodnia ludobójstwa, zbrodnia wojenna i zbrodnia przeciwko ludzkości. Prowadzący polskie śledztwo katyńskie Instytut Pamięci Narodowej nie ma wątpliwości, że w 1940 r. władze Związku Sowieckiego planowo, z premedytacją zamordowały w Katyniu, Charkowie i Miednoje strzałami w tył głowy 22 tys. Polaków - ponad 14 tys. oficerów-jeńców wojennych i ponad 7 tys. cywili, którzy trafili do obozów i więzień po napaści Sowietów na Polskę 17 września 1939 r. W ramach odwetu za Bitwę Warszawską Sowieci wyeliminowali kwiat polskiej inteligencji - oficerów WP, policjantów, profesorów, duchownych, lekarzy.

GRA NA ZWŁOKĘ

Powszechnie (???) wiadomo, że dopiero w 1992 r. nasz wschodni Wielki Brat, po pół wieku zaprzeczania, zdobył się na potwierdzenie faktu, że Polacy zostali zamordowani przez NKWD z rozkazu Stalina wydanego w marcu 1940 r. Rosja wszczęła śledztwo w "sprawie katyńskiej", przeprowadziła ekshumacje w Charkowie i Miednoje, przesłuchała (ale wyłącznie jako świadków) współsprawców mordu. Po początkowym rozpędzie Rosjanie stracili jednak impet. Na informacje (jakiekolwiek) o przebiegu śledztwa musieliśmy czekać aż do września 2004 r. A była to informacja, że Rosjanie umorzyli śledztwo z powodu... śmierci sprawców. Strona polska dowiedziała się o tym dopiero później i w dodatku nieoficjalnie, bo Rosjanie - mimo wielokrotnych próśb IPN - do dziś nie udostępnili nam nawet decyzji o umorzeniu śledztwa i jej uzasadnienia.
Mimo celowego przedłużania śledztwa, musiało się ono jednak kiedyś zakończyć. Wynika to m.in. z dokumentu Rady Europy (a Rosja, podobnie, jak Polska, jest jej członkiem) dotyczącego praw człowieka, który mówi, że każde postępowanie sądowe, także śledztwo, musi się zakończyć "w rozsądnym terminie".
Mimo wielokrotnych próśb Polska do tej pory nie dostała akt śledztwa. Jedyne rosyjskie dokumenty katyńskie - 83 tomy akt - otrzymaliśmy w 1992 r. Przygotowano je jednak wyjątkowo niedbale i są trudne do odczytania. Nie mają też sygnatur, potwierdzających zgodność z oryginałem, przez co nie mogą one stać się ewentualnym dowodem procesowym.

KŁAMSTWO O DOKUMENTACH

W 2001 r., w odpowiedzi na polskie pytanie, Rosja stwierdziła, że wszelkie materiały śledcze zostały już Polsce przekazane. Potem rosyjska strategia uległa niewielkiej zmianie. Podczas wizyty przedstawicieli IPN w Moskwie pokazano im 157 tomów akt, a więc o 64 tomy więcej niż miały liczyć wszystkie materiały śledztwa (93 tomy). Prokurator i historyk IPN dostali zgodę na zapoznanie się z nimi podczas kolejnej wizyty. Jednak we wrześniu 2004 r. strona rosyjska poinformowała, że będzie to możliwe dopiero wówczas, gdy dokumenty te zostaną odtajnione (wcześniej nie było w ogóle mowy, że objęte są one klauzulą tajności).
Dopiero na początku marca 2005 r. przyszła odpowiedź z Moskwy, że Polacy mogą mieć dostęp jedynie do 67 tomów akt śledztwa, gdyż pozostałe... 100 tomów akt jest nadal tajnych. W sumie wszystkich tomów było już zatem nie 157, ale 167. Polskie odwołanie od tej kuriozalnej decyzji okazało się mieć odwrotny do zamierzonego efekt, gdyż nagle liczba tajnych tomów wzrosła do... 116. Prawie z dnia na dzień odnalazło się zatem 16 kolejnych tomów (łącznie jest ich teraz 183). Dodatkowo Rosjanie stwierdzili, że z tych 67 jawnych nie można sporządzać kserokopii.
Między Warszawą a Moskwą pojawiły się też zasadnicze rozbieżności dotyczące odpowiedzialności za mord. Rosjanie mówili tylko o 10 osobach, które wydały rozkaz. Polacy wskazują na ok. 2 tysiące - czyli wszystkich tych, którzy ten mord realizowali.
- Rosjanie udzielili odpowiedzi, z której wynika, że nie przewiduje się możliwości sformułowania aktów oskarżenia przeciwko żadnej z żyjących, identyfikowalnych i współdziałających w dokonaniu zbrodni osób - mówił ówczesny szef pionu śledczego IPN, prof. Witold Kulesza. W "sprawie katyńskiej" Rosja uczyniła zatem krok w tył.

AGENCI I WĘGRZY

Podczas promocji swojej najnowszej książki dr Kisielewski dodał, że w tajnych aktach sowieckich znajdują się również dokumenty i zdjęcia potwierdzające znane od dawna fakty - współpracę NKWD i Gestapo od jesieni1939 do wiosny 1940 r. Materiały te, razem z nagraniem, jednoznacznie potwierdzają zamiary Sowietów i sprawstwo katyńskiej zbrodni. Dlatego też trudno się dziwić, że dzisiejsza Rosja - prawna i moralna spadkobierczyni ZSRS nie jest zainteresowana w ujawnieniu całości dokumentów. Wtedy już Kreml i usłużne mu rosyjskie media nie mogliby dalej kłamać, że mordu dokonali najwięksi na świecie okrutnicy, czyli niemieccy naziści.
Czego możemy dowiedzieć się z tego "nowego" filmu o Katyniu? Prócz zapisu tragedii prawdopodobnie są tam widoczni oprawcy. Większość z nich zapewne już nie żyje, ale bez wątpienia pozwoliłoby to uzupełnić niepełną wciąż listę oprawców.
Tadeusz Kisielewski ujawnił jeszcze jeden wątek - w trzech obozach NKWD dla polskich jeńców, którzy zostali następnie zgładzeni i pogrzebani w dołach śmierci - działali agenci. Nazwiska tych głęboko zakonspirowanych zdrajców - na pocieszenie należy dodać, że przynajmniej było ich niewielu - też mają znajdować się w tajnych tomach sowieckiej dokumentacji. Czy przypadkiem ich symbolem nie jest oficer, grany w "Katyniu" Andrzeja Wajdy przez Andrzeja Chyrę, który z przekonaniem graniczącym z pewnością stwierdził: "zostaną po nas tylko guziki". Ale akurat ten "agenturalny" wątek niespecjalnie dziwi. W każdym większym skupisku ludzi zawsze znajdzie się przynajmniej jeden kapuś. Niezależnie od skrywanych sowieckich materiałów nazwiska agentów już dziś mają być znane polskim historykom, badającym zbrodnię katyńską. To też nic nowego. Od dawna pojawiają się spekulacje, krążą nazwiska. Gdyby kiedyś Rosjanie zdecydowali się te personalia ujawnić, byłoby to ważnym potwierdzeniem tych informacji.
Teraz polski MSZ zwróci się do strony rosyjskiej z pytaniem o film nakręcony przez NKWD. Tak, czy inaczej władze RP przez lata niewiele zrobiły, aby ujawnić kulisy zbrodni katyńskiej (w tym zmusić Rosję do przekazania nam całości dokumentów), jak również upamiętnić mord. Inaczej robią... Węgrzy, którzy postanowili ostatnio, że w centrum Budapesztu powstanie Park Męczenników Katynia (Katyni Martirok Parkio).

"ŚPIJ MĘŻNY"

Decyzja o rozstrzelaniu 14.700 polskich jeńców i 11 tys. polskich obywateli przetrzymywanych w więzieniach w zachodnich obwodach Białorusi i Ukrainy została wydana przez Biuro Polityczne KC WKP(b) 5 marca 1940 r. Obozy w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku utworzono już 3 października 1939 r., na rozkaz ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii. Pierwszy transport jeńców odjechał z Kozielska do Katynia 3 kwietnia 1940 r. Jeńcy z obozu ostaszkowskiego byli rozstrzeliwani w Twerze, ze starobielskiego - w Charkowie.
Wskutek korekty decyzji Biura Politycznego przez NKWD do "transportów śmierci" nie trafiło (z niewiadomych do dziś przyczyn) 205 jeńców Kozielska, 78 Starobielska i 112 z Ostaszkowa, łącznie 395 osób. Z kolei więźniów, też nie wiedzieć czemu, zamordowano nie 11 tys., ale 7305.
Wersja sowiecka brzmiała: Polacy zostali wypuszczeni na wolność, a ich dalszy los nie jest znany. Po odkryciu grobów katyńskich przez Niemców w kwietniu 1943 r. stanowisko Moskwy uległo niewielkiej zmianie. Podczas rozmowy z polskimi przedstawicielami Beria miał powiedzieć: "zróbcie ich spisy, ale dużo już ich nie ma, gdyż zrobiliśmy wielki błąd, oddając ich większość Niemcom". Pod wersją o niemieckiej zbrodni skwapliwie podpisywali się polscy komuniści i... państwa zachodnie.
W książce "Śpij, Mężny" Stanisława Mikkego, który uczestniczył w ekshumacjach w Katyniu, Miednoje i Charkowie czytamy: "z czarno-szarej i niemiłosiernie cuchnącej mazi wydobywane są rękami, często niemal całe zwłoki. Zdejmowane są z nich mundury, by odnaleźć dokumenty osobiste, medaliki, przedmioty osobistego użytku, zapiski i listy od rodziny - wszystko co przybliża tragedię w wymiarze jednego człowieka. Po odpowiednich zabiegach wracają słowa listu pisanego ponad pół wieku temu: "Wiem, że żyjesz, i że wrócisz ... I będzie znów nam tak dobrze, jak kiedyś, prawda? Zbyszek krzyczy, Mamusia ... napisz, żeby przyjechał". Adresat listu nie wrócił do rodziny, został skrytobójczo zamordowany.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008