Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Stalinowscy oprawcy bez kary - Tadeusz M. Płużański Wysłane niedziela, 28, września 2008 przez Krzysztof Pawlak

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie uniewinnił dwóch stalinowców: byłego zastępcę Józefa Goldberga-Różańskiego - wiceszefa Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Wiktora Leszkowicza i byłego prokuratora Józefa Chomętowskiego. Byli oskarżeni przez IPN o nieuzasadnione przedłużanie aresztu i bezprawne pozbawienie wolności Józefa Stemlera - wiceministra informacji Delegatury Rządu na Kraj. Wobec trzeciego oskarżonego - byłego sędziego Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie Jerzego Godlewskiego - sąd umorzył sprawę.

W lutym 1951 r. Stemler został zatrzymany przez UB na trzy miesiące, jednak formalna decyzja o aresztowaniu została podjęta dopiero po pięciu dniach, a nie - jak wymagało tego prawo - po 48 godzinach. Takie bezprawne decyzje o przedłużeniu aresztu Stemlerowi zapadały jeszcze wielokrotnie. Podczas trwającego przez pięć lat - od 1951 do 1955 r. śledztwa podejmowało je kilkanaście osób, m.in. prokurator Helena Wolińska i sędzia Stefan Michnik. Ci jednak są nieuchwytni dla polskiego wymiaru sprawiedliwości.

SZPIEG BISKUPA
KACZMARKA


Józef Stemler ps. Doliński, Jan Dąbski (urodzony w 1888 r.) w II RP był działaczem oświatowym, organizował m.in. walkę z analfabetyzmem, popularyzował czytelnictwo. W 1926 r. został członkiem Wielkiej Rady Obozu Wielkiej Polski. W czasie II wojny światowej był więźniem KL Auschwitz. Od listopada 1944 r. pełnił funkcję zastępcy dyrektora Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu na Kraj.
W marcu 1945 r. Stemler był sekretarzem delegacji, która przybyła do Pruszkowa na zaproponowane przez Sowietów rozmowy polityczne. Zaproszenie gen. NKWD Iwana Sierowa okazało się pułapką, w wyniku której - wraz z innymi przywódcami Polski Podziemnej - został wywieziony do Moskwy. Po trzech miesiącach spędzonych na Łubiance, podczas procesu 16-tu, Józef Stemler został uniewinniony.
Stemler wrócił do kraju. Został szefem przedstawicielstwa Kongresu Polonii Amerykańskiej w Warszawie. Po kilku latach polscy komuniści wszczęli przeciwko niemu śledztwo dotyczące "bezprawnego posiadania i rozpowszechniania informacji stanowiących tajemnicę wojskową i państwową". Zarzucono mu udział w amerykańskiej siatce szpiegowskiej, związanej z biskupem kieleckim Czesławem Kaczmarkiem. 9 lutego 1955 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę sześciu lat więzienia, obniżoną na mocy amnestii do lat trzech.

ZBRODNICZY IMMUNITET

Dla trzech oskarżonych prokurator IPN żądał kar od 2,5 do 3,5 roku więzienia za bezprawne działania wobec Józefa Stemlera i łączniczki AK Józefy Główczewskiej. Wiktorowi Leszkowiczowi i Józefowi Chomętowskiemu zarzucono, że przychylili się do wniosków o przedłużenie aresztu, mimo że prokuratura złożyła je po terminie, i nie podjęli decyzji o zwolnieniu aresztowanego, co - jak głosi akt oskarżenia - "skutkowało bezprawnym pozbawieniem wolności pokrzywdzonego z powodu jego wcześniejszej działalności w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego".
Zdaniem IPN, decyzje stalinowców wynikały z "walki politycznej z przeciwnikami nowego ustroju": "By dowieść rzekomej winy, organa bezpieczeństwa rękoma prokuratorów i sędziów fałszowały dowody i śledztwa". Prokurator Marek Klimczak zwrócił również uwagę, że Józef Stemler był obwiniany o "faszyzację życia publicznego" w Polsce w latach... 20.
Sąd odrzucił argumentację oskarżenia, twierdząc, że oskarżeni nie prześladowali Stemlera ze względu na jego działalność niepodległościową (w takim razie dlaczego?; innego powodu nie podano). Uznał, że nie popełnili żadnego przestępstwa, ani zbrodni komunistycznej. Świadczyć miał o tym m.in. fakt, że podczas rozprawy sądowej Stemler miał adwokata. Dodatkowo, Leszkowicza uznano za niewinnego, gdyż tylko podpisywał dokumenty przedstawione przez podlegających mu oficerów śledczych.
Wobec trzeciego z oskarżonych - Jerzego Godlewskiego, który nie uchylił wadliwej decyzji o areszcie wobec Stemlera - sąd umorzył sprawę, wskazując, że pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej jest możliwe tylko w przypadku uchylenia immunitetu, a uzyskanie uchylenia spoczywa na oskarżycielu: "Gdyby immunitet przysługiwał czasowo, niezawisłość sędziowska byłaby iluzoryczna" - argumentował sąd, powołując się na konstytucję i orzecznictwo. Ale czy ta zasada ma chronić również oprawców w togach? Gdyby tak było, nie można by skazać żadnego funkcjonariusza stalinowskiego wymiaru "sprawiedliwości".

WZGLĘDY MERYTORYCZNE

Oskarżonym, którym groziło do 10 lat więzienia, nie przyznali się do winy. Były sędzia Godlewski protestował przeciwko przypisywaniu wyłącznie jemu winy za decyzje trzyosobowego składu sędziowskiego: "Mogłem głosować nie tak, jak większość składu. Nie ma możliwości uchylenia tajemnicy narady". Twierdził, że "nie ma żadnej więzi" między stawianymi mu zarzutami a jego zachowaniem jako sędziego.
Były prokurator Chomętowski zaprzeczał, by o areszt dla Stemlera wnioskował z pobudek politycznych: "Nie wiedziałem, że Józef Stemler był działaczem Państwa Podziemnego, ja wtedy w ogóle nie wiedziałem, że coś takiego istnieje".
Przyznał, że brał udział w posiedzeniu sądu, który podjął decyzję o przedłużeniu aresztowania dla Stemlera, ale zaprzeczył, jakoby składał taki wniosek, bo nie leżało to w jego kompetencjach. W innym zeznaniu sam sobie przeczył: "W całej tej sprawie kierowałem się tylko względami merytorycznymi - dlatego 6 lipca 1954 r. na posiedzeniu sądu opowiadałem się za przedłużeniem aresztu, a po 6 miesiącach odstąpiłem od dalszego żądania aresztowania, co spowodowało, że Józef Stemler wyszedł na wolność. Dziś stawia mi się zarzut zbrodni za czyny, które spowodowały, że sprawa Stemlera nie skończyła się gorzej niż mogła się skończyć". Innym razem stwierdził z kolei: "Nawet gdybym wnosił wtedy o uchylenie aresztu, to i tak byłoby to nieskuteczne działanie, bo Stemler był oskarżony o zbrodnię przeciwko państwu". Chomętowski przekonywał, że nie popełnił żadnego przestępstwa w związku ze sprawą Stellera, m.in. dlatego, że nie miał wpływu na to, że właśnie on został przydzielony do sprawy.
Kim jest Józef Chomętowski, ten niewinny, niekompetentny człowiek? W wieku 19 lat - w 1949 r. - został prokuratorem wojskowym. W MSW służył od 1955 r., najpierw jako pracownik Biura Śledczego, a od 1965 r. jego dyrektor. W maju 1971 r. został dyrektorem gabinetu ówczesnego ministra Spraw Wewnętrznych Franciszka Szlachcica, uzyskując awans na generała brygady. Od 1985 r. kierował Departamentem Kadr MSW, w listopadzie 1989 r. przeszedł na emeryturę.

TO NIE BYŁA ŻADNA WŁADZA

Przed sądem Wiktor Leszkowicz na swoje usprawiedliwienie podawał, że nie miał prawa nikogo zwalniać z aresztu. Taką decyzję mógł podjąć jego przełożony - dyrektor Departamentu Śledczego MBP Józef Różański albo wiceminister bezpieki Roman Romkowski (Natan Kikiel), który nadzorował śledztwa.
Leszkowicz potwierdził jednak, że zatwierdzał wnioski do sądu i prokuratury o przedłużenie aresztowania Stemlera. Przyznał też, że czasem robił to kilka dni po terminie, ale... za pilnowanie terminów odpowiadał kto inny: "Ja podpisywałem przygotowane dokumenty, nie sprawdzałem, jakie są tam daty i czy one się zgadzają, miałem zaufanie do naczelnika wydziału. (...) To utwierdzało mnie w przekonaniu, że wnioski były zasadne".
Sędzia pytał, czy przy zatwierdzaniu wniosków zapoznawał się ze sprawą, czy czytał akta. Leszkowicz: "Nie mogłem czytać całych akt". Sędzia: "To znaczy, że na podstawie lakonicznego zdania: »Ponieważ sprawa wymaga dalszego prowadzenia, wnioskuję o zastosowanie dalszego aresztu« decydował pan, żeby ktoś siedział kolejne trzy miesiące?". Leszkowicz: "Tamtych zdarzeń dokładnie nie pamiętam".
"Czy można było w tamtych warunkach trzymać kogoś bez sankcji prokuratorskiej? Czy było tak, że kodeks - kodeksem, a praktyka - praktyką?" - dopytywał sędzia. "Różnie bywało, mogło być święto i dlatego jakiś wniosek mógł się opóźnić" - odpowiadał pokrętnie Leszkowicz.
Sędzia pytał dalej, czy zastanawiał się wtedy, że za bezmyślne zatwierdzanie wniosków może ponieść odpowiedzialność: "Czy czuliście się wtedy tak pewni władzy, że nie zastanawialiście się nad tym". Leszkowicz: "To nie była żadna władza. Za dużo było spraw, by o każdej wiedzieć". (...) Wtedy nie można było - jak dziś - powiedzieć, że nie chcę tego robić, bo się nie znam i zabrać swoje manatki. Mnie obowiązywał rozkaz i zgodnie z nim wykonywałem to lub tamto". Podkreślał, że dwa razy prosił szefa bezpieki, by pozwolił mu wrócić do jednostki wojskowej, lecz odpowiedź była odmowna.

"ABY LUDZIE NIE SIEDZIELI BEZ SANKCJI"

Wiktor Leszkowicz do bezpieki wstąpił we wrześniu 1944 r., w wieku 26 lat. Funkcję wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP pełnił od 15 listopada 1951 r. do 8 kwietnia 1954 r. Członek PPR i PZPR, absolwent kursu NKWD w Kujbyszewie, podpułkownik LWP.
W sądzie twierdził: "Czyniłem wszystko, aby ludzie nie siedzieli bez sankcji".
Leszkowicz już raz był sądzony. W 2004 r. został nawet skazany na rok więzienia bez zawieszenia. Wyrok jednak odroczono bezterminowo ze względu na jego zły stan zdrowia. O mały włos nie doprowadziło to do zablokowania obecnego procesu, gdyż w świetle prawa nie można być dwa razy sądzonym za te same czyny. Okazało się jednak, że poprzedni proces dotyczył innych przestępstw Leszkowicza z lat 50. Obrońca uzasadniał, że skoro wówczas oskarżony nie trafił za kraty, teraz nie może stać się inaczej.
Prokurator IPN replikował: "Wydaje się, że do wiadomości oskarżonego w ogóle nie dociera fakt, że był karany. Myśli, że jak nie poszedł do więzienia, to wszystko jest w porządku, bo według niego nie był skazany. Oczywiście jest inaczej - wina w tamtej sprawie została potwierdzona przez sądy". Te i inne argumenty na nic się zdały. Sąd III RP puścił stalinowców wolno.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008