listopada 18, 2009 - lutego 13, 2010

Zamach na ucieleśnioną niewinność - prof. Jerzy Przystawa Wysłane sobota, 13, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

W piątkowym (12 lutego 2010) wydaniu "Rzeczpospolitej" ukazał się list gen. Wojciecha Jaruzelskiego, którego autor podejmuje polemikę z artykułem Rafała Ziemkiewicza ("Rz" z 3 lutego 2010) i filmem "Towarzysz generał" pokazanym w TVP1 w dniu 1 lutego br. Pełna wersja tego listu opublikowana została na internetowej stronie gazety.

Generał zapewnia nas, że "nie pozuje na uciśnioną niewinność", ale w męskich, żołnierskich słowach, spokojnie ukazuje nam swoją udrękę, setki godzin spędzonych przed różnymi sądami na podstawie fałszywych oskarżeń. Fałszywość ich nie może ulegać wątpliwości, skoro pomimo przesłuchania ponad 1000 świadków (a ponad 2000 złożyło oświadczenia na piśmie) żaden sąd nie wydał wyroku skazującego. Mściwi i niegodziwi ludzie, nie zważając na jego podeszły wiek i zasługi dla kraju, ciągają go po sądach za rzekome krzywdy, jakie wyrządził Polakom, wprowadzając stan wojenny, za przypadkowe zabijanie stoczniowców Wybrzeża, za pozorne czystki antysemickie roku 1968 i temu podobne niby-winy. Natomiast krzywdy, jakie jemu się wyrządza, pomijając już upokarzające wezwania na rozprawy sądowe, są niewątpliwe: rok temu Sejm przyjął ustawę, która odebrała mu przywileje emerytalne, jakie przysługują wszystkim byłym żołnierzom zawodowym, pod jego domem co roku zbierają się grupy wyrostków, wykrzykujących obelgi i wygrażających jemu i jego rodzinie. Był nawet zamach na jego życie, o którym tak pisze:
"Wreszcie zamach, którego obiektem stałem się w październiku 1994 roku we Wrocławiu. Działacz »Solidarności« RI »wymierzył w ten sposób sprawiedliwość« na mojej osobie z powodu rzekomej niesprawiedliwości, która w latach 80. spotkała go ze strony naczelnika gminy. Zostałem poważnie ranny, było zagrożenie życia. Operacja trwała cztery godziny. W zeznaniu przed prokuratorem z Wrocławia, podejmującym śledztwo z urzędu, prosiłem o niewszczynanie sprawy, oświadczyłem, iż pretensji nie wnoszę, sprawcy wybaczam. Powtórzyłem to przed Prokuraturą w Warszawie. Wreszcie, o uniewinnienie apelowałem w sądzie. W rezultacie wyrok był symboliczny - w zawieszeniu".

Stan wojenny, masakra na Wybrzeżu, fala odgórnie zarządzonego antysemityzmu roku 1968, to są wielkie tematy historyczne i na ich temat powstały już, i nadal powstają, wielotomowe monografie naukowe, liczne dzieła artystyczne i dokumentalne. Inaczej przedstawia się sprawa "zamachu": jego sprawca już dawno nie żyje, zbrodniczy kamień został wyrokiem sądu zniszczony, a esbeckie archiwa gruntownie wyczyszczone. Robert Helski, badając akta IPN, dotarł do nazwiska funkcjonariusza SB w Ząbkowicach Śląskich, który jeszcze w roku 1995 (!) dostał polecenie spalenia akt jego ojca.

Przypomnijmy najważniejsze fakty:

17 maja 1982, na podstawie decyzji naczelnika gminy Ciepłowody, na pola Helskiego, w eskorcie milicyjnej, wjeżdża kilkanaście traktorów z pobliskiej Spółdzielni Produkcyjnej i obsiewa je jęczmieniem. Jest to wydarzenie wyjątkowe w historii PRL, pomijając już jego bezprawność. Ma charakter wyłącznie represyjny, ponieważ jest pozbawione jakiegokolwiek sensu ekonomicznego: jęczmień w drugiej połowie maja zasiany, po wszystkich terminach agrotechnicznych, plonu nie przyniesie.
Dwa tygodnie później Stanisław Helski wyjeżdża na pole kultywatorem. Natychmiast pojawia się milicja, Helski zostaje aresztowany, obciążony kosztami tego "zagospodarowania", maszyny zajmuje komornik i licytuje.
W więzieniu Stanisław Helski od pierwszego dnia podejmuje głodówkę protestacyjną. W owym czasie głodówki w więzieniach internowanych były bardzo modne i władze więzienne się nimi specjalnie nie przejmowały, bo nie powodowały one większych szkód. Inaczej z Helskim: to jest prawdziwa głodówka. Kiedy po 17 dniach władze więzienne zorientowały się, że to naprawdę, postanawiają upartego chłopa karmić przymusowo, jak jego pole. Ale z Helskim trudna sprawa: broniąc się przed gwałtem, rozwalił im całą izolatkę! Czterech oficerów SW bije go pałkami do utraty przytomności, przy okazji wybijając zęby. "A niech go naczelnik sam karmi!". Stanisława odwożą do szpitala więziennego.
Sprawa stała się głośna, piszą o niej gazety stanu wojennego, interweniuje Kuria Biskupia. Helski zostaje zwolniony z aresztu, ale postawiony przed sądem karnym, prokurator domaga się sześciu lat więzienia. Sprawa ciągnie się latami, zapadają wyroki, Sąd Najwyższy uwalnia Helskiego od kary na mocy amnestii. Stanisław Helski zostaje sam z żoną i dziećmi, ze zrujnowanym gospodarstwem, pozbawiony środków jego restauracji, bez środków do życia. Nie wyciąga do nikogo ręki po pomoc: "na kawę i papierosy mi starczy" - podejmuje beznadziejną walkę prawno-sądową ze "sprawiedliwością Generała Jaruzelskiego". Jeszcze dwa lata przed "zamachem" osobiście wręcza swoje pismo Jaruzelskiemu. Ta walka kończy się niczym. Generał ma zawsze rację.
Generał Jaruzelski trochę przesadza w opisie dramatyzmu zdarzenia w dniu 11 października 1994: Generałowi aż okulary spadły i się potłukły! Tam nie było możliwości do zamachu kamieniem: Generał był otoczony BOR-owcami, Helski stał w kolejce po autografy, zza pleców osoby przed nim stojącej wyjął z torebki na dokumenty kamień zawinięty w gazetę i pchnął spod pachy w twarz Generała. To nie było ani zagrożenie życia, ani powód do czterogodzinnej ciężkiej operacji. Był to gest prawdziwie symboliczny i symboliczne były, i są nadal, jego skutki.
Ale nie spierajmy się o grozę zamachu, Stanisław Helski zwykł był mawiać "kogo nie boli, temu powoli" - to Generała ugodzono, to jego bolało i on ma prawo odczuwać to mocniej niż inni. Jednak ta napaść specjalnie nie odbiła się na jego zdrowiu, skoro po 17 latach nadal widzimy go pełnego sił i wigoru. Przestał tylko jeździć po Polsce na wieczory autorskie i rozdawać autografy. Pisze za to książkę za książką i tworzy historię tamtych lat. Nie przerażają go młodzi chłopcy, którzy pod jego oknami, w rocznicę Stanu Wojennego wykrzykują "Kryj się Jaruzelski, idzie pluton Helskich".

Co innego w tym ostatnim liście Generała wymaga sprostowania. Chodzi o to, że on dzisiaj, tak jak wtedy, "wybacza" i pisze o "rzekomej niesprawiedliwości" wyrządzonej chłopu. Oznacza to bowiem, że Generał, jak długo żyje, ma zamiar fałszować i przeinaczać historię, z ofiar czynić przestępców, a z przestępców ofiary. Główną ofiarą jest, naturalnie, on sam.
Ciekawe jest także, że w tym swoim liście Wojciech Jaruzelski wskazuje, jako na sprawcę "rzekomej krzywdy" Helskiego naczelnika gminy Ciepłowody! Ciemny i durny chłop, po prostu nie zrozumiał, że to nie on, szef WRON i dyktator państwa, w tej sprawie decydował, tylko urzędnik gminny!!
Tak się składa, że jeszcze przed "kamieniem" byłem świadkiem spotkania owego naczelnika ze Stanisławem Helskim. Przyjechał on do Wrocławia z butelką koniaku, aby przeprosić Stanisława za swój udział w tamtych wydarzeniach. Prawie ze łzami w oczach tłumaczył, że nie mógł nic zrobić, że miał rozkaz wojewody itd., itp. Stanisław usiadł z nim przy stoliku, nie pobił, ani nie zrzucił ze schodów, napił się koniaku, porozmawiał spokojnie i uprzejmie. Jakoś w umyśle ciemnego chłopa skorumpowany gminny urzędas nie wyrósł na postać odpowiedzialną za krzywdy wyrządzone jemu i jego rodzinie. A generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu już sam odpowiedzieć nie jest w stanie.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Kanon literatury podziemnej - literaura piękna tzw. II obiegu w PRL - projekt oficyn Volumen i wydawnictwa Bellona Wysłane sobota, 13, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Wysyp kandydatów na prezydenta w Platformie ratunkowej dla Obywateli, po stronie PiS - próżnia doskonała, a Ukrainę czeka rozbiór? - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 10, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"W ubiegłą niedzielę odbyła się druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie, w rezultacie której zwycięzcą tych wyborów został rekomendowany przez tamtejszą partię Regionów Wiktor Janukowycz. Pokonana nieznaczną liczbą głosów Julia Tymoszenko powiedziała, że nie uznaje tych wyników i będzie starała się je podważyć w drodze sądowej, choć może nie tylko drogą sądową. Zapowiedź ta wprowadza Ukrainę w stan zamętu, a jeśliby doszło do »kryterium ulicznego« - zamęt ten jeszcze się pogłębi. W rezultacie tego zamętu nie można wykluczyć NAWET scenariusza rozbiorowego, bo okręgi wyborcze, w których zwyciężyła Julia Tymoszenko, tworzą zwarty obszar, bez żadnych enklaw, obejmujący zachodnią część Ukrainy. Dużo więc do powiedzenia będą miały państwa trzecie, zwłaszcza te, które mają swoje wpływy na Ukrainie: Rosja, Niemcy oraz Stany Zjednoczone. Rosja wolałaby oczywiście wcielić całą Ukrainę do strefy swoich wpływów, ale jeśli jej się to nie uda, to wcieli tylko wschodnią jej część z Krymem, na którym specjalnie jej zależy. Wprawdzie prezydent Obama dał już do zrozumienia, że nie będzie robił dywersji przeciw Rosji, ale w takim przypadku może przecież zmienić zdanie! A pamiętajmy o jeszcze jednym: Julia Tymoszenko może stać się »obrotowym przedmurzem demokracji«, bo pierwsze duże pieniądze zobaczyła wtedy, gdy Gazprom udzielił jej firmie koncesji na obrót rosyjskim gazem..." - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje najnowsze wydarzenia na deskach scen teatrów politycznych za granicą i na naszych, "wojewódzkich w UE"...

Z tego punktu widzenia możemy więc ocenić przygotowania do naszych, tubylczych wyborów prezydenckich. Po rezygnacji premiera Tuska z kandydowania, w Platformie Obywatelskiej nastąpił prawdziwy wysyp kandydatów. Na czoło tego peletonu wybija się marszałek Komorowski, "hrabia" zresztą, więc byłaby taka prezydentura pod hasłem "Arystokracja - Demokracja - Porządek". Drugim kandydatem jest pan Radosław Sikorski, który zapowiedział już, że "będzie się słuchał premiera Tuska" i samodzielnie nie kiwnie nawet palcem w bucie! Co ciekawe - niedawno pan Sikorski, razem z byłym premierem Szwecji Carlem Bildtem, wystąpił z projektem (przypominającym dawny tzw. plan Rapackiego, niegdysiejszego figuranta Sowietów na stanowisku ministra zagranicznego PRL w latach 60. ub. wieku), żeby z terenu Unii Europejskiej i pobliża jej granic - usunąć broń jądrową. Nietrudno się domyślić, że chodzi o amerykańską broń jądrową w Niemczech, bo przecież nie francuskie Force de Frappe czy brytyjską broń jądrową, nie mówiąc już o izraelskiej, o której przecież wiemy, że jej nie ma... Wychodzi ta inicjatywa naprzeciw niemieckim i francuskim planom "europeizacji Europy", czyli stopniowego wypychania USA z Europy, a ze strony rosyjskiej oznacza to tylko tyle, że powstrzyma się ona od pogróżek zainstalowania w Okręgu Królewieckim jakichś rakiet, bo też wiadomo, że tam żadnej broni jądrowej też przecież nie ma... A więc pan minister zagraniczny Radek Sikorski podlizuje się po prostu "naszej złotej pani Anieli", pokazując, że nie jest gorszy od pana premiera Tuska - uśmiecha się nasz publicysta.
Ja mam trzech faworytów z PO, których mógłbym z czystym sumieniem zarekomendować: po pierwsze - panią minister Julię Piterę. Sytuacja pani Pitery w PO trochę przypomina tę z piosenki o tym, jak Murzyni złapali na pustyni grubasa... Nie bardzo wiadomo, co z Nią zrobić - więc bardzo dobrze nadawałaby się na te stanowisko. Podobnie jak pan senator Krzysztof Piesiewicz! Już ochłonął z "traumatycznego przeżycia", wystąpił w TV Religia w stacji TVN, gdzie nawet szlochał w odpowiednim momencie, więc świetnie nadawały się na prezydenta RP, bo "haki" są już gotowe... Nie mówiąc już o "posłu Palikotu"! W Jego przypadku sama kampania bardzo by nas podniosła moralne, a w dodatku na pewno obfitowałaby we wzruszające dowody ofiarności - nie tylko już ze strony ubogich studentów czy emerytów i rencistów, lecz nawet ze strony nieboszczyków, co z pewnością wywołałoby zainteresowanie Polską całego świata i dlatego takiego prezydenta nam potrzeba... - przekonuje Stanisław Michalkiewicz.
Natomiast ze strony "drugiego obozu prezydenckiego" - Prawa i Sprawiedliwości - próżnia doskonała! Usiłuje ją wypełnić pan Prezydent Lech Kaczyński. Widzimy tutaj rezultaty "piekielnej wirtuozerii" intryganckiej Jego brata, pana prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który "wymanewrował" z orbity PiS-u wszystkich innych potencjalnych Jego kandydatów. Będzie zapewne z tej strony kampania "wyboru mniejszego zła", podobnie jak to jest w przypadku "generała LWP" Wojciecha Jaruzelskiego, który przeżywa obecnie festiwal merdialny. Cały Salon się zmobilizował, podobnie jak "przodujący w pracy operacyjnej oraz w wyszkoleniu bojowym oraz politycznym" redaktorzy Monika Olejnik oraz Tomasz Lis. Ten "fołksfront" broniący "generała LWP" i jednocześnie - mitu założycielskiego III RP i swojej w niej pozycji - jest o tyle ciekawy, że razem z nim współdziała środowisko tzw. narodowców. Trudno zrozumieć, dlaczego "narodowcy" są w "fołksfroncie" razem z Żydami z "Gazety Wyborczej", ale być może ta "narodowość" to tylko taki pseudonim? - zastanawia się znakomity komentator życia politycznego.
Sąd na Śląsku stwierdził, że "żadnej mafii węglowej nie było". Wracamy zatem do zasady konstytucyjnej III RP: "wy nie ruszacie naszych, my - nie ruszamy waszych". W związku z tym pani Barbara Blida jest czysta, niewinna, a nawet - wzorcem pierwotnej niewinności! Pozostaje jednak pytanie, dlaczego "się wzięła i zastrzeliła na widok ekipy ABW"? Z pomocą przychodzi nam uniwersalna formuła, z której korzystają Ałtorytety Moralne: "bez swojej wiedzy i zgody". Pani Barbara Blida była niewinna - ale... bez swojej wiedzy i zgody! - wywodzi logicznie Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 17 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Wysyp kandydatów na prezydenta w Platformie ratunkowej dla Obywateli, po stronie PiS - próżnia doskonała, a Ukrainę czeka rozbiór? - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 10, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Jasnowidz z Góry Kalwarii - Antoni Zambrowski Wysłane poniedziałek, 8, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Przed II Wojną Światową podwarszawskie miasteczko Góra Kalwaria słynęło z cadyka, czczonego przed tysiące warszawskich starozakonnych. W dzisiejszej Rosji Góra Kalwaria jest znana jako miejsce urodzenia Wolfa Messinga - słynnego hipnotyzera i jasnowidza, który przepowiadał przyszłość Hitlerowi oraz Stalinowi.

Wyobraźcie państwo taką scenę w gabinecie tow. Berii na Łubiance. Lawrenti Beria poleca ubranemu w cywilny garnitur Wolfowi Messingowi, by ten bez przepustki wyszedł z jego gabinetu i omijając wszystkie posterunki na poszczególnych piętrach siedziby NKWD wyszedł na zewnątrz na plac Dzierżyńskiego. Messing wychodzi i mijając posterunkowych NKWD-zistów, patrzy im uważnie w oczy. Na wyjściu z budynku okazuje trzem posterunkowym jakiś papier wyjęty z kieszeni marynarki i opuszcza gmach. Na ulicy z ulgą zapala papierosa. Wysłany w ślad za nim przez Berię major NKWD kontroluje poszczególne posterunki, ominięte przez Messinga. Wszyscy, nie zmawiając się, meldują, że nikogo nie widzieli. Trzyosobowy posterunek przy wyjściu z kolei melduje, że wychodzący okazał legitymację służbową majora NKWD. Gdy Messing wraca do gabinetu Berii, ten nie kryje swego zdumienia.
Innym razem powiadomiony przez Berię Stalin przyjmuje Messinga w swym gabinecie na Kremlu i tam w ramach kontroli jego uzdolnień hipnotycznych proponuje mu, by podjął bez żadnych dokumentów 100 tys. rubli w najbliższym oddziale PKO na ul. Gorkiego. Co też Messing czyni.

Urodzony w Górze Kalwarii

Wolf Messing urodził się w Górze Kalwarii koło Warszawy w 1899 roku w rodzinie żydowskiego ogrodnika. Jako mały chłopiec był lunatykiem, więc matka zostawiała koło okna miskę z wodą, by zapobiec lunatycznym wycieczkom przez okno. W roku 1909 mały Wolf ucieka z domu i podmiejską kolejką jedzie na gapę do Warszawy, po uprzednim zahipnotyzowaniu konduktora w wagonie. W Warszawie mdleje z głodu i wskutek błędnej diagnozy trafia do kostnicy. Na trzeci dzień odzyskuje tam przytomność i jako pacjent trafia w ręce neurologa, doktora Abla, który odkrywa jego wyjątkowe zdolności w dziedzinie telepatii oraz hipnozy. Po powrocie do domu rodzinnego Wolf powiadomił rodziców o swej zdolności do przepowiadania przyszłości i ci, przerażeni, zaprowadzili go do miejscowego rabina. Ten zmusza małego Wolfa do złożenia uroczystej przysięgi, że nigdy nie użyje swego daru przeciwko ludziom.
Dr Abel zdaje sobie sprawę, że na wyjątkowych uzdolnieniach małego Messinga można dorobić się majątku i wraz z asystentem Lwem Kobakiem organizuje mu występy publiczne. Gdy te istotnie przynoszą krocie, organizuje w roku 1913 wyjazd do Berlina. Tam występy małego Wolfa wywołują furorę. Uzdolnieniami chłopca zainteresowali się prof. Albert Einstein oraz prof. Zygmunt Freud. Prof. Einstein zaprosił nawet chłopca do swego domu, by podjąć badania naukowe nad jego fenomenem. Pewien berliński arystokrata usiłuje zmusić chłopca do asystowania mu przy hazardzie, by zapewnić sobie sukcesy finansowe. Wobec tego dr Abel zarządza ucieczkę do Wiednia. Ale baron-awanturnik ściga ich i tam. Ostatecznie Wolf pomaga baronowi uzyskać w kasynie fortunę i ten zostawia go w spokoju.
Dr Abel postanawia wrócić do Warszawy, zaś Wolf z nowym impresario Peterem Zelmeisterem oraz z dawnym asystentem Lwem Kobakiem wyjeżdża na występy do Argentyny.

Obywatel niepodległej Polski

Do niepodległej Polski Wolf Messing wraca w roku 1921. Powołany do służby wojskowej, zostaje żołnierzem Wojska Polskiego. Po odbyciu służby wraca do swych występów na estradzie. W 1927 roku podczas swych podróży zagranicznych spotkał się z coraz sławniejszym indyjskim działaczem niepodległościowym Mahatmą Ghandim.
W 1936 roku podczas występów Messinga w Marsylii do niego przyjeżdża na polecenie ministra Rzeszy doktora J. Goebbelsa osobisty jasnowidz kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera Hanussen i zaprasza go do Berlina. Na przynętę obiecuje mu stworzenie laboratorium naukowego badającego fenomen jasnowidzenia i telepatii. Hitler udziela audiencji Messingowi i chce, by ten przewidział przyszłość Europy. Messing prorokuje, że wkrótce będzie wielka wojna, w wyniku której Niemcy zapanują w Europie. Hitler jest zachwycony tą perspektywą. Na wspólnym pokazie Hanussena i Messinga ten drugi ostrzega jednak Fürera, że jeśli Niemcy pomaszerują się w kierunku wschodnim, osiągną upadek III Rzeszy. Rozwścieczony Hitler poleca zamordować Messinga za taką przepowiednię. Ratuje Messinga Hanussen, który ofiaruje mu i jego towarzyszom swój samochód wraz z przepustką dla policji. Ci salwują się ucieczką do Polski. Hanussen po latach współpracy z Hitlerem jest święcie przekonany o swej nietykalności, pozostaje dobrowolnie w Berlinie i srogo się zawodzi. Hitler nie zna litości. Messing wyczuwa zgon Hanussena na odległość.
Po powrocie do kraju Messing rezygnuje z występów na estradzie, opuszcza swych partnerów i odwiedza rodzinę w Górze Kalwarii. Wkrótce przybywa do niego Zelmeister z propozycją od hrabiego Czartoryskiego: zaginął cenny klejnot familijny i Messing może otrzymać za ujawnienie złodzieja olbrzymie wynagrodzenie. Messing przyjmuje zaproszenie i udając malarza portrecistę, nawiedza siedzibę Czartoryskich. Demaskuje złodzieja, ale otrzymanie nagrody uniemożliwia wybuch II wojny światowej i najazd niemiecki na Polskę.

Władze okupacyjne ogłaszają nagrodę za głowę Wolfa Messinga w wysokości 250 tys. reichsmarek. Zatrzymani przez Niemców Zalmeister oraz Kobak giną podczas próby ucieczki. Wolf Messing hipnotyzuje swych strażników w siedzibie Gestapo w Warszawie i ucieka do Brześcia.

Ucieczka na wschód

Zatrzymany jako domniemany szpieg przez sowiecką straż graniczną, Messing demonstruje im swe magiczne sztuczki. Dzięki meldunkom straży granicznej trafia na Łubiankę przed oblicze narkoma (ministra) Berii. Tu demonstruje mu swe uzdolnienia, wychodząc bez przepustki z jego gabinetu. Lawrenti Beria decyduje o zatrudnieniu Messinga na estradzie w stolicy sowieckiej Białorusi Mińsku. Tam podczas jednego z występów Messing przepowiada Związkowi Rad w najbliższym czasie krwawą wojnę i w związku z tym zostaje ponownie wezwany do Moskwy - tym razem na Kreml. Przed obliczem Stalina potwierdza swą przepowiednię co do rychłej wojny i otrzymuje od sowieckiego wodza polecenie podjęcia 100 tys. rubli w najbliższym oddziale PKO przy ul. Gorkiego. Próba wypada pomyślnie.
Po powrocie do Mińska Messing dowiaduje się, że całe jego otoczenie zostało przesłuchane przez NKWD na okoliczność jego lojalności wobec władzy radzieckiej. Niektórzy wciąż piszą na niego donosy.
Po agresji Hitlera na Związek Rad zespół estradowy wraz z Wolfem Messingiem zostaje ewakuowany za Ural do Nowosybirska. Tam w zimie 1942 roku podczas publicznego występu przepowiada rychłe zwycięstwo nad Niemcami pod Stalingradem i kapitulację armii feldmarszałka von Paulusa. Przepowiada też, że wojna zakończy się zwycięstwem nad III Rzeszą 9 maja 1945 roku. Powiadomiony o tym, Stalin poleca przeniesienie służbowe Messinga na stałe do Moskwy wraz z jego świeżo poślubioną żoną o operowym imieniu Aida (z domu Rapaport). Nowy rok 1943 Messingowie obchodzą już w Moskwie w drogim hotelu z widokiem na Kreml. Po zwycięstwie pod Stalingradem Stalin proponuje Messingowi funkcję jasnowidza na Kremlu, ale ten odmawia, pamiętając o tragicznym losie Hanussena - jasnowidza na dworze Hitlera. Mimo to Stalin radzi się go w sprawie swego starszego syna Jakowa, który poszedł na ochotnika na front zaraz po wybuchu wojny i trafił do niemieckiej niewoli. Hitlerowcy proponują bowiem Stalinowi zamianę syna na feldmarszałka von Paulusa. Messing ostrzega Stalina, że jego syn nie przetrwa w niewoli do końca wojny. Mimo to Stalin podejmuje decyzje odmowną, motywując to tym, że feldmarszałka nie godzi się oddawać za żołnierza. By bardziej się przyczynić do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, Wolf Messing dużą sumę zaoszczędzonych pieniędzy zaofiarował na sfinansowanie bojowego myśliwca, przydzielonego lotnikowi - kapitanowi Kowalowowi. Według relacji pilota samolot zakupiony na pieniądze Messinga był wyjątkowo "fartowny" w starciach powietrznych z niemieckimi samolotami i kapitan Kowalow szczęśliwie dotrwał do bitwy o Berlin. Gorzej było z przetrwaniem po donosach o jego rzekomo nieprawomyślnych wypowiedziach w prywatnych rozmowach. Kapitan Kowalow zaraz po wojnie został skazany za antysowiecką agitację na wiele lat pozbawienia wolności.
Nie wpłynęło to na lojalność Messinga wobec Stalina.

Nie dano mu wrócić do Polski

Już po wojnie zaprzyjaźnił się on z młodszym synem Stalina - Wasilijem. Jako wpływowy generał lotnictwa był on zapalonym kibicem drużyny piłkarskiej i hokejowej lotniczego klubu WWS w Moskwie (WWS oznacza po rosyjsku skrót od wojenno-wozdusznyje siły, czyli lotnictwo wojskowe, ale kibice przekręcili ten skrót na "wataha Wasilija Stalina"). Na jednym z występów zapytany przez Wasilija o przyszły wynik meczu hokejowego na Uralu z udziałem jego drużyny Messing uprzytomnił sobie, że mecz się nie odbędzie wskutek katastrofy lotniczej, w której zginą pupile Wasilija. Messing dzwoni na Kreml do sekretarza Stalina - Poskriobyszewa i uzyskuje natychmiastową audiencję u sowieckiego wodza. Jest przekonany, że dzięki jego proroctwu lot samolotu będzie odwołany. Tymczasem Stalin jedynie zabrania synowi towarzyszenia hokeistom na pokładzie tego samolotu i cała drużyna ginie w tragicznym wypadku podczas lądowania.
W marcu 1953 roku Stalin umiera, żegnany powszechnym płaczem "ludzi radzieckich". Podczas uroczystości przedpogrzebowych ginie w Moskwie kilka tysięcy osób, zadeptanych na śmierć w niewyobrażalnym ścisku. Po kilku latach pałacowych gier ster państwa i partii obejmuje Nikita Chruszczow. Na XX zjeździe KPZR wygłasza on tajny referat, w którym demaskuje zbrodnie Stalina. W związku z tym wzywa on na Kreml Messinga i domaga się, by ten przyłączył się do apelu o wydalenie zabalsamowanych zwłok Stalina ze wspólnego z Leninem mauzoleum. Messing odmawia i za karę zostaje pozbawiony dużej części swych dochodów za występy. Chruszczow przywraca go jednak do łask podczas tzw. kryzysu karaibskiego. Chruszczow za zgodą Fidela Castro umieszcza na Kubie sowieckie rakiety dalekiego zasięgu i prezydent Kennedy zarządza blokadę morską Kuby. Światu grozi konfrontacja nuklearna dwóch przeciwstawnych bloków wojskowych i Chruszczow zaprasza Messinga, by przepowiedział czy świat czeka zagłada. Messing namawia Chruszczowa do kompromisu, przepowiadając, że John Kennedy również jest skłonny do kompromisu. Ugoda pomiędzy Chruszczowym a Kennedym ratuje pokój na ziemi i wdzięczny Chruszczow pozwala Messingowi, który właśnie pochował swą żonę Aidę, po raz pierwszy po wojnie odwiedzić PRL, w tym Górę Kalwarię (nb. ten przypadek traktowania polskiego obywatela dobijającego się prawa do odwiedzenia swej ojczyzny najlepiej świadczy o stosunku przywódców sowieckich do Polski). Messing jedzie do Polski i odwiedza grób swojej matki w Górze Kalwarii.
Wolf Messing zmarł w Moskwie już za rządów Leonida Breżniewa, gdyż nie przeżył operacji, którą lekarze określali jako całkowicie bezpieczną. Coraz bardziej dawała mu się we znaki kontuzja nogi, uszkodzonej podczas ucieczki z warszawskiego Gestapo. Był całkowicie świadom tragicznego wyniku zabiegu chirurgicznego, podobnie jak wcześniej zdawał sobie sprawę z nieuchronnej śmierci swej żony i nawet daty jej przyszłego zgonu. Pochowano go w Moskwie we wspólnym z nią grobie.

Przerwane milczenie

Przez długie lata wokół jasnowidza z Góry Kalwarii panowało milczenie zarządzone przez władze sowieckie. Po jego śmierci KGB skonfiskowało wszystkie pozostałe po nim dokumenty. Na szczęście obecnie w Rosji uchylono w tej sprawie rąbka tajemnicy i telewizja moskiewska nakręciła nawet serial o nim według napisanej przez Eduarda Wołodarskiego książki. Reżyserii serialu podjęli się znani twórcy filmowi Władimir Krasnopolski oraz Walerij Uskow, którzy w dzieciństwie zetknęli się osobiście z jasnowidzem. Rolę Wolfa Messinga zagrał w serialu aktor rosyjski Jewgienij Kniaziew, zaś jego żony Aidy - aktorka Tara Amirchanow. Jest to niewątpliwie pozytywne zjawisko w dziedzinie kultury i należałoby temu przyklasnąć, gdyby nie kilka drobnych "ale". Twórca filmu Władimir Krasnopolski mówiąc o znanych ludziach, których poznał Wolf Messing, wymienia m.in. marszałka Józefa Piłsudskiego. W filmie atoli go nie ma, ani najmniejszej wzmianki o nim. Wolfa Messinga gra aktor Rosjanin, który mówi po rosyjsku jak rodowity Rosjanin. Wątpię, by Wolf Messing tak mówił po rosyjsku. Poza tym Wolf Messing był artystą światowej sławy, wiele jeździł za młodu po świecie i władał wieloma językami. Z dzieciństwa mówił w jidysz oraz po polsku, w żydowskiej szkole liznął nieco hebrajskiego, później opanował biegle niemiecki, nieźle hiszpański (był kilka lat w Argentynie), rosyjski był kolejnym językiem, którym swobodnie władał. Natomiast autorzy serialu o nim są najwyraźniej ludźmi jednego języka i jednej kultury narodowej. Nie wyobrażają oni człowieka znającego biegle kilka języków, więc zmuszają go w serialu, by używał tylko jednej mowy. Ani słowa po polsku. Pomijam już zupełny kiks, że aktorzy grający obywateli polskich nie potrafią odśpiewać prawidłowo polskiego hymnu, czyli Mazurka Dąbrowskiego. To świadczy o jakiejś niezrozumiałej awersji autorów filmu do polszczyzny i polskości. Szkoda, bo w sumie autorzy filmu wykonali kawałek dobrej roboty, przybliżając nam postać niepospolitą, a zarazem praktycznie nieznaną - postać jasnowidza z Góry Kalwarii.

Antoni Zambrowski

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" - w okrojonej wersji.

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Protest przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i gloryfikowania faszystowskich działaczy ukraińskich Wysłane niedziela, 7, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

Poprawność polityczna jest taka, że Polacy mają cały czas się wstydzić za to, że są Polakami - ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski o ludobójstwie Polaków na Wołyniu cz. 9, ostatnia

Na temat ludobójstwa Polaków na Wołyniu i stosunków polsko-ukraińskich:

- Z kurzem krwi bratniej... - Antoni Zambrowski

- Antyukraińska histeria na łamach "Naszego Dziennika" - Antoni Zambrowski

- Polsko-ukraińska kwadratura koła - Antoni Zambrowski

- Korona i Ukraina: zawiłości naszej wspólnej historii - Antoni Zambrowski

Akcja protestacyjna przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie wobec decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i nadania praw kombatantów II wojny światowej byłym członkom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz gloryfikacji faszystowskich przywódców tych formacji - Stefana Bandery i Romana Szuchewycza - sprawców odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Podolu, a także za akty terroru i morderstw wobec mieszkańców tych ziem czeskiego oraz żydowskiego pochodzenia.

W akcji protestacyjnej wzięli udział przedstawiciele Kresowego Ruchu Patriotycznego z płk. Janem Niewińskim na czele oraz ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapłan Kościoła katolickiego, znany z bezkompromisowego oczyszczenia KK ze złogów "współpracy" jego niektórych przedstawicieli ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.


Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 12 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Protest przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i gloryfikowania faszystowskich działaczy ukraińskich``1265497116,18779,TVplatna Wysłane czwartek, 29, lipca 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz ks. Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy Wysłane sobota, 6, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

05.02.2010 w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Warszawie odbyła się konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w sprawie ogólnopolskich akcji protestacyjnych przed Ambasadą Republiki Ukrainy oraz jej konsulatami zorganizowanych w proteście wobec decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i nadania praw kombatantów II wojny światowej byłym członkom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz gloryfikacji faszystowskich przywódców tych formacji - Stefana Bandery i Romana Szuchewycza - sprawców odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Podolu, a także za akty terroru i morderstw wobec mieszkańców tych ziem czeskiego oraz żydowskiego pochodzenia.

Poniżej przedrukowujemy tekst Oświadczenia KRP, kolportowany na tej konferencji:

Warszawa, 5 lutego 2010 r.

Oświadczenie Kresowego Ruchu Patriotycznego


1. Kresowy Ruch Patriotyczny stanowczo protestuje przeciwko decyzji uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Bandera stał na czele terrorystycznej i ludobójczej Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN), która już w latach 30-ych XX wieku mordowała polskich urzędników, policjantów i polityków, a także Ukraińców lojalnych wobec władz polskich i Państwa Polskiego i nie akceptujących ekstremizmu nacjonalistów ukraińskich. OUN, kierująca się zbrodnicza ideologią Dmytro Doncowa, w czasie II Wojny Światowej dokonała rękami utworzonej przez siebie Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) ludobójstwa na Polakach, Żydach, Czechach, Rosjanach, Ormianach, Cyganach i innych narodowościach zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej, a także na Ukraińcach, którzy nie wspierali OUN-UPA, bądź pomagali sąsiadom Polakom. Z tych samych względów wyrażamy stanowczy protest przeciw nadaniu praw kombatanckich członkom zbrojnych formacji UPA. Obie te decyzje prezydenta Juszczenki uważamy za haniebne, uwłaczające pamięci ofiar, a także wymierzone w sam naród ukraiński, który był również ofiarą zbrodni OUN-UPA.

2. Biorąc to pod uwagę, nie możemy zrozumieć dotychczasowego milczenia polskich czynników państwowych (głównie Prezydenta RP i Ministerstwa Spraw Zagranicznych) wobec rozwijanego od wielu lat na Ukrainie kultu Bandery, dowódcy UPA - Romana Szuchewycza oraz OUN/UPA. Te same instytucje, które w innych, znacznie mniej ważnych sprawach, takie stanowisko zajmują, dotąd milczały. Prezydent Juszczenko był jednym z najbliższych partnerów politycznych prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dlatego należy się nam wszystkim, szczególnie Kresowianom i rodzinom ofiar - słowo wyjaśnienia, w którym stanowisko prezydenta RP byłoby jasno sprecyzowane. Niestety, wydane 4.02.br. oświadczenie Kancelarii Prezydenta RP, choć stanowi pewien krok we właściwym kierunku, jest wysoce niezadowalające. Oczekujemy bowiem od Prezydenta nazwania zbrodni OUN-UPA ludobójstwem, jak i jednoznacznego ich potępienia. Mamy też nadzieję, że Prezydent Rzeczypospolitej poprze wieloletnie starania środowisk kresowych o godne uczczenie ofiar banderowskich ludobójców w formie pomnika wzniesionego w stolicy Polski.

3. Oświadczamy, że nigdy nie pogodzimy się z faktem, że sąsiadujące z nami państwo za swoich bohaterów uznaje osoby i organizacje splamione ludobójstwem. Dlatego zwrócimy się drogą oficjalną do nowo wybranego prezydenta Ukrainy o anulowanie dekretów ustępującego prezydenta Juszczenki, gdyż leży to w interesie obu naszych narodów, tak ciężko doświadczonych przez historię.
Zwrócimy się do nowego prezydenta Ukrainy także z prośbą o poparcie naszych inicjatyw mających na celu upamiętnienie ofiar OUN-UPA, w tym ofiar ukraińskich, oraz nadanie pośmiertnych odznaczeń tym szlachetnym Ukraińcom, którzy oddali życie ratując polskich sąsiadów od śmierci z rąk zbrodniczej UPA. To są dla nas prawdziwi bohaterowie narodu ukraińskiego!

Przewodniczący
Kresowego Ruchu Patriotycznego
Jan Niewiński

Wiceprzewodniczący
Kresowego Ruchu Patriotycznego
Zbigniew Lipiński


Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 52 minuty. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz ks. Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy Wysłane sobota, 6, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz | UWAGA! Plik o ciężarze 777 MB!











Nierówność prof. Jasiewicza: Od (żydowskiej) afirmacji do kolaboracji - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 4, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Żydzi masowo kolaborowali z sowieckim okupantem. Po wkroczeniu Armii Czerwonej stawiali im bramy tryumfalne i całowali pancerze sowieckich czołgów. Na tym nie koniec. Atakowali żołnierzy WP, tworzyli milicję, szydzili z klęsk państwa polskiego. I co najgorsze - czego Polacy najbardziej nie mogli im wybaczyć - denuncjowali naszych oraz zasilali administrację i aparat represji okupanta. Trzeba to nazwać po imieniu - była to zdrada stanu.

No dobrze - spyta dociekliwy - ale przecież potem Żydzi padali ofiarą pogromów. To fakt niezaprzeczalny - potwierdzi historyk, ale zaraz doda, że jednak wytłumaczalny i to w bardzo prosty sposób: pogromy były odwetem za ową kolaborację.
Takie tezy - gwoli ścisłości dodać trzeba, że nie nowe (pisał o tym np. śp. prof. Tomasz Strzembosz, czy jego uczeń dr Marek Wierzbicki) - możemy znaleźć w najnowszej książce: "Rzeczywistość sowiecka 1939 - 1941 w świadectwach polskich Żydów".

Kim jest Krzysztof Jasiewicz?

Kim jest ten odważny naukowiec, który nie boi się głosić tak niepopularnych sądów, za które inni skazani zostali na salonowy lincz (by wspomnieć znów prof. Strzembosza)? Cóż to za nieznany dotąd, niepokorny i bezkompromisowy odkrywca? To musi być jakiś młody historyk, nieświadom najwyraźniej, jakie nieszczęście na siebie sprowadza.
Tymczasem nic bardziej mylnego. Autor nie jest ani taki młody, ani nieznany. To Krzysztof Jasiewicz. Ok. kilku lat profesor belwederski, kierownik Samodzielnej Pracowni Analiz Problemów Wschodnich w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Na stronie instytucji można znaleźć spory dorobek profesora i jego zespołu. Do sfery zainteresowań pracowni należy przede wszystkim historia Rosji i ZSRR, potem polskich Kresów, ze szczególnym uwzględnieniem okresu okupacji sowieckiej i sytuacji Żydów (w ramach tych projektów powstały m.in. książki: "Lista strat ziemiaństwa polskiego 1939-56" - chyba najwartościowsza praca profesora), "Świat niepożegnany. Żydzi na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej w XVIII–XX wieku", czy "Tygiel narodów. Stosunki społeczne i narodowościowe na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej w latach 1939 - 1953").
Nas najbardziej interesują dwie książki: wcześniejsza "Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939 - 1941 (Białostocczyzna, Nowogródczyzna, Polesie, Wileńszczyzna)", i ostatnia, wspomniana już: "Rzeczywistość sowiecka 1939 - 1941 w świadectwach polskich Żydów".

Dwie recenzje

W recenzji "Pierwszych po diable..." czytamy: "To próba innego spojrzenia na okupację ziem wschodnich Rzeczypospolitej lat 1939 - 1941 i wskazanie jej najważniejszych, lecz przeniesionych w czasie, skutków, połączona z opisem procesu formowania się sowieckich elit władzy". Jakież to inne spojrzenie, czytamy dalej: "Zdaniem Autora, okres ten posłużył przede wszystkim do wykrystalizowania mitu Żyda-zdrajcy i latem 1941 zaowocował falą mordów na Żydach, popełnionych przez ludność autochtoniczną w całym pasie sowieckich podbojów. W Polsce dodatkowo posłużył do moralnego uzasadnienia powszechnej obojętności wobec Zagłady".
A teraz recenzja "Rzeczywistości sowieckiej..." z tej samej strony wydawnictwa "Rytm": "Pochodzące z archiwów londyńskich relacje polskich Żydów, opisujące okupację sowiecką Kresów Wschodnich lat 1939 - 1941, a także impresje Żydów z przymusowych pobytów w głębi ZSRR w latach 1940 - 1941 są w Polsce stosunkowo mało znane i wnoszą nowe spojrzenie na martyrologię obywateli polskich różnych narodowości pod sowieckim panowaniem w XX wieku. W części monograficznej napisanej przez Krzysztofa Jasiewicza, autora od końca lat 80. specjalizującego się w problematyce Kresów i ZSSR, znajduje się szczegółowa analiza postaw Żydów pod okupacją sowiecką i zjawisk z ich udziałem, również tych patologicznych i nagannych".
Tylko te recenzje pokazują dziwną dychotomię. Raz mamy "mit Żyda-zdrajcy", a następnie: "patologiczne i naganne postawy Żydów".

Mit a rzeczywistość

"Pierwsi po diable..." powstali w 2001 roku, "Rzeczywistość sowiecka…" w ubiegłym roku, a więc, jak łatwo policzyć, osiem lat później. Kilka lat, a jakże inne spojrzenie. Pierwszą książkę reklamowała "Gazeta Wyborcza"; do dziś polecana jest np. na stronach Żydowskiego Instytutu Historycznego. Czy druga spotka się z równie entuzjastycznym podejściem wspomnianych środowisk - szczerze wątpię.
Czytelnika bardziej interesuje jednak co innego - gdzie jest prawda, a gdzie fałsz? Czy niechęć Polaków do Żydów wynikała tylko z "wrodzonego nam antysemityzmu"? Czy powodem była powszechna kolaboracja tych drugich - jak tego chce teraz Jasiewicz - z sowieckim okupantem? Czyżby autor przejrzał na oczy i ów mit "Żyda-zdrajcy" stał się historyczną rzeczywistością? Tylko czy taki pisarz, a szczególnie historyk, może być wiarygodny, zmieniając zdanie o 180 stopni? Nie można przecież - zawsze w imię naukowej rzetelności - raz uważać Żydów za Bogu ducha winne ofiary, a za chwilę za prześladowców, którzy w pewnym sensie zasłużyli na okrutny los.

Żydzi krzyczeli:
"Niech żyje Hitler"


Na to dziwne rozdwojenie Krzysztofa Jasiewicza zwrócił już uwagę dziennikarz "Rzeczpospolitej" Piotr Zychowicz w artykule "Bramy tryumfalne dla Sowietów": "Dotąd Jasiewicz bronił poglądu, że kolaboracja Żydów z Sowietami była zjawiskiem znikomym. W wydanej w 2001 roku książce "Pierwsi po diable" twierdził, że stereotyp kolaboracji został wymyślony przez Polaków próbujących zrzucić winę za sowietyzację kraju na żydowskich sąsiadów. Praca ta - trzeba przyznać dzieło znakomite - była chwalona na łamach »Gazety Wyborczej«, a jej autor stawiany za wzór innym badaczom zajmującym się tą problematyką. Minęło jednak kilka lat i Jasiewicz zmienił zdanie".
Co teraz twierdzi Jasiewicz? Kolaboracja Żydów z Sowietami była - jak już pisaliśmy - masowa. Z tego właśnie powodu - a nie jak wcześniej uważał (i powszechnie uważają inni) - z "wrodzonego Polakom antysemityzmu, podgrzewanego przez zaściankowy Kościół katolicki i endecką ideologię" - wynikała niechęć do Żydów, która przybierała nieraz postać pogromów. Jak historyk argumentuje? Podobne zjawisko miało miejsce nie tylko na obszarze dawnej II RP, ale praktycznie na wszystkich terenach zajętych przez Sowiety w wyniku układu Ribbentrop - Mołotow i zdobytych przez Niemców w 1941 roku: na Litwie, Łotwie, w Estonii, części Finlandii i Rumunii.
Jasiewicz analizuje również, co działo się z Żydami później - jaka nagroda spotkała ich za kolaborację. Podstawą rozważań jest zbiór relacji polskich Żydów złożonych w armii Andersa. I tak Józef Blumenstrauch z Chełma Lubelskiego pisze o masowej (sic!!!) ucieczce Żydów spod okupacji sowieckiej na zachodnią stronę Bugu: "Jeżeli Żyd ucieka z raju, gdzie jest wolność, równość i szczęście - pod nóż gestapowców, to chyba nie muszę dodawać, że w tym raju było mu stokroć gorzej, niż u otwartego wroga Niemca. (...) Kiedy do Lwowa, Włodzimierza i Brześcia przybyły komisje niemieckie, masy Żydów wiwatowały setkami i tysiącami na cześć Niemiec i Hitlera. Proszę sobie wyobrazić tłumy Żydów krzyczących: »Niech żyje Hitler«. Sens był jasny: lepszy jest miecz śmierci od miecza głodu i niewolnictwa".
Ci, którzy zostali w sowieckim raju, cierpieli nie tylko z powodu głodu, ale często - z wszystkich możliwych powodów: klasowych, religijnych, politycznych - byli represjonowani i trafiali do więzień oraz łagrów. Wyzwoleniem dla wielu stała się dopiero armia Andersa.

Opór przeciw IPN

Ale Krzysztof Jasiewicz dał się już poznać wcześniej jako obiektywny badacz. Na obronę prawdy historycznej zdobył się, analizując film "Opór" o "bohaterskich" braciach Bielskich:
"Film oddaje tylko cząstkę prawdy, fałszuje historię. Jest szkodliwy dla stosunków polsko-żydowskich. (...) Ten film jest piramidalną bzdurą, opisuje rzeczy, jakie na Nowogródczyźnie, w ogóle na Kresach Wschodnich w czasie wojny nie miały miejsca. W rzeczywistości ani oddział Bielskiego, ani inna działająca w tym rejonie grupa partyzantów pod dowództwem Simchy Zorina, licząca 562 osoby, nie prowadziły działalności bojowej. Chcieli przetrwać. Ich główną aktywnością było pozyskiwanie prowiantu od głodujących chłopów. Napadali na polskie wsie, rabując resztki żywności. Żydowskie grupy odznaczały się wyjątkową brutalnością, dochodziło do morderstw, gwałtów. Ciężko uznać rabunki i napady na ludność cywilną za przejaw bohaterstwa" (wywiad dla "Wirtualnej Polski").
A teraz - dla porównania - wypowiedź profesora o IPN (po zmianie prezesa z Kieresa na Kurtykę):
"Teraz z rosnącym niepokojem patrzę na to, że jedna partia usiłuje zawładnąć wszystkim i byłoby katastrofą dla IPN, gdyby on się temu poddał. [...]. Moje obawy wzbudza też [...] pojawienie się wśród kadry IPN osób kontrowersyjnych, z nienajlepszej jakości warsztatem naukowym, ale wygłaszających - zbiegiem okoliczności - poglądy bliskie partii rządzącej. Mam też wrażenie, że niektórym działaniom IPN, skądinąd sensownym, zaczyna towarzyszyć oprawa sprawiająca wrażenie aktu politycznego, a to w ogóle podważa sens istnienia tej instytucji" (debata zorganizowana przez miesięcznik "Więź", 2006; twierdzenia Jasiewicza obalał historyk IPN Antoni Dudek).
Czyli znów mamy ową nierówność, dwoistość Jasiewicza.

Teczki i Jedwabne

Pójdźmy dalej. Prof. Jasiewicz o teczkach:
"Zdumiewające, że posiadająca podobne walory poznawcze [do NKWD-owskiej - TMP] spuścizna po UB i SB, jest - z pomocą chwytów demagogicznych - w całości kwestionowana. Usiłuje się do znudzenia utrwalać pogląd, czasami formułowany wprost, że dokumentacja sprzed kilkunastu-kilkudziesięciu lat jest bezwartościowa, prawie jakby została wytworzona wyłącznie w celu skompromitowania konkretnych osób. Można by odnieść wrażenie, że tworzący ją ubecy wiedzieli, że ich elaboraty będą czytane przez historyków, dziennikarzy i in extenso publikowane w gazetach. Że w tym celu, aby kogoś skrzywdzić po latach, preparowano »fałszywki«. Taki pogląd nas, ludzi z branży, wręcz rozśmiesza, bo owszem, mogło się zdarzyć, że »fałszywki« robiono na potrzeby konkretnej operacji, ale nie tworzono fałszywych agentów z fałszywymi teczkami i sfałszowanymi wpisami w kartotekach, bo to była dokumentacja o największym stopniu utajnienia i przed upadkiem ustroju niemożliwa do oglądu dla kogokolwiek z zewnątrz, więc z założenia możliwa do weryfikacji i, co więcej, weryfikowana wewnątrz struktur bezpieczeństwa w ramach różnych procedur. To nieuchronny element funkcjonowania, żelazna zasada skuteczności każdej służby bezpieczeństwa. Nasi krytycy idą jednak jeszcze dalej. Z jednej strony negują bowiem miarodajność badań opartych na źródłach proweniencji ubeckiej, z drugiej - posługują się tymi samymi materiałami i z pomocą wyobraźni usiłują, tym razem powołując się na jej »autorytet«, udowodnić tezę o nieprawdziwości tejże dokumentacji" ("Dzika" historia - "cywilizowana" współczesność", miesięcznik "Znak", luty 2007).
Przyznać trzeba - rzeczowa opinia specjalisty, której... nigdy nie opublikowałaby "Gazeta Wyborcza" .
Ale kilka lat temu Krzysztof Jasiewicz pisał też o Jedwabnem:
"Nie chodzi o samobiczowanie ani o urazy. Chodzi o prawdę, prawdę straszną, którą historyk musi rzetelnie i wszechstronnie zbadać, a społeczeństwo poznać. Nawet jeżeli ta prawda rani i oburza. I nawet jeżeli ten akt ludobójstwa w Jedwabnem nazwiemy Holocaustem" ("Sąsiedzi niezbadani", "Gazeta Wyborcza", grudzień 2000). Choć w całym tekście Jasiewicz polemizuje z niektórymi tezami autora "Sąsiadów" J. T. Grossa, a szczególnie jego warsztatem badawczym - konkluzja (patrz wyżej) nie pozostawia wątpliwości: w Jedwabnem doszło do ludobójstwa, a nawet Holokaustu. A może sęk w tym, gdzie i komu udziela się wywiadów? Słowa o Jedwabnem padły w "Gazecie Wyborczej".

Lustracja jak faszyzm
i komunizm


A może kluczem do zrozumienia Krzysztofa Jasiewicza jest pewien dokument. To list otwarty, jaki wystosował on do Prezesa Polskiej Akademii Nauk, prof. Michała Kleibera pod jakże frapującym tytułem: "Kiedyś i tak czeka ich DePiSacja": "Z ogromną przykrością informuję, iż nie mogę złożyć oświadczenia lustracyjnego. Jest mi tym bardziej przykro, że publiczna forma wyartykułowania tej kwestii może być postrzegana jako akt demonstracyjnego nieskładania oświadczeń, lecz nie mam takich intencji, podobnie jak nie mam nic do ukrycia. Misją nauki, odkąd istnieje, jest dążenie do prawdy. Ta wielowiekowa tradycja naszego powołania buduje nasz etos środowiskowy, w nim mieści się, obok szacunku dla Człowieka, bo on jest zawsze jedynym punktem odniesienia, prawo do swobodnego wypowiadania sądów i prawo do sprzeciwu wobec kłamstwa, pogardy i nienawiści. Fascynacja światem czarno-białych prawd, podobnie jak w XX wieku faszyzmem i komunizmem, zakończy się dokładnie tak samo - na śmietniku historii. Niezależnie od butnego języka obozu rządowego i wiary, że będą rządzić dekadami ze względu na ogrom wyrządzonych spustoszeń - całą obecną formację czeka kiedyś dePiSacja, czyli przyznanie Im dożywotnio rent politycznych w wysokości mojej pensji profesorskiej, z wysługą lat wynoszącej dziś 2201 zł i 94 gr netto, w zamian za nieuczestniczenie w życiu publicznym i zakaz pokazywania się w mediach".
Co to za medium, które pozwoliło prof. Jasiewiczowi na taką walkę z lustracją - lustracją jego osoby i środowiska? Oczywiście "Gazeta Wyborcza". Było to w marcu 2007, kiedy nie splamił się jeszcze publikacją "Rzeczywistości sowieckiej...", a żywa była jego wcześniejsza książka - "Pierwsi po diable...". Teraz Krzysztof Jasiewicz w dzienniku Michnika na takie manifesty miejsca już nie znajdzie. Panie profesorze, czy warto było odwracać się od salonu?

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Nowa partia Janusza Korwin-Mikkego - Wolność i Praworządność podczas akcji "Energia 2" w Warszawie Wysłane czwartek, 4, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME związane z partią WiP:

- Wolność internetu zagrożona? Blackout Europe Polska, Partia Piratów oraz Wolność i Praworządność nie chcą rządowej cenzury Sieci

- Nowe metody walki z Globalnym Ocipieniem: tylko CO2 nas uratuje! Obywatelu, używaj samochodu! - apelują działacze Komitetu Obrony Środowiska WiP

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Konferencja prasowa partii Wolność i Praworządność - Warszawa 30.11.2009

Inne tematy związane z globalnym ociepleniem:

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część II - scenariusze dla świata i Polski

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część I - naukowcy i definicje

- Pilot cyklu "Ekologia w praktyce: zwolennicy antropologicznego globalnego ocieplenia kontra sceptycy" Żarówki kontra świetlówki - Unia Europejska zakazuje produkcji żarówek wolframowych

 

"Rząd sam się ogrzeje!", "Ogrzejmy się sami!" - wykrzykiwane hasła intrygowały warszawiaków przechodzących obok stacji metra "Centrum" i widzących żywy płomień oraz kłęby dymu wydobywające się z rozpalonej beczki. Była to już druga akcja nowej partii Janusza Korwin-Mikkego w ramach sprzeciwu wobec humbugu tzw. globalnego ocieplenia i związanych z tym podwyżek cen energii mających zaspokoić chciwość macherów politycznych UE i z USA.

Przedstawiciele partii Wolność i Praworządność zapraszali warszawiaków do ogrzania się "darmowym" ciepłem z rozpalonej beczki i do upieczenia nad ogniem wręczanych "kiełbasek wyborczych". Do zgromadzonych przechodniów zabrał głos oczywiście prezes tej partii, p. Janusz Korwin-Mikke: "Czy jest zimno, czy ciepło - rząd wykorzystuje wszystko, by zabrać nam pieniądze! To jest główny cel działania rządu w Europie - ograbić ludzi z pieniędzy! Pretekstem jest tzw. globalne ocieplenie. Moim zdaniem - globalne ocieplenie rzeczywiście istnieje. Ale: czytamy dzisiaj w prasie, że w wyniku mrozów Anglia straciła 54 miliardy dolarów. Co to znaczy? To znaczy, że jak jest te globalne ocieplenie - to zyskuje te 54 miliardy, tak? Oto jak jest DOBRZE, że jest globalne ocieplenie! W ubiegłym roku przez całą zimę pracowały firmy budowlane, budowy nie były zatrzymane, ilu ludzi miało pracę! O ile szybciej budynki zostały oddane do użytku! To jest zysk! Tyle że globalne ocieplenie nie ma nic wspólnego z działalnością człowieka. Zaćmienie Słońca trwające trzy minuty powoduje większą różnicę w bilansie ciepła na naszej planecie niż ludzkość zdołała dotąd wyprodukować. My jesteśmy tutaj mróweczkami - a tak przy okazji - mrówki produkują więcej CO2 niż cała ludzkość!" - mówił Janusz Korwin-Mikke.

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 6 minut.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl





Nowa partia Janusza Korwin-Mikkego - Wolność i Praworządność podczas akcji "Energia 2" w Warszawie Wysłane czwartek, 4, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Jaruzelski - lokajczuk moskiewski - "wiecznie żywym zbawcą narodu polskiego", więc SLD przygotowuje się do zmiany sojuszy i realizacji scenariusza rozbiorowego - Stanisław Michalkiewicz o ostatnich wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 3, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, w ubiegłym tygodniu »całym światem« wstrząsnęła - no... może nie całym światem, ale z pewnością - polskim »półświatkiem politycznym« wiadomość o rezygnacji premiera Tuska z kandydowania w tegorocznych tubylczych wyborach prezydenckich. Pan premier powiedział, że nie chce być »takim więźniem Pałacu Prezydenckiego«, gdyż »woli sprawować realną władzę, ponieważ Polskę i nas wszystkich czeka druga fala wiekopomnych reform«, którą - zapowiedział, zapomniawszy ją nawet skonsultować z Polskim Stronnictwem Ludowym. Pan wicepremier Pawlak zrobił na to wielkie, oczy, ale to jest nieważne, ponieważ pan premier wiele razy już zapowiadał różne rzeczy i cuda, że będzie dusił ludzi gołymi rękami - ale szybko o swych zapowiedziach zapomina i wszystko dalej się toczy zgodnie z życzeniami razwiedki, która wystrugała pana premiera z banana. Znacznie ważniejszą i ciekawszą wiadomość przyniosła »Gazeta Wyborcza«, której tym razem można wierzyć - że do rezygnacji z kandydowania namówiła naszego premiera »nasza złota pani Aniela«, obiecując Mu, że »zrobi z niego człowieka« na europejskich salonach. Nie ma przecież takiej rzeczy, której pan premier nie zrobiłby dla »naszej złotej pani Anieli«, bo inaczej marny byłby Jego los!" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje w swym cotygodniowym TV felietonie, stan zabaw i igrców na scenach teatru politycznego "polskiego województwa UE" oraz zagranicznych.

Inną sprawą jest to, że w nadchodzącej kadencji Prezydent RP będzie musiał patronować realizacji scenariusza rozbiorów naszego państwa. Skoro "nasza pani Aniela" tak bardzo się interesuje wyborami tubylczego prezydenta i tak bardzo jej zależy, by pan Tusk pozostał na stanowisku premiera i wykonywał to, co tam postanowią "starsi i mądrzejsi" - to znaczy, że sprawy wchodzą w decydującą fazę. Do tego trzeba dodać wybory prezydenckie w przyszłym tygodniu na Ukrainie, które wydaje się, że wygra pan Janukowycz. Nasza dyplomacja pod światłym kierownictwem "geniusza dyplomacji" ministra Sikorskiego nadal kibicuje "pięknej Julii", którą wszyscy kochamy za urodę "i w ogóle". Trzeba też pamiętać, że na odchodnym pan prezydent Juszczenko uhonorował pośmiertnym tytułem narodowego bohatera Ukrainy pana Stefana Banderę i zaliczył całą Ukraińską Powstańczą Armię do kombatantów II wojny światowej, co oczywiście spotkało się z bardzo nieżyczliwą reakcją naszych środowisk kresowych, które UPA nie mogą zapomnieć ludobójstwa, jakiego dopuściła się na polskiej ludności Kresów Południowo-wschodnich. W związku z tym pod przewodnictwem księdza Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego przed Ambasadą Ukrainy w Alei Szucha w najbliższy piątek odbędzie się demonstracja - mówi nasz współpracownik.
Nie słychać niestety, żeby pan prezydent Kaczyński w jakikolwiek sposób skomentował poczynania pana prezydenta Juszczenki, najwyraźniej Go zamurowało. Nie zauważa, że najwyraźniej pan prezydent Juszczenko wycharknął się mu w nos, może jest przyzwyczajony do takich pieszczot? Wszystko to wymaga pewnej rewizji naszej polityki historycznej, ale na tym "odcinku" najwyraźniej nie wszystko jest jeszcze podociągane, zawodzi nadal koordynacja! Oto w państwowej stacji telewizyjnej został w poniedziałek wyemitowany dokumentalny film pana Brauna "Towarzysz Generał" - o generale LWP Jaruzelskim. Od 1981 roku generał LWP Jaruzelski był i jest obiektem działania Ministerstwa Prawdy, lansującego go na "naszego zbawcę". Drugim "naszym zbawcą" oczywiście jest Redaktor Adam Michnik, który z generałem Jaruzelskim wymienia sobie uprzejmości od czasów dogadania się w Magdalence. Nawzajem podtrzymują sobie legendy "zbawców" narodu polskiego, a Redaktor Michnik nawet swego czasu wydał słynny rozkaz "Odpieprzcie się od Generała!". No, jak rozkaz, to rozkaz, ale najwyraźniej nie wszyscy go dosłyszeli, bo owocem tego przytępienia słuchu był ów film o towarzyszu generale Jaruzelskich, w którym m.in. znany mi osobiście były dysydent rosyjski Włodzimierz Bukowski wyciąga wniosek, że generał LWP Jaruzelski żadnym zbawcą narodu polskiego nie był, a był jedynie lokajczukiem moskiewskim - przypomina wydarzenia sprzed dwóch dni Stanisław Michalkiewicz.
Choć z początku nie było w sprawie tego awizowanego wcześniej filmu dokumentalnego właściwie żadnych reakcji Sojuszu Lewicy Demokratycznej, co sprawiało wrażenie, jakby ICH kandydat na prezydenta Szmajdziński chciał się odciąć od tych "sk....ów generałów" i zaprezentować wizerunek, że "ja jestem, wicie-rozumicie, INNY!" - jednak zdecydowane wystąpienie "nawróconego na PZPR" tow. Leszka Muellera (europejska pisownia nazwiska, Tatuś tow. Leszka piastował wysokie stanowisko w pierwszej wersji unioeuropejskiej Partii w czasie II wojny światowej - przyp. Redakcja ASME), powrót "naszego słoneczka" Józefa Oleksego na łono "ezelde" - pokazują, iż nie jest wykluczone, że SLD przygotowuje się do "odwrócenia sojuszy", czyli ponownego związania się z Platformą Obywatelską. A to pozwoliłoby na sprawną i kontrolowaną realizację scenariusza rozbiorowego nawet jeszcze w tej kadencji parlamentarnej! - snuje rozważania na temat nadchodzących wydarzeń Stanisław Michalkiewicz


Nagranie trwa ponad 13 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Jaruzelski - lokajczuk moskiewski - "wiecznie żywym zbawcą narodu polskiego", więc SLD przygotowuje się do zmiany sojuszy i realizacji scenariusza rozbiorowego - Stanisław Michalkiewicz o ostatnich wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 3, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Hansel kopie norkę i posypuje żużlem - Alojzy B. Smutnicki Wysłane poniedziałek, 23, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

"Mówię ci Hansel, nie rób tego" - powiedział Niedźwiedź Spaślak, załamując łapy. W jego wielkich oczach dało się dostrzec strach.

"Cicho tam, będzie dobrze" - odpowiedział Zając. Wynosił właśnie kolejną garść piasku z świeżo rozpoczętego tunelu.

"Dlaczego ma być niby dobrze? Szop Januszko robił kiedyś to samo, a sam wiesz, czym się to skończyło! Tunele w piasku się zasypują i basta" - marudził dalej miodożerca.

"Wszystko zależy od tego, kto kopie. No i koniecznie trzeba posypywać żużlem" - objaśnił spokojnie Hansel.

"Czy może powodem są twoje problemy natury osobistej i ogromny stres nimi spowodowany?".

"Nie".

"Ok, czyli to nie to. Nadal jednak uważam, że powinieneś przestać wygłupiać się z tym tunelem" - ciągnął Spaślak.

"A weźże coś na uspokojenie. Sam nie wiem, jak ci mam to wytłumaczyć, matołku".

Niedźwiedź podrapał się po głowie i zasugerował - "Może jakiś praktyczny przykład, coś z życia państwa?".

"Dobrze. Niektórzy idioci utrzymują, iż rozbudowany aparat państwa musi prowadzić do korupcji. A wystarczy tylko obsadzić stanowiska uczciwymi" - zaczął Hansel i dodał - "Ale kretyni w życiu na to nie wpadną".

"Racja".

"Albo ględzą jeszcze, że zarządzanie prywatne jest efektywniejsze niż państwowe. Śmiechu warte".

"Ha-ha-ha, co za debile. A dlaczego państwowe jest lepsze?" - powiedział Niedźwiedź.

"Misiu drogi, przecież to oczywiste, że nie wszyscy na wszystkim się znają. Zatrudnisz eksperta na stanowisku urzędnika i problem z głowy" - wyjaśnił Zając Hansel.

"Jeszcze mam taką wątpliwość - skąd wiadomo, że to ekspert?".

"Jakiś ty głupi - inny ekspert to potwierdzi".

Niedźwiedź zamachnął się łapą i z całej siły walnął się w czoło otwartą łapą. Cios zwalił go z nóg i aż stęknął.

"Jakim ja głupi! A żużel to zapewne wiedza tajemna, którą posiadłeś?".

"Dokładnie".

I Hansel zanurkował w norce kopanej w wydmie na plaży. I nabierał w łapki piasku raz za razem, i z woreczka przytroczonego do pasa napierał popiołu i posypywał nim podłoże. Niedźwiedź Spaślak ułożył się tymczasem wygodnie i z lubością obserwował poczynania zajęczego geniusza. A tunel stawał się coraz dłuższy i coraz bardziej mroczny.

KONIEC

Alojzy B. Smutnicki


Uchwały Konwentyklu Unii Polityki Realnej z dn. 21.11.2009 r.: ponowne wezwanie Konwentyklu do ustąpienia prezesa Witczaka! Wysłane poniedziałek, 23, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

Ostatni Konwentykl UPR podjął kilka uchwał. Konwentykl zaleca podanie tych uchwał do wiadomości ogółu członków Partii, zarządził również publikację niektórych z nich. Poniżej publikujemy te uchwały.
W sprawie sytuacji wewnętrznej UPR

Na podstawie punktu 38 a) Statutu UPR Konwentykl uchwala co następuje:

§ 1

Konwentykl wzywa Prezesa UPR Bolesława Witczaka do natychmiastowej rezygnacji za stanowiska Prezesa UPR oraz do zwrotu pobranych pieniędzy.

§ 2
Konwentykl wzywa Zarząd UPR do skierowania do Prokuratury wniosku o zbadanie czy finansowa działalność Bolesława Witczaka jako Prezesa UPR (a zwłaszcza wypłacanie sobie pieniędzy z kasy UPR przez swoją firmę) była zgodna z prawem polskim.

§ 3
Konwentykl zwraca się do Zarządu Partii z żądaniem opublikowania tej Uchwały na publicznej internetowej stronie UPR.

§ 4
Uchwała wchodzi w życie z dniem uchwalenia przez Konwentykl

Uzasadnienie:
Konwentykl niezwykle krytycznie ocenia działania Prezesa UPR Bolesława Witczaka związane z prowadzeniem kampanii UPR w wyborach do Europarlamentu, oraz Jego działalnością jako Prezesa UPR.

Konwentykl uważa również, że sposób wydatkowania pieniędzy UPR przez Prezesa UPR - Bolesława Witczaka i Skarbnika UPR - Grzegorza Grockiego, zarówno w trakcie bieżącej działalności UPR jak i w trakcie kampanii UPR w wyborach do Europarlamentu, był wyjątkowo naganny i nosi znamiona przywłaszczenia sobie pieniędzy partii UPR.

Za szczególnie naganne uważa wypłacenie sobie przez Prezesa UPR - Bolesława Witczaka bardzo wysokich (kilkudziesięciu tysięcy zł) wynagrodzeń bez wiedzy czy akceptacji jakiejkolwiek kolegialnej władzy UPR. Potwierdził to swoją uchwałą Sąd Naczelny UPR.




Uchwała nr ........... Konwentyklu z dnia 21.11.2009
W sprawie ustalenia kwoty, do wysokości której mają prawo podpisywać dokumenty finansowe Prezes i Skarbnik UPR

Na podstawie punktu 47. Statutu UPR Konwentykl uchwala co następuje:

§ 1

Ustala się kwotę, do wysokości której mają prawo podpisywać dokumenty finansowe Prezes i Skarbnik UPR na 3000 (trzy tysiące) złotych.

§ 2
Nie dopuszcza się do podpisywania bez zgody Rady Głównej dokumentów finansowych przekraczających kwotę opisaną w §1, zarówno jednorazowo, jak i takich, które wiązałyby się z większymi wydatkami w dłuższym okresie czasu - np. obejście tej kwoty poprzez wielokrotne płatności, albo umowy na określony lub nieograniczony okres.

§ 3
Tracą ważność poprzednie uchwały Konwentyklu w tej sprawie.

§ 4
Uchwała wchodzi z dniem uchwalenia przez Konwentykl.

Józefów, 21.11.2009




Uchwała nr ........ Konwentyklu z dnia 21.11.2009
W sprawie ustalenia wysokości składek członkowskich Członków Sygnatariuszów

Na podstawie punktu 17. b) Statutu UPR Konwentykl uchwala co następuje:

§ 1

Począwszy od dnie 01 stycznia 2010 r. ustala się składkę Członków Sygnatariuszów w wysokości 10 zł / miesiąc (czyli przy płatności za cały rok z góry - 120 zł / rok).

§ 2
Uchwała wchodzi w życie z dniem uchwalenia przez Konwentykl.

Uzasadnienie:
W związku z nonszalanckim i nieuzasadnionym - według Konwentyklu - wydatkowaniem pieniędzy UPR przez Prezesa UPR - Bolesława Witczaka i Skarbnika UPR - Grzegorza Grockiego oraz w związku z wypłacaniem sobie przez Prezesa UPR - Bolesława Witczaka wynagrodzeń nieuzgodnionych (a nawet bez wiedzy) z żadną kolegialną władzą UPR, Konwentykl ustala składki Członków Sygnatariuszów na minimalnym poziomie. Członkowie Sygnatariusze nie widzą powodu, by finansować z własnych pieniędzy prywatne dochody p. Bolesława Witczaka.

Uchwała ta jest tym bardziej uzasadniona, że Konwentykl ma wątpliwości, czy wypłacanie sobie wynagrodzenia przez Bolesława Witczaka za pośrednictwem firmy "e-Projekt 21 Bolesław Witczak" jest zgodne z polskim prawem.

W przypadku zmiany na stanowisku Prezesa lub zwrotu przez B. Witczaka wynagrodzenia (ponad 40 tys. zł) Konwentykl rozważy możliwość zwiększenia składek Członków Sygnatariuszów .

Józefów, 21.11.2009




Uchwała nr ........ Konwentyklu z dnia 21.11.2009
W sprawie zmniejszenia wysokości składek członkowskich dla pewnych kategorii Członków Zwyczajnych lub Kandydatów

Na podstawie punktu 18. Statutu UPR Konwentykl uchwala co następuje:

§ 1

Począwszy od 1 stycznia 2010 r. zmniejsza się składkę członkowską UPR dla pewnych kategorii Członków Zwyczajnych UPR w następujący sposób:

1.
a) Dla Członków Zwyczajnych, którzy mają staż Członka Zwyczajnego 12 miesięcy, zmniejsza się składkę członkowską UPR do wysokości 5 zł / miesiąc począwszy od trzynastego miesiąca członkostwa zwyczajnego.

b) Dla Członków Zwyczajnych, którzy mają staż Członka Zwyczajnego co najmniej 24 miesiące, zmniejsza się składkę członkowską do wysokości 2 zł / miesiąc począwszy od dwudziestego piątego miesiąca członkostwa zwyczajnego.

Podczas płacenia składek z góry za rok kalendarzowy (zgodnie z pkt 17 Statutu UPR) całościową roczną kwotę wylicza się odpowiednio jako sumę składek z 12 miesięcy uwzględniając powyższe zmniejszenia.

2.
Dla Członków Zwyczajnych, którzy byli Delegatami Członków Zwyczajnych UPR na Konwencie UPR odbytym w dniu 17 października 2009 r. zmniejsza się składkę członkowską UPR do wysokości 1 zł / miesiąc.

Zmniejszenie tej składki przestaje obowiązywać począwszy od pierwszego miesiąca następującego po dniu, w którym odbędzie się następny Konwent Zwyczajny UPR.

§ 2
Dla osób zapisujących się do UPR (jako Członkowie Kandydaci UPR), które nie mają ukończonych 25 lat, zmniejsza się składkę członkowską UPR do wysokości 5zł/miesiąc przez okres pierwszych sześciu miesięcy, licząc od miesiąca, w którym te osoby wpisały się do partii UPR.

Zmniejszenie składki przestaje obowiązywać w miesiącu, w którym osoby te kończą 25 lat. Skrócenie stażu kandydackiego nie zmienia powyższego zmniejszenia.

Podczas płacenia składek z góry za rok kalendarzowy (zgodnie z pkt. 17 Statutu UPR) całościową (do końca roku) kwotę wylicza się odpowiednio uwzględniając powyższe zasady.

§ 3
Uchwała wchodzi w życie z dniem uchwalenia przez Konwentykl.

Uzasadnienie:
Ad. § 1 ust. 1:
Osoby, które mają dłuższy staż członkowski, wspomogły UPR, płacąc jak wszyscy wyższe składki we wcześniejszym okresie członkostwa. To zmniejszenie składek jest docenieniem ich dotychczasowego wkładu pieniężnego i osobistej pracy oraz uznaniem za wytrwałość w pracy nad upowszechnieniem programu i idei głoszonych przez UPR.

Ad. § 1 ust. 2:
W związku z przegłosowaniem zmiany Statutu wprowadzającej możliwość Konwentu Nadzwyczajnego osoby te (które były delegatami) są z mocy Statutu delegatami na wszystkie nadzwyczajne Konwenty UPR, które odbędą się w okresie do następnego Konwentu Zwyczajnego UPR. Będą ponosić w związku z tym dodatkowe wydatki na rzecz UPR (koszty dojazdu, noclegi, poświęcony dla UPR czas itp.).

Ponadto:
W związku z nonszalanckim i nieuzasadnionym - według Konwentyklu - wydatkowaniem pieniędzy UPR przez Prezesa UPR - Bolesława Witczaka i Skarbnika UPR - Grzegorza Grockiego, oraz w związku z wypłacaniem sobie przez Prezesa B Witczaka wynagrodzeń nieuzgodnionych (a nawet bez wiedzy) z żadną władzą UPR, Konwentykl uważa, że uzasadnione jest takie zmniejszenie składek.

Józefów, 21.11.2009




Uchwała nr ........ Konwentyklu z dnia 21.11.2009

Konwentykl UPR zaleca Radzie Sygnatariuszów złożenie żądania zwołania Konwentu Zwyczajnego UPR, jeżeli Prezes Bolesław Witczak nie złoży dymisji do dnia 10 grudnia 2009 r.

Józefów, 21.11.2009

(za informacjami podanym przez witrynę Oddziału Stołecznego UPR)

Feliks Rosenbaum - brutalny śledczy i bohater teatru - Tadeusz M. Płużański Wysłane niedziela, 22, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

Feliks Rosenbaum był szczególnie brutalny. Wręcz słynął z bestialstwa. Dzięki temu osiągał sukces w śledztwach. Budził podziw u przełożonych i podziw podwładnych. Mówiło się o nim: najskuteczniejszy ubek we Wrocławiu.

Jego szczególne metody zapewniły mu błyskawiczną karierę. Nie wstydził się ich. Inni brutale ukrywali swoje czyny, a nawet nazwiska. On nazwiska nie zmienił, mimo nakazujących to instrukcji sowieckiej władzy. Dla niego zrobiono wyjątek. A mógł przecież zostać np. Różyczką, Różyckim, Różańskim. Ale w Warszawie był już jeden Różański, szef departamentu śledczego w centrali MBP, choć w rankingu na okrucieństwo Rosenbaum mógł śmiało z Goldbergiem konkurować. Tak jak jego warszawski odpowiednik przed wojną skończył prawo - Goldberg na Uniwersytecie Warszawskim, Rosenbaum - Jagiellońskim
Feliks Rosenbaum nigdy nie poniósł żadnej kary za swoje zbrodnie. W 1968 r. po prostu wyjechał. W Polsce zostawił prochy żony i córki, których hitlerowcy mieli zamordować w 1943 r.

Rosenbaum łączył ludzi

W spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji "Golgota wrocławska" Piotra Kokocińskiego i Krzysztofa Szwagrzyka w reżyserii Jana Komasy postać Rosenbauma pojawia się tylko w 1949 r., kiedy prowadzi sprawę o sabotaż i tworzenie "związku faszystowsko-hitlerowskiego mającego na celu niedopuszczenie do wykonania Planu Trzyletniego" na Dolnym Śląsku. Tego strasznego przestępstwa mieli się dopuścić: Henryk Szwejcer, przemysłowiec, powstaniec śląski, po wojnie dyrektor Zjednoczenia Przemysłu Węglowego w Wałbrzychu; Władysław Czarnecki, członek niepodległościowej organizacji - Narodowego Zjednoczenia Wojskowego; Henryk Gerlich, goniec pochodzenia niemieckiego, który jako jedyny faktycznie miał coś na sumieniu: z kasy ZPW ukradł kilka znaczków pocztowych.
Wszyscy trzej zostali skazani na śmierć i w lipcu 1949 r. straceni. Wszyscy niewinnie. Poza wspólnym miejscem pracy nie mieli z sobą nic wspólnego.
Ich losy - na zawsze - połączył Urząd Bezpieczeństwa. Główna w tym zasługa Feliksa Rosenbauma i jego śledczych, dzięki którym cała trójka do wszystkich absurdalnych zarzutów się przyznała. Początkowo mieli opory, próbowali zwodzić swoich oprawców, ale w końcu ulegli pod siłą argumentów, a właściwie przed argumentami siły. Aby "ludowej" sprawiedliwości stało się zadość, złamani w śledztwie ludzie zostali jeszcze postawieni przed stalinowskim trybunałem oprawców w togach, który dokonał na nich sądowego mordu. Wykonanie wyroku śmierci było już tylko tragicznym dopełnieniem.
Trzech "faszystowsko-hitlerowskich" sabotażystów podzieliło los ponad tysiąca straconych we wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej w latach 1947 - 1956. Ilu z nich było ofiarami Feliksa Rosenbauma?

Kto jest bohaterem?

W lipcu br. w "Polityce" można było przeczytać tekst Anety Kyzioł, pod charakterystycznym tytułem "Golgotyzm". Autorka pisze, że spektakle Sceny Faktu ze sztuką przez duże "S" nie mają wiele albo z goła nic wspólnego (dla niej prawdziwy teatr to tylko klasyka albo "świeże" - w przeciwieństwie do nieświeżej historii - spektakle współczesne), i sugeruje, że ich celem jest "lansowanie się pracowników IPN na koszt podatnika, tworzenie spektakli na zamówienie konkretnej opcji politycznej, propagowanie pisowskiej wizji patriotyzmu - słowem: kolejny dowód na upolitycznienie publicznej telewizji. (...) Twórcom przyświecał cel edukacyjny, realizowany poprzez powracający schemat: niezłomni i nieustraszeni polscy patrioci, kierujący się kodeksem wartości spod hasła »Bóg, honor, ojczyzna«, kontra zezwierzęceni kaci z UB i cyniczni partyjni aparatczycy, często rosyjskiego albo żydowskiego pochodzenia".
Jeśli nawet mamy tu do czynienia z takim czarno-białym schematem, trzeba temu przyklasnąć, bo... jest to obraz prawdziwy. Ale dalej pani Kyzioł rozwija ten wątek: "Zamiast z odkrywaniem nieznanych kart polskiej historii, mamy raczej do czynienia z produkowaniem obrazków hagiograficznych z kolejnymi polskimi świętymi, wzorami do naśladowania".
Tylko czy "odkrywanie nieznanych kart" wyklucza hagiografię i czy musi być ona czymś złym? Czy bohaterowie Sceny Faktu - Henryk Szwejcer, a szczególnie Jan Rodowicz "Anoda", sanitariuszka Danuta Siedzikówna "Inka", czy rotmistrz Witold Pilecki nie zasłużyli ma miano bohaterów? Jeśli nie, ciekawe, jakich świętych uznaje Aneta Kyzioł i kto jest dla niej "wzorem do naśladowania"? Obawiam się, że nie ci "niezłomni i nieustraszeni polscy patrioci", bo przecież "Bóg, honor, ojczyzna" uważa tylko za hasło.

Śmiać się, czy płakać

Dziennikarka "Polityki" widzi jednak walory niektórych przedstawień Teatru Telewizji, bo są nie jedno-, a wielobarwne: "Ryszard Bugajski kontrapunktem dla niezłomnej postawy rotmistrza Pileckiego czyni zmagania z sumieniem prowadzącego ustawiony proces sędziego Hryckowiana, złamanego i zastraszonego przez UB byłego akowca. W »Golgocie wrocławskiej« naprzeciw Henryka Szwejcera stoi Feliks Rosenbaum...". Nieprawdę Bugajskiego, powtarzaną bezmyślnie przez Kyzioł, trzeba sprostować. Hryckowian sam wybrał sobie taką pracę - szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, najkrawszego sądu wojskowego w stalinowskiej Polsce. Nikt nie zmuszał go również do wydania kilkunastu kar śmierci na polskich patriotów.
Tym samym doszliśmy do sedna rozumowania pani Kyzioł - jej zdaniem dobre jest to, co rozmywa historię, relatywizuje, z katów robi ofiary i na odwrót. Wtedy mamy szeroką gamę barw, tyle tylko, że fałszywych.
W recenzji "Golgoty" "Polityce" wtórowała "Trybuna": to obraz "zideologizowania kultury, jej upolitycznienia, absurdalnego podporządkowania środowiska artystycznego władzy, propagandowa i polityczna papka". Jej publicysta uznał, że zasiądzie w poniedziałkowy wieczór przed ekranem "z dużym kubkiem popcornu, butelką coca-coli i pudełkiem chusteczek. Te ostatnie do wycierania łez. Ze śmiechu...". Tego już nawet komentować nie warto.
Jeśli Scena Faktu będzie kontynuowana (na razie wydaje się, że wstrzymały ją przepychanki w publicznej telewizji), ciekawe, czy doczekamy się sztuk o innych bohaterach Polski i ich oprawcach (często rosyjskiego albo żydowskiego pochodzenia)? Jeśli nawet jest to pisowska historia (!?), przynajmniej ja chcę ją oglądać. A inni niech krytykują, a nawet się śmieją.
A Feliks Rosenbaum? Bezpieczny azyl znalazł w Izraelu. Czy jeszcze żyje? Jeśli tak, wymiar sprawiedliwości niepodległej Polski powinien go niezwłocznie ścigać. Powodów jest dość, choćby za sfingowaną sprawę "związku faszystowsko-hitlerowskiego" w wałbrzyskim Zjednoczenia Przemysłu Węglowego.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Zreformować savoir vivre! - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 19, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego zorganizowała we wtorek, 17 listopada 2009, konferencję - Seminarium Samorządowe w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. W rozesłanej informacji napisano:
"Tematem spotkania będzie kwestia związana ze zmianą ordynacji wyborczej do Sejmu i samorządu terytorialnego. Wśród zaproszonych gości są: Pan poseł Maciej Płażyński, Pan poseł Czesław Mroczek, Pan poseł Bogusław Kowalski oraz Pan poseł Janusz Piechociński. JOW - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze - czy jest szansa na wprowadzenie takiego rozwiązania do naszego systemu wyborczego? Czy jest miejsce na powszechne wybory radnych w okręgach jednomandatowych, odbywających się w jednej turze, bez progów wyborczych i bez przywilejów dla ogólnopolskich komitetów wyborczych oraz wprowadzenia bezpośrednich wyborów starosty powiatu i marszałka województwa".


Ozdobne, sporządzone ładną grafiką plakaty (zob.www.wswm.org.pl) przygotowywano długo, odbywały się bowiem "negocjacje" z tzw. posłami, gdyż Organizatorzy chcieli zapewnić obecność przedstawicieli Najwyższej Władzy RP. Kiedy już wszystko uzgodniono jak należy, rozesłano informację i zaproszenia po Polsce. Z plakatów dowiedzieć się można było, że p. Maciej Płażyński to "poseł niezrzeszony", a towarzyszyć mu będą posłowie PO, PiS i PSL. Zaproszenie dotarło także do Wrocławia, wobec czego zdecydowałem się na uciążliwą, całodobową wyprawę do Stolicy. Nie mam prawa narzekać, ponieważ na Sali zauważyłem samorządowców, burmistrzów i starostów z jeszcze bardziej odległych stron Polski. Spotkanie miało być krótkie, ale przeprowadzone sprawnie i treściwie, tak żeby wszystko zmieściło się w nie całych dwu godzinach.

Na stole prezydialnym Organizatorzy rozstawili tabliczki z nazwiskami JO Posłów, aby nie musieli szukać miejsca na Sali, tylko od razu kierowali się tam, gdzie ich zdaniem zawsze powinno być dla nich miejsce. Takie się utarły w Polsce zasady politycznego savoir vivre, że jeśli JO Poseł, to, oczywiście, za stołem prezydialnym, a głosu należy udzielać mu zawsze w pierwszej kolejności.

Niestety, niestety, ta elegancja w traktowaniu posłów nie na wiele się przydaje. Kiedy minęło pierwsze pół godziny oczekiwania, niektórzy z nas, którzy, z różnych względów nie charakteryzują się anielską cierpliwością, opuścili zgromadzenie. Po kolejnych 30 minutach pojawić się raczył "poseł niezrzeszony" - posłowie "zrzeszeni" pokazali nam wszystkim środkowy palec i wbrew swoim zapewnieniom i uzgodnieniom, najłaskawiej "olali" samorządowców i ich seminarium. Akurat media doniosły, że jakiś piłkarz europejski za pokazanie środkowego palca został ukarany wysoką grzywną. Tzw. posłom RP, naturalnie, żadna grzywna za nic nie grozi: mają immunitet.

We wszystkich publikowanych rankingach popularności i uznania, jakimi się cieszą w Polsce różne grupy zawodowe i społeczne - politycy i posłowie, nieodmiennie i od lat, plasują się na samym dole. Pomimo tego organizatorzy wszelkich publicznych spotkań i debat, na których spodziewana lub oczekiwana jest obecność jakiegoś "posła", zawsze starają się go/ich uhonorować, sadzać na pierwszym miejscu, udzielać głosu w pierwszej kolejność. Oni tymczasem przychodzą tylko wtedy, gdy nadaje im się jakiś nowy tytuł honorowy albo inną nagrodę. Poza tym, stale i wszędzie, pokazują nam środkowy palec.

Uważam, że po 20 latach tego savoir vivre - pora z tym skończyć. Pokażmy - my, im - gest Kozakiewicza! Zerwijmy z tą kiepską tradycją: nie tylko nie sadzajmy ich na żadnych honorowych miejscach i nie udzielajmy głosu, ale w ogóle nie zapraszajmy ich gdziekolwiek, ignorujmy i bojkotujmy! Zostawmy to towarzystwo samemu sobie. Oni nie mają nam nic do powiedzenia. A słuchać nie potrafią.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Hansela narada rodzinna - Alojzy B. Smutnicki Wysłane środa, 18, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

"Czcigodny Ojciec Waszej Zajęczości" - zaanonsował borsuk.

"Niechaj wejdzie mój rodziciel najdroższy" - rzekł Zając.

Szambelan *) oddalił się, a po niedługiej chwili zjawił się ponownie w towarzystwie Helmuta, wielce czcigodnego taty Hansela. Staruszek kuśtykał wspierając się na wiklinowej lasce. Ubrany był w szaty skromne, aczkolwiek dystyngowane i przede wszystkim uprane. Szeroka klata niewątpliwie wskazywała na pokrewieństwo krwi. Pomarszczony zając dowlókł się w końcu do korzenia, na którym siedział jego syn, zmarszczył groźnie brwi i rzekł - "Hanselu drogi, słyszałem, iż okrutne głupoty o konkurencji wygadujesz".

"A o co ojcu konkretnie chodzi?" - spytał Hansel.

"Podobno rozgłaszasz, że nie ma uczciwej konkurencji bez ujednolicenia prawodawstwa?" - odpowiedział pytaniem staruszek.

"Cóż, sprawa jest chyba oczywista".

"Cóż synku mój drogi, pomyśl, co by było, gdyby podatki wszyscy jednakowe płacili" - powiedział Helmut.

"No ojciec, chyba wtedy byłoby uczciwie?".

"Nie synuś, nikt nie obniżyłby podatków" - wyjaśnił ojciec Hansela.

"Ale chyba nie powiesz, że ustandaryzowanie smaku szynki przyniosłoby coś złego?" - spytał Zając Hansel retorycznie.

"Ależ skąd, owocu moich lędźwi, poza tym, że nikt nie spróbowałby już uzyskać innego smaku, nie byłoby już gorszej wędliny dla uboższych, bo nie byłoby jej wcale. Nie wspomnę już o aspekcie oceniania spełnienia tegoż warunku" - powiedział Helmut wyraźnie już poirytowany.

"Ojciec, ojciec, a co by było bez prawa definiującego szerokość ścieżek w lesie?".

"Niech zgadnę, niedźwiedzie przestałyby do nas przybywać w celach turystycznych? Wozy z miodem nie mogłyby do nas dojechać?"

"Sam tato widzi" - skonstatował Hansel.

"Co mam widzieć, że jeśli ktoś buduje drogę, to po to by miała ona jakiś sens?".

"Matołku, pomyśl o zawodach sportowych" - wypalił junior.

W tejże chwili Hanselowi pociemniało w oczach. Tato nie zdzierżył i zaczepił go w potylicę prawym sierpowym.

"Przede wszystkim, z szacunkiem do mnie, syneczku. Czasami się zastanawiam, czy my aby na pewno jesteśmy spokrewnieni" - powiedział, pocierając piekącą pięść drugą dłonią.

Helmut pokuśtykał do wyjścia z norki.

KONIEC

Alojzy B. Smutnicki


"Wypadki poznańskie" pokazują potrzebę sformalizowanego uporządkowania zwrotów i gestów w życiu publicznym! - Stanisław Michalkiewicz o poszukiwaniach przez Izraelitów "Adolfów Hitlerów" pomiędzy Polakami oraz o protestach przy przyznawaniu honorowego doktoratu Adamowi Michnikowi Wysłane środa, 18, listopada 2009 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, grypa świńska i ludzka - atakuje! Powoduje odpryskowe kwestie polityczne: pani minister Kopacz zarzekała się jeszcze niedawno, że nie będzie kupować szczepionek od koncernów farmaceutycznych, za co w pierwszym impulsie szczerości pochwalił ją były minister zdrowia w rządzie PiS, pan Piecha, ale ktoś musiał mu przypomnieć, że jest z partii opozycyjnej i w związku z tym pan Piecha dzisiaj już pryncypialnie zaatakował pani Kopacz, czy czosnkiem i cebulą ma zamiar leczyć zagrypionych rodaków? To jest bardzo charakterystyczna wypowiedź, bo wskazuje, że być może koncerny farmaceutyczne przeborowały się jednak ze swoimi »propozycjami korupcyjnymi«, bo już słyszymy, że pani minister Kopacz kupi jakieś szczepionki, może nie tą, ale tamtą..." - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje wydarzenia ze scen teatrów - prawdziwego w Poznaniu i tych politycznych, o międzynarodowych zasięgach.

Jednak chciałem zwrócić uwagę na pewne ryzyko zawarte w wypowiedzi pana ministra Piechy - o tym "czosnku i cebuli" - bo może być to bardzo niebezpieczne polityczne, na co wskazują "wypadki poznańskie"! Oto w Teatrze Wielkim w Poznaniu pracuje izraelski tancerz i pewnego dnia - nie wiadomo czego się nawąchał czy napalił poprzedniego dnia - przywidziało się mu, że za sceną stoi Adolf Hitler. Jak gromem rażony, nie mógł już dalej tańczyć i zażądał, by natychmiast stamtąd ów Adolf Hitler zniknął. Okazało się, że był to pracownik Teatru, rzeczywiście - trochę ponoć podobny do tego wybitnego przywódcy socjalistów narodowych. Pracownik został natychmiast usunięty, ale złożył skargę do pani dyrektor Anny Świderskiej-Schwerin, że "jest dyskryminowany". Dyskryminacja, jak wiadomo - nawet ze strony izraelskiego tancerza - jest zbrodnią niesłychaną i następnego dnia pani zastępczyni dyrektora do spraw artystycznych Teatru Wielkiego w Poznaniu zwróciła uwagę izraelskiemu tancerzowi, że to ona jest tutaj dyrektorką, a on jest "pieprzonym Żydem". Na to izraelski tancerz ponoć zakrzyknął: "Taaak? No to skoro ja jestem pieprzonym Żydem, to pani jest nazistką!", chociaż "Gazeta Wyborcza" nie jest do końca pewna, czy to był "pieprzony Żyd" czy "pier... Żyd". No i okazało się, że "słuszna jego racja", bo natychmiast zawiadomił Ambasadę Izraelską, ta zaś uznała, że sprawa jest bardzo poważna i pani Anna Świderska-Schwerin rzeczywiście przestała być zastępczynią dyrektora do spraw artystycznych Teatru Wielkiego w Poznaniu.
Ów "wypadek poznański" dostarcza kilku okazji do refleksji. Pierwszej - że dyscyplina u nas jest znacznie większa niż myślimy: wieloletni tresura już daje rezultaty. Po drugie: widzimy, że rozkazy wydawane przez Ambasadę Izraela (choć nie tylko - także przez izraelskich tancerzy) w Warszawie są wykonywane skwapliwie i w podskokach. No i wreszcie najważniejsza rzecz: najwyższy czas na opracowanie "dopuszczalnego słownictwa" w formie rozporządzenia albo ustawy! No bo jakby pani Anna Świderska-Schwerin powiedziała do tego tancerza "jesteś solonym Żydem" czy "jesteś wędzonym Żydem" - to czy to jeszcze byłoby dopuszczalne czy też nie - jak nie jest dopuszczalny już dziś "pieprzony Żyd"!?
Nie tylko zresztą zwroty powinny podlegać formalnemu uporządkowaniu, ale i - gesty. No bo wiadomo, że "rzymskie pozdrowienie" jