Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Jak "Gazeta Wyborcza" uśmierciła mordercę - Tadeusz M. Płużański Wysłane środa, 21, października 2009 przez Krzysztof Pawlak

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie "afery mięsnej" przesłuchali 84-letniego mężczyznę. Zidentyfikowali go, oglądając Polską Kronikę Filmową. Tymczasem od lat ten człowiek już nie żył. Przynajmniej według "Gazety Wyborczej". To Eugeniusz Wojnar, w 1965 r. żądający trzech kar śmierci, a w świetle dzisiejszych ustaleń IPN - morderca sądowy.

Czytając kilka dni temu "Gazetę Wyborczą", przecierałem oczy ze zdumienia. Dziennikarz nie oburzał się na ściganie komunistycznego prokuratora, nie napiętnował ścigających. W artykule "Proces za proces w aferze mięsnej" Bogdan Wróblewski pytał: "Czy przed sądem stanie były prokurator Eugeniusz Wojnar - ostatni z żyjących, którzy według IPN przyczynili się do skazania Stanisława Wawrzeckiego na karę śmierci w tzw. aferze mięsnej?"
Oczy przecierałem jeszcze z innego powodu: dokładnie 10 lat temu ta sama "Gazeta Wyborcza" uznała prokuratora Wojnara za zmarłego.

Nie żyje żaden
sędzia, ani prokurator


Zacytujmy większy fragment tekstu Piotra Lipińskiego (historyka "Gazety Wyborczej" - to zupełnie inna kategoria niż dwie pozostałe: historyk i "nierzetelny" historyk IPN) z 10 czerwca 1999 r. pt. "Mięso, a w środku rzeźnik": "Kiedy do orzekania w aferze mięsnej wyznaczono skład sędziowski, adwokaci oględnie zaprotestowali: »Obrońcy mają głęboki szacunek oraz zaufanie do wyznaczonych sędziów i przypisują wyłącznie trudnościom technicznym fakt, że w składzie Sądu nie zasiadł ani jeden z sędziów IV wydziału karnego, właściwego normalnie do rozpoznania tej sprawy«. Do składu skierowano sędziów wojewódzkich: Faustyna Wołka i Kazimierza Gerczaka. Dziś już nie żyje żaden z sędziów. Nie żyją też oskarżający prokuratorzy - Eugeniusz Wojnar i Alfred Policha". Tyle artykuł historyka "GW". Dziś na stronach tej gazety - przy temacie "afera mięsna", nie ma odnośnika do tekstu Lipińskiego.
Zamiast tego Wróblewski pisze: "Nie żyją (...) sędziowie i drugi oskarżyciel Alfred Policha".
"Gazeta Wyborcza" nie przyznaje się do błędu (przypadkowego, celowego?), tekstem swojego historyka już się nie chwali, ale jego ustaleniami - i owszem! Bogdan Wróblewski: "Jak obliczył dziennikarz Piotr Lipiński, w latach 1964-73 w sprawach mięsnych sporządzono 452 akty oskarżenia".

Tak chciała Partia

Przypomnijmy wydarzenia sprzed prawie pół wieku. Mamy połowę lat 60., kilka lat po szczęśliwym końcu stalinizmu w Polsce. Kiedy 2 lutego 1965 r. - po trwającym od listopada poprzedniego roku pokazowym procesie - wypożyczony z Sądu Najwyższego Roman Krzyże wydaje wyrok w tzw. aferze mięsnej, wielu pamięta jeszcze jego krwawy plon w okresie "błędów i wypaczeń" [w Sądzie Najwyższym pracował w latach 1955-77, wcześniej przez 10 lat sędzia Najwyższego Sądu Wojskowego, zatwierdził wiele wyroków śmierci na działaczy niepodległościowych, zmarł w 1983 r. w Warszawie - TMP]. Teraz głównego oskarżonego, Stanisława Wawrzeckiego, dyrektora w Miejskim Handlu Mięsem też nie mógł oszczędzić i zgodnie ze swoją praktyką postanowił "ukryżować". Powód? Można powtórzyć jego własne słowa z lat 50.: skoro tak chcieli "przedstawiciele Partii i Rządu", a Wawrzecki "dopuścił się najcięższej zbrodni, jakiej mógł się dopuścić"... handlowiec.
Wszyscy podsądni (prócz Wawrzeckiego czterech dyrektorów handlu mięsem, czterech kierowników sklepów i właściciel prywatnej masarni) zostali uznani winnymi braków w zaopatrzeniu w mięso na rynku (kradzież, podmienianie towaru, fałszowanie faktur), a prawdziwy winny - komunistyczna władza, która ten stan rzeczy spowodowała i na te bezprawne praktyki przyzwalała - chciała pokazać, że zdecydowanie z tym walczy.
Efekt był taki, że sąd pod przewodnictwem Kryżego skazał Stanisława Wawrzeckiego na karę śmierci, czterech oskarżonych na dożywocie, a pozostałych na niższe kary - od 9 do 12 lat więzienia. 18 marca 1965 r. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski i już nazajutrz Wawrzecki został powieszony w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

W trybie doraźnym

Komuniści mogli uśmiercić dyrektora w Miejskim Handlu Mięsem, gdyż proces toczył się w trybie doraźnym, w oparciu o dekret PKWN z 1945 r., który zakładał nadzwyczajnie ostre kary. Tryb ten nie przewidywał również odwołania do sądu II instancji. Na nic zdały się protesty obrońców oskarżonych, że jest to niezgodne z przepisami.
W zwykłym postępowaniu - w trybie przewidzianym przez Kodeks Postępowania Karnego z 1928 r. - za przywłaszczenie mienia publicznego groziło maksymalnie do pięciu lat więzienia. Tak więc nawet najniższe wyroki w "aferze mięsnej" należy uznać za wyjątkowo surowe. Dodatkową karą były wysokie grzywny i przepadek mienia - przy okazji komunistyczna partia zarobiła na cierpieniu oskarżonych i ich rodzin.
Zastosowanie trybu doraźnego stało się podstawą do uchylenia wyroków, co było możliwe dopiero w wolnej Polsce. W 2004 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że wyroki były bezprawne i miały charakter polityczny - Wawrzeckiego uznano za "wrzód na organizmie zdrowego społeczeństwa". Orzeczenie sprzed pięciu lat nie było jednak równoznaczne z rehabilitacją oskarżonego - sąd umorzył postępowanie z uwagi na jego śmierć.

W terenie panował bandyta "Ogień"

A teraz, kim jest człowiek, którego za życia pochowała "Gazeta Wyborcza"? Eugeniusz Wojnar, jako wiceprokurator stołecznej prokuratury wojewódzkiej, był członkiem zespołu, którzy przygotowywał akt oskarżenia w "aferze mięsnej". Wnioskował o trzy kary śmierci - do swoich tez żarliwie przekonywał sąd, nie zapominając oczywiście o sprawie najważniejszej - dekrecie o postępowaniu doraźnym. Tak, jak sędzia Roman Kryże - wykonywał polecenia partii.
Ale to nie jedyna twarz Wojnara. W 2004 r. - a więc pięć lat po śmierci z rąk historyka "GW" - wydał książkę "Nie przeminęło z czasem" (Arcana). Dodajmy, w tym samym 2004 r., w którym sąd zakwestionował wyroki na jego ofiary.
W jednym z opisów reklamujących książkę czytamy: "Zbiór wspomnień z dzieciństwa spędzonego w syberyjskiej tajdze i na stepach Kazachstanu podczas sześcioletniego zesłania. To niezwykle barwna, pełna dramatyzmu i nie pozbawiona humoru opowieść, zaskakująca ilością szczegółów". Tylko czy przeszłość - nawet najbardziej traumatyczna - może usprawiedliwiać późniejsze uczynki?
Z kart wspomnień można się również dowiedzieć, że po nieudanej próbie dostania się do armii gen. Andersa Wojnarowie osiedlili się najpierw w Kazachstanie, a po dwóch latach wyjechali na Ukrainę. Do Polski repatriowali się w 1946 r. Eugeniusz został instruktorem propagandy w Komitecie Powiatowym PPR w Nowym Targu. Po latach pisał, że "w ciągu 1946 roku w powiecie tym nie ostał się ani jeden posterunek MO z wyjątkiem Zakopanego i Szczawnicy. Pozostałe były wielokrotnie rozbrajane, akta i urządzenia niszczone, broń i umundurowanie zabierane, a co aktywniejsi funkcjonariusze bici lub zabijani. Można stwierdzić, że »Ogień« [Józef Kuraś, ówczesny, antykomunistyczny "król" Podhala; określany gdzie indziej przez Wojnara mianem bandyty, a jego oddziały - bandami - TMP] wówczas panował w terenie, stanowił siłę, miał swoje oddziały w każdym niemal zakątku".
Rok po zakończeniu procesu w sprawie "afery mięsnej" Eugeniusz Wojnar odszedł z prokuratury i rozpoczął pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości. W zarządzie więziennictwa resortu pracował do emerytury. Karami śmierci, jakich domagał się w "aferze mięsnej", przestał się chwalić. Nie wspomina o nich również w swoich wspomnieniach.

Wawrzecki - pospolity przestępca

Po wyroku z 2004 r. rodzina Stanisława Wawrzeckiego, prócz odszkodowań za skonfiskowany majątek i "wyrównanie kosztów utrzymania za lata, gdy ojciec i mąż łożyłby na rodzinę", zaczęła domagać się, by IPN ścigał tych, którzy "sporządzili akt oskarżenia na polityczne zamówienie".
Ale przecież - zdaniem opiniotwórczej "Wyborczej" - nikt już nie żył. Prokuratorzy Instytutu nie zaufali jednak historykowi "GW". Odnaleźli pochowanego przedwcześnie prokuratora Eugeniusza Wojnara, ustalając, że nie było podstaw faktycznych i prawnych, aby przeciwko oskarżonym w "aferze mięsnej" zastosował tryb doraźny. W końcu zarzucili mu przekroczenie uprawnień oraz popełnienie zbrodni komunistycznej.
Dalszy ciąg był taki, że niedoszły trup uzyskał prawo wglądu do akt śledztwa. Na tragifarsę zakrawa fakt, że zapoznał się z nimi 16 czerwca br. - tego samego dnia zmarła Teresa Wawrzecka, żona powieszonego 44 lata temu dyrektora.
W kwietniu 2008 r. były komunistyczny prokurator został przesłuchany przez prokuratora III RP. Co dziś uważa? Oskarżeni w "aferze mięsnej" byli "pospolitymi przestępcami", a proces miał na celu "wstrząśnięcie sumieniem ludzi, zahamowanie przestępczości zorganizowanej", stąd nie mógł mieć charakteru politycznego. Konkluzja wywodu Wojnara brzmiała: Wawrzecki zasłużył na karę śmierci. Może jednak nie należało go wieszać? Ale na wykonanie wyroku on przecież wpływu nie miał.
Cóż, trudno odmówić byłemu prokuratorowi logiki. Tak dziś tłumaczy się zresztą większość komunistycznych funkcjonariuszy - że nie mieli wpływu na to i tamto. Nie uznają oczywistej prawdy, że byli częścią składową - dodać trzeba niezbędną - komunistycznej machiny zbrodni. Swoją argumentacją Eugeniusz Wojnar udowodnił, że tamtemu systemowi bezprawia pozostał wierny. A bezprawnym było żądanie przez niego w "aferze mięsnej" trzech kar śmierci.
Miejmy nadzieję, że sąd wolnej Polski poprze oskarżenie Instytutu Pamięci Narodowej i uzna go za mordercę sądowego. Że nie uwierzy kłamliwej wersji Wojnara i jego adwokata, że żadnego przestępstwa nie było. Oznaczałoby to, że skazanie i powieszenie Stanisława Wawrzeckiego było słuszne. Byłemu prokuratorowi, uśmierconemu przez "Gazetę Wyborczą", grozi do trzech lat więzienia.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Tekst ukazał się pierwotnie w tygodniku "Najwyższy Czas"

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Komentarz (0)

Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Wielka Victoria pod Kłuszynem - Antoni Zambrowski - sobota, 24, lipca 2010

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca - prof. Jerzy Przystawa - środa, 14, lipca 2010

Mazowsze

TV-felietony

Koniec Polski wraz z wyaresztowaniem się nawzajem mężyków stanu - Stanisław Michalkiewicz o nadchodzących "biblijnych znakach" nadchodzącego Nowego Wspaniałego Świata - czwartek, 29, lipca 2010

Piękna "wojna o pokój" na symbole: PO nie będzie "dorzynać watahy", a kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego lepszy niż kult świętych Kościoła? - Stanisław Michalkiewicz o dławiących rozum wydarzeniach na polskiej scenie teatru politykierskiego - sobota, 24, lipca 2010

Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 18.07.2010 r. (pilot) - wtorek, 20, lipca 2010

Kłuszyn 1610 - chwała oręża polskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów - niedziela, 11, lipca 2010

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2009