Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Wszyscy nasi szantażyści - Krzysztof Mazur Wysłane środa, 26, sierpnia 2009 przez Krzysztof Pawlak

W połowie lat 60. ub. wieku Janusz Szpotański spisał "Balladę o cudzie na Woli", który to cud miał polegać na tym, że "w Warszawie na Woli ukazał się duch Bieruta i sprzedawał kiełbasę po 26 zł za kilo" - "Słuchajcie, słuchajcie, co powiem ja wam:/ są cuda w epoce Ochaba/ na Woli z kiełbasą znajduje się kram, zwyczajna sprzedaje ją baba/.......A może to wcale nie baba, lecz mąż/ lecz mąż opatrzności to zgoła?/ Ach niech was nie myli wydatny ten biust/ ni kształty obfite podwiki/ bo oto spod wiejskich zawojów i chust/ znajome błyskają wąsiki!".

Wprawdzie w czasach rządów materializmu dialektycznego oficjalnie nie wierzono w cuda, jednakże jak uczy doświadczenie - ludzie potrzebują metafizyki, stąd nawet komuniści musieli swoje rytuały ozdabiać parareligijnymi pierwiastkami. Trójcę Świętą zastąpiono Marksem-Leninem-Stalinem, procesje - pochodami pierwszomajowymi, były też cuda, jak np. te związane z urodzinami Kim ir Sena, kiedy to podobno pojawiły się nieznane gatunki zwierząt wielbiące przywódcę ludzkim głosem, który to przywódca, jak już dorósł, sprawiał, że wschodziło słońce i nastawał dzień, a ludzie nabierali ochoty do życia. Oczywiście cały czas - a w szczególności po dacie tzw. transformacji ustrojowej - pojawiali się złośliwcy wyśmiewający takie komunistyczne zabobony, aczkolwiek coś się ostatnio w owej materii zaczęło zmieniać. Świadczy o tym chociażby niedawne opracowanie Janusza Ciska, który nie jest przecież żadnym szamanem, ale utytułowanym profesorem historii, który to profesor w kolejnym zeszycie poświęconym Piłsudskiemu popełnił rozdział zatytułowany "Pioruny i cud w chmurach". Profesor Cisek bez cienia dystansu opisuje "cudowne" wydarzenia, jakie miały miejsce w czasie pochówku Marszałka: a to pożar w katedrze trawiący m.in. insygnia, herby, laury etc., co "tłumaczono pogardą Piłsudskiego dla blichtru", następnie grzmot piorunu, który w czasie honorowej salwy armatniej "dołożył swój 22. strzał-salut", a na koniec "potwierdzone wieloma relacjami cudowne odbicie Wawelu w chmurach". W świetle tych "potwierdzonych wieloma relacjami" wydarzeń, muszą zblednąć nawet opowieści o tym, jak to na widok Kim Dzong Ila drzewa rozkwitały, a jaskółki przemawiały ludzkim głosem.
Już od pewnego czasu autorytetem w zakresie "cudu nad Wisłą" jest dla "Naszego Dziennika" Józef Szaniawski, który z tej okazji popełnia systematycznie artykuły rocznicowe będące w istocie pretekstem do kolejnych laurek wystawianych Piłsudskiemu i sanacji. Idzie to do tego stopnia, że wśród największych polskich dowódców i polityków z czasów tej batalii wymienia się np. Becka i Okulickiego, którzy byli wtedy dwudziestokilkuletnimi, świeżo upieczonymi oficerami, jakich polskie wojsko miało tysiące. No, ale skoro Kim Dzong Il już w łonie matki objawiał cechy wielkiego przywódcy, to dlaczego i na rodzimym podwórku nie mieliby rodzić się tacy geniusze? Jedną z najobszerniejszych biografii Pierwszego Marszałka jest książka autorstwa Andrzeja Garlickiego, po którym swego czasu ostro przejechał się inny znany publicysta "Naszego Dziennika" prof. J. R. Nowak. Prof. Nowak jest przez środowiska "postępu" uważany za antysemitę i nacjonalistę, tymczasem po Garlickim przejechał się on za negatywne zdanie tego pierwszego na temat polskich powstań, które, bardzo podobnie jak Garlicki, oceniał "symbol polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu", czyli Roman Dmowski. Z kolei "antysemita" Nowak innym razem tak samo jak po Garlickim zdążył przejechać się po Jędrzeju Giertychu za to, że ten popełnił swego czasu krytyczną pozycję na temat marszałka Piłsudskiego. Tego samego marszałka, który za życia był uważany nie tylko za obrońcę, ale nawet "bożyszcze Żydów" (coś chyba w tym zresztą było, o czym świadczy zamieszczona przez prof. Janusza Ciska mowa rabina Davida Zwi Silbersteina). Z kolei