Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
Petera V. jako pierwszy "ułaskawił" były oficer zbrodniczej Informacji Wojskowej Wybawca zabójcy - pułkownik Olejniczak - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 17, kwietnia 2008 przez Krzysztof Pawlak |
Wiemy, kto w lipcu 1999 r. ułaskawił Petera V. To prezydent Aleksander Kwaśniewski umożliwił mu wyjście na wolność i powrót do Szwajcarii. Teraz sprawę zasadności tej decyzji bada prokuratura. Prawie każdy słyszał też, że pod koniec marca br. biznesmen zwany "kasjerem lewicy" został zatrzymany w Warszawie i aresztowany przez Centralne Biuro Śledcze, m.in. pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. A kto słyszał o osobie, która jako pierwsza umożliwiła Peterowi V. (wówczas jeszcze Piotrowi Filipczyńskiemu) przedterminowe opuszczenie więzienia?Skutkująca aż po dziś dzień decyzja została podjęta we wrześniu 1978 r., kiedy skazany za zabójstwo na 25 lat (Rada Państwa złagodziła potem karę do lat 15), odsiadywał ósmy rok w więzieniu w Strzelcach Opolskich. Wniosek o przerwę w odbywaniu kary podpisał ówczesny dyrektor w Prokuraturze Generalnej, kierujący komórką ds. ułaskawień Henryk Olejniczak. To dzięki jego decyzji Filipczyński wyjechał ostatecznie do Szwajcarii, gdzie podjął pracę w bankowości i miał prowadzić tajne konta polityków SLD. To właśnie podpis Henryka Olejniczaka spowodował konieczność ścigania Petera V. przez polski wymiar sprawiedliwości i uruchomienia w 1998 r. procedury ekstradycyjnej. Aby Peter V. mógł odbyć resztę zasądzonej mu w 1971 r. kary, trzeba było anulować skutki "łaski" Olejniczaka. Tak więc prezydent Kwaśniewski był "jedynie" tym drugim, który ułaskawił byłego zabójcę.
Kim jest Henryk Olejniczak?Od 2004 r. też ciąży na nim wyrok, wydany przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie. Powód? Torturował w latach 50. bohatera II wojny światowej, zastępcę gen. Maczka, płk. Franciszka Skibińskiego. Olejniczak był wówczas śledczym Informacji Wojskowej, czyli cieszącego się wyjątkowo złą sławą stalinowskiego kontrwywiadu wojskowego. Historycy są zgodni, że ta wojskowa bezpieka była jeszcze bardziej bezwzględna niż znana z okrucieństwa "cywilna" bezpieka, czyli Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Według cały czas niepełnych szacunków - w latach 1944 - 1957 r. aresztowała i torturowała 17 tys. ludzi.
Olejniczaka oskarżył Instytut Pamięci Narodowej. Prokurator Piotr Dąbrowski zarzucił mu, że w okresie od 12 lutego do 21 marca 1953 r. w Warszawie, pełniąc zawodową służbę wojskową na stanowisku oficera śledczego Głównego Zarządu Informacji WP, wykorzystując stosunek zależności istniejący pomiędzy oficerem śledczym a przesłuchiwanym, znęcał się nad Skibińskim. Śledczy Olejniczak, podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań ubliżał mu, nazywając go m.in. szpiegiem i degeneratem, groził mu pozbawieniem życia oraz zmierzał do spowodowania u pokrzywdzonego załamania psychicznego notorycznym powtarzaniem tych samych pytań. Chciał również wymusić na nim zeznania obciążające inne osoby. Sędziowie poparli oskarżenie Instytutu Pamięci Narodowej i skazali Olejniczka na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Były śledczy nie poszedł jednak za kraty, ale musiał zapłacić za swój proces.
Bezwzględne przygniatanie psychikiAle cofnijmy się kilka lat wcześniej. Kiedy sojusznik naszych sojuszników "wyzwalał" kolejne połacie naszego kraju, Henryk Olejniczak służył w kontrwywiadzie Armii Czerwonej. W organach "rodzimej" Informacji Wojskowej rozpoczął pracę w 1945 r. IPN mógł oskarżyć byłego śledzia, gdyż odnalazł w archiwach notatki z przesłuchań Skibińskiego. Olejniczak pisał w nich, że stosował brutalny nacisk psychiczny, np. Skibiński "dwa razy rozpłakał się", "przez 11 godzin nic nowego nie podał", "jest chory, ma wyraźną gorączkę", "stosowałem metodę bezwzględnego przygniatania jego psychiki, potem tłumaczyłem mu możliwość powrotu do normalnego życia", "pogłębia się jego załamanie psychiczne", "jest już kompletnie rozłożony", "wyraził zamiar samobójstwa", "żąda śmierci".
Olejniczak nie przyznał się do winy. Przed sądem tłumaczył: "Notatki są wynikiem mojej wyobraźni, a nie faktów". Do napisania takich rzeczy mieli go nakłonić koledzy z Informacji, aby "wynikało z nich stosowanie nacisku psychicznego". Prokurator IPN zwrócił uwagę, że zeznania byłego śledczego są sprzeczne - raz twierdził, że nie przesłuchiwał Skibińskiego, potem, że niczego nie pamięta, a w końcu szczegółowo opisywał przebieg śledztwa.
Szef nic nie pamiętaNa procesie Olejniczaka zeznawał jako świadek jego przełożony - Władysław Kochan, płk Informacji Wojskowej, szef Oddziału Śledczego GZI. O swoim podwładnym (znali się długo - Kochan był szefem Olejniczaka w poznańskim oddziale Informacji, a potem w warszawskiej centrali) nie powiedział - czego zresztą można było się spodziewać - złego słowa. Utrzymywał, że sprawy płk. Skibińskiego nie zna, a w ogóle żadnych konkretnych spraw nie pamięta. Oświadczył jedynie, co nie jest żadną tajemnicą, że IW znęcała się nad osadzonymi, stosując przede wszystkim konwejer (kilku "oficerów" śledczych przesłuchiwało non stop - przez wiele dni i nocy - jednego człowieka). Władysław Kochan zapomniał dodać, że sam, z sadystycznym zamiłowaniem, stosował takie metody. To zresztą było powodem jego skazania, w trakcie tzw. odwilży, na pięć lat więzienia.
W raporcie MazuraProkurator IPN Piotr Dąbrowski podkreślał, że nazwisko Olejniczaka (podobnie jak Kochana) znalazło się w raporcie komisji zastępcy prokuratora generalnego PRL Mariana Mazura, powołanej w 1956 r. do zbadania odpowiedzialności za łamanie prawa przez funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa publicznego, m.in. Głównego Zarządu Informacji WP. Czytamy w nim: "Obecnie b. aresztowani przez organa informacji skarżą się, że O. stosował względem nich przymus w śledztwie:
- b. aresztowany Chruściel Bolesław (aresztowany w 1949 r. przez Wydział Informacji Garnizonu Poznań) podaje, że O. dwa razy osadził go na 48 godzin w karcu z wodą, kilkakrotnie zarządził mu ćwiczenia w postaci marszów po korytarzach i przysiadów, lżył go wulgarnymi słowami, popychał z całej siły na ścianę (...);
- b. aresztowany Herman Ryszard (aresztowany w 1952 r. przez Wydział Informacji Garnizonu Poznań pod zarzutem wrogiej propagandy) podał, że O. podczas przesłuchań bił go po twarzy i gdzie popadło, zarządzał przesłuchania w pozycji stojącej do omdlenia, zarządzał różne ćwiczenia, jak »żabki«, skakanie nago, gimnastyka, oblewał go zimną wodą, polecał się szorować zimną wodą w korycie, osadzał w karcu, urządzał mu fikcyjną rozprawę sądową, na której fikcyjnie skazał go na karę śmierci. Ostatecznie śledztwo przeciwko Hermanowi umorzono z braku dowodów winy".
Dalej jest mowa o metodach, jakie Olejniczak stosował wobec Skibińskiego:
"- b. aresztowany płk Skibiński Franciszek (b. skazany w grupie spraw Tatara - Kirchmayera) podał, że O. groził mu pozbawieniem życia w wypadku nie przyznania się. Groźby te wyrażał następującymi słowami: »Czy my na was potrzebujemy mieć oficjalny wyrok śmierci, aby was zakopać w ziemi? Czy wy nie możecie powiesić się w celi? Czy nie możecie umrzeć na atak serca? Czy nie możecie zabić się, spadając ze schodów?«. Równocześnie O. mówił mu, że Najwyższy Sąd Wojskowy, który będzie go sądził, jest całkowicie zależny od G.Z.I. i wyda na niego taki wyrok, jak będzie chciał G.Z.I. Przy tym O. powiedział dosłownie: »Jeżeli my zechcemy, to dziś zrobimy rewizję u wszystkich członków Sądu Najwyższego, a jutro oni tu będą siedzieć na stołku i przyznają się do wszystkiego, co my zechcemy«".
Wtedy, w 1957 r., mimo zarzutów, Henryk Olejniczak nie poniósł żadnej odpowiedzialności karnej. Komisja Mazura uznała jedynie, że należy go zwolnić dyscyplinarnie z wojska i obniżyć stopień do porucznika rezerwy.
"Przyznał się do winy"Sprawa płk. Franciszka Skibińskiego świadczy o tym, że Henryk Olejniczak uczestniczył w jednej z najważniejszych spraw dla konstruktorów stalinowskiego bezprawia - "pracował" z oficerami WP oskarżonymi o rzekomą zdradę "ludowej" Polski, czyli szpiegostwo na rzecz "obcego wywiadu". Wśród nich płk. Skibiński zajmował miejsce szczególne, bowiem Informacja zrobiła z niego szefa "nowego kierownictwa spisku w wojsku".
Kim był ten groźny szpieg imperializmu? Żołnierzem I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora Muśnickiego (1917 r.), kampanii wrześniowej (1939 r.) i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W czasie wojny był zastępcą gen. Stanisława Maczka, dowódcy 1. Dywizji Pancernej. Za zasługi bojowe dwukrotnie odznaczony Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Do Polski wrócił w 1947 r. i wstąpił do LWP. Aresztowany w 1950 r. Skibiński i czterej inni oficerowie zostali oskarżeni o to, że "na przestrzeni długiego czasu aktywnie szykowali zamach na ustrój i władzę. (...) Największym wrogom naszej Ojczyzny przekazywali ważne tajemnice".
Franciszek Skibiński "przyznał się do winy" po dziesięciu dniach śledztwa prowadzonego przez Henryka Olejniczaka.
28 kwietnia 1952 r. Najwyższy Sąd Wojskowy skazał Skibińskiego na śmierć. Miał jednak szczęście. 25 stycznia 1954 r. został ułaskawiony przez Radę Państwa (PRL-owski organ państwowy, który przejął kompetencje po nieżyjącym Bierucie). Pozostałym oficerom z jego sprawy też złagodzono wyroki, w 1956 r. wszyscy zostali zrehabilitowani. Płk Franciszek Skibiński zmarł w 1991 r. w stopniu generała.
Ludzie całują
mnie po rękachHenryk O. służył stalinowskiemu systemowi bezprawia aż do 1956 r. Nie tylko znęcał się nad szpiegami i wrogami "ludu", ale uczył również teorii walki klasowej przyszłych funkcjonariuszy, jako wykładowca szkoły oficerów Informacji.
Nie był tępym narzędziem zbrodni, ale wyrachowanym oprawcą - jako jeden z nielicznych śledczych mógł się pochwalić studiami wyższymi (w 1952 r. ukończył Uniwersytet Poznański). Po 1957 r. pełnił wysokie funkcje w Ministerstwie Komunikacji i Ministerstwie Sprawiedliwości. W 1964 r. rozpoczął pracę w Prokuraturze Generalnej i przez 26 lat (do 1989 r.) kierował komórką ds. ułaskawień. Wtedy właśnie podpisał wniosek o przerwę w odbywaniu kary dla Piotra Filipczyńskiego.
Od 1 stycznia 1998 r. w związku z przejściem w stan spoczynku Olejniczak dostawał wysoką emeryturę prokuratorską (kilka tys. zł). Jako jednemu z nielicznych stalinowców została mu jednak odebrana. Podczas swojego procesu w 2004 r., Henryk Olejniczak, udając niewiniątko, zapewniał dziennikarzy: "Ułaskawiłem tysiące osób. Do dziś ludzie całują mnie po rękach".
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.