Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
Wokół kłamliwej hollywoodzkiej superprodukcji "Opór" Nieudany Odwet "Gazety Wyborczej" - Tadeusz M. Płużański Wysłane niedziela, 15, lutego 2009 przez Krzysztof Pawlak |
Przepraszam, że zaczynam od "Gazety Wyborczej", ale tym razem inaczej się nie da. Otóż gazeta ta - pragnąc uprzedzić spodziewaną burzę protestów związaną z pojawieniem się na ekranach filmu "Opór" - wypuściła balon w postaci "Odwetu". "Odwet" to książka dwóch cenionych do tej pory (przez "GW") dziennikarzy tej gazety - Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego. Książka, której druga część tytułu brzmi: "Prawdziwa historia braci Bielskich", okazała się plagiatem i do tego - nierzetelnym.Efekt był taki, że zamiast starannie zaplanowanej akcji wyprzedzającej nędzne wysiłki polskiej czarnej sotni, która - według wszelkich znaków na niebie i ziemi - zamierzała zdyskredytować film "Opór", a co za tym idzie wojenne bohaterstwo Żydów, wyszła afera. Para poszła w gwizdek.
Wcześniej były sukcesy...Ale czy kierownictwo "Gazety" mogło się spodziewać takiej propagandowej klapy? Przecież do tej pory wszystkie podobne
podgotowki okazywały się sukcesem. Tak było w przypadku wielkiej dyskusji na łamach "GW", przygotowującej odpowiedni grunt pod śledztwo IPN o Jedwabnem, promocji dwóch pseudohistorycznych paszkwilów Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi" i "Strach", czy wcześniejszego "upamiętnienia" kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego (Michał Cichy, Adam Michnik, "Czarne karty powstania"; dla młodszych przypomnienie: autorzy wywodzili, że głównym celem Powstania było mordowanie przez AK Żydów; w zwalczaniu różnego typu szumowin zewnętrznych i wewnętrznych - by wymienić tylko Lesława Maleszkę - gazeta nie jest tak aktywna i zdeterminowana). A tym razem klęska.
Wszystko przez dwójkę zaproszonych do przedsięwzięcia recenzentów - prof. Monikę Adamczyk-Garbowską, kierownika Zakładu Kultury i Historii Żydów w UMCS w Lublinie, oraz Dariusza Libionkę, adiunkta w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, kierownika działu naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku. "Odwet" okazał się bowiem - w oczach tej dwójki naukowców - łudząco podobny do książki Nechamy Tec "Defiance: The Bielski Partisans" (Oxford University Press, 1993; na jej podstawie nakręcono film "Opór").
Recenzenci napisali: "Książka nosi podtytuł »Prawdziwa historia braci Bielskich« i reklamowana jest na tylnej stronie okładki jako część »autorskiej serii poświęconej nie odkrytym i przemilczanym epizodom ostatniej wojny na polskich Kresach«. Jeśli tak mają wyglądać pojęcia »prawdy« i »autorstwa«, hollywoodzką wersję Edwarda Zwicka można z powodzeniem uznać za prawdziwą. Przynajmniej wyraźnie zaznacza, że stworzył ją na motywach książki Nechamy Tec".
Zdążyć przed premierą "Oporu"Najzabawniejsze jest to, że recenzja ukazała się w "Gazecie Wyborczej". Redakcja, która musiała sowicie zapłacić za półroczny trud badawczy swoich autorów, po prostu nie przewidziała takiego obrotu spraw. Michnik
et consortes oczekiwali peanów na cześć osiągnięć swoich reportażystów. A tu zmasowana krytyka. Zarzuty o nierzetelność, przepisywanie całych fragmentów, bez powoływanie się na źródło, przekręcanie faktów i dialogów, błędy w tłumaczeniu, zmyślanie i ubarwianie całych epizodów.
Cały cymes polegał na tym, że pierwowzór "Odwetu" nigdy nie został przetłumaczony na język polski, co też wyłapali skrupulatni recenzenci: "Na co liczyli autorzy? Czy na to, że nikt w Polsce nie zna pracy Nechamy Tec, a ona języka polskiego, aby móc zapoznać się z ich książką? Czy może tak bardzo zaczęli się utożsamiać z niektórymi bohaterami opisywanych przez siebie wydarzeń, że uznali, iż wszystkie chwyty są dozwolone, w tym rabunek mienia intelektualnego, aby tylko zdążyć przed premierą filmu?".
W kłębach dymuGdy naukowcy przysłali do redakcji swoją recenzję, Michnik wpadł w szał. Siedząc w swoim spowitym kłębami dymu z odpalanych co rusz gitanów gabinecie, który gościł kiedyś wielu sławnych, w tym Lwa Rywina, złorzeczył i pokrzykiwał. Co chwila wstawał i opadał na fotel, podnosił się i wstawał, i tak przez kilka godzin (aby lepiej zobrazować cały incydent, staram się nieudolnie naśladować styl podobny twórczości kol. Głuchowskiego i Kowalskiego z "Odwetu"). W końcu wściekły naczelny kiedyś najpoczytniejszej gazety w Polsce, pierwszej po 1989 roku niekomunistycznej, chwalącej się odebranym później znaczkiem "Solidarności", kazał wezwać do siebie swoją zastępczynię Helenę Łuczywo. Krztusząc się i charcząc, przez co trudno było zrozumieć słowa, jakie wydobywał z siebie, biegał po pomieszczeniu, wymachując co chwila do góry rękoma (gdy odchodził dalej, niknął w tytoniowej mgle). W końcu przystanął i zapytał: "Co to ma być? Wyrzucić ich!". Wicenaczelna Łuczywo coś musiała powiedzieć, skoro podobno obaj panowie autorzy nie zostali jednak wylani. Nie ma ich już jednak na liście promowanych przez redakcję członków elitarnego klubu "wybitnych dziennikarzy". Tyle tylko, że z "GW" odeszła Łuczywo...
Ale trudno się dziwić, skoro Monika Adamczyk-Garbowska i Dariusz Libionka napisali: "Uważamy (...), że reporterów obowiązują zasady etyki dziennikarskiej podobnie jak naukowców - naukowej. W swojej obecnej postaci »Odwet« mógłby służyć studentom dziennikarstwa jako przykład, jak nie należy postępować".
Klęska na kilku frontachTak, czy inaczej misterny plan powstały na Czerskiej (bo trudno w ogóle przypuszczać, że gdzie indziej) zdyskredytowania po raz kolejny polskich antysemitników nie powiódł się. Agora podobno wycofa "Odwet" z Biblioteki Gazety Wyborczej, a sama wycofa się z jej promowania. Poniosła klęskę jednocześnie na kilku frontach. Najważniejszym - propagandowym, ale także nie mniej istotnym - wydawniczym, czyli finansowym. Czy przez nieodpowiedzialny wybryk dwójki nieudaczników następne kilkadziesiąt osób zostanie zwolnionych z redakcji (Bo tyle kasy poszło w błoto. I to jeszcze w dobie kryzysu!) - pytają już na mieście? Następnym razem dadzą taką robotę bardziej zaufanym pretorianom.
Tadeusz M. PłużańskiPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.
Komentarz (0)