Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| "Naszość" po żydowsku - Krzysztof Mazur Wysłane czwartek, 18, września 2008 przez Krzysztof Pawlak |
Świat się wywraca do góry nogami; to co jeszcze do niedawna uchodziło za spiskowe teorie dziejów - dzisiaj okazuje się być czymś tak normalnym, że za oszołomów zaczną niedługo uchodzić ci, którzy w porę nie przestawią swojej świadomości na nowe częstotliwości haggady.Oto na łamach polsko-brytyjskiego dziennika - jak określił swoje pismo jeden z redaktorów "Rzeczpospolitej"- ukazał się felieton autorstwa certyfikowanego przyjaciela Polski, czyli Szewacha Weissa pod zagadkowym tytułem "Amchu". Co oznacza owe "amchu" - były ambasador Izraela dość prędko wytłumaczył, a mianowicie, że jest to "tajemny kod żydowski", który Żyd wypowiada, kiedy chce, by rozpoznał go jego rodak, a nie rozpoznali goje.
Potwierdza to pani Joanna Wiszniewicz - pracownica Żydowskiego Instytutu Historycznego, która w jednej z publikacji przywołuje za wspomnieniami osób pochodzenia żydowskiego, że "się nie mówiło właściwie słowa "Żyd", tylko się mówiło właśnie "amchu" albo "nasz" i dalej "czy on jest [...] »amchu«, czy on jest "nasz". [...] Ci ["amchu"] to byli ludzie bliżsi niewątpliwie". Ta sama autorka podając, że w latach powojennych polska ludność na prowincji często wrogo odnosiła się do młodzieży żydowskiej, nie kryje wspomnień tych Żydów, którzy do takich zachowań prowokowali - "Krzyczało się o tym! Chodziło się po wsi i się wrzeszczało: »Po ulicy chodzą Żydzi, każdy Polak ich się brzydzi. Ale Żydzi są dziś w kupie, wszystkich gojów mają w dupie«".
Felieton Szewacha Weissa jest ważny nie tylko ze względu na przyznanie, że osoby pochodzenia żydowskiego wzajemnie wspierały się i tworzyły, a także nadal tworzą
lobby, ale także ze względu na dwie inne okoliczności. Otóż felieton ten nadal w dość bezceremonialny sposób zakłamuje historię, gdyż sugeruje, że po wojnie np. podczas tzw. pogromu kieleckiego miejscowi Polacy tylko czyhali, aby ukatrupić jakiegoś Żyda ("podczas pogromu kieleckiego w lipcu 1946 r. do pociągu, w którym znajdowało sie kilku Żydów, wsiadł oficer Wojska Polskiego. Powiedział im »Amchu«... »Amchu« uratowało tym Żydom życie") zaś wchodzący w 1944 r. do Polski krasnoarmiejcy myśleli tylko jak nas nakarmić i poprzytulać ("w lipcu 1944 r., kiedy Armia Czerwona wyzwoliła Borysław (Borysław, jak wiemy, jest "wyzwolony" do dnia dzisiejszego - przyp. K. M.)... zatrzymał się przed nami wóz, wysiadł z niego sowiecki major, powiedział »Amchu«, przytulił nas do siebie i obdarował gorącą zupą grochową").
Felieton ten oprócz reminiscencji historycznych jest także wezwaniem do współczesnej diaspory, gdyż "już nie ma potrzeby ukrywać pochodzenia żydowskiego", a "Amchu" wychodzi z podziemia". Chyba z tym wychodzeniem z konspiracji musi być coś rzeczywiście na rzeczy, gdyż na stronie Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP tenże związek ogłasza, że "uruchamia akcję Magen", dlatego też apeluje do tych osób "które w ostatnim czasie otrzymywały listy, SMS-y, telefony lub w inny sposób kierowane do nich były sformułowania, groźby bądź bezpośrednie akty przemocy o charakterze antysemickim", by "nie kasowali takich SMS-ów lub maili, nie wyrzucali listów, tak aby zostały zachowane wszystkie dowody". Związek jednocześnie oznajmia, że "teraz jest szansa, że nie zostanie to potraktowane jako akt o znikomej szkodliwości społecznej". Trudno w tym kontekście zrozumieć jednakże, czym miałoby się różnić owo "teraz" od przedtem, bo chyba nie tym, że "teraz" żydowskie małolaty znowu będą chodzić po wsiach, śpiewając "Ale Żydzi są dziś w kupie, wszystkich gojów mają w dupie". Na razie wystarczyłoby, że izraelskie wycieczki szkolne demolują nasze hotele, traktując miejsce, po którym akurat chodzą, jak żydowską placówkę eksterytorialną.
Ale z drugiej strony takie ujawnienie swojego pochodzenia miałoby swoje dobre strony, gdyż wreszcie moglibyśmy zweryfikować te teorie, które do dnia dzisiejszego określa się jako mity. Na razie jesteśmy zmuszeni poznawać po znamionach zewnętrznych takich jak: dyplomatyczne DNA, ślad po heglowskim ukąszeniu, ambiwalencja w sprawach wiary i religii, medialne sukcesy i wyjątkowe szlacheckie nazwiska jak np. Mazowiecki czy Wojewódzki
etc. Biorąc chociażby takie poszlaki pod uwagę, można oczekiwać, że połowa prezydenckich ministrów i doradców musiałaby przystąpić do ujawnienia.
Takie ujawnienie mogłoby zagrozić pozycji niektórych autorytetów, już zresztą niektóre twierdzenia autorytetów wydają się mocno podejrzane - dla przykładu Władysław Bartoszewski zwany dla niepoznaki "profesorem", zapytany o zjawisko "żydokomuny", wyjaśniał, że "samo sformułowanie pytania jest zarzutem i jest jednostronne. Bo, po pierwsze, przypisuje z góry szczególną rolę Żydom w tych instytucjach. Żydom jako narodowi, czy jako wyznaniu? Jeśli jako wyznaniu, to jest to kompletny nonsens. Dla wierzącego Żyda było absolutną niemożliwością działać w duchu marksistowskim materializmu dialektycznego".
Tymczasem na stronie wspomnianego wcześniej Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP stoi jak wół, że "każdy, kto ma matkę Żydówkę lub przeszedł przez oficjalną procedurę konwersji na judaizm - jest Żydem. Należy zaznaczyć, że bycie Żydem nie ma nic wspólnego z przekonaniami lub tym co się robi. Osoba urodzona z rodziców nie-Żydów nawet wyznająca tę samą wiarę jak Żydzi ortodoksyjni oraz przestrzegająca praw i zwyczajów judaizmu nadal pozostaje nie-Żydem nawet dla najbardziej liberalnych odłamów judaizmu podczas gdy osoba urodzona z matki Żydówki nawet jeśli jest ateistą i nigdy nie praktykuje religii żydowskiej nadal uważana jest za Żyda nawet przez ultra ortodoksyjnych Żydów. W tym sensie, judaizm jest bardziej podobny narodowości niż inne religie i bycie Żydem jest jak obywatelstwo" (za stroną:
http://www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=231&Itemid=62). Stanowisko takie potwierdza również Szewach Weiss, który pisze, że "Myli się i wprowadza w błąd innych ten, kto twierdzi, że żydostwo jest tylko wiarą. Nawet ci, którzy odeszli od wiary mojżeszowej, nawróceni na inne wyznanie, częstokroć odczuwają swoją przynależność do swego narodu...".
Czyżby "profesor" Bartoszewski także się mylił, mało nie tylko się mylił, ale także wprowadzał w błąd innych... Aj, waj, to chyba rzeczywiście musi już być koniec świata, nawet gdyby Lehmans Brothers jakimś cudem ożył, a amerykańscy podatnicy nie musieli pokrywać rachunków za właścicieli AIG.
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME