Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Orkiestra znowu zagrała - Krzysztof Mazur Wysłane wtorek, 10, lutego 2009 przez Krzysztof Pawlak |
W związku z decyzją papieża Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z czterech biskupów bractwa Świętego Piusa X dowiedzieliśmy się, że obok takich zbrodni na demokracji jak ksenofobia, antysemityzm i rasizm zaczyna szerzyć się jeszcze zbrodnia negacjonizmu. Wypowiedź bp. Williamsona dotycząca liczby Żydów uśmierconych przez hitlerowców była z pewnością głupia, ale przecież nagły klangor, jaki podniósł się w tej sprawie, nie miał związku z dokonanym przez biskupa oszacowaniem liczby ofiar. Powstaje bowiem pytanie, czy np. marszałek Borusewicz, w dodatku historyk, oburzający się na papieża z powodu gestu wobec lefebrystów, zna liczbę Polaków będących ofiarami II wojny światowej?Odpowiedź jest raczej negatywna, gdyż o ile wiadomo dopiero teraz IPN podjął się trudu oszacowania polskich strat w ludziach w okresie ostatniej wojennej zawieruchy, co oznacza, że każde dotychczas funkcjonujące w obiegu szacunki stanowią wyłącznie hipotezy, w dodatku ciągle weryfikowane. Na tym zresztą polega nauka i odkrywanie prawdy, jeżeli oczywiście komuś na tej prawdzie zależy. Z kolei co do podtekstu tak nonszalanckiego podejścia do tej sprawy bp. Williamsona - nie można wykluczyć jakiejś antysemickiej urazy owego hierarchy, ale w tym wypadku należałoby również zauważyć, że
de facto znacznie wyraźniej taką urazę zaprezentował inny duchowny bractwa, niejaki ksiądz Abrahamowicz, który - jak wskazuje samo nazwisko i jak potwierdziły niektóre prasowe doniesienia - jest z pochodzenia Żydem. Lefebryści są z pewnością grupą specyficzną i na pewno wiele lat działalności na obrzeżach Kościoła wyrobiło u nich pewne nawyki sekciarskie oraz przyciągnęło nieproporcjonalnie dużo osób o skrajnych, radykalnych poglądach, zarówno w dobrym, jak i złym rozumieniu tych skrajności. Tak jest nie tylko w grupach religijnych, ale także np. w grupach społecznych czy partiach politycznych i stanowi to pewną prawidłowość. Bractwo skupia zresztą ok. 1000 księży i zakonników i zapewne część z nich nie chce kompromisu z Watykanem, a ich poglądy wykorzystują ci, którym zależy na dalszym osłabianiu Kościoła, czyli generalnie - światowa masoneria.
Oczywiście żaden katolik nie musi wierzyć w prawdziwość prywatnych objawień, ale bardzo w tym kontekście wymowna jest wizja, jakiej miała doświadczyć bł. Anna Katarzyna Emmerich. Opowiadając o burzycielach Kościoła, tak opisywała ich robotę: "Gdy patrzyłam na burzących, zachwycała mnie ich wielka zręczność. Posiadali wszelkie rodzaje maszyn, wszystko dokonywało się według pewnego planu. Nic nie waliło się samo. Nie robili hałasu. Na wszystko zwracali uwagę, uciekali się do wszelkich rodzajów podstępów i kamienie wydawały się często znikać w ich rękach. Niektórzy z nich ponownie budowali; niszczyli to, co było święte i wielkie, a to, co budowali było próżne, puste i powierzchowne. Np. wynosili kamienie z ołtarza i budowali z nich schody wejściowe". Nawet gdyby owa wizja była zmyśleniem na jawie lub literacką wizją Clemensa Brentano, to przedstawiony opis doskonale charakteryzowałby współczesne praktyki wypierania z ludzkiego życia elementów
sacrum. Burzenie porządku pod pretekstem uczynienia większych udogodnień czy nawet przyciągnięcia ludzi do określonych praktyk stanowi
credo tych procesów, jakie pod różnymi wariantami
aggiornamento aplikują ludziom współczesne gwiazdy kontrkultury. Nie dotyczy to tylko spraw wiary i Kościoła, ale tych elementów kultury, które stanowią podstawę naszej cywilizacji. Coraz głośniej w mediach np. o konwertycie Tony Blairze, który jest podobno nie tylko
new born christian, ale nawet
new born catholic. Ale czytając bliżej o tym nawróceniu, trudno nie dostrzec pewnej specyfiki tego Blairowego katolicyzmu, który bardziej przypomina jakiś rodzaj religijnego kolażu. Pewno postępowy Kościół nie miałby nic przeciwko takiemu nawróceniu, ale już Kościół zwracający większą uwagę na doktrynę i Tradycję mógłby mieć większe opory w uznawaniu takich konwersji. A przecież Tony Blair wprawdzie wycofał się z brytyjskiej polityki, ale nie z polityki europejskiej i wspomina się nawet o jego kandydaturze na stołek prezydenta UE. Czyż europejscy masoni mogliby wyobrazić sobie lepszego kandydata na ten urząd, który - cytując klasyka - mógłby reprezentować zarówno wierzących w Boga, jak i nie podzielających tej wiary. Prawdopodobnie owi architekci nowego porządku wykorzystują także słynną i niezawodną w takich wypadkach orkiestrę żydowską, której dyrygenci nie chcą dostrzec, że kiedy oni czynią hałas, inni pod pretekstem walki z antysemityzmem załatwiają o wiele grubsze interesy. Już widać, że negacjonizm przestaje być pojęciem zarezerwowanym do kwestii Holokaustu, a powoli terminu tego zaczyna się używać do zwalczania innych poglądów kwestionujących różne lansowane mody i tematy. Wprawdzie tak było i dotychczas, ale przeciwników salonowych mód albo zamilczano, albo przezywano oszołomami, obecnie zaczynamy przechodzić do etapu wymuszania prawomyślności siłą. Już sama nazwa: negacjonizm sugeruje, że ktoś określany takim terminem, nie zajmuje równorzędnej pozycji w dyskusji, gdyż jego poglądy nie stanowią równouprawnionej hipotezy, ale wyłącznie negację hipotezy oficjalnie uznawanej przez większość. W ten sposób negacjonistami zostaną niedługo kreacjoniści, tak samo jak uniosceptycy czy przeciwnicy histerii globalnego ocieplenia. Negacjonistą będzie można nawet zostać, kwestionując wegetarianizm lub dowody osobiste, nie mówiąc już o głoszonych poglądach społecznych czy politycznych. I można być także pewnym, że każdemu takiemu orwellowskiemu sukcesowi będzie każdorazowo towarzyszyć "orkiestra tusz".
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME
Komentarz (0)