Garlicki swoje opasłe opracowanie na temat Piłsudskiego rozpoczyna od zdania: "W Instytucie Pamięci Narodowej bohater tej książki nie miałaby najmniejszych szans", podczas gdy prezes IPN-u, prof. Kurtyka do jednego z wywiadów pozował właśnie pod portretem Józefa Piłsudskiego. Inną sprawą jest, że zdanie to można dopiero zrozumieć, wiedząc o tym, że Andrzej Garlicki został jakiś czas temu ujawniony jako współpracownik PRL-owskich służb, zarejestrowany bodajże pod bardzo przewidującym pseudonimem "Pedagog". SB miała w ogóle bardzo utalentowanych funkcjonariuszy z darem prekognicji, skąd inaczej potrafiliby nadawać tak trafne pseudonimy jak: "Filozof", "Monsignore" czy "Pedagog"? Po co o takich przypadkach wspominać, jak nie po to, aby stwierdzić, że większość komentarzy i sądów, które są Polsce wypowiadane publicznie przez tak zwane autorytety, wynikają w zasadniczej mierze z prywatnych interesów lub obsesji, przez co tak rzadko mamy do czynienia z autentycznym poszukiwaniem prawdy, co szczególnie widać przy okazji rozpamiętywania różnych rocznic, zarówno tych już utrwalonych w nowej tradycji, jak też tych coraz nachalniej nam stręczonych pod szantażem patriotycznego obowiązku.
Oczywiście dzisiaj kiełbasa "po 26 zł za kilo" nie jest żadnym cudem, ale przynajmniej jesteśmy bogatsi o tę wiedzę, że świeckie cuda zdarzają się nie tylko w "epoce Ochaba", ale praktycznie zawsze, co oznacza, że komuś i czemuś one służą. Służą one oczywiście utrwalaniu określonego światopoglądu, którego utrwalanie służy następnie utrwalaniu władzy konkretnych ludzi. Konsekwencją zaś jest, że tych, którzy wątpią w takie świeckie dogmaty, należy specyficznym szantażem zmuszać do milczenia albo marginalizować. Pewnego rodzaju zagadką jest natomiast, dlaczego ludzie dysponujący obecnie tyloma możliwościami weryfikacji legend i mitów, którymi są karmieni, tak niechętnie po te możliwości sięgają. Jeżeli poszukanie informacji w internecie czy sięgnięcie po książkę jest za trudne dla przeciętnego umysłowego leniwca, to przecież empirycznie można przekonać się, jak wielu Polaków podróżuje po świecie czy to z konieczności "za chlebem", czy szukając wakacyjnych atrakcji, przez co mogą zobaczyć, że to co w kraju urasta prawie do rangi czynu heroicznego - w innych krajach ludzie robią po prostu z marszu. Nie tak dawno media cierpiące na sezon ogórkowy próbowały zrobić sensację z małego zamieszania, które poseł (a właściwie już unioposeł) Nitras wywołał na niemieckiej autostradzie. Wszyscy potępiali wylegitymowanie się posła - o zgrozo! - dokumentem dyplomatycznym, podczas gdy nikt nie wspomniał, że poseł podróżował z Polski na Bałkany autostradą niemiecką (podobnie jak to czynią Polacy z południa Polski, jadąc na wczasy nad polski Bałtyk), gdyż w 38-milionowej Polsce przez dwadzieścia lat transformacji ustrojowej zdążono wybudować "aż" 750 km autostrad. Tymczasem Czesi czy przeżywający kryzys Węgrzy mający przecież taką samą demoludyczną przeszłość, a następnie drogę do UE, wybudowali tych autostrad grubo ponad tysiąc kilometrów przy jednej czwartej ludności naszego kraju i znacznie mniejszej jego powierzchni. Nie wspominając o 4,5-milionowej Chorwacji, która ma tych dróg już ok. 1500 km i co istotne - do dnia dzisiejszego nie przystąpiła do UE, co obala mit Unii jako tego sprawczego czynnika, który powoduje rozwój infrastruktury. Tymczasem Polacy jeżdżą, widzą, pstrykają fotki, opowiadają wrażenia - po czym przy najbliższej okazji wybierają w kraju tych, którzy gwarantują przedłużenie obowiązującego stanu niemożności. Czy między "cudami epoki Ochaba" i innymi mitami oraz legendami tak pracowicie rozwijanymi przez rodzime autorytety, a owym stanem powszechnej niemożności istnieje jakiś związek? Z pewnością tak - i niech nas nie zmyli ten... autorytet/ i wyuczone mimiki,/ bo zawsze spod tych uczonych póz,/ znajome błyskają wąsiki.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Komentarz (0)

Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2009