Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Hagada po polsku - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 7, września 2009 przez Krzysztof Pawlak |
W Polsce nie jest ważne, co dana partia lub polityk naprawdę reprezentują, ale ważne jest, jak dana partia lub polityk są przedstawiani i postrzegani. Stąd też np. za partię prawicową uchodzi Prawo i Sprawiedliwość, której politycy są już prawie na etacie w Radiu Maryja i tym samym uchodzą nie tylko za prawicę, ale za prawicę narodowo-katolicką. Przez ostatnich kilka miesięcy politycy tej - było nie było - największej partii opozycyjnej pałętali się po korytarzach sejmowych i telewizyjnych bez wyraźnego konceptu, więcej czasu poświęcając na porachunki wewnętrzne niż na prezentowanie jakiejkolwiek alternatywy politycznej. Ale ostatnie rocznice i przyjazd do Polski rosyjskiego premiera nareszcie natchnął owo polityczne środowisko do kolejnych bojów, toczonych w ramach tzw. polityki historycznej.Jak już nam wiadomo, sprawiedliwość społeczna musi różnić się od zwyczajnej sprawiedliwości, dlatego też
per analogiam polityka historyczna niekoniecznie musi mieć po drodze z historycznymi faktami. Jak można wnioskować, polityka historyczna polega na takim przedstawianiu historycznych wydarzeń, aby stanowiło to uzasadnienie dla bieżących zamierzeń politycznych, także po to, aby owe działania w jakiś sposób usprawiedliwiało, a nawet legitymizowało. Ale takie rozumienie polityki historycznej zaczyna sprawiać, że coraz częściej zamiast przedstawiać fakty, zaczynamy o tych faktach opowiadać, wzorując się bardziej lub mniej świadomie na tzw. żydowskiej hagadzie. Aby nie być gołosłownym, wystarczy przeczytać publicystykę z ostatniego weekendowego wydania "Naszego Dziennika", w której brylują takie znakomitości polskiej nauki i polityki, jak profesorowie Andrzej Nowak i Zdzisław Krasnodębski oraz Antoni Macierewicz. I tak Krasnodębski pisze, że "Tusk zorganizował Władimirowi Putinowi na Westerplatte wielkie przedstawienie...", Nowak dodaje co "Putin chciał pokazać", a Macierewicz snuje rozważania o "Wielkiej Europie" Putina. Słyszymy więc od kilku dni, że Putin to i Putin tamto, "Duży Kaczor" konkluduje, że Putin nie wykorzystał danej mu przez rząd piarowskiej szansy (widocznie brakuje mu takich doradców jak duet Bielan - Kamiński), generalnie wszyscy pokrzykują, że nie powiedział tego, co powinien, a powiedział to, czego nie powinien, a generalnie - to powinien przeprosić, a nawet jak przeprosił, to nie tak jak powinien przeprosić.
Czy taki sposób argumentowania nie przypomina aby do złudzenia typowego żydowskiego ajwajczenia, które zawsze rozlega się, gdy jakiś państwowy lub kościelny dostojnik pokonuje wieloletnie wydawałoby się uprzedzenia i albo odwiedza Izrael albo dokonuje jakiegoś aktu pokajania za prawdziwe albo urojone winy tych, których ma reprezentować? Zawsze wtedy okazuje się, że np. papież mógł powiedzieć to, a nie powiedział, a nawet jak powiedział wcześniej, to mógł to jeszcze raz potwierdzić itd., itp. Najlepszym przemówieniem dla jakiegoś prezydenta, premiera lub papieża byłaby zapewne taka mowa, która zostałaby wcześniej zatwierdzona, a najlepiej od razu napisana przez jakiegoś uczonego wytypowanego przez Światowy Kongres Żydów lub nawet lożę Bnai Brith.
O ile jednakże Żydzi mają w tym swój polityczny i materialny interes, tak wszystko wskazuje, że rodzimi patrioci chcieliby na takich przeprosinach budować kolejne pomniki, bo do tego w istocie sprowadza się w Polsce znaczenie polityki historycznej dla polityki zagranicznej. Kraj silny materialnie, a tym samym militarnie i politycznie, kraj prężny demograficznie, mający uświadomionych obywateli, nie musi żebrać o cudze uznanie przez wzgląd na świadomość swojego znaczenia. Ale takim krajem Polska nie jest - wprost przeciwnie, stąd też cała ta polityka historyczna, z góry skazana na niepowodzenie wobec zagranicy, ma jedynie na celu dalsze tumanienie swojego narodu, by ten - tak jak przed wojną - był cały z Wodzem, po wojnie "cały z partią", a obecnie cały z tą lub tamtą partyjką. Do jakich absurdów może prowadzić propaganda historyczna, świadczy chociażby oburzenie, jakie zapanowało w kraju po ogłoszeniu przez Rosjan informacji niezbyt pochlebnych wobec przedwojennego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Jeśli nadal Rosjanie będą upierać się przy przedstawianiu Becka jako niemieckiego agenta, to być może niedługo ziści się postulat egzotycznego tria, czyli Bartoszewskiego, Rotfelda i Zalewskiego postulujących nie tak dawno na łamach "Rz" nazywanie w polskich miastach ulic imieniem "Człowieka, który mówił o honorze". Mowa oczywiście o tym Becku, którego sami Polacy tworzący polski rząd na emigracji z generałem Sikorskim na czele nie chcieli za żadne skarby wypuścić z rumuńskiego internatu. Zresztą skoro już o historii i Sikorskim, to dopiero niedawno niektórzy ośmielili się głośno przypuścić, że zamachu na generała mogli dokonać Polacy, chociaż nadal większość na takie herezje woli zatykać sobie uszy, chcąc nadal wierzyć, że polityczne podziały, walki i swary to wynalazek ostatnich kilkunastu lat, a wcześniej to byli tylko "my" i "oni", a jeszcze wcześniej byli tylko "my" skupieni wokół geniuszu marszałka Piłsudskiego. Są już dane świadczące, że generał Okulicki był nie tylko "Niedźwiadkiem", ale kto wie pewnie także "Misiem Kolabo" ale o tym - cicho sza, bo to mogłoby zaszkodzić hagadzie o Powstaniu Warszawskim, zresztą co zrobić z tyloma nazwami ulic w Polsce...? A że swojej ulicy nie ma np. generał Rozwadowski... Widać, niezbyt skutecznie dbał o swoje piarowskie zabezpieczenie. Z tymi ulicami to zresztą niekiedy wychodzi zupełna "ekumenia", bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy ulica Piłsudskiego kończy się rondem Dmowskiego, z usytuowanym w pobliżu pomnikiem Sikorskiego, a w Warszawie Rondo Dmowskiego stanowi zwieńczenie... Alej Jerozolimskich.
Wniosek z tego taki, że zamiast obrażać się na rosyjskich fałszerzy naszej historii, w pierwszym rzędzie dobrze byłoby, aby rzeczywiście sami Polacy poznali podstawowe fakty ze swojej historii, bo póki co nadal przynajmniej w odniesieniu do historii najnowszej w dużej mierze mamy do czynienia z opowiadaniem o historii.
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME
Komentarz (0)