lutego 15, 2010 - marca 10, 2010

Osądźmy katów z Mokotowa - Tadeusz M. Płużański Wysłane środa, 10, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły związane z tematem bandytów komunazistycznych:

- Jerzy Kędziora - sadysta z bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (10) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (9) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (8) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (6) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 5 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 4 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (3) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (2) - Tadeusz M. Płużański

- Mordercy narodu polskiego - Tadeusz M. Płużański

- "Generał smród" skazany - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Domagamy się ścigania seryjnego zabójcy z więzienia na Rakowieckiej w Warszawie - Piotra Śmietańskiego. Apelujemy też o odnalezienie zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego, płk. Henryka Podlaskiego i majora NKWD/UB Bronisława Szymańskiego. Chcemy też osądzenia zastępcy naczelnika więzienia mokotowskiego Ryszarda Mońki, oraz brutalnych śledczych: Eugeniusza Chimczaka, Zbigniewa Kiszela i Edwarda Zająca.

Piotr Śmietański był na Mokotowie dowódcą plutonu egzekucyjnego. Sądząc z podpisów na protokołach wykonania wyroków śmierci - ledwo piśmienny. W praktyce żadnego plutonu nie było. Zabijał tylko on. W latach 1944 - 1956 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej stracono ponad tysiąc osób. Wiele z nich było ofiarami Śmietańskiego.
Miał jedną, wypróbowaną metodę - zabijał strzałem w tył głowy, metodą sowiecką. W ten sposób zostali zamordowani polscy oficerowie w Katyniu.
Zabijał żołnierzy AK, NSZ, WiN, działaczy niepodległościowych – wszystkich, którzy nie podobali się "ludowej" władzy.
Wśród najbardziej znanych więźniów, od kuli Śmietańskiego zginęli:
Witold Pilecki - 25 maja 1948 r.,
Hieronim Dekutowski, "Zapora" - 7 marca 1949 r.,
Adam Doboszyński - 29 sierpnia 1949 r.,
Ich nazwiska można dziś znaleźć na pamiątkowej tablicy umieszczonej na więziennym murze. Zostali pogrzebani prawdopodobnie na "Łączce" - dzisiejszej kwaterze "Ł" cmentarza wojskowego na Powązkach.

Izrael powinien go wydać

Aż do dziś nie wiedzieliśmy, jak ten etatowy morderca wygląda. Po raz pierwszy zdjęcie st. sierż. Piotra Śmietańskiego opublikowano w albumie Jacka Pawłowicza "Rotmistrz Witold Pilecki 1901 - 1948" (Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej, 2009). Namówiłem historyka IPN, aby prócz materiałów ikonograficznych przedstawiających rotmistrza, jego rodzinę i współpracowników, pokazać także twarze morderców – od przywódców komunistycznej partii i państwa, szefostwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, po "oficerów" śledczych bezpieki, sędziów, prokuratorów, w końcu Śmietańskiego. Jacek Pawłowicz najdłużej szukał właśnie jego fotografii. Ale jest, udało się.
Po opublikowaniu albumu rozdzwoniły się telefony – wreszcie, po latach mogliśmy zobaczyć twarz (w bardziej dosadnych słowach: mordę) tego oprawcy. Ale zaraz pojawiło się pytanie: co się z nim dzieje? Nikt nigdy go nie odszukał. Wiadomo tylko, że wyjechał do Izraela.
Adam Cyra, historyk z Muzeum Auschwitz, napisał: "Na temat tego zbrodniarza, wykonującego wyroki śmierci w majestacie komunistycznego prawa, niewiele można ustalić. Urodził się prawdopodobnie około 1921 r., lecz jak przebiegała jego młodość i jakie były jego losy w czasie wojny, nic nie wiemy. Podobno za pozbawienie życia więźnia otrzymywał tysiąc złotych. Pensja nauczycielska w tym czasie wynosiła sześćset złotych. (...) Obecnie powinno się ustalić jego losy, o ile tam [w Izraelu – przyp. TMP] żyje. Polska powinna zażądać jego wydania celem należytego osądzenia i ukarania".

Mońko i "Poniatowski"

W egzekucji rotmistrza, prócz Piotra Śmietańskiego, brali udział: ks. Wincenty M. Martusiewicz (zmarł w 1969 r. w Warszawie), prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej Stanisław Cypryszewski (zmarł w 1983 r. w Warszawie), lekarz Kazimierz Jezierski (zmarł w 1994 r. w Podkowie Leśnej).
Z tej grupy żyje tylko zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego Ryszard Mońko (dwa zawody: technik rolniczy i mechanik, do 1962 r. był m.in. naczelnikiem więzienia w Częstochowie). Pięć lat temu, podczas procesu Czesława Łapińskiego oskarżonego przez IPN o udział w mordzie sądowym na Witoldzie Pileckim, zeznawał (jako świadek!!!): - Egzekucja Pileckiego to był jedyny przypadek w mojej karierze. Zastępowałem naczelnika Mokotowa Alojzego Grabickiego, który takimi sprawami zajmował się rutynowo, ale akurat, wyjątkowo, wyjechał. 25 maja 1948 r., między godz. 21 i 21.30 do mojego gabinetu zgłosiło się czterech panów, dwóch w mundurach wojskowych, dwóch po cywilnemu. Byli z bezpieki. Na polecenie prokuratora [Cypryszewskiego - red.] rozkazałem doprowadzenie Pileckiego na miejsce straceń. To był mały, oddzielnie stojący budynek za X Pawilonem, którym rządził MBP, a oficerowie służby więziennej nie mieli tam wstępu. Widziałem, jak prowadzili Pileckiego pod ręce, a on poprosił ich, żeby go puścili, bo chce iść sam. Weszli do środka, ja zostałem na zewnątrz. Słyszałem jeden strzał. Lekarz w wojskowym mundurze wszedł do budynku i stwierdził zgon. Przed wykonaniem wyroku z Pileckim rozmawiał ksiądz Martusiewicz".
Mońko zapamiętał też Śmietańskiego, ale nie wiedział, co teraz robi. Informacji o kacie z Rakowieckiej nie ma w polskiej ewidencji: Wydziale Kadr Centralnego Zarządu Służby Więziennej, Centralnym Departamencie Kadr MON, Archiwum Wojsk Lądowych i jego trzech filiach, Biurze Ewidencji i Archiwum UOP, Biurze Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN w Warszawie. Śmietański nie figuruje również w rejestrze PESEL. W związku z brakiem jakichkolwiek danych o mordercy śledztwo przeciwko niemu zostało w 2004 r. umorzone.
Ze skąpych relacji wiemy jedynie, że więźniowie Mokotowa nazywali go "Lodziarz" lub "Poniatowski", ze względu na długie bokobrody.

"Dziadziuś"
z "przedsiębiorstwa"


Nie żyje już żaden z funkcjonariuszy stalinowskiego wymiaru "sprawiedliwości" ze sprawy Pileckiego, sędziowie – Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie: Józef Badecki, Jan Hryckowian, Stefan Nowacki (delegowany z Informacji Wojskowej), II instancji – Najwyższego Sądu Wojskowego: Kazimierz Drohomirecki, Leo Hochberg, Roman Kryże. Prokurator Czesław Łapiński zmarł 6 grudnia 2004 r. w trakcie procesu, jaki wytoczył mu IPN. Nie żyje także "góra", która nadzorowała śledztwo – szefowie MBP: Stanisław Radkiewicz i jego zastępca Roman Romkowski (Natan Kikiel), Jacek Różański (Józef Goldberg), dyrektor Departamentu Śledczego MBP i Józef Czaplicki, dyrektor Departamentu III.
Ich losy są na ogół znane. Inaczej ze śledczymi. Wymieńmy ich w kolejności alfabetycznej (w nawiasach data i miejsce śmierci). Stefan Alaborski (1972, Warszawa, pod zmienionym 12 lat wcześniej nazwiskiem Malinowski), Tadeusz Bochenek (1994, Warszawa), Henryk Buza (1970, miejsce nieznane), Walenty Chmiel (1952, Nieporęt - na skutek postrzelenia), Józef Dusza (1993, Warszawa), Władysław Fabiszewski (1987, Warszawa), Jan Janicki (1997, Toruń), Jerzy Kroszel (1989, Gdańsk), Stanisław Łyszkowski (1978, Radom), Stefan Skrzypiec (1988, Tarnowskie Góry), Tadeusz Słowianek (1993, Łódź, jako podpułkownik, na przebieg jego kariery nie wpłynęła surowa nagana, potem zatarta, którą otrzymał w 1962 r. za upicie się), Ludwik Woźnica (1988, Łódź). Jak widać, po odejściu z MBP, rozproszyli się po całym kraju.
Rok temu zmarł Marian Krawczyński (rocznik 1920), jeden z najbardziej "zasłużonych" w sprawie, podpisany pod aktem oskarżenia. Przed wojną skończył zawodówkę, po wojnie pułkownik. Na Mokotowie pracował przez 1,5 roku, w bezpiece do 1955 r.
Po ujawnieniu kilka lat temu roli Krawczyńskiego w sprawie rotmistrza Pileckiego dostałem list od osoby, która znała ubeka: "Spotykałem go podczas urodzin mojej koleżanki, jego wnuczki (gdy byliśmy dziećmi). Wiem, że ona go bardzo kochała, zawsze zwracała się do niego »dziadziuś«. Ostatnio rozmawiałem z nim w 2006 r., ok. kwietnia. Opowiadał o podróżach służbowych do Turcji z lat 60-70 [nieźle, jak na byłego śledczego – TMP]. Wtedy już wiedziałem, że miał do czynienia z »bezpieką«, choć wyraźnie tego nie sprecyzował. Mówił o »przedsiębiorstwie« jako pracodawcy. Podczas tej rozmowy zrobił na mnie dosyć dobre wrażenie, umiarkowanie miłego starszego Pana, choć był bardzo jak na swój wiek surowy i zdystansowany. Bardzo mało wychodził z domu, pomimo nienajgorszego zdrowia".

Napluć w twarz

- Z Pileckim miałem dobry kontakt, rozmawialiśmy dużo i szczerze - mówił 83-letni Krawczyński na procesie prokuratora Łapińskiego (też jako świadek). - Pracowałem z nim 1,5 - 2 miesiące. Czasem dzień po dniu - z własnej inicjatywy lub na polecenie przełożonego.
Przy okazji ubek ujawnił swój dzień "pracy": od 9.00 do 24.00, z trzy - czterogodzinną przerwą po południu. Na pytanie sądu o zawód odpowiedział: urzędnik.
Z dalszej lektury listu można "zrozumieć", czemu nikt go dziś nie ścigał: "Podczas jednego ze spotkań towarzyskich jego córka wspomniała o obecności Krawczyńskiego w sądach i z przekonaniem przekazywała jego słowa, że »może spać spokojnie«. Ponoć zarzekał się, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Mówił, że zna okrutnego kata, który mieszka w bloku obok i że »tamten to świnia«. Domyślam się, że chodziło o Chimczaka".
Sąsiad Krawczyńskiego - Eugeniusz Chimczak (rocznik 1921 r.), nadal żyje w centrum Warszawy, niedaleko ul. Madalińskiego. Najpierw był śledczym PUBP w Tomaszowie Lubelskim, w końcu pułkownikiem w Warszawie, w bezpiece do... 15.06.1984 r. Tak jak Krawczyński skończył Centralną Szkołę MPB w Łodzi. Tak samo zeznawał przed prokuratorem IPN: żadnego przymusu fizycznego i psychicznego nie było. Nie biliśmy, nie słyszeliśmy również, aby robili to inni. Wykonywaliśmy tylko polecenia przełożonych.
Chimczak był jednak bardziej wylewny: "O tym, w co był zamieszany Pilecki, mogłem się zorientować z wyjaśnień, jakie mi złożył. Moich zwierzchników interesowały wyjątkowo »sprawy szpiegowskie«".
- Metody miał szczególne. Kiedy bicie nie skutkowało, krzyczał: "My wiemy, że masz twardą dupę, ale w celi obok jest twoja żona, z której wszystko wyciśniemy" – wspominał Chimczaka mój ojciec, Tadeusz Płużański, skazany razem z Pileckim na karę śmierci. – Kiedy w latach 70. spotkałem go na Nowym Świecie, mogłem mu tylko napluć w twarz, ale tego nie zrobiłem. Po wyjściu z więzienia w 1956 r. ojca pochłonęła filozofia chrześcijańska.
W procesie Adama Humera (wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP, zmarł w 2001 r. w Warszawie), Chimczak został skazany na siedem i pół roku więzienia, ale za kratki, "ze względu na stan zdrowia" – podobnie, jak pozostali sądzeni wówczas ubecy - nie trafił. A powinien również odpowiedzieć za inne swoje zbrodnie.
Niedaleko Krawczyńskiego i Chimczaka, na ul. Spacerowej, mieszkał inny ober-oprawca Jerzy Kaskiewicz. Przez nikogo nie nękany zmarł w 1999 r. To on prowadził pierwsze przesłuchania grupy Pileckiego i wnosił o zastosowanie tymczasowego aresztowania, do czego "przychylił się" zastępca Naczelnego Prokuratora Wojskowego do spraw szczególnych, ppłk Henryk Podlaski. Ten sam Kaskiewicz wydał postanowienie o wszczęciu śledztwa, w oparciu o art. 7. dekretu z 13 czerwca 1946 r. (o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa - szpiegostwo).

Do ZSRS, do siostry

Podlaski to jedna z kluczowych osób w stalinowskim systemie bezprawia. Po 1948 r., kiedy odszedł ze stanowiska zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego, był kierownikiem Departamentu Nadzoru Prokuratorskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, a w latach 1950 - 1955 zastępcą Prokuratora Generalnego. Funkcja zastępcy jest myląca. To on faktycznie rządził. We wszystkich miejscach pracy nakazywał, w porozumieniu z bezpieką, stosowanie brutalnych represji, prowadzenie spraw bez dowodów winy, w ścisłej tajemnicy. Wiemy o tym z raportu komisji powstałej na fali "odwilży", dla zbadania "przejawów łamania socjalistycznej praworządności".
W dokumentach czytamy: Podlaski Hersz, syn Mojżesza i Szpryncy Austern, ur. 7 marca 1919 r. w Suwałkach. Później zmienił imię na Henryk, ojciec Mojżesz został Maurycym, a matka Szprynca Stanisławą. Jego zdjęć nie ma jednak na wystawach przedstawiających komunistycznych oprawców. Powód? W 1956 r., kiedy wspomniana komisja postawiła mu zarzuty, najpierw zaczął używać imienia Bernard, a potem zniknął (tak jak Śmietański). Jego ostatni adres w Warszawie to ul. Lądowa 5 m. 91. Tu zameldowana była również jego córka Swietłana (ur. 1948 r., w 1974 wyemigrowała do Szwecji) i syn Włodzimierz (ur. 1949 r.).
Przez dłuższy czas Podlaskiego szukała KG MO, ale bezskutecznie. Mówiło się, że utonął w nurtach Bugu, podczas nieudanej ucieczki na Wschód, albo o samobójstwie. W ostatnim (?) liście do żony napisał, że nie może znieść ciężaru nieprawdziwych zarzutów. W 1967 r., po 10 latach starań, Zyta Podlaska uzyskała sądowe potwierdzenie zgonu męża, który miał nastąpić 31 grudnia 1956 r. Tą informacją zadowolił się również pół wieku później IPN i zaprzestał poszukiwań krwawego prokuratora. W 1974 r. pani Podlaska też podążyła na północ, ale nie do córki – do Szwecji, ale do Danii, gdzie zmieniła nazwisko na Jansen.
Istnieją jednak relacje, że cała sprawa została sfingowana, a Podlaski... zamieszkał w swojej drugiej, po Izraelu, ojczyźnie - ZSRS, u boku siostry, która wyszła za mąż za wysokiego funkcjonariusza NKWD. W Urzędzie Stanu Cywilnego w Suwałkach, gdzie się urodził, nie ma informacji o jego zgonie.

Rozpracowywał NSZ i WiN

Podlaski to nie jedyny funkcjonariusz stalinizmu, który zapadł się pod ziemię. Przytoczmy jeszcze raz zeznania ubeka Krawczyńskiego: - Sprawę Pileckiego kończyłem razem z mjr. Szymańskim. To on przyniósł mi gotowy akt oskarżenia. Był razem z Serkowskim, który zlecił mi śledztwo i nadzorował je. Pismo pachniało jeszcze maszyną. Nawet go nie przeczytałem - nie było po co, bo wytyczne przyszły z KC.
Ludwik Serkowski zmarł w 1990 r. w Warszawie. Był naczelnikiem Wydziału II Departamentu Śledczego MBP, razem z Różańskim odpowiedzialnym za stworzenie systemu wymuszania zeznań za pomocą fizycznego i psychicznego przymusu. Dziś bardziej interesuje nas Bronisław Szymański – podwładny Serkowskiego, a zarazem bezpośredni przełożony oprawców z Mokotowa. Urodził się w 1922 r. w Omsku. Oddelegowany przez NKWD do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, trafił następnie do centrali MBP. W 1954 r. odwołany do ZSRS.
Szymański został objęty śledztwem IPN, ale "pomimo podjęcia wielu działań nie ustalono miejsca jego pobytu. Otrzymano również z Komendy Głównej Straży Granicznej odpowiedź, że przeprowadzone w jej zasobie sprawdzenia nie wykazały faktów kontroli granicznej". Jednak według wiarygodnych źródeł może żyć nadal w Rosji, tak jak Podlaski.
"Ludowej" władzy Szymański zasłużył się nie tylko pracą na Rakowieckiej. We wrześniu 1946 r., jako członek grupy operacyjnej MBP, uczestniczył w zbrodni ludobójstwa na co najmniej 167 żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Henryka Flame, "Bartka" - największego ugrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim. Kilka lat później brał udział w rozpracowaniu oddziałów partyzanckich WiN działających na ziemi chełmsko-włodawskiej. 6 października 1951 r. ich dowódca - Edward Taraszkiewicz "Żelazny" - zginął w walce z 800-osobową grupą UB i KBW w Zbereżu nad Bugiem.

Bił, kopał, dusił

Prócz Eugeniusza Chmiczaka żyje jeszcze dwóch śledczych ze sprawy Pileckiego. Ze śledztwa IPN: "Edward Zając zeznał, że nie pamięta przebiegu okazań podejrzanym dowodów rzeczowych w śledztwie w 1947 r., w których to czynnościach uczestniczył i że nic mu nie jest wiadomo o stosowaniu wobec Witolda Pileckiego i aresztowanych z nim osób przemocy".
Na Mokotowie Zając prowadził również ciężkie, wielomiesięczne śledztwo wobec Jerzego Woźniaka, osadzonego w celi izolacyjnej X Pawilonu. Ten żołnierz AK, NIE, 2 Korpusu gen. Andersa i Zrzeszenia WiN w listopadzie 1948 r. został skazany w tzw. procesie kiblowym na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. W wolnej Polsce był m.in. kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zając torturował też, razem ze wspomnianym Jerzym Kaskiewiczem, Stanisława Sędziaka, cichociemnego, szefa sztabu Okręgu Nowogródek AK, któremu również udało się uniknąć strzału w tył głowy z rąk Piotra Śmietańskiego.
Na proces Łapińskiego Edward Zając nie stawił się. Podobnie, jak Zbigniew Kiszel. Prokuratorowi IPN mówił, że "nie przypomina sobie sprawy rotmistrza Witolda Pileckiego i innych z nim zatrzymanych osób. Ww. po okazaniu mu sporządzonych przez niego protokołów przesłuchań podejrzanych (...) potwierdził, że dokonywał czynności przesłuchania wymienionych osób, jednakże nie pamięta przebiegu tych przesłuchań". Kiszel stwierdził oczywiście, że żadnego przymusu nie stosował i nie słyszał, żeby robili to inni. Dziwnie przypomina to tłumaczenia Zająca, Krawczyńskiego i Chimczaka.
Władysław Minkiewicz w książce "Mokotów, Wronki, Rawicz" wspominał, jak Kiszel – jego "główny oprawca" bił go gumową pałką, kopał, kazał siedzieć na nodze odwróconego stołka i robić w nieskończoność przysiady: "Lubił również, kiedy byłem już zupełnie wyczerpany, dusić mnie, ściskając za gardło. Podczas śledztwa dwa razy zemdlałem".

W charakterze świadków...

Wobec wszystkich śledczych postępowanie zostało umorzone. Uzasadnienie: "Analiza zgromadzonego w postępowaniu karnym materiału dowodowego pozwala na ustalenie w sposób nie budzący wątpliwości, iż funkcjonariusze MBP w 1947 r. znęcali się fizycznie i psychicznie nad przesłuchiwanymi podejrzanymi: Witoldem Pileckim, Marią Szelągowską, Tadeuszem Płużańskim, Makarym Sieradzkim, Witoldem Różyckim, Ryszardem Jamontt-Krzywickim, Jerzym Nowakowskim i Maksymilianem Kauckim vel Antonim Turskim. Stwierdzić należy jednakże, że w chwili obecnej w sytuacji, gdy nie żyją wszyscy pokrzywdzeni, a członkowie ich rodzin posiadają jedynie szczątkowe informacje o przebiegu przesłuchań ich bliskich, nie ma możliwości ustalenia, który (którzy) z kilkunastu funkcjonariuszy MBP (...) stosował (stosowali) przemoc wobec przesłuchiwanych (...), a więc nie da się zindywidualizować odpowiedzialności i przypisać sprawstwa konkretnej osobie. Pomimo podjęcia wielu działań, nie zdołano w oparciu o istniejące dowody przedstawić zarzutu popełnienia przestępstwa znęcania byłym funkcjonariuszom".
To niestety efekt braku deubekizacji i uznania całego ówczesnego systemu za przestępczy. Dzięki temu odpowiedzialności uniknął Zbigniew Kiszel, Edward Zając i żyjący jeszcze wówczas Marian Krawczyński. Dlatego prokurator IPN wzywał ich jako świadków.
A propos "dowódcy plutonu egzekucyjnego", może pójść za wskazówką z forum "Gazety Wyborczej":
"W sprawie Piotra Śmietańskiego, celem ustalenia jego losów w Izraelu, można byłoby napisać do Instytutu Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie". A w sprawie Henryka (Hersza) Podlaskiego i Bronisława Szymańskiego trzeba zwrócić się do Rosji.

Tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku "Nasza Polska".

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Apel uczestników Ogólnopolskiej Konferencji "Poseł z każdego powiatu" Sucha Beskidzka, 5-6 marca 2010 r. do Kongresu 20-lecia Samorządu Terytorialnego w Poznaniu, Przesłanie uczestników ogólnopolskiej konferencji "Poseł z każdego powiatu" w Suchej Beskidzkiej 5-6 marca 2010 do PT Kandydatów na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Wysłane środa, 10, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Apel
uczestników Ogólnopolskiej Konferencji "Poseł z każdego powiatu"
Sucha Beskidzka, 5-6 marca 2010 r.
do Kongresu 20-lecia Samorządu Terytorialnego w Poznaniu



Wśród przemian społecznych i ustrojowych, zapoczątkowanych w 1989 roku, szczególne znaczenie ma reforma samorządowa, której skutkiem było gruntowne przeobrażenie przede wszystkim Polski gminnej i powiatowej. Reforma ta wyzwoliła ogromną energię społeczną, pozwoliła rosnąć i rozwijać się "małym ojczyznom", dając ich obywatelom poczucie współuczestnictwa i satysfakcji z przemian dostrzegalnych gołym okiem.

Nabyte przez 20 lat doświadczenie samorządnego kierowania gminami i powiatami, pozwala nam także jaśniej widzieć relacje między "dużą Ojczyzną" i "małymi ojczyznami", pomiędzy aparatem państwa a samorządami, w szczególności na tym najniższym szczeblu, jakim jest gmina. Z perspektywy dwudziestolecia dostrzegamy, że na przekór od początku deklarowanym zamiarom decentralizacji państwa, mamy do czynienia raczej z tendencją odwrotną, coraz więcej decyzji zapada w "centrali", natomiast kłopoty i skutki nieumiejętnego i złego administrowania państwem przenoszone są na barki samorządów. Aparat państwa prawie bez reszty zawłaszczyły partie polityczne, a stanowiska rządowe stały się politycznymi synekurami, rozdzielanymi nie według kompetencji lecz partyjnych zasług. Jest to tym bardziej dotkliwe, że do partii politycznych należy znikomy procent obywateli. W małych gminach, daleko od centrali, partie praktycznie nie istnieją, natomiast rządzą wszystkim. W ten sposób demokracja przerodziła się w partiokrację.

Dla coraz większej liczby obywateli staje się oczywistym, że głównym elementem tego szkodliwego procesu jest wadliwa ordynacja wyborcza do Sejmu, która odebrała obywatelom możliwość kandydowania bez wpisania się
w struktury partyjne. Dlatego ze wszystkich stron dochodzą głosy domagające się zasadniczego zreformowania prawa wyborczego. Takim głosem było stanowisko uchwalone rok temu przez Zgromadzenie Ogólne Związku Miast Polskich w Rudzie Śląskiej. Zgromadzeni tam przedstawiciele ok. 300 miast polskich domagali się otwartej debaty konstytucyjnej i w swoim stanowisku zapisali:

"W tej debacie konstytucyjnej nie powinno zabraknąć dyskusji nad ordynacją wyborczą do Sejmu, ponieważ w demokratycznym państwie określenie sposobu wyłaniania reprezentantów społeczeństwa nie może być wyłącznym przywilejem wybranych, ale decydować o tym powinni wyborcy. Dlatego najbardziej właściwym rozwiązaniem tej sprawy byłoby referendum obywatelskie".

Zgromadzenie Ogólne podkreśliło pozytywne doświadczenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast i dało wyraz przekonaniu, że właściwym krokiem pożądanej reformy państwa byłoby wprowadzenie zasady jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. Stanowisko to zakończone zostało apelem:

"Oczekujemy, że Rząd, Parlament i Prezydent zainicjują poważną, ogólnopolską debatę konstytucyjną, zachęcą do wzięcia w niej udziału obywateli i stworzą warunki dla jej prawidłowego odbycia".

Z ubolewaniem stwierdzamy, że te oczekiwania samorządowców polskich zostały zawiedzione. Po upływie roku, pomimo że weszliśmy już w fazę prezydenckiej i samorządowej kampanii wyborczej, elity partyjne nadal pozostają głuche na te żądania i oczekiwania społeczne i w dalszym ciągu dają wyraz przekonaniu, że tylko one mają prawo decydować o tych najważniejszych rozstrzygnięciach ustrojowych i politycznych.

Jubileusz dwudziestolecia przywrócenia Polsce samorządu terytorialnego stanowi właściwą okazję, żeby zwrócić uwagę partyjnych polityków na fakt, że Polska należy do obywateli a nie do partii politycznych i ich liderów. Zwracamy się więc z apelem o przypomnienie rządzącym ubiegłorocznej uchwały Zgromadzenia Ogólnego Związku Miast Polskich i poparcie naszego żądania otwarcia nieskrępowanej debaty publicznej włączającej wszystkie środowiska obywatelskie.

Z upoważnienia Konferencji,

Starosta Suski
Andrzej Pająk





Przesłanie
uczestników ogólnopolskiej konferencji
"Poseł z każdego powiatu"
w Suchej Beskidzkiej
5-6 marca 2010
do P.T. Kandydatów na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej



Wielce Szanowny Panie,

Po 20 latach transformacji ustrojowej sytuacja Państwa Polskiego, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz budzi najróżniejsze obawy i niepokoje. Przede wszystkim państwo nasze jest państwem słabym, które nie wywiązuje się ze swoich obowiązków względem obywateli, ale są też liczne dowody na to, że nie cieszy się nadmiernym uznaniem w oczach naszych partnerów zagranicznych. Jedną z zasadniczych przyczyn tego stanu rzeczy, może nawet najważniejszą jest partyjniactwo, w którym elity partyjne nie tyle dbają o interesy państwa i jego obywateli, ile o swe wąsko rozumiane interesy. Stanowiska rządowe stają się w znacznej części po prostu partyjnymi synekurami, a posady ministerialne rozdziela się nie na zasadzie kompetencji, lecz zasług partyjnych. W ten sposób w ciągu minionych 20 lat odeszliśmy daleko od ideału państwa obywatelskiego, a zamiast demokracji zbudowano nam scentralizowaną i zbiurokratyzowaną partiokrację.

Od wielu lat pojawiają się głosy wskazujące, że instytucją najbardziej odpowiedzialną za taki rozwój wypadków jest zła, korupcjogenna, nieczytelna i niezrozumiała dla ogółu obywateli ordynacja wyborcza do Sejmu, która zwalnia posłów z odpowiedzialności względem wyborców, a także narusza podstawowe zasady konstytucyjne, takie jak zasadę równości i bezpośredniości wyborów, nie czyniąc ich bynajmniej proporcjonalnymi. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że obywatele polscy są w praktyce pozbawieni w wyborach do Sejmu biernego prawa wyborczego. Wiele środowisk, organizacji społecznych i ruchów od lat domaga się w tej sprawie reformy i wprowadzenia zasady równego dla wszystkich prawa do kandydowania w jednomandatowych okręgach wyborczych, która tak dobrze służy przodującym krajom świata, jak dla przykładu, Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania, Francja i inne. Głośno domagają się tej zmiany środowiska samorządowe, a doświadczenie ostatnich dwu kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast daje wystarczające podstawy, żeby zauważyć walory takiego rozwiązania.

Nie można również zapomnieć o tym, że obywatele zebrali już ponad milion podpisów pod wnioskami o referendum w tej sprawie i z najwyższym ubolewaniem stwierdzamy, że sposób w jaki te wnioski obywatelskie zostały potraktowane zasługuje na potępienie.

Rok temu w sprawie ordynacji wyborczej głos zabrało Zgromadzenie Ogólne Związku Miast Polskich w Rudzie Śląskiej i w specjalnie uchwalonym Stanowisku domagało się otwartej, nieskrępowanej i poważnej debaty publicznej. Zgromadzenie wskazało przy tym, że referendum ogólnonarodowe byłoby najbardziej właściwą drogą rozstrzygnięcia problemu. Niestety, także i ten głos pozostał bez echa. Elity partyjne dają w ten sposób dowód, że zagadnienie właściwego urządzenia Rzeczypospolitej, jej instytucji demokratycznych i praw obywatelskich uważają za swoją wewnętrzną sprawę, którą można rozstrzygać we własnym gronie, ignorując obywateli.

W imieniu uczestników Konferencji "Poseł z każdego powiatu", jaka odbyła się w dniach 5 - 6 marca w Suchej Beskidzkiej, zwracamy się do Pana z apelem o podniesienie tej sprawy w czasie kampanii wyborczej. Życząc Panu jak najlepszego wyniku, wyrażamy również nadzieję, że jako Prezydent Państwa bezzwłocznie podejmie Pan działania, aby jak najszybciej przeprowadzić w sprawie ordynacji wyborczej do Sejmu referendum obywatelskie.

W imieniu uczestników Konferencji:

Andrzej Pająk
Starosta Suski


Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW

Nobile Verbum? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane środa, 10, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

"Twardowski ku drzwiom się kwapił
Na takie dictum acerbum;
Diabeł za kontusz ułapił:
a gdzie jest nobile verbum?"


Kilkaset metrów od przesławnej Karczmy "Rzym" w Suchej Beskidzkiej, w całkiem zgrabnym i nowoczesnym Hotelu Monttis, odbyła się w dniach 5-6 marca 2010 r. Ogólnopolska Konferencja pod hasłem "Poseł z każdego powiatu". Główny organizator spotkania, starosta suski Andrzej Pająk, przypomniał, że w tradycji polskiej i języku polskim słowo "poseł" nie jest synonimem człowieka zesłanego z centrali w teren, lecz oznacza reprezentanta ziemi, która go posyła. Tymczasem Ziemia Suska - powiat suski, pomimo 21 lat istnienia III RP nie dostąpił jeszcze zaszczytu posiadania własnego posła. To znaczy, owszem, można powiedzieć, że od roku ma już "swojego posła", Kazimierza Hajdę z Jordanowa, który wszedł do Sejmu, ponieważ miejsce zwolnił Paweł Kowal, b. sekretarz stanu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Panu Kowalowi trudno się dziwić: w Brukseli serwują pyszne ostrygi, a i apanaże dużo bardziej sympatyczne niż w Warszawie, ale też dzięki temu mieszkańcy Ziemi Suskiej mogliby się cieszyć posiadaniem posła ze swojej okolicy. Wygląda jednak na to, że na tę radość jeszcze za wcześnie. Jakoś tak już (w Polsce!) jest, że jak tylko jakiś "Polak prowincjonalny" dostąpi centralnego namaszczenia i wyląduje w Warszawie, to natychmiast zapomina o tym, skąd pochodzi. Czego pośrednim dowodem jest i fakt, że poseł Hajda z Jordanowa nie zaszczycił swoją osobą konferencji w Suchej Beskidzkiej, pomimo, że do mieszkańców i samorządowców powiatu suskiego dotarli ludzie z miejsc dużo bardziej odległych: z Londynu (prof. Tomasz Kaźmierski), Paryża (prof. Bernard Owen i dr Marcin Skubiszewski), by nie wspominać już o ludziach z Warszawy czy Wrocławia, a nawet, jak doktor Krzysztof Bukiel, Prezes Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy - po całonocnej podróży ze Stargardu Szczecińskiego. Patrząc na mapę, to nawet z Zamościa nie tak prosto, a przecież nie przeszkodziło to Prezydentowi Marcinowi Zamoyskiemu, towarzyszyć nam od początku do końca

Oczywiście, nie chodzi tu wcale o to, że powiat suski leży tak daleko od Warszawy, a bezpośredniego połączenia ze Stolicą nie ma, bo o tym samym mówił i na to samo narzekał p. Konrad Rytel, długoletni starosta wołomiński i Prezes Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, który powiedział nam, że powiat wołomiński, mimo że do Warszawy nie ma daleko, też ani nie doczekał się jeszcze swojego posła, ani nie może się pochwalić tym, ze posłowie z Warszawy często do Wołomina zaglądają. I podobnie mają się sprawy w prawie połowie powiatów polskich!

Zebrani uczestnicy konferencji nie wskazywali, jako przyczyny, złego losu - nieprzychylnego "Polsce B", Polsce poza Centralą - ale wadliwy, szkodliwy dla całej Polski, korupcjogenny mechanizm wyborczy, nazywany "ordynacją proporcjonalną do Sejmu". Mechanizm ten zamiast kraj decentralizować, umacniać lokalnie i samorządowo, oddaje go w pazerne łapy centralnych aparatów partyjnych i centralnej biurokracji rządowej. Dzieje się więc dokładnie to, przeciwko czemu wybuchł bunt "Solidarności" i co było nadzieją przemian roku 1989.

Prawie wszyscy mówcy, od profesora Antoniego Kamińskiego z Instytutu Studiów Politycznych PAN po dra Wojciecha Błasiaka z Małopolskiej Wyższej Szkoły Zawodowej przedstawiali w swoich wystąpieniach rozliczne negatywne aspekty tego systemu wyborczego i, jako drogę wyjścia, wskazywali wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) w wyborach do Sejmu. W tym miejscu warto przypomnieć, że Wojciech Błasiak to jedyny członek Zgromadzenia Narodowego, który w roku 1997, podczas debaty nad nową Konstytucją, domagał się usunięcia słowa "proporcjonalne" z art. 96. Konstytucji. Dostojne Grono zareagowało wówczas na tę propozycję tupaniem i szyderstwem, tak jakby w Polsce opowiedzenie się za systemem wyborczym, jaki od setek lat mają u siebie Amerykanie, Brytyjczycy czy Kanadyjczycy nie zasługiwało na nic więcej jak szyderstwo i śmiech!

Dr Marcin Skubiszewski z Centrum Badań Porównawczych nad Systemami Wyborczymi Uniwersytetu Paryskiego, przedstawił zebranym reformę Generała de Gaulle’a, który wbrew ówczesnej francuskiej klasie politycznej przeprowadził referendum w sprawie zmiany systemu wyborczego z systemu list partyjnych na system JOW. Dr Skubiszewski pokazał, że reforma de Gaulle’a była niekonstytucyjna, naruszała ówczesne zapisy Konstytucji IV Republiki, tym niemniej francuski odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego uznał, że SUWERENEM nie jest żadna Rada Konstytucyjna czy jakiekolwiek ciało, lecz NARÓD FRANCUSKI i skoro w referendum wyraża swoją wolę, to wszystkie gremia mają obowiązek pochylić głowę!

Ruch Obywatelski na rzecz JOW, współorganizator Konferencji, zawsze zabiega, aby na jego spotkaniach chcieli się wypowiedzieć przeciwnicy koncepcji JOW i zawsze stara się zaprosić jakichś znanych i elokwentnych adwersarzy. Niestety, to się prawie nigdy nie udaje. Obrońcy politycznego status quo chętnie wypowiadają się zza ekranu telewizyjnego i w pismach zastrzeżonych dla uprawiania oficjalnej propagandy, unikają natomiast spotkania twarzą w twarz z obywatelami domagającymi się zmiany. Teraz już coraz głośniej słyszymy zapowiedzi, że klasa polityczna zechce nas obdarować nową ordynacją wyborczą do Sejmu i że ma to być ordynacja "mieszana". Szukaliśmy więc usilnie osoby, która zechciałaby uchylić rąbka tajemnicy i podzielić się z nami bardziej szczegółową informacją na temat tego, co nam gotują w partyjnej kuchni. To się, niestety, nie specjalnie udało. Dlatego z wielkim uznaniem trzeba się wyrazić o drze Jarosławie Flisie z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który śmiało "włożył głowę w paszczę lwa" i z wielką maestrią przedstawił zebranym swój autorski projekt "ordynacji bi-personalnej", który w znacznej mierze przypominał nam ordynację obowiązującą w Niemczech. Ze wstydem przyznać trzeba, że projekt dra Flisa nie spotkał się z wielką przychylnością zebranych, chociaż wstawiła się za nim głośno znakomita i urodziwa Pani Zofia Oszacka, Wójt Gminy Lanckorony (Feministki! Patrzcie na Lanckoronę. Tam nie tylko dama jest wójtem, ale w ogóle panie tam rządzą jak chcą, bo Sekretarką Gminy jest p.Teresa Florek, a Skarbniczką p. Irena Kwaśnica - czy tam w ogóle są jeszcze jakieś chłopy?).

Propozycja dra Flisa nie spodobała się prof. Owenowi, który zapytał, czy autora nie zniechęca próba dodania jeszcze jednego wariantu ordynacji proporcjonalnej do 150 już istniejących? Prof. Owen stwierdził, że jakość i wartość ordynacji wyborczej sprawdzić można dopiero po wielu dziesięcioleciach, a może nawet i stuleciach jego stosowania w praktyce. Wszystkie dotychczasowe próby z listami partyjnymi miały raczej żywot krótki i po ich zastosowaniu zawsze się okazywało, że to pomyłka. Tego też zresztą dowodzi i eksperyment polski, gdyż w naszym kraju nieomal co wybory, to nowa ordynacja!

Myślę, że koncepcja dra Flisa nie spodobałaby się sędziemu Jerzemu Stępniowi, b. prezesowi Trybunału Konstytucyjnego, który nie mógł przybyć do Suchej, ale w nadesłanych na konferencję tekstach wyraźnie podkreślał, że jedną z głównych wad obecnego systemu wyborcze w Polsce jest fakt, że wyborcy NIE ROZUMIEJĄ tego mechanizmu wyborczego, co samo w sobie podważa sens jego stosowania. (zob. www.jow.pl i Biuletyn Informacyjny nr 32 Ruchu JOW). Jeśli wybory mają być powszechne, to muszą też być zrozumiałe. Tymczasem - ocenia b. Generalny Sekretarz Wyborczy - tajniki ordynacji proporcjonalnej zna nie więcej niż ok. 5% populacji. Efektem tego jest upadek zaufania obywateli do klasy politycznej, który Sędzia Jerzy Stępień określa w tytule artykułu jako "chorobliwy".

Dr Wojciech Błasiak omawiając wieloletnią działalność Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW, powiedział:
"(Ruch) dokonał intelektualnego i naukowego przełomu wypracowując, m.in. na dziesiątkach konferencji, głęboką analizę stanu polskiej państwowości i formułując diagnozę tej sytuacji i istotę naprawy polskiego państwa. Ruch wypracował również pełną i twardą argumentację przeciw ordynacji proporcjonalnej, a za ordynacją większościową, wbrew stanowisku praktycznie całej akademickiej politologii, socjologii polityki i akademickiego prawa konstytucyjnego. Ruch de facto wykonał pracę naukową dużego instytutu naukowego. O ile jeszcze w latach 90. zdarzały się publiczne wystąpienia polemiczne z argumentacją Ruchu, o tyle od ponad 10 lat jedynym sposobem występowania przeciw argumentom Ruchu jest stosowanie przemilczenia".

Prezes OZZL, dr Krzysztof Bukiel, odnosząc się z wielkim uznaniem do dorobku Ruchu, stwierdził, że właściwie działalność Ruchu była działalnością edukacyjną i że ta praca została już wykonana. Pytanie, co dalej? Jak wprowadzić tę propozycję w życie, wbrew klasie politycznej?

I to pytanie dominowało myślenie i rozważania uczestników spotkania. Wojciech Kaźmierczak (Wrocław) i Remigiusz Zarzycki (Warszawa), członkowie Zarządu Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "JOW", przedstawili szereg propozycji i koncepcji dalszych działań, w szczególności w aspekcie roku wyborczego, jakim jest rok obecny. Podzielili się z zebranymi informacją, że Zarząd Stowarzyszenia inicjuje przygotowania do jesiennego "Marszu na Warszawę", którego datę ustalono na dwa tygodnie przed ostatecznym terminem wyborów prezydenckich i zaprasza wszystkich do udziału i współpracy.

Ciekawy akcent wniosła do tych rozważań p. Jolanta Bąkowska-Gieysztorowa, przypominając, że obywatele nie mogą się czegokolwiek spodziewać od polityków, jeżeli nie są gotowi "złożyć się" na powodzenie swoich projektów obywatelskich tak, na przykład, jak składają się na potrzeby swojego Kościoła! I poszła z tacą pomiędzy uczestników Konferencji, co w kilka minut przyniosło kwotę prawie tysiąca złotych!

Za podsumowanie dwudniowych obrad służyć mogą dwa dokumenty przedyskutowane i uchwalone przez zebranych: "Apel do Kongresu XX Lat Samorządu Terytorialnego", który w poniedziałek, 8 marca, rozpoczął obrady w Poznaniu oraz "Przesłanie do Kandydatów na Urząd Prezydenta RP". Akurat na sali znajdował się jeden z kandydatów, dr Kornel Morawiecki, ale do przesłania tekstu innym upoważniono p. Starostę Suskiego.

Apel do Kongresu Samorządowego odwołuje się do Uchwały Zgromadzenia Ogólnego Związku Miast Polskich z marca 2009. Uchwała ta, podjęta prawie jednomyślnie, wzywała rządzących do otwarcia nieskrępowanej debaty obywatelskiej nad propozycjami zmiany systemu wyborczego, w szczególności nad propozycją JOW. Niestety, jak dotąd, politycy ignorują wszelkie głosy obywatelskie w tej sprawie, obojętnie skąd pochodzące i dają wyraz przekonaniu, ze sposób w jaki się ich wybiera jest ich, i tylko ich, wewnętrzną sprawą. Konferencja upoważniła Starostę Suskiego do wystąpienia na Kongresie w Poznaniu. Obecny na sali p. Janusz Marszałek, Prezydent Oświęcimia i członek Zarządu Związku Miast Polskich, uchwalony Apel natychmiast przekazał do Biura Kongresu i Zarządu.

Podczas Konferencji wielokrotnie przypominano deklaracje Premiera Donalda Tuska, który nas zapewniał przed kamerami TVP, że "nie spocznie, dopóki nie wprowadzi jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu". Gdzież, jak nie w Suchej Beskidzkiej, wypada postawić pytanie:

Panie Premierze! "A gdzie jest Nobile Verbum?"

Jerzy Przystawa


Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Stefan Michnik aresztowany - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 9, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat bandyty komunistycznyego Stefana Michnika:

- To ostatni moment, aby prócz sędziego Stefana Michnika, ścigać innych komunistycznych oprawców - nie tylko w Szwecji, ale także w Polsce Mordy katowickiej bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Nie będzie ekstradycji Stefana Michnika - Tadeusz M. Płużański

- OCZEKUJEMY KOLEJNYCH EKSTRADYCJI KOMUNISTYCZNYCH ZBRODNIARZY - STEFANA MICHNIKA I JÓZEFA BIKA VEL BUKARA O TYCH, KTÓRZY SCHRONILI SIĘ W SZWECJI - Tadeusz M. Płużański


Inne nagrania związane z tematem bandytów komunazistycznych:

- Jerzy Kędziora - sadysta z bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (10) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (9) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (8) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (6) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 5 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 4 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (3) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (2) - Tadeusz M. Płużański

- Mordercy narodu polskiego - Tadeusz M. Płużański

- "Generał smród" skazany - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie wydał nakaz aresztowania brata naczelnego "Gazety Wyborczej". Umożliwi to IPN - na którego wniosek takie postanowienie zostało wydane - rozpoczęcie ekstradycji ze Szwecji tego komunistycznego zbrodniarza. Czyli po 10 latach ścigania Stefana Michnika polski wymiar sprawiedliwości tryumfuje. To niestety tylko część prawdy. Zarzuty, choć grozi za nie do 10 lat więzienia, dotyczą spraw pobocznych. Nie obejmują największych "zasług" krwawego sędziego w stalinowskim systemie bezprawia.

80-letniemu Michnikowi zarzuca się, że nie dopełnił obowiązków przy przedłużaniu aresztu wobec więźniów UB. W praktyce oznaczało to, że sankcjonował ich bezprawne aresztowania, pozostawiając w rękach katów z bezpieki. Przypomnijmy, że dokładnie o ten sam czyn była podejrzana prokuratorka Helena Wolińska. Jaki był efekt ścigania inkwizytorki - dobrze wiemy. Stalinowska prokuratorka zmarła dwa lata temu w Oksfordzie. Najpierw polscy śledczy nie potrafili prawidłowo sformułować wniosku ekstradycyjnego, później wypięły się na nas władze Wielkiej Brytanii.
A Michnik? Jego sumienie obciążają przede wszystkim wyroki na niewinnych ludzi, których jedyną przewiną była niezgoda na nową okupację - wyroki wieloletniego więzienia, a nawet śmierci (w tym wykonane). Swego czasu policzyliśmy, że tych ostatnich było co najmniej dziewięć. Wszystkie procesy polityczne, w których orzekał Michnik, zostały sfingowane przez UB. Część z nich wolna Polska zakwalifikowała jako przestępstwa najcięższe, czyli morderstwa sądowe. O prawomocności wyroków Michnika niech świadczy fakt, że po 1956 r. wszyscy skazani zostali zrehabilitowani (w tym również pośmiertnie).
Co zatem stoi na przeszkodzie, aby pociągnąć Michnika do odpowiedzialności za jego zbrodnie? Prokurator Marek Klimczak z warszawskiego IPN tłumaczy: - Wiemy, że Stefan M. wydawał wyroki śmierci, ale brakuje nam materiału dowodowego.

MAŁE SZANSE
NA EKSTRADYCJĘ


Ale to nie jedyne kłopoty z Michnikiem. W sierpniu ub.r. 2009 r. ten sam sąd wojskowy wydał kuriozalny wyrok - stwierdził, że aby cokolwiek zarzucać Michnikowi, trzeba mu najpierw uchylić immunitet. IPN-owi udało się przekonać sędziów wyższej instancji, że taki immunitet mógł obowiązywać jedynie w latach 50. Rok temu nie mógł go nawet chronić immunitet bibliotekarski (gdyby takowy w ogóle istniał), gdyż od połowy lat 90. jest na emeryturze. Gwoli ścisłości - formalnie Michnik sędzią nigdy nie był, a jedynie asesorem sądowym, bo studiów prawniczych nie miał czasu - ze względu na natłok pracy dla "ludowej" Ojczyzny - skończyć. Zawodu przyuczył się na przyspieszonych, dwuletnich kursach w Oficerskiej Szkole Prawniczej. To wystarczyło, aby w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie prowadzić sprawy najcięższego politycznego kalibru (nawet przewodniczyć rozprawom), potem awansować do Najwyższego Sądu Wojskowego i uczyć prawa innych w Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego. Ważniejsza od kwalifikacji była "chęć szczera", którą tak wyraził: "do OSP chcę wstąpić dlatego, że szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce". Tę dyktaturę realizował dwutorowo - w krwawym orzecznictwie i donosach na kolegów jako TW Kazimierczak - informator, a następnie rezydent Informacji Wojskowej.
No dobrze - spyta ktoś - ale jakie są szanse na sprowadzenie Stefana Michnika do Polski i osądzenie go? Biorąc pod uwagę słabość obecnego zarzutu, niewielkie. Dodatkowo, w Szwecji ściganie zbrodni komunizmu jest jeszcze trudniejsze niż w Polsce (rzadko uznaje się je za zbrodnie przeciwko ludzkości, a warunkiem ekstradycji jest podobna kwalifikacja i karalność danego czynu w obu państwach); Szwecja nie wydaje swoich obywateli innym krajom (ta reguła dotyczy zresztą większości tzw. cywilizowanych państw na świecie, wyjątkiem jest solidarność w tej kwestii Skandynawów). W tej sytuacji nawet skuteczniejszy Europejski Nakaz Aresztowania może nie pomóc. Pozostaje mieć nadzieję, że IPN odnajdzie brakujące dokumenty.

OD ELEKTRYKA
DO ZBRODNIARZA


Kim jest Stefan Michnik, prócz tego, że przyrodnim, starszym o 16 lat bratem Adama? Urodził się 28 września 1929 r. w Drohobyczu. Jego miastem, jak deklaruje, do dziś pozostał Lwów - tu do 1939 r. uczęszczał do szkoły powszechnej (której zresztą też nie ukończył). Ważniejszy od Lwowa był dla niego jednak komunizm, który wyssał z mlekiem matki. Helena Michnik - aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - po 1945 r. uczyła kadetów KBW i pisała zakłamane podręczniki do historii. Ojciec - też komunista, zginął w stalinowskich czystkach lat 30. Przyrodni ojciec - Ozjasz Szechter został przed wojną skazany za antypolską działalność w nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po "wyzwoleniu" kierował m.in. Wydziałem Prasowym Centralnej Rady Związków Zawodowych.
Stefan Michnik też zapragnął służyć komunistycznej ojczyźnie. Nie bez znaczenia był zapewne również fakt, że razem z braćmi: Jerzym (późniejszy elektryk) i Adamem (późniejszy naczelny "GW") mieszkał przy Alei Przyjaciół 9/13, obok kierownictwa PZPR i MBP.
Karierę rozpoczął w Związku Walki Młodych, potem był Związek Młodzieży Polskiej, PPR i w końcu upragniona PZPR. To partia umożliwiła mu karierę zawodową: od elektryka (był laborantem w elektrowni warszawskiej) do zbrodniarza.

POGRZEBANY
NA ŚMIETNIKU


Stefan Michnik pracę w warszawskim sądzie wojskowym rozpoczął 27 marca 1951 r. Już dwa tygodnie później skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego, ps. Mirek. Jego ofiarami byli również żołnierze AK, NSZ, WiN, działacze niepodległościowi. Zarzuty: szpiegostwo, próba obalenia przemocą ustroju, spisek w wojsku.
22-letni Edward Staniewski, AK-owiec, po wojnie zaangażowany w antykomunistyczne harcerstwo, w lutym 1952 r. dostał siedem lat: - Przewodniczący sądu był obwieszony medalami jak choinka, do tego dwóch bardzo młodych asesorów ze stopniami podporucznika. Potem dowiedziałem się, że jednym z nich był Stefan Michnik, mój równolatek. Staniewski na wolność wyszedł w 1954 r. Związał się z organizacją RUCH (znów aresztowany i osadzony w szpitalu psychiatrycznym), a potem ROPCIO, internowany w stanie wojennym, w 1986 r. musiał emigrować do Szwecji.
Lipiec 1951 r. Michnik skazuje Karola Sęka, przed wojną szefa kontrwywiadu RP w Wilnie i Siedlcach, żołnierza NSZ, po wojnie komendanta Okręgu Podlaskiego NZW, na karę śmierci. - Aby złamać ojca, UB aresztowało też mamę. Pisałem do Bieruta, aby wypuścił rodziców. Dostała dwa lata, ale wyszła po pół roku, na skutek amnestii - mówi Jan Sęk, który w chwili stracenia ojca miał 12 lat (jego siostra 10), a w wolnej Polsce uzyskał sądowe anulowanie komunistycznego wyroku. - Nie jestem żądny krwi, ale Michnik powinien trafić do więzienia. Ojciec nie ma nawet grobu, tylko tablicę na "Łączce". Kiedy go grzebali, był tam śmietnik.

NIE MOGŁA UWIERZYĆ
W ŚMIERĆ MĘŻA


Styczeń 1953 r. Sąd pod przewodnictwem Michnika skazuje Huberta Cieślaka, szefa poakowskiej organizacji "Kraj" w Lublinie na KS. - Rada Państwa zmieniła mężowi wyrok na dożywocie. Potem przez długie lata nie mógł znaleźć pracy - wspomina żona Cieślaka.
Stefan Michnik dostąpił nawet zaszczytu orzekania w sprawie, którą prowadziła Helena Wolińska. Tadeuszowi Jędrzejkiewiczowi (oskarżonemu o działalność kontrrewolucyjną w Szkole Morskiej w Gdyni) udało się jednak ujść z życiem - mimo dwukrotnej kary śmierci wyrok złagodzono mu do 10 lat więzienia.
Był "święcie przekonany o winie oskarżonego na podstawie przeprowadzonych na rozprawie dowodów" - tak o roli Michnika w procesie redaktora naczelnego "Przeglądu Kwatermistrzowskiego", płk. Romualda Sidorskiego mówił inny krwawy sędzia - płk Mieczysław Widaj. Michnik zignorował fakt, że Sidorski nie przyznał się do rzekomej działalności szpiegowskiej.
Listopad 1951 r. - proces mjr. Zefiryna Machali, przedwojennego oficera, żołnierza Września, wywiezionego następnie do ZSRR, potem w PSZ na Zachodzie, od 1947 r. w Sztabie Generalnym WP. Michnik znów nie chciał słyszeć, że w śledztwie bezpieka wymusiła na nim zeznania i nie dopuścił do procesu obrońcy. Wyrok: kara śmierci. Zofia Machalla długo nie mogła uwierzyć w śmierć męża. Przez następne lata walczyła o jego dobre imię i zapewnienie minimum egzystencji dwójce dzieci.

ZASZKODZIĆ ADAMOWI

Stefan Michnik nigdy nie przyznał się do winy, nigdy nie przeprosił swoich ofiar i ich rodzin. Dziś ma czelność twierdzić, że przeszłość jest jego prywatną sprawą. Wydawał wyroki, bo takie były rozkazy przełożonych (to ograna śpiewka większości zbrodniarzy). Szwedzkiemu dziennikowi "Dagens Nyheter" powiedział kiedyś: "Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dziś widzę, że zostałem oszukany". Czy syn - jakby nie patrzeć - inteligentów - mógł być aż tak nieświadomy?
W 1956 r., podczas narady partyjnej, Michnik mówił trochę inaczej: "Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. (...) Muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano".
Istnieje jedna rzecz, której jest pewien - jego ściganie ma zaszkodzić naczelnemu "Wyborczej". To oczywiście przekonało szwedzkie media. I drugi "argument" - o polskim antysemityzmie - dlatego Polska przyczepiła się też do Heleny Wolińskiej i Salomona Morela.
Michnika broni oczywiście drugi Michnik. "GW" napisała: "Zaliczono go [Stefana - TMP] do sędziów, których należy ukarać jedynie służbowo (...) i nie wszczynać przeciw nim postępowania karnego". Chodzi o raport tzw. komisji Mariana Mazura, powołanej w 1956 r. do "zbadania przejawów łamania socjalistycznej praworządności". Wszystko fajnie, ale Adam zapomniał wyjaśnić, że komuniści z rzeczonej komisji nie chcieli wsadzać innych komunistów do więzień. Taka była gomułkowska "odwilż". A ponadto: raport Mazura stworzono na podstawie ubeckich papierów, a podobno Adam Michnik nigdy ich nie uznawał. Ale, gdy chodzi o brata...

OPOZYCJONISTA

W 1957 r. po przeniesieniu do rezerwy (to jedyna kara, jaką poniósł w związku z raportem komisji Mazura) Stefan Michnik na krótko zatrudnił się w adwokaturze warszawskiej. Potem płynnie przeszedł do wydawnictw MON, gdzie został redaktorem. Tak było aż do 1968 r., kiedy narodowi komuniści wyrzucili go z pracy i z PZPR.
Chciał uciec do USA (w Nowym Jorku od 1956 r. mieszkał jego brat Jerzy), ale ze względu na swoją komunistyczną przeszłość nie dostał wizy. Michnika i 2500 innych Żydów przygarnęła w latach 1969 - 1971 Szwecja. Prócz pracy bibliotekarza na uniwersytecie w Uppsali szybko zyskał uznanie polskiej emigracji: współpracował z "Wolną Europą", publikował - pod pseudonimem Karol Szwedowicz - w paryskiej "Kulturze". Tak jak Helena Wolińska popierał "Solidarność". I jak tu dziś ścigać takiego opozycjonistę, który dodatkowo jest wielbicielem książek i muzyki poważnej?

Tadeusz M. Płużanski

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.

Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Poseł Palikot ma napisać 100 razy, że minister Sikorski jest dobrym kandydatem na prezydenta, prezydent Kaczyński urządza widowisko "w trosce o finanse państwa", a my bądźmy wdzięczni politykom za spektakle medialne - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach nie tylko z "województwa polskiego UE" Wysłane czwartek, 4, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, życie polityczne w Polsce staje się wyjątkowo monotonne, czemu zresztą się trudno dziwić, bo zajmowanie się prawdziwą polityką, a zwłaszcza polityką zagraniczną nas »dygnitarze« mają formalnie zakazane od 1 grudnia 2009 roku, ponieważ polityką zagraniczną zajmuje się »nasza złota pani Aniela«, a czasami w Jej imieniu wypowiada się Angielka - podobna do konia - pani Ashton. W związku z tym nasi »dygnitarze« skłaniają się coraz bardziej w kierunku przemysłu rozrywkowego, urządzając lepsze i gorsze widowiska. Mamy chyba cztery czy pięć sejmowych komisji śledczych - które ustalają czy była afera czy jej nie było - ale podobnie postępują »fajdanisowie«, jak określał Józef Piłsudski posłów. Piłsudski określił Polskę zresztą jako »naród idiotów«. Na tym tle zaskakuje tak surowa reakcja na wypowiedź pana Mirosława Drzewieckiego, że »Polska to dziki kraj«" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje najnowsze wydarzenia ze scen teatru politykierskiego zarówno na terytorium "województwa polskiego UE", jak i z innych terytoriów Cesarstwa Europejskiego.

Ponieważ pan Drzewiecki powiedział to głośno - żaden z "ałtorytetów politycznych" nie spierał się merytorycznie z tą wypowiedzią - ale wszyscy jak jeden mąż uznali, że to "koniec politycznej kariery pana Drzewieckiego". Takich rzeczy nie wolno mówić głośno! Bo jeszcze się "elektorat" obrazi i odmówi brania udziału w tych widowiskach, wyborczych i telewizyjnych. Na przykład - w "demokratycznych wyborach" Prezydenta RP, "fajdanisów" czy radnych, burmistrzów i prezydentów miast... A to sprowadziłoby na naszą młodą demokrację śmiertelne niebezpieczeństwo - BRAKU REPREZENTATYWNOŚCI! Dlatego Pan Prezydent poczuł się, by wziąć udział w tej telewizyjnym widowisku i rozpoczął sztukę pod tytułem "Pan Prezydent troszczy się o stan Państwa, a zwłaszcza o stan finansów publicznych". Zwołał Narodową Radę Rozwoju, z mnogością utytułowanych osobistości, gdzie poprosił również ministra finansowego Rostowskiego, by ten Mu przedstawił pal uzdrowienie finansów polskich. Wygląda na to, że państwo polskie zaczyna wycofywać się szybką ścieżką z zobowiązań wobec własnych obywateli, co już wcześniej zapowiadałem przy okazji sprawy UB-eckich emerytur. Minister Rostowski zapowiedział redukcję zobowiązań emerytalnych wobec służb mundurowych - mówi Stanisław Michalkiewicz.
Widać więc, że premier Tusk "położył lachę" na wojsku i policji, co w świetle kolejnego oświadczenia ministra finansowego Rostowskiego, że "wydatki na wojsko straciły sztywny charakter" poświadcza, że państwo polskie jest systematycznie rozbrajane. A pan Prezydent może przecież sporządzić projekt naprawy finansów publicznych - w końcu ma w swej Kancelarii ponad 300 urzędników i ma inicjatywę ustawodawczą. Jeśli nie robi tego, to mamy dwie możliwości: albo nie chce, albo nie potrafi. Ponieważ druga możliwość byłaby nieuprzejma wobec p. Prezydenta, wypada nam się zgodzić z pierwszą, a to pokazuje, że ostatnie wydarzenia są z dziedziny tylko widowiskowej - uśmiecha się publicysta.
Za to w Platformie Obywatelskiej mają się oto odbyć prawybory przed wyłonieniem kandydata na kandydata na prezydenta. Pan Prezydent RP wskazuje na swojego faworyta - pana marszałka Bronisława Komorowskiego, co do którego nabąkuje się tu i ówdzie, że ma "poparcie" Wojskowych Służb Informacyjnych, skoro poparcie Mu udzielił były Prezydent naszego państwa Lecha Wałęsa, jak i "ałtorytet" Władysław Bartoszewski, przez którego przemawia przecież "nasza złota pani Aniela"! Z tego powodu "rozdarł japę" pan poseł Palikot. W oczach pan posła Palikota pan minister zagraniczny Sikorski jest "kandydatem "PO-PiS-owskim" i zarzuca Mu, że dobrze się czuł w rządzie PiS! Na takie dictum obraził się zwolennik pan Sikorskiego w PO - pan minister Grzegorz Schetyna, który natychmiast przypomniał "panu posłu Palikotu", że śledztwo w sprawie finansowania kampanii wyborczej pana posła Palikota nie zostało jeszcze zamknięte i będzie trwać przynajmniej do kwietnia tego roku, kiedy odbędą się "prawybory w PO". Wpłynęło to trzeźwiąco na posła Palikota, bo dziś oświadczył, że "się wstydzi i jest gotów poddać się karze" - przypomina porządek dziobania w PO nasz komentator.

Nagranie trwa ponad 15 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Poseł Palikot ma napisać 100 razy, że minister Sikorski jest dobrym kandydatem na prezydenta, prezydent Kaczyński urządza widowisko "w trosce o finanse państwa", a my bądźmy wdzięczni politykom za spektakle medialne - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach nie tylko z "województwa polskiego UE" Wysłane czwartek, 4, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Prawica, czyli prawa strona lewicy - Przewodniczący Rady Sygnatariuszów UPR Michał Marusik Wysłane niedziela, 28, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły związane z Konwentyklem UPR z dn. 09.01.2010:

- Nieprawdziwe oświadczenie tzw. Biura Prasowego UPR w sprawie zmiany Prezesa UPR

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

Duet Chojecki - Lisiecki wygłasza spod sztandarów Unii Polityki Realnej Swoje potępienie dla Janusza Korwin-Mikke przy każdej w zasadzie okazji, a ostatnią taką okazją jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego podtrzymujące wysokości emerytur dla Wojciecha Jaruzelskiego i jego towarzyszy z WRON.

Rozumowanie tego duetu jest emanacją zasady pozwalającej władzy ingerować w zawarte kontrakty emerytalne. Niby nic... Osoba gen Jaruzelskiego jest - zwyczajem wszystkich komunistów - użyta dla uzyskania poparcia zsocjalizowanej publiki dla komunistycznej "zasady" poszanowania tylko tych praw, na których poszanowanie władza raczy się zgodzić. Z zawartych umów można się nie wywiązać, bo... "są ku temu bardzo ważne powody". Zawarte kontrakty mogą więc być uznane za obowiązujące tylko wtedy, kiedy władza nie wnosi żadnych zastrzeżeń. Gdybym na ten przykład został uznany za jakiegoś zaplutego karła reakcji to zobowiązania wobec mnie mogłyby utracić swą moc. I emerytury mogę nie otrzymać...
Państwo prawa jest programowym postulatem Unii Polityki Realnej, więc nigdy dotychczas spod tego znaku nie było wychwalane państwo lewa. Że państwo lewa obejmuje nas swymi parszywymi mackami zewsząd - to fakt. Nikt nie jest pewien dnia ani godziny dopóki obraduje gromada przedstawicieli ludu. Nigdy jednak dotychczas nikt się nie posunął do gloryfikacji komunizmu spod sztandarów bractwa rycerskiego Świętego Jerzego. Nikt dotychczas, kojarzony z UPR, nie próbował nawet stawiać ludowych sympatii czy antypatii ponad prawem. Nie sposób też przyjąć, że głos ten jest wynikiem jakiejś pomyłki, wszak zionie nienawiścią do najbardziej chyba oczywistego zwolennika państwa prawa jakim zawsze był Janusz Korwin-Mikke. Potępienie Korwina za publiczne wyrażenie obrzydzenia i pogardy dla narodowego socjalizmu tłumaczono jakąś pomyłką. Wygląda na to, że pomyłką to jednak nie było.
Szukając jakiegoś uzasadnienia dla takiego szokującego wystąpienia na myśl przychodzi mi rzecz tylko jedna. Otóż rządzące Polską gangi socjalistów nabrały takiego rozmachu w szabrowaniu wszystkiego co się w publicznych budżetach pojawi, że postanowiły przedziurawić kolejne dno. Przeputali już dorobek kilku pokoleń minionych oraz dorobek paru pokoleń, które dopiero muszą się narodzić, a rozpędu w tym procederze nabrali takiego, że nawet dno nie jest w stanie ich powstrzymać. Postanowili więc, że ZUS będzie instytucją, do której pieniądze tylko wpływają, ale wypływ zostanie - pod tą przemożną presją ważniejszych, bo własnych, potrzeb - zwyczajnie wstrzymany. Postanowili, że na wypłaty emerytur i rent pieniędzy po prostu zabraknie. Oczywiście szabrownicy przewidują możliwość jakiejś poważniejszej awantury ze strony milionów ludzi żądających realizacji nabytych praw. Wiec uświadomić trzeba tym niebezpiecznym warchołom, że TO Z ICH WOLI I ZA ICH ZGODĄ!!! prawa nabyte wcale realizowane być nie muszą. Oczywiście - jeżeli przemawiają za tym jakieś "bardzo ważne powody". A ludzi domagających się powrotu z komunistycznego barbarzyństwa do cywilizowanych zasad rządów prawa - jak chociażby Janusza Korwin-Mikke - trzeba publicznie napiętnować i odciąć się od nich najostrzejszą gilotyną. Kto to słyszał, żeby kontrakty zawarte przez potępionych miały być wykonywane?!
Przystępując do UPR nie wyobrażałem sobie, że stanie się ona kiedyś prawą stroną komunizmu. A tę formułę "prawicowości" zaprezentowali już Delegaci na Konwencie we Wrocławiu uznając, że liberalizm oznacza: wolno kraść.
Paradoksalnie ci UPR-owscy komuniści mogą jeszcze zostać poskromieni przez warszawski sąd rejonowy, który przecież może uznać, że oni UPR nie reprezentują. Znając jednak zasługi sądów dla umacniania "demokratycznego państwa prawa (czytaj: lewa)" nadzieja jest niewielka. Skoro w UPR prawo może znaczenie miewać tylko czasami to czegóż się spodziewać po sądzie III PR.
Widać w czerwonym kraju nawet prawica musi być czerwona. Gardzić publicznie znakami nazizmu nie wolno, popierać rządów prawa nie wolno, jeżeli niepodległość to ze stolicą w Brukseli...
A poza tym - co słyszę niezmiennie od czasów towarzysza "Wiesława" - nareszcie mamy Wolność i Niepodległość.
Chyba pastor Chojecki zostanie wybrany kapelanem UPR.
Jak łatwo zejść na PiSy...

Michał Marusik
Przewodniczący Rady Sygnatariuszów UPR


Za "blogiem" Przewodniczącego Rady Sygnatariuszów Michała Marusika.


Nasza "złota pani Aniela" wraz z Helsińską Fundacją Prawa Człowieka już zdecydowały, kto zostanie tubylczym prezydentem - tygodniowy komentarz Stanisława Michalkiewicza z "województwa polskiego UE" Wysłane środa, 24, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, kampania wyborcza o tym, kto ma być kandydatem na kandydatów, zaczyna wchodzić w decydującą fazę, a nieomylnym tego znakiem jest odkrycie, jakiego dokonała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Helsińska Fundacja na co dzień kolaboruje z wiedeńską Agencją Praw Podstawowych, takim europejskim gestapo monitorującym narody europejskie, czy przypadkiem nie ulegają ksenofobii, homofobii, antysemityzmowi i tak dalej. Helsińska Fundacja wpadła na trop, dostając po prostu dokumentu z Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej, z których wynikało, że co najmniej sześć samolotów CIA odbyło loty do Polski ze złowrogimi talibami na pokładach. A gdzież nie przetrzymywać złowrogich talibów, jak nie w "areszcie wydobywczym" (wynalazku pana Ziobry) ośrodku wywiadu w Starych Kiejkutach? Natychmiast przodująca w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym pani redaktor Monika Olejnik wezwała na przesłuchanie generała Marka Dukaczewskiego, ostatniego Szefa WSI. Oczywiście pan generał powiedział, że nic o tym nie wiedział, bo WSI się tym tematem w ogóle nie interesowała! Oczywiście też nie wiedzieli o tym pan prezydent, pan premier ani były minister obronny Jerzy Szmajdziński, który teraz kandyduje na prezydenta RP" - Stanisłąw Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje wydarzenia ze scen teatru politycznego naszego kraju i zagranicy.

Tym samym Helsińska Fundacja Praw Człowieka potwierdziła "fałszywe pogłoski", rozsiewane w swoim czasie przez pana Leppera o tym, że talibowie lądowali w Klewkach. Nikt mu wtedy oczywiście nie uwierzył poza jedną panią redaktor Marią Wiernikowską, która prześledziła z ekipą Telewizji Polskiej opowieści pana Leppera. Te fantastyczne pogłoski okazało się, że miały potwierdzenie, pani Wiernikowskiej odebrano ekipę telewizyjną, a ona sama napisała po wszystkim książkę pod znamiennym tytułem "Zwiariowałam!", nad którą zapadła głucha cisza. A pan Lepper został skazany przez niezawisły sąd za "starcie puszka niewinności" z pani Anety Krawczykowej, która w samą porę przypomniała sobie o swej utraconej niewinności. Widać wiec, co grozi tym, którzy bez rozkazu ujawniają tajemnice państwowe, a nawet - NATO-wskie... - uśmiecha się Stanisław Michalkiewicz.
Jak widać - służby i w Ameryce i w Polsce - rządzą i nie ma żadnego powodu, by informować o czymkolwiek prezydenta czy mężyków stanu, bo i tak nie mają nic do gadania i są po to tylko, by było ładniej. To odkrycie Fundacji Helsińskiej pokazuje, że nasza złota pani Aniela włączyła się do wyłaniania kandydata na kandydata i oczyszcza pole dla jej faworyta. Kto nim jest? Raczej nie tow. Szmajdziński. Czy będzie nim pan marszałek Komorowski, czy minister zagraniczny Sikorski? Wiele wskazuje na to, że raczej pan Komorowski, w czym utwierdza nas opinia też przodującego w pracy operacyjnej i w wyszkoleniu bojowym oraz politycznym redaktora Jacka Żakowskiego, który oświadczył, że pan Sikorski "jest za młody", a także opowiedzenie się za marszałkiem Komorowskim przez byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Ważne jest też wygłoszone publicznie zdanie pana Władysława Bartoszewskiego, który powtórzył prawie że dosłownie opinię pana redaktora Żakowskiego. Wydaje się, że wynik "prawyborów" w Platformie Obywatelskiej jest już prawie pewny tym bardziej, że właśnie wczoraj Parlament Europejski nie ustanowił żadnych sankcji dla Białorusi, o co zabiegała dyplomacja "polskiego województwa UE" - przypomina publicysta.

Nagranie trwa ponad 13 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Nasza "złota pani Aniela" wraz z Helsińską Fundacją Prawa Człowieka już zdecydowały, kto zostanie tubylczym prezydentem - tygodniowy komentarz Stanisława Michalkiewicza z "województwa polskiego UE" Wysłane wtorek, 23, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Dwa światy, czy dwie Polski? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane poniedziałek, 22, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

W czwartek, 18 lutego 2010, wybraliśmy się we dwójkę, z Wojtkiem Kaźmierczakiem z odczytami do Suchej Beskidzkiej, Rzeszowa i Nowej Dęby. Pan Andrzej Pająk, starosta suski, zorganizował nam spotkanie w Wyższej Szkole Turystyki i Ekologii, w której za dwa tygodnie odbędzie się konferencja "Poseł z każdego powiatu".

Miło nam donieść, że na spotkanie stawiło się około 50 samorządowców nie tylko z powiatu suskiego, lecz z całego "Podbabiogórza", gdyż poznaliśmy wiele osób z powiatu żywieckiego i okolic. Była też obecna kanclerz szkoły p. Maria Grzechunka.
Spotkanie trwało około dwu godzin, dyskusja była ożywiona i interesująca. Znamienne jest to, że - jak się okazało - sala była pełna sojuszników naszego Ruchu i tej konstatacji nie da się podważyć. Jedyne pytanie, które nurtowało zebranych, to jest pytanie o to - JAK? Jak wprowadzić w czyn zmianę, której wszyscy pragniemy?
Wieczór i noc spędziliśmy w Zawoji, w gościnnym domu Państwa Pająków. Była to gościnność pod każdym względem wzruszająca i serdeczna. Starosta Suski jest ojcem ośmiorga dzieci, z których czwórkę mieliśmy okazję poznać. Była to niezapomniana wizyta w pięknym, gościnnym, polskim, patriotycznym domu. Pan Andrzej Pająk był wójtem gminy Zawoja przez dwie kadencje, po czym został wybrany starostą powiatu. Na każdym kroku widzieliśmy, że jest to osoba ciesząca się poważaniem, uznaniem i szacunkiem.
W piątek rano udaliśmy się z Zawoji do Rzeszowa, gdzie o godzinie 14.00 mieliśmy zapowiedziane spotkanie w Auli Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. Reytana. U wejścia powitał nas student politologii Marek Ostapko, organizator tego spotkania. Powitał nas z rzadką miną: pomimo ogłoszeń i plakatów, jakie widzieliśmy w budynku uniwersyteckim, pomimo przekazania informacji prasie (przyszedł dziennikarz "Nowin Rzeszowskich", red. Jacek Kwiatkowski, który przeprowadził ze mną wywiad) na spotkanie praktycznie NIKT nie przyszedł! Zdeprymowany Marek przeniósł więc spotkanie z auli do jakiejś sali, w której nie mogłem przedstawić mojej pracowicie przygotowanej prezentacji w systemie multimedialnym, nie było zresztą specjalnie dla kogo. Pojawił się stary znajomy - legenda rzeszowskiej "Solidarności" Antoni Kopaczewski, pojawił się nasz stary woJOWnik, p. Anatol Wołoszyn, który w przeszłości szereg razy już organizował moje spotkania w Rzeszowie i Czudcu, ale w sumie było zaledwie kilka osób i temat spotkania nie przyciągnął nikogo z tego wielkiego Uniwersytetu Podkarpacia.
Nasze, nieco zwarzone humory poprawiła wizyta w Nowej Dębie, dokąd zaprowadził nas Marek Ostapko. Najpierw w domu pp. Luberów podjęto nas obiadem, po którym udaliśmy się do Domu Kultury. W przeciwieństwie do wielkiego Rzeszowa z małej Nowej Dęby stawiła się grupa ok. 50 uczestników spotkania i tu znowu, jak w Suchej Beskidzkiej, dyskusja była gorąca i ożywiona. I znowu się okazało, że na sali byli prawie bez wyjątku oddani zwolennicy JOW! Z wielką satysfakcją zobaczyłem p. Grzegorza Osowskiego z Wielogóry w powiecie tarnobrzeskim, tego samego p. Osowskiego, który przyjechał na Walne Zgromadzenie do Wrocławia ze skrzynią jabłek i gruszek, które cieszyły się takim uznaniem uczestników Zgromadzenia, i który z wielką ofiarnością od lat towarzyszy nam w naszej walce. Tym razem przywiózł ze sobą swojego brata, Roberta.
Spotkanie w Nowej Dębie zawdzięczamy młodym ludziom, studentom i licealistom, zrzeszonym w dwu organizacjach: w Towarzystwie Kultury Powszechnej "Ratusz" i Bractwie Rycerskim Miasta Nowa Dęba. Po długiej dyskusji zostaliśmy zaproszeni do siedziby Bractwa, przy ul. Leśnej, gdzie do niemal białego rana, w towarzystwie licznie zgromadzonych Rycerzy i Dam, prowadziliśmy dyskusję nad tym, co i jak należy robić. Przy okazji zapoznaliśmy się z historią i działalnością "Bractwa" i "Ratusza" (http://www.brmnd.pl/ oraz http://nowadeba.com.pl/index.php/pl/left/informacje/ratusz_zaprasza_na_wyklad). Unosił się nad nami duch założyciela, śp. inż. Jerzego Lubery, a wielkość tego ducha poświadczali osobiście jego spadkobiercy: p. Janina Luberowa, dyrektor nowodębskiego liceum i synowie, Robert i Jacek, pomysłowi i utalentowani przywódcy lokalnej społeczności. Było to niesłychanie budujące i krzepiące. Wyjeżdżaliśmy z nadzieją, że w VI Marszu na Warszawę, we wrześniu tego roku, do naszych woJOWniczych BTR-ów dodamy halabardy, kusze i muszkiety Bractwa!
Te trzy spotkania, ten kontrast między Suchą Beskidzką, Nową Dębą i Uniwersytetem Rzeszowskim nasuwa wiele smutnych refleksji i niepokojących pytań. Bo to nie tylko Uniwersytet Rzeszowski jest zamknięty i głuchy na sprawy, z którymi jeździmy po Polsce, od Szczecina do Rzeszowa, od Ostrołęki do Kłodzka. Tak samo zamknięte i głuche są inne uniwersytety, łącznie z tymi największymi i najbardziej prestiżowymi, a może nawet przede wszystkim z nimi. Podczas każdego Marszu na Warszawę przechodzimy obok zatrzaśniętego, odwróconego do nas plecami Uniwersytetu Warszawskiego, którego młodzież studencka i kadra nauczycielska zajęte są innymi sprawami.
O czym świadczą te zamknięte uszy kwiatu naszej inteligencji na postulat, który tacy Polacy, jak Jerzy Giedroyc, Gustaw Herling-Grudziński, Jan Nowak-Jeziorański uważali za Numer Jeden? Na sprawę, którą Jose Ortega y Gasset, w "Buncie mas", opisał jako najważniejszą dla zdrowia każdej demokracji? Czy ten "kwiat" wie coś, czego my, prowincjonalne kmiotki, nie widzimy i nie dostrzegamy? Na czym polega ich wiedza tajemna? A skoro taką wiedzę posiedli, to czy nie byłoby raczej ich obowiązkiem podjąć wysiłek wyprowadzenia nas z błędu, ukazania dobrodziejstw systemu list partyjnych? Bo na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mamy dzisiaj dwie Polski: jedną Polskę młodych ludzi z Nowej Dęby, samorządowców z Suchej Beskidzkiej, Kościerzyny, Słubic, Łochowa i setek wielkich i małych gmin, wsi, miasteczek i miast, która uważa, że trzeba system wyborczy zmienić, żeby był "poseł z każdego powiatu" - i drugą Polskę, Polskę wielkich uniwersytetów i central partyjnych, która zachowuje się tak, jakby miała zupełnie odmienne interesy, potrzeby i plany?

Już wiele lat temu zrodziła się propozycja, żeby Warszawie przyznać niepodległość, odgrodzić ją od reszty Polski zasiekami, postawić straże, niech żyje sama, ze swoją snobistyczną, butną i zarozumiałą inteligencją biurokratyczno-akademicką. Ma już wszystko, niczego więc specjalnie nie potrzebuje, może jej to wystarczy? Od lat Druga Polska wyciąga do niej rękę i proponuje unię, ale może to rzeczywiście trud jałowy, a interesy tych dwu Polsk nie dadzą się pogodzić?

Contra spem spero. Wierzmy, że te dwie Polski można jeszcze pogodzić. Wierzy w to nieliczna agentura Ruchu JOW w Warszawie. Nie traćmy nadziei.

Wrocław, 21 lutego 2010

Jerzy Przystawa


Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Janusz Korwin-Mikke - kandydatem do urzędu prezydenta RP z poparcia partii Wolność i Praworządność oraz Unii Polityki Realnej - konferencja prasowa partii WiP Wysłane piątek, 19, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME związane z partią WiP:

- Wolność internetu zagrożona? Blackout Europe Polska, Partia Piratów oraz Wolność i Praworządność nie chcą rządowej cenzury Sieci

- Nowe metody walki z Globalnym Ocipieniem: tylko CO2 nas uratuje! Obywatelu, używaj samochodu! - apelują działacze Komitetu Obrony Środowiska WiP

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Konferencja prasowa partii Wolność i Praworządność - Warszawa 30.11.2009

Inne tematy związane z globalnym ociepleniem:

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część II - scenariusze dla świata i Polski

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część I - naukowcy i definicje

- Pilot cyklu "Ekologia w praktyce: zwolennicy antropologicznego globalnego ocieplenia kontra sceptycy" Żarówki kontra świetlówki - Unia Europejska zakazuje produkcji żarówek wolframowych

 

18.02.2010 r. w centrum prasowym Bagatela odbyła się publiczna prezentacja kandydata środowisk konserwatywno-liberalnych do urzędu Prezydenta RP w tegorocznych, AD 2010 wyborach prezydenckich, p. Janusza Korwin-Mikkego. Kandydat uzyskał poparcie partii Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność.

Rada partii Wolność i Praworządność podjęła decyzję o desygnowaniu na kandydata na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w tegorocznych wyborach prezydenckich naszego prezesa, pana Janusza Korwin-Mikkego. W zeszłym roku zrobiła to samo partia Unia Polityki Realnej - mówił Grzegorz Burchardt z partii WiP.
Długo prezesem nie jestem ponieważ zostałem nim wybrany poprzedniego dnia, natomiast potwierdzam, ponieważ wcześniej byłem wiceprezesem UPR, że 17 października 2009 roku odbył się Konwent Unii Polityki Realnej, gdzie uchwalono, że pan Janusz Korwin-Mikke uzyskał poparcie UPR, by być naszym reprezentantem w wyborach prezydenckich w tym roku. Nie był jeszcze wtedy prezesem WiP-u... - mówił nowy prezes Unii Polityki Realnej, p. Stanisław Żółtek.
Chcę powiedzieć, jaka jest idea naszej kampanii wyborczej. Otóż głos na Janusza Korwin-Mikkego jest głosem przeciwko temu, co się dzieje w Polsce. Innymi słowy: jeżeli ktoś chce,by było tak samo jak do tej pory, tak samo głupio i złodziejsko - niech głosuje na "bandę czworga": SLD, PiS, PO i PSL. Jeżeli ktoś chce, by coś się zmieniło - no to jest kandydat, który od lat mówi to samo... Myślę, że ludzie, którzy myśleli, że na przykład jak PiS dojdzie do władzy, to zrobi porządek - to się już głęboko rozczarowali, a ci, którzy myśleli, że jak przyjdzie PO, to zrobi wolny rynek, to też się rozczarowali - więc jest szansa do wyrażenia sprzeciwu - zaczął swoje wystąpienie kandydat do urzędu Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke.

Nagranie trwa ponad 18 minut.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Janusz Korwin-Mikke - kandydatem do urzędu prezydenta RP z poparcia partii Wolność i Praworządność oraz Unii Polityki Realnej - konferencja prasowa partii WiP Wysłane piątek, 19, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Kandydat UPR oraz WiP na Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke oraz nowy prezes UPR - Stanisław Żółtek Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

18.02.2010 r. w centrum prasowym Bagatela odbyła się publiczna prezentacja kandydata środowisk konserwatywno-liberalnych do urzędu Prezydenta RP w tegorocznych, AD 2010 wyborach prezydenckich, p. Janusza Korwin-Mikkego. Kandydat uzyskał poparcie partii Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność.

Głównym motywem kampanii prezydenckiej prezesa partii Wolność i Praworządność będzie zawołanie Józefa Piłsudskiego: "Bić k... i złodziei!". Tym określeniem były wieloletni prezes i założyciel partii Unia Polityki Realnej obdarza osoby, które pasożytują na niesprawnym w Rzeczypospolitej systemie gospodarczym i politycznym. Chodzi o wpływ polityków na gospodarkę który wykorzystują do "kręcenia konfitur". Nie chodzi o walkę z aferzystami, ale o zmienienie systemy aferogennego, co wcale nie jest takie trudne - mówi kandydat do urzędu Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke.
- W czasie kampanii prezydenckiej Unia Polityki Realnej poprze Korwina-Mikke, tak jak planowała od samego początku, tak jaka była uchwała Konwentu UPR z dnia 17 października 2009 roku! Poprze go dwojako: po pierwsze w zbiórce podpisów, a potem - w trakcie kampanii organizacyjnie - mówi nowy (powołany przez Konwentykl UPR wczoraj, tj. 17.02.2010) prezes UPR, p. Stanisław Żółtek.

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym nagraniem TVASME. Wersja w najlepszej jakości jest dostępna w Klubie TV ASME!



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Kandydat UPR oraz WiP na Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke oraz nowy prezes UPR - Stanisław Żółtek Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Towarzysz generał ze skazami - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Zamach na ucieleśnioną niewinność - prof. Jerzy Przystawa

- I poszli chłopcy w bój bez broni - prof. Jerzy Przystawa

- Rocznica stanu wojennego Pamięć o represjach ZACZĘŁO SIĘ W 1957 ROKU - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

- Skazano trzeciego milicjanta pacyfikującego manifestację "Solidarności" w stanie wojennym
Zabójstwo w Lubinie (symbolicznie) osądzone - Tadeusz M. Płużański

- Matka Boża stanu wojennego - Antoni Zambrowski

- Dwie grudniowe rocznice - artykuł Antoniego Zambrowskiego

O Wojciechu Jaruzelskim mówi się najczęściej w kontekście "zasług", czyli uratowania Polski (PRL) przed Sowietami, zwanego też jako stan wojenny, oraz koncesjonowanej umowy komuny z częścią opozycji, czyli "okrągłego stołu". Rzadziej kojarzony jest z masakrą robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., inwazją na Czechosłowację, antysemickimi czystkami w wojsku, zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego zaraz po wojnie i pracą agenturalną jako TW "Wolski" dla zbrodniczej Informacji Wojskowej.

Od początku swojego dorosłego żywota wyróżniał się zaangażowaniem politycznym, czyli służalczością wobec komunistów, co pozwoliło mu piąć się po szczeblach kariery wojskowo-partyjnej. Takiego nie wybielonego Jaruzelskiego oglądamy w filmie "Towarzysz generał" Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka. A także takiego, który umożliwił zakotwiczenie komunistycznego establishmentu w nowym demokratycznym systemie, czego skutki odczuwamy do dziś.

ZDRAJCA, SPRZEDAWCZYK I KŁAMCA

Władimir Bukowski (rosyjski pisarz i dysydent) mówi w filmie: Jaruzelski był sowieckim lokajem. Do tego Gontarczyk i Cenckiewicz - gdy widzi ich postępowiec, od razu przełącza na inny kanał.
Po emisji filmu rozpętała się histeria. Że dokument pokazuje Jaruzelskiego w zbyt negatywnym świetle. Że dobrano niewłaściwych historyków, że niektórzy byli wcześniej w PZPR (zmarły niedawno prof. Wieczorkiewicz i płk dr Lech Kowalski; w ustach postępowca taki zarzut brzmi to komicznie), a ci centrowi, uznawani przez lewicę, jak Andrzej Paczkowski, też wypowiadają się jakoś dziwnie, nie po linii. Prof. Paczkowski nie ma bowiem wątpliwości: - Jaruzelski należał do grona ludzi decydujących o antysemickich czystkach w wojsku czy hańbiącej inwazji na Czechosłowację.
Czyli film jest jednostronny. A czemu? Bo prawicowy, bo emitowany w PiS-owskiej telewizji ("argument" postępowego Wojciecha Mazowieckiego). W dzisiejszej Polsce tylko to, co lewicowe jest obiektywne, np. gdy Jaruzelski przedstawia swoją zakłamaną wersję wydarzeń. A w filmie towarzysz generał się nie wypowiada. Nie ma też jego popleczników. Gdzie zatem druga strona? Przecież można było zaprosić obrońców IW, donosicielstwa, apologetów stłumienia "Praskiej Wiosny", strzelania na robotników, antysemityzmu. Postępowiec powinien przerazić się tym ostatnim, ale w przypadku generała Jaruzelskiego - lepiej uciec od tematu.
Mówi Grzegorz Braun: - Przez 20 lat w mediach dominował głos generała Jaruzelskiego i usłużnych klakierów - często będących jego nominatami. Cieszę się, że dzięki inicjatywie i determinacji kolegi Roberta Kaczmarka choć raz mogli zabrać głos ludzie, dla których Jaruzelski nie jest "człowiekiem honoru". To, że Wojciech Jaruzelski - zdrajca, sprzedawczyk i notoryczny kłamca - publicznie przejawia niezadowolenie z naszej pracy, jest dla mnie najwyższym honorem. Dla mnie jest nie tylko sowieckim patriotą i sowieckim generałem w PRL, ale też człowiekiem, którego zdrada, zaprzaństwo i oportunizm posunięty do zbrodni zaważyły na życiu moim i milionów Polaków.

POSTĘP I CIEMNOGRÓD

Najzabawniejsze jest to, że w filmie nie ma żadnych nowych informacji na temat Jaruzelskiego. Znane fakty zostały tylko zebrane i pokazane szerszej publiczności. Podstawą jest wydana kilka lat temu książka wspomnianego dr. Lecha Kowalskiego "Generał ze skazą". Zresztą "Towarzysz generał" był pokazywany już w grudniu ub. r. Wtedy histerii nie było, bo emitowała go niszowa TVP Historia (na zamówienie tego kanału film powstał). Film został przemilczany, podobnie zresztą jak wcześniejsza książka Kowalskiego. A teraz był program pierwszy telewizji publicznej - trzy miliony widzów. O, to już trzeba uważać. A jeszcze po "Wiadomościach" - w najlepszym czasie antenowym.
Obrońcy generała w prasie mogli liczyć oczywiście na wsparcie "Gazety Wyborczej", z niezastąpionym Pawłem Wrońskim, który napisał: "Generał odmówił udziału w dyskusji po filmie. Uznał, że jest nierzetelny. 43-letni Grzegorz Braun zasłynął przed kilkoma laty filmem »Plusy dodatnie, plusy ujemne« lustrującym Lecha Wałęsę. Filmowiec lustrował również m.in. hrabiego Wojciecha Dzieduszyckiego oraz Jana Miodka, z którym przegrał później proces o naruszenie dóbr. Teraz wziął na warsztat Wojciecha Jaruzelskiego". Na koniec Wroński zacytował w list Jaruzelskiego do dyrektora "Jedynki" TVP Wojciecha Hoflika: "Należy się spodziewać swoistego spektaklu, w którym wszyscy, a na pewno większość jego uczestników - w tym oczywiście osoba prowadząca debatę [Rafał Ziemkiewicz - TMP]- zademonstrują »mecz do jednej bramki«. W tej sytuacji wolę nie zabierać głosu".
Czyli mamy "złego lustratora" (bo przecież lustrator nie może być dobry) Brauna (jest on także filmowcem, bo przecież na tytuł reżysera z krwi i kości trzeba zasłużyć), i dobrego, "człowieka honoru" Jaruzelskiego.
Wbrew obaw Jaruzelskiego w studio po filmie dyskutowali: Wojciech Mazowiecki i Jacek Żakowski (siły postępu), oraz Łukasz Warzecha i Piotr Zaremba (ciemnogród).

WALKA Z "BANDAMI"

A teraz czas wreszcie na fakty, o których Mazowiecki i Żakowski woleli nie dyskutować. Zacznijmy od 1943 r., kiedy Jaruzelski - wychowany w patriotycznej, inteligenckiej rodzinie polskich zesłańców - trafił do utworzonej przez komunistyczny Związek Patriotów Polskich pod egidą Sowietów Szkoły Oficerskiej w Riazaniu, gdzie był przeciętnym uczniem. Prymusem był kolega Jaruzelskiego, Florian Siwicki, późniejszy PRL-owski szef MON. Obu absolwentów Riazania połączyło potem wprowadzanie stanu wojennego.
Już po skierowaniu na front Jaruzelski, jako dowódca plutonu zwiadu 5. pułku piechoty braki sukcesów na polu walki zaczął nadrabiać zaangażowaniem politycznym, szybko i łatwo dostosowując się do nowych (komunistycznych) realiów.
Wojna z faszyzmem się kończy, ale Jaruzelski nadal walczy - jego szlak bojowy znaczą walki z bandami UPA, ale też innymi "bandami" - dużo groźniejszymi - tymi spod znaku NSZ i WiN. Przełożonym meldował o tych ostatnich: "Zadaniem bojówek terrorystycznych miała być bezkompromisowa walka z obecnym ustrojem demokratycznym oraz terroryzowanie i zabójstwa działaczy partii demokratycznych oraz UB i MO, rabowanie pieniędzy w instytucjach państwowych i spółdzielczych, rabowanie broni oraz prowadzenie wszelkimi możliwymi środkami walki i propagandy przeciw demokratycznej Państwowości Polskiej z jej przedstawicielami".
Jaruzelski walczy skutecznie. Nagrodą jest "zabezpieczanie" kampanii wyborczej do Sejmu w 1947 r. w garnizonie Piotrków Trybunalski. Znowu sukces. Komuniści wybory sfałszowali i Jaruzelski mógł informować centralę: "Same wybory przeszły zupełnie spokojnie, nie będąc zakłóconymi przez napady i ekscesy bandyckie. (...) Wszystkich schwytanych bandytów i zwolenników reakcyjnego podziemia, przekazano wraz z zdobytą bronią do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. (...) Organizacjom i bandytom została odebrana ostatnia możliwość wywołania poważniejszego chaosu i zamieszania w kraju". Znów nie chodziło o bandy ukraińskich nacjonalistów.

WZOREM DZIERŻYŃSKIEGO

W marcu 1947 r. Jaruzelskiego, znów za "zasługi", skierowano do Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWP) w Rembertowie, gdzie wyróżniał się przede wszystkim "pracą społeczną".
Cztery miesiące później wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, gdyż - jak później tłumaczył - był "wstrząśnięty niesprawiedliwością społeczną Polski okresu przedwrześniowego".
W 1948 r. Jaruzelski został (też za "zasługi") wykładowcą Wyższej Szkoły Piechoty, a rok później, jako szef wydziału w Oddziale Szkół i Kursów Sztabu Wojsk Lądowych, szkolił oficerów rezerwy. Swojemu przełożonemu, gen. Popławskiemu, meldował: "Mimo czujności, jaką wykazała Komisja Kwalifikacyjna przy naborze kandydatów do szkoły, kilku uczniów wykazuje wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości w Polsce i Związku Radzieckiego. Zanotowano wrogie wypowiedzi ze strony niektórych uczniów pochodzących przeważnie ze środowiska inteligenckiego i drobnomieszczańskiego". Warto wspomnieć, że z takiego środowiska sam pochodził.
W 1950 r. znowu awansował - w Głównym Zarządzie Wyszkolenia Bojowego został szefem Wydziału Szkół i Kursów Oficerów Zawodowych. Z wyszkolenia politycznego zadawał podchorążym takie oto pytania:
"1. Dlaczego wychowując nowe kadry winniśmy wzorować się na doświadczeniach WKP(b),
2. Dlaczego żołnierze Odrodzonego Wojska Polskiego winni naśladować w służbie i życiu cywilnym takich bohaterów, jak: gen. Świerczewski, Buczek, Marchlewski, Dzierżyński, J. Dąbrowski,
3. Co wiecie o powstaniu Gwardii Ludowej,
4. Jak należy pracować na odcinku wysuwania i wychowywania kadr, jak nas uczy Generalissimus Stalin,
5. Omówić rolę Generalissimusa Stalina w organizowaniu zwycięstw Armii Czerwonej w II wojnie światowej,
6. Opisać wrogą działalność Caritas na tle wykrycia nadużyć we Wrocławiu,
7. Co wiecie o odchyleniu prawicowym Gomułki, Kliszki i Spychalskiego ujawnionym na III Plenum KC PZPR".

MIŁOŚĆ DO STALINA

Po inspekcji w Oficerskiej Szkole Łączności Przewodowej w Sieradzu w marcu 1953 r. Jaruzelski był dumny z wyników swojej pracy: "Kadra oddana jest sprawie budownictwa socjalizmu i przyjaźni dla potężnej twierdzy pokoju ZSRR. W szkole w widoczny sposób wśród całego stanu osobowego wzrosło przywiązanie i zrozumienie roli PZPR oraz umocnienie miłości do WKP(b) i wodza postępowej ludzkości Generalissimusa Stalina".
A oto uwagi krytyczne, mające świadczyć o braku czujności ideologicznej wśród miejscowych towarzyszy, a z drugiej strony o czujności przyszłego prezydenta Polski.
Spostrzeżenie pierwsze: "Lista członków partii przepisana przez maszynistkę Komendanta Poligonu leżała porzucona na oknie. Ppor. Oświęcimski wychodząc pozostawił otwarte drzwi do swego pokoju, pozostawiając tym samym całą ewidencję partyjną niezabezpieczoną. Jeden z oficerów znalazł na ulicy miasta plan szkolenia partyjnego".
Spostrzeżenie drugie: "Drobnomieszczańskie klerykalne otoczenie Sieradza wywiera nacisk na oficerów i podchorążych Szkoły. Wyrazem tego nacisku jest wzięcie ślubu w kościele przez członka partii ppor. Utechta o czym przez dłuższy czas nikt w szkole nie wiedział. Praca w klubie w rzeczywistości nie istnieje. Urządza się w nim zabawy, sprzedaje się wódkę w dużych ilościach, wódkę sprzedaje się na co dzień, a często zdarza się, że oficerowie i to na poważnych stanowiskach grają w bilard o wódkę. Jak oświadczyła bufetowa, bywają tygodnie, podczas których sprzedaje się w bufecie kasyna ponad 40 litrów wódki".
Spostrzeżenie trzecie, najcelniejsze, ciekawe również ze względu na rodzinną przeszłość Jaruzelskiego: "Do egzekutywy POP Kursu Doskonalenia Podoficerów Zawodowych wybrano na zastępcę sekretarza kułaka Kozaka Franciszka. Okłamał partię referując swój życiorys, zamiast podanych 14 ha ma 16.80 ha i 15 świń. Został usunięty z szeregów partyjnych".
Swoje spostrzeżenia Jaruzelskie przekazywał nie tylko przełożonym, ale także Informacji Wojskowej.

CENIONY W MOSKWIE

Po październiku 1956 r., gdy inni popadali w niełaskę, Jaruzelski piął się po szczeblach kariery. Najpierw został dowódcą 12. Dywizji Piechoty, co - w porównaniu z wcześniejszą funkcją wojskową dowódcy plutonu zwiadu - było nie lada awansem.
Lech Kowalski pisze: "Niszcząc innych i umiejętnie zawiązując koalicje, Jaruzelski szybko i stosunkowo sprawnie budował własny kadrowy układ".
Najważniejsze było to, że Jaruzelski był coraz bardziej ceniony w Moskwie. Poparcie Kremla uczyniło zeń wkrótce pierwszą osobę na szczytach komunistycznej władzy.
W 1960 r. Jaruzelski został szefem Głównego Zarządu Politycznego WP. Miał 37 lat i stopień generała dywizji. Funkcję pełnił do 1965 r., będąc jednocześnie posłem PRL-owskiego Sejmu.
W wytycznych dla podwładnych pisał: "Udział i rezultaty pracy oficerów nad kształtowaniem materialistycznego światopoglądu wśród podwładnych, a także wśród najbliższej rodziny (żona, dzieci) winny być uwzględniane również w opiniach służbowych. Wyjaśnić oficerom bezpartyjnym, że aktywne, uporczywe uprawianie praktyk religijnych [druga, po wódce, obsesja Jaruzelskiego - red.] jest sprzeczne z wymaganiami, jakie stawiamy oficerom Ludowego Wojska...".
W styczniu 1965 r. został szefem Sztabu Generalnego WP. Kowalski pisze, że był to precedens, gdyż Jaruzelski przeskoczył kilka szczebli w pionie operacyjnym wojska, a ponadto w GZP zajmował się zupełnie czymś innym, dlatego "należy domniemywać, iż była to typowo polityczna decyzja, która musiała wcześniej zostać zaaprobowana przez Moskwę".

JARUZELSKI W MARCU

Jaruzelski brał udział w przygotowaniach do marca 1968 r. i inwazji na Czechosłowację. Występował otwarcie przeciwko syjonistom, jako rzekomym sprawcom wydarzeń. O pałowaniu studentów mówił: "Nasza kadra występowała z pałkami jako aktyw partyjny - dobrze, że nie z bronią, czego wróg bardzo pragnął".
Szef ochrony Jaruzelskiego, płk Artur Gotówko, w rozmowie z Henrykiem Piecuchem w książce "Byłem gorylem Jaruzelskiego": "Jaruzelski miał niepodważalne zasługi w odżydzaniu armii". Czystek dokonywał wspólnie z głównym ich organizatorem, gen. Mieczysławem Moczarem, który razem z gen. Grzegorzem Korczyńskim wprowadzał go na partyjno-rządowe »salony« PRL, a których potem odsunął, podobnie jak innych, zagrażających mu dygnitarzy. Dotknęło to również I sekretarzy kom-partii - Jaruzelski, nie mając żadnych skrupułów, walnie przyczynił się potem do odsunięcia - po kolei - Gomułki, Gierka i Kani.
Gdy był już silny, najbardziej obawiał się ludzi, którzy mieli większe od niego poparcie w Moskwie. Otaczał się sługusami, ignorował niewiele znaczących.
Inwazję na Czechosłowację Jaruzelski uważał za wojskowy i polityczny sukces: "Doświadczenie wykazało, że pomoc ta była konieczna i przyszła w porę". Dziwnym trafem tych wszystkich faktów nie dostrzega od dawna Adam Michnik.
Za marcowe "zasługi" dla komunistycznej władzy (nie pierwsze w jego życiorysie), już w kwietniu 1968 r., został ministrem obrony narodowej. Kowalski: "Już jako I sekretarz KC PZPR spowodował usunięcie z wojska (...) 1400 oficerów LWP pochodzenia żydowskiego. Proces ten trwał aż do początków lat osiemdziesiątych".
Autor "Generała ze skazą" pisze dalej, że "postawienie na Jaruzelskiego było strzałem w przysłowiową dziesiątkę - wybór ten zadowalał Moskwę, pozyskiwał Gomułce czołowych antysemitów w obozie władzy, gwarantował dobre przyjęcie kandydata w środowisku wojska".

DWA GRUDNIE

Dysponujący przeszło czterystutysięczną armią szef MON, szczególnie przy oparciu systemu na resortach siłowych, miał ogromną władzę. W grudniu 1970 r. to właśnie Jaruzelski i szef MSW Kiszczak, oczywiście zgodnie z wytycznymi kierownictwa partyjno-rządowego, ustalali warunki użycia broni. Bez ich wiedzy i zgody nic w tej kwestii nie mogło się stać. Po masakrze Jaruzelski wydał rozkaz zabraniający dalszego używania broni palnej. Kowalski: "jak chciał, to potrafił i mógł przerwać rzeź - i nie były mu do tego potrzebne polecenia Gomułki ani Cyrankiewicza".
Stan wojenny to na ogół znane fakty. Lech Kowalski - cytując dokumenty - potwierdza, że Jaruzelski zabiegał o pomoc ZSRR, ale mimo próśb jej nie otrzymał. Gdy już uczynił to własnymi rękami, towarzysze radzieccy byli zachwyceni, a ich opinia była dla niego najważniejsza. Przedstawiciele KGB, nie wspominając o BP KPZR i samym Breżniewie, ocenili, że "wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku zostało znakomicie zaplanowane i przeprowadzone. W Centrali (KGB) zapanowała powszechna ulga i nie szczędzono pochwał dla umiejętności Jaruzelskiego, dowództwa polskiej armii i SB". Czy można mieć jeszcze wątpliwości, w czyim interesie generał wypowiedział wojnę narodowi?

"MĄŻ STANU" W SĄDZIE

Jeszcze kilkanaście dni przed czerwcowymi wyborami na forum KOK Jaruzelski zachęcał do walki z opozycją: "Ukazywać społeczeństwu powiązania opozycji z Zachodem w takim kontekście, by jasno z tego wynikało, że godzą w polską rację stanu".
Teraz znów znane fakty - dzięki kontraktowi z lewicową częścią opozycji towarzysze z PZPR dostali się do parlamentu, a Jaruzelski został prezydentem. Władzy miał cały czas najwięcej - był I sekretarzem KC PZPR, przewodniczącym Rady Państwa, Komitetu Obrony Kraju i Naczelnym Wodzem na czas wojny.
Jednym z pomysłów Jaruzelskiego było utworzenie koalicji rządowej z własnych szeregów (PZPR, ZSL, SD). Opozycja miała być dekoracją. To się jednak nie udało, choć dzięki szefom MSW (Kiszczak) i MON (Siwicki) w rządzie Mazowieckiego (tym razem nie Wojciecha, ale Tadeusza) generał nadal trzymał najważniejsze sznurki w państwie.
Dziś Wojciech Jaruzelski nadal jest "mężem stanu". Jako stary, schorowany człowiek z trudem przychodzi do sądu, oskarżony o sprawstwo kierownicze masakry grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. Nie przeszkadza mu to jednak żyć w chwale zbawcy narodu, pobierać wysoką emeryturę i mieszać z błotem każdego, kto ośmieli się powiedzieć o nim prawdę.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


"Wojna polsko-białoruska" terapią odreagowania naszych mężyków stanu na "współdecydowanie" o polskich sprawach w ramach UE- Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 17, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, jak to zauważył kiedyś wybitny reżyder filmowy Alfred Hitchcock - konstrukcja filmu sensacyjnego polega na tym, że najpierw wybucha bomba atomowa, a potem napięcie rośnie... I właśnie według takiego scenariusza rozwija się nasz konflikt z Białorusią, a właściwie - ze »znienawidzonym prezydentem Łukaszenką«. Wypada więc przypomnieć, od czego się to zaczęło. A zaczęło się od tego, że wiosną 2005 Kondoliza Rice przyjechała do Wilna już po zwycięstwie "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie... Wcześniej była »rewolucja róż« w Gruzji, gdzie wymieniono starego komucha, prezydenta Edwarda Szewardnadzego na amerykańskiego protegowanego Michała Saakaszwiliego. Podobnie było na Ukrainie, a USA zakładały, że na Białorusi wybuchnie »rewolucja błękitna« (nawet kolor już znano!) i tego wileńskiego rozkazu Kondolizy wysłuchał ówczesny minister zagraniczny RP Adam Rotfeld i wykonał go jak potrafił - to znaczy poderwał do boju Związek Polaków na Białorusi" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje wydarzenia ze scen teatru politycznego w Polsce i za granicą.

Owa i ówczesna europejska polityka Stanów Zjednoczonych torpedowania "strategicznego partnerstwa" pomiędzy Niemcami a Rosją w zasadzie była zgodna z naszym interesem państwowym, ale problem polegał na tym, że na Białorusi właściwie nie było żadnej opozycji, bo Łukaszenka trzymał wszystko mocno w garści. Związek Polaków na Białorusi musiał więc pełnić rolę jedynej opozycji przeciw "znienawidzonemu Łukaszence, co było błędem potrójnym. Ułatwiło Łukaszence przedstawienie wszelkiej "opozycji" jako zagranicznej agentury, po drugie Polska została zmuszona do zwalczania powołanego przez "Znienawidzonego prezydenta Łukaszenkę" drugiego Związku Polaków Na Białorusi, co zaczęło na arenie międzynarodowej przekraczać granice śmieszności. Następstwem tych dwóch błędów było zniwelowanie polskich wpływów na Białorusi do gołej ziemi. A to wychodziło na przeciw oczekiwaniom "strategicznych partnerów", którym "Polska wpływowa" jest niepotrzebna i to właśnie się udało panu ministrowi Rotfeldowi zrobić.
Tę sytuację odziedziczył minister zagraniczny Radosław Sikorski, który teraz chce koniecznie zostać prezydentem RP, choć nawet "ałtorytet" Jacek Żakowski mu to odradzał. W dodatku pan Jarosław Kaczyński ujawnił, że przydarzył mu się jakiś "casus paskudeus", ale jaki - tego nie może ujawnić do końca, bo to "tajemnica państwowa". W obliczu takich "zastawek" musiał udowodnić, że nie gorzej dba o polskie interesy państwowe niż prezydent Lech Kaczyński, który znany jest z tego, że z "dbałości o polski interes narodowy" ratyfikował Traktat Lizboński czy bezmyślnie żyrował wszystkie posunięcia ukraińskiego prezydenta Juszczenki, co się skończyło "puszczeniem wiatru" Mu w nos i uznaniem banderowców za kombatantów Ukrainy. Skończyło się to zaaresztowaniem na pięć dni kilkudziesięciu działaczy ZPB i wymierzeniem grzywny miliona białoruskich rubli (około 400 dolarów) pani Andżelice Borys, przewodniczącej Związku. Jak widać - te represje nie były szczególnie dotkliwe, przypuszczam, że pani Andżelika dostaje znacznie większą subwencję z polskiego MSZ, ale są uciążliwe i podobne do tych, jakie stosowała PRL-owska Służba Bezpieczeństwa w latach 70. ub. wieku w stosunku do działaczy opozycyjnych - mówi Stanisław Michalkiewicz.
Ale o to właśnie Polska traci moralne prawo do potępiania takich działań na Białorusi, bo w naszym kraju reżyser Grzegorz Braun, twórca filmu "Towarzysz Generał" o generale LWP, tow. Wojciechu Jaruzelskim, został pociągnięty przed sąd za "czynną napaść na policjantów", co jest znaną z czasów komuny w Polsce szykaną. Widać więc, że "wraca nowe" w Polsce i traci ona moralne prawo do krytykowania "znienawidzonego prezydenta Łukaszenki". "Wojna" polsko-białoruska przestała - po 17 września ub. roku, kiedy to prezydent Obama dał do zrozumienia, że USA mają swoje interesy gdzie indziej, np. w Iranie - służyć jakiemukolwiek celowi politycznemu. Ma walor jedynie terapeutyczny. Służy polepszeniu samopoczucia naszych mężyków stanu, którzy już wiedzą, że nic nie znaczą na świecie i kiedy np. spotykają się z prezydentem Sarkozym czy "naszą złotą panią Anielą" - muszą się czołgać przed nimi. Muszą więc to jakoś odreagowywać. Byłoby to i może zabawne, gdyby nie to, że skrupia się na Bogu ducha winnych Polakach na Białorusi, którym jedyne co można przypisać to to, że tam mieszkają. A "Znienawidzony prezydent Łuakszenka" doskonale wie, że Polacy mogą co najwyżej groźnie kiwać palcem w bucie, bo i tak ważne decyzje zapadają w ustaleniach między czekistą Putinem a "naszą złotą panią Anielą"... - sarkastycznie podsumowuje całą sytuację komentator.
Tak właśnie wygląda zapowiedziane przez doktora Olechowskiego na pamiętnej konferencji Forum Dialogu w Pałacu imienia Józefa Stalina w Warszawie, kiedy to nam stręczył Unię Europejską, "współdecydowanie" o naszych losach w ramach UE, ponoć lepsze niż pełne samostanowienie - kończy TV-felieton Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 18 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


"Wojna polsko-białoruska" terapią odreagowania naszych mężyków stanu na "współdecydowanie" o polskich sprawach w ramach UE- Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 17, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Skandale wokół minionej 65. rocznicy "wyzwolenia" obozu
Auschwitz znowu podzielił - Tadeusz M. Płużański
Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły o niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz:

- Mord sądowy na rotmistrzu Witoldzie Pileckim Dobrowolny więzień Auschwitz zgładzony przez komunistów - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? Uratowany z obozu śmierci - artykuł Tadeusza M. Plużańskiego

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? KL Stutthof - Gigantyczna cela śmierci - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? Dobrowolnie do Auschwitz, Rotmistrz Witold Pilecki - więzień nr 4859 - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Szoah to żydowski wymysł. Pamięć o Holokauście wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści. Te słowa bp Tadeusza Pieronka dla włoskiego portalu Pontifex.roma obiegły cały świat w wigilię 65. rocznicy "wyzwolenia" Auschwitz.

Z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi, prawda ta jednak jest dziś niemal ignorowana. Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy - zwierzał się "pontifexowi" polski biskup, nieświadom najwyraźniej, jakie gromy na siebie ściągnie. - Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę.

Kwestia nazewnictwa

Dlaczego jednak dzieje się odwrotnie i tragedia Auschwitz jest zawłaszczana? Tadeusz Pieronek nie ma wątpliwości: - Żydzi mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, arogancji, którą uważam za nie do zniesienia.
A czy biskup zastanowił się, jak słowa te przyjąć mogą środowiska żydowskie? Toż to obraza, najczystszej wody antysemityzm w wykonaniu polskiej, czarnej, zaściankowej sotni. Ale biskup spod Wawelu brnął dalej. Na pytanie, czy sądzi, że pamięć o Holokauście jest instrumentalnie wykorzystywana, odpowiedział bez ogródek: - Oczywiście, że tak. Wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści.
A więc jednak. Przedsiębiorstwo Holokaust istnieje. I potwierdza to polski duchowny. Oj, nieładnie, księże biskupie. Trzeba natychmiast przeprosić!
I Tadeusz Pieronek już nazajutrz przeprosił: - To nie są moje poglądy, dziennikarz dopowiedział sobie kilka rzeczy - twierdził w wywiadach dla polskich mediów. A tak w ogóle to wywiad nie był autoryzowany - ten argument miał przesądzić o niewinności biskupa.
No tak, autoryzacja. Gdzieś ostatnio to słyszałem. A, na komisji śledczej. Taki sam argument podnosił "Zbychu" Chlebowski. Autoryzacja. Obca cywilizacji śródziemnomorskiej, przyjechała do nas ze Wschodu. A ostatnio najwyraźniej bardzo spodobała się polskim autorytetom. Zarówno świeckim, jak i tym w sutannach.
Biskup odciął się od swoich słów, ale nie do końca. Potwierdził bowiem, że Szoah i Holokaust to żydowski wymysł, ale w sensie nazewnictwa - termin wymyślił Elie Wiesel, węgierski Żyd, urodzony w Rumunii, w czasie wojny więzień Auschwitz (dodajmy: znany z niewyparzonego języka i obarczania Polaków winą za Holokaust właśnie). Natomiast jako ludobójstwo, jako zamiar zgładzenia narodu żydowskiego, jest to autorskie dzieło Niemców hitlerowskich. Tadeusz Pieronek powtórzył również, że Szoah jest ideą, która ma integrować społeczność żydowską na świecie i można ją uznać za propagandę na rzecz narodu izraelskiego.

"Dabru emet"

Słowa hierarchy wywołały burzę w... "Gazecie Wyborczej". Nawet te, bardziej uładzone, wypowiedzi uznała za język, który nie przystoi biskupowi. W domyśle: "język nienawiści", określenie jakże popularne, mające na celu wykluczenie wszystkich oponentów, w tym tych, którzy ośmielają się negować istnienie Przedsiębiorstwa Holokaust.
Całe szczęście, "Wyborcza" nie jest monopolistą, jeśli chodzi o prawdę, również tą o Holokauście. Bolesław Szenicer, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP, były wieloletni dyrektor Cmentarza Żydowskiego w Warszawie, tak skomentował całą aferę w jednej z gazet: "Sprawa jest bardzo prosta. W materiale włoskich dziennikarzy powiedziane jest to, co powszechnie wiadomo. Wcześniej zostało to dokładnie wytłumaczone w książce księdza profesora Waldemara Chrostowskiego »Kościół, Żydzi, Polska«. Prawdą jest, że dziś lobby żydowskie na świecie wykorzystuje Holokaust dla swoich interesów. Żydzi chcą budować Przedsiębiorstwo Holokaust, wykorzystując tę straszliwą tragedię. Żadne uroczystości - w getcie, w Auschwitz - nie mogą zakazywać nam mówienia prawdy. Niezależnie od okoliczności musimy iść drogą wyznaczoną przez Biblię - »dabru emet«, czyli »mówcie prawdę«. Tego właśnie domagali się Żydzi od chrześcijan we wspólnym dialogu. Tylko że oni inaczej rozumieją tę prawdę".

Sowieci wkroczyli
do opuszczonego obozu


A teraz jeszcze o "wyzwoleniu" Auschwitz, które mieli przynieść żołnierze Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r. Ostatnie apele odbyły się w obozie dziesięć dni wcześniej - 17 stycznia. Następnego dnia rozpoczęła się ewakuacja więźniów pod eskortą załogi SS.
Oddajmy głos Teresie Kuczyńskiej, więźniarce Auschwitz, a po latach dziennikarce: "18 stycznia 1945 r. Niemcy w pośpiechu wyprowadzili z Auschwitz-Birkenau (Oświęcimia-Brzezinki) ostatnie piesze kolumny ewakuacyjne więźniów, którzy przeżyli. Właściwie więźniarek, bo ich najwięcej pozostało w obozie. Większość mężczyzn ewakuowano do obozów w głębi Niemiec wcześniej, głównie pociągami. Dzień był piękny, słoneczny, ale bardzo mroźny, dochodziło do minus 20 stopni. Głęboki śnieg łagodził obozowy pejzaż. Przed blokami administracji obozowej drugi już dzień płonęły ogniska z dokumentów, list zmarłych, sprawozdań. Dopalało się ostatnie z pięciu krematoriów. Coraz głośniejszy stawał się huk armat nadchodzącej Armii Czerwonej".
Wieczorem w obozie pozostały już tylko nieliczne ludzkie szkielety. One były wolne. Zanim do Auschwitz wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej, minęło... dziewięć dni. SS-mani nie bronili się, bo po prostu ich już nie było. Sowieci wkroczyli do prawie pustego (z wyjątkiem tych nielicznych więźniów) obozu. Czy było to zatem wyzwolenie? Takie powtarzane od lat twierdzenia to trwała pozostałość po komunistycznej propagandzie. Podobnie, jak "wyzwolenie" Warszawy 17 stycznia, również przez Sowietów. Jeśli w ogóle używać tego zafałszowanego terminu - wyzwolili ruiny i zgliszcza.

"Oswobodzenie obozu,
ale nie jego więźniów"


Oddajmy jeszcze raz głos Teresie Kuczyńskiej: "Po parogodzinnym wyczekiwaniu na mrozie więźniarki Auschwitz-Birkenau otrzymują po bochenku gliniastego chleba i puszce konserwy mięsnej, i pada rozkaz wymarszu. W nieznane. Jestem wśród nich. W grupie kilkudziesięciu dziewczynek z Warszawy, przywiezionych w sierpniu do Auschwitz z Powstania Warszawskiego z rodzicami i rodzeństwem. Niemcy przywieźli tu wówczas kilkanaście tysięcy warszawiaków. (...) W ciągu całej tej drogi po ziemi górnośląskiej nie napotkaliśmy człowieka ani pojazdu. Wyizolowano nas. Trudno się dziwić, stanowiliśmy pochód szkieletów, powłóczących nogami, odzianych w łachmany, z czerwonym wielkim krzyżem, wymalowanym na plecach olejną farbą, to gdybyśmy chciały uciec, ogolone głowy miałyśmy okutane szmatami. Szkoda, że nikt tych marszów nie sfotografował wówczas, byłyby ciekawym uzupełnieniem planowanego Centrum Wypędzonych. (...) Po dwóch dniach jazdy jesteśmy u celu. To Ravensbrück, obóz koncentracyjny za Berlinem. Wysiadamy w niepełnym już składzie osobowym, z głodu i zimna. Ten nowy obóz nie był jednak dla nas ostatnim, w marcu wywieziono nas dalej, na północ Niemiec, do kolejnego obozu Rechlin. A stamtąd, kiedy liczyłyśmy na wyzwolenie, tym razem przez Amerykanów, pognali nas Niemcy pieszo jeszcze dalej, i tak wędrowałyśmy po drogach niemieckich, dzieci i kobiety z Auschwitz, dokładnie do ostatniego dnia wojny. I nawet nie wiemy, kto nas w końcu wyzwolił, bo w ostatnim naszym obozie spotkały się wreszcie wojska radzieckie z wojskami amerykańskimi. (...) Okrutne przeprowadzenie tej operacji w mroźne dni stycznia 1945 roku sprawiło, że przeszła ona do historii jako »marsze śmierci«. Uczestniczyło w nich 58 tysięcy więźniów - kobiet, mężczyzn i dzieci, głównie Polaków i Żydów. Żołnierze radzieccy, wkraczający do Auschwitz 27 stycznia, zastali tam już tylko 4 tysiące ciężko chorych więźniów i 180 małych dzieci. (...) To było tylko oswobodzenie obozu, ale nie jego więźniów".
I jeszcze o "wyzwoleniu" przez Sowietów innych niemieckich obozów: "Według prof. Normana Finkelsteina ("Gorliwi kaci Hitlera"), z około 750 tysięcy więźniów, jacy przeżyli do stycznia 1945 roku i brali udział w tych przemieszczeniach, zginęła ich jedna trzecia. Z fizycznego wyniszczenia, chorób, zimna lub zastrzelonych".

Bez Pileckiego

Podczas tegorocznych uroczystości rocznicowych w byłym niemieckim, nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau wszyscy oficjele mówili jednak o sowieckich wyzwoleniu. Prezydent Lech Kaczyński, premier Donald Tusk, premier Izraela Benjamin Netanjahu i szef PE Jerzy Buzek. Tak samo byli więźniowie: August Kowalczyk (aktor), Władysław Bartoszewski (profesor), Marian Turski (szef działu historia w tygodniku "Polityka"). Nad cierpieniem lat wojny i radością oswobodzenia pochylił się papież Benedykt XVI w przesłaniu i prezydent USA Barack Obama w liście.
Była mowa o więźniach Polakach, więźniach innych narodowości, przede wszystkim o Żydach. Przypomniano piękną postać Jana Karskiego, który informował świat o tragedii obozów, ale ten świat pozostał obojętny, bo nie uwierzył.
Ale o Auschwitz raportował także rotmistrz Witold Pilecki. A o nim nie było podczas uroczystości ani słowa. Czyżby dlatego, że potem stał się więźniem, a w końcu ofiarą komunistów, a o tym świat do dziś słyszeć nie chce? A o Pileckim w Auschwitz powinno być szczególnie głośno i to w pierwszej kolejności. To on dobrowolnie poszedł do obozu, aby organizować tam konspirację zbrojną, która miała odbić Auschwitz z rąk Niemców przy pomocy z zewnątrz. I mimo, że plan został uznany przez dowództwo Armii Krajowej za nierealny, to bohaterskiemu rotmistrzowi właśnie, dzięki świetnie zorganizowanemu systemowi pomocy, wielu więźniów - towarzyszy niedoli - zawdzięcza lepsze traktowanie, a nawet życie.
To Pilecki chciał wyzwolić obóz, Armia Czerwona tylko do niego wkroczyła. A dziś wszyscy mówią o Sowietach, a o Pileckim nic. Nic również dziwnego, że taki nieistotny i nieznany człowiek przepadł w głosowaniu Parlamentu Europejskiego na bohatera Europy.
Córka rotmistrza, Zofia Pilecka-Optułowicz: - Kilka dni temu słowo Auschwitz było na ustach całego świata. Jednak w oficjalnych przemówieniach nazwisko taty nie padło ani razu. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Ale już wcześniej Europa wyrzekła się go, w tym głosami polskich posłów.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Niszczyciele - przewodniczący Rady Sygnatariuszów UPR Michał Marusik o sytuacji w tej partii Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły związane z Konwentyklem UPR z dn. 09.01.2010:

- Nieprawdziwe oświadczenie tzw. Biura Prasowego UPR w sprawie zmiany Prezesa UPR

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

Trudno było pojąć zawiłości astronomii, dopóki Kopernik nie postawił hipotezy, że to ziemia i inne planety krążą wokół słońca. Stawiam więc swoją hipotezę dotyczącą zawirowań w UPR.

Wspominałem na kilku kolejnych Konwentach, że UPR nikt nie będzie atakował z zewnątrz. Ta partia atakowana będzie od środka. I bywała w ten sposób atakowana wielokrotnie z całkiem poważnymi skutkami. Choroba jednak pozostawała wciąż lekceważona. Tym razem okaże się pewnie śmiertelna.

Do czasu wrocławskiego Konwentu dało się tylko zauważyć raptem dwa poważne i wymowne objawy: tworzenie partii w partii - jakiejś koterii zwolenników wspaniałego lidera, Bolesława Witczaka oraz bezczelne wyszabrowanie wszystkich funduszy - przez tegoż lidera i Jego zwolenników. Brak oceny zasadności poczynionych wydatków przez Radę Główną i odmowa oceny tej zasadności ze strony Przewodniczącego CKR, p. Ireneusza Kaszy powinna już wystarczyć do oceny stanu rzeczy. "Witczakowcy" jednak postanowili radować się liczebną przewagą na Konwencie i z bezczelnymi uśmiechami liczbą swoich głosów pokonali wszystkich zaniepokojonych dostrzeżoną katastrofą.

Czynione przed Konwentem próby zmiany Prezesa zostały zablokowane przez kwartet: Jędrzejewski, Sławski, Kasza i Przybył. Zza tej blokady rozmiarów zniszczeń jeszcze nie było widać. Zbliżał się jednak Konwent i dalsza destrukcja mogłaby zostać poskromiona; cztery osoby mogły nie wystarczyć do utrzymania prezesury Bolesława Witczaka. "Witczakowska" Rada Główna więc umorzyła zaległe składki p.p. Bagińskiemu i Paprockiemu, gwarantując, że destrukcja pozostanie nietknięta. Na Konwentyklu przedkonwentowym pojawił się p. Bagiński. Wystarczyło. Witczaka zmienić się nie dało, a wiedza o poczynaniach całego towarzystwa pozostała prawie całkowicie ukryta.

Pojawił się jednak problem: wyniszczenie partyjnych funduszy wykonane zostało w sposób zbyt łatwy do zakwestionowania, bo po prostu wprost w kieszenie towarzyskiej sitwy. Niszczyciele więc postanowili wymienić swego lidera na kogoś, kto potrafi to robić inteligentniej. Najlepiej manifestując własną ofiarność. Zmianę na kogoś kto by poczynania tego towarzystwa powstrzymał oczywiście z łatwością blokowali ilością sześciu ludzi. Była to jednak tylko teza, która wymagała weryfikacji. I weryfikacja została dokonana na listopadowym Konwentyklu: zablokowali kandydaturę Jacka Boronia, zablokowali kandydaturę Roberta Maurera, zablokowali kandydaturę Bogdana Grobelnego... Im potrzebny był po prostu jakiś lepszy parawan ochronny dla procederu niszczenia wszystkiego, co możliwe. Tak też oceniłem sytuację na zakończenie owego Konwentyklu.

Czas - niestety - dzień po dniu dowodził poprawności tej oceny. Rada Główna mająca statutowy obowiązek kontroli działań Prezesa żadnej kontroli nie podjęła. A przecież z samych operacji na bankowych kontach, których ukryć się całkiem nie dało już było widać skalę destrukcji. A do tego zaczęły spływać różne dziwne faktury i nakazy komornicze. Oczywiście dokumenty te na ogół trafiały w ręce towarzystwa niszczycieli, którzy je przeważnie skrzętnie ukrywali.

Jednocześnie okazało się, że z biura Centrali UPR "poznikały" wszelkie dokumenty finansowe (a po chwili okazało się, że inne również). Niszczyciele po prostu przyjęli, że te zniknięcia będą się nazywały "Grocki". Zniknął więc jeden z Nich - świetny Skarbnik świetnego lidera - Grzegorz Grocki. Od tego czasu przeszłość staje się czarną dziurą. Każde pytanie o dokumenty czy też jakąś rzetelną wiedzę o zobowiązaniach trafia na odpowiedź: "Grocki". Proceder niszczenia trwa więc spokojnie w najlepsze.

Nie mając jeszcze pełnej wiedzy o sytuacji Konwentykl zrobił wszystko co mógł, tzn. wszystko czego destruktorzy nie mogli zablokować: obniżył składki dla kilku grup Członków by uchronić choć trochę bieżącą ofiarność Członków przed roztrwonieniem i zobowiązał zarząd Partii do złożenia w prokuraturze zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. (Prokuratura w drugiej połowie stycznia rozpoczęła przesłuchania). Oczywiście miało to raczej charakter symboliczny, bo w międzyczasie okazało się, że długów narosło do kwoty prawie 100.000 zł. Sygnatariusze (za wyjątkiem tych paru niszczycieli, oczywiście) uznali też, że ukrywanie prowadzonego procederu jest rzeczą moralnie i pragmatycznie niedopuszczalną.

Odpowiedzią ze strony destruktorów było (i jest) nasilenie propagandowej i formalnej nagonki na każdego uczciwego UPR-owca. Pozamaterialną katastrofą stała się tym samym wojna ze wszystkimi uczciwymi Członkami, bez liczenia się z jakimikolwiek zasadami przyzwoitości. Każdy pretekst stał się świetną okazją do obrzucania błotem każdego uczciwego Członka UPR.

Po usunięciu z UPR Grzegorza Grockiego rolę parawanu pełnił już tylko Bolesław Witczak. On jednak był kandydatem do tej roli najgorszym, bo tak się akurat złożyło, że to Jego właśnie bezpośrednio obciążają niektóre z tak sprawnie czynionych "wydatków". Postanowili więc ten parawan zmienić. Prób ku temu poczynili wiele, ale - póki co - nieskuteczne.

Najbardziej chyba obrzydliwą próbą był "operetkowy zamach stanu". Otóż w czasie kiedy Witczak pozostawał zawieszonym zastępowała Go p. Magdalena Kocik. Ona też zwołała posiedzenie Rady Głównej dla oceny dokonanych malwersacji finansowych. To de jure. Czyli - jak to u nich w zwyczaju - na niby. Bo de facto Witczak przywiózł gromadkę Swoich kumpli, którzy odczekali w biurze chwil kilka i przed otwartym przez Niego posiedzeniem zostali mianowani przez Niego Prezesami Okręgów z jednoczesną decyzją, że RG będzie obradowała z udziałem Prezesów Okręgów. Tak dobrane towarzystwo "zawiesiło" każdego kto mu się nie podobał. Następnie postanowili zmienić parawan na, zasłużoną już dla nich, panią Magdalenę Kocik, pasującą do tej roli całkiem nieźle, bo przecież żadnych malwersacji nie dokonała. I na tym Rada Główna - zwołana przez panią Kocik dla rozliczenia finansowych malwersacji - zakończyła swoje obrady.

W stosunku do mnie wysunięto wniosek o pozbawienie członkostwa. Wniosek nie przeszedł. Do dziś tego wniosku nie otrzymałem. Nie przeszedł zapewne głosem Henryka Stawiarskiego, bo na następne posiedzenie Straży, gdzie mieli mnie wyrzucać ponownie, przywieźli wniosek o wykluczenie też Henryka Stawiarskiego. O wniosku przeciwko p. H.S. nie zostałem nawet powiadomiony. Wniosku o wykluczenie mojej osoby też do dziś dnia nie otrzymałem. Natomiast z całkowitą bezczelnością p. Andrzej Jędrzejewski - naczelny dżentelmen tego towarzystwa - przedłożył do rozpatrzenia o wykluczenie p. H.S. wniosek, który nie miał wymaganej liczby podpisów. Tym aktem dżentelmeństwa p. Andrzej zasłużył sobie przynajmniej na obietnicę walnięcia w pysk ze strony JKM.

W pamiętną sobotę któryś z warszawskich działaczy nazwał tych ludzi sk****synami. I głos oburzenia nie milknie po dziś dzień. Kto to słyszał, żeby w porządnym towarzystwie sk****synów nazywać po imieniu!? Czynić sk****syństwo - to owszem, ale żeby je nazywać po imieniu!?

Pan Henryk Stawiarski przedstawia się w komunikatorze Skype sentencją: "Nie ten ptak kala gniazdo co je kala, lecz ten co mówić o tym nie pozwala". Przynajmniej wiadomo dlaczego chcą Go z UPRu wyrzucić. Na mnie i tak wszystkie wyroki wydali już dawno, bo nie potrafię być bezstronnym. Wiec przynajmniej nie muszę uważać, by nie powiedzieć o nich paru słów prawdy. A bezstronnym rzeczywiście być nie potrafię. Staram się stawać zawsze po stronie przyzwoitości i ludzi przyzwoitych. Mam więc u nich przechlapane do końca świata i jeden dzień dłużej.

Pominąwszy dziesiątki osobliwych wydarzeń drobniejszego kalibru moją tezę potwierdził wprost jeden z nich fatygując się w tym celu kilkaset kilometrów; najwyraźniej chciał mi to oznajmić osobiście. Acz niepotrzebnie, bo ja to akurat i bez Jego oznajmienia dokładnie to wiem. Otóż fakt, że zniszczenie UPR było i jest ich zasadniczym celem oznajmił mi w rozmowie "w szczerej, partyjnej atmosferze" choćby takim oświadczeniem (cytuję z pamięci):
"Na Konwencie zagłosowałem za udzieleniem absolutorium Witczakowi, kiedy się dowiedziałem, jakich malwersacji dokonał, bo to w zasadzie gwarantowało rozbicie UPR".

Dyskutując długo i otwarcie zdążyliśmy sobie powiedzieć jeszcze wiele ciekawych rzeczy, ale dla losów UPR to stwierdzenie miało znaczenie zasadnicze. Z przykrością wielką stwierdzam, że dokładnie potwierdzało moją tezę, którą wypowiedziałem wprost na listopadowym Konwentyklu.

Zobaczymy, co zrobią na Konwentyklu 17.02. Szkoda, że nie został on zwołany w Józefowie, bo przynajmniej p. Jędrzejewski nie musiałby długo czekać na sprawiedliwy gest z Korwinowej ręki.

Za "blogiem" przewodniczącego Rady Sygnatariuszów Michała Marusika


Kanon literatury podziemnej - literatura piękna tzw. II obiegu w PRL - projekt oficyny Volumen i wydawnictwa Bellona Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

4 lutego 2010 r. w warszawskim Domu Literatury odbył się panel dyskusyjny "Kultura wysoka w drugim obiegu" inaugurujący projekt wydawniczy Kanon Literatury Podziemnej, przygotowany wspólnie przez wydawnictwo Bellona SA oraz Oficynę Wydawniczą Volumen.

"W 20. rocznicę historycznej daty 1989 Oficyna Wydawnicza Volumen i wydawnictwo Bellona we współpracy z Europejskim Centrum Solidarności, Narodowym Centrum Kultury, Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Stowarzyszeniem Pokolenie przedstawiają kolekcję książek nazwaną Kanonem Literatury Podziemnej. Celem przedsięwzięcia jest pokazanie wielkiego wkładu podziemnego ruchu wydawniczego w polską kulturę - utrwalenie w świadomości współczesnego pokolenia obrazu tzw. drugiego obiegu wydawniczego lat 1976 - 1989 jako przestrzeni, w której działali najlepsi z najlepszych pisarze, poeci, dziennikarze. Lista książek jest tak dobrana, aby obraz ten był obrazem wolnej wspólnoty poszukiwań i sporów, swobodnej umysłowo i zróżnicowanej estetycznie, aby zawierał i reprezentował wszystkie lub prawie wszystkie główne gatunki literackie, aby pokazywał wielkie bogactwo duchowe pozaoficjalnego życia tamtej epoki. Za kryterium formalne wydawcy przyjęli fakt pierwszego wydania dzieła w drugim obiegu; czyli na Kanon składają się książki wybrane spośród tych, które w drugim obiegu miały swoją premierę, które nieprędko ujrzałyby światło dzienne albo i wcale, a być może nie zostałyby napisane, gdyby nie powstała fenomenalna przestrzeń wolnego słowa, jaką stworzył niezależny ruch wydawniczy - zjawisko niespotykane na skalę światową. Komunistyczna reglamentacja obowiązywała nie tylko w sklepach spożywczych, ale i w księgarniach. Niektóre produkty literackie były po prostu nie do kupienia.

Do 1990 roku, czyli do chwili likwidacji cenzury, w drugim obiegu ukazało się ok. 5000 książek i broszur, z czego przynajmniej 1000 to utwory literackie, które osiągnęły łączny nakład kilku milionów egzemplarzy.

Projekt przewiduje wydanie 23 książek z dziedziny literatury pięknej - jeszcze nie tak dawno zakazanych! - które będą się ukazywały co dwa tygodnie (...)".

Za witryną Kanonu Literatury Podziemnej wydawnictwa Bellona i Oficyny Volumen

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 1 godz. 23 minuty. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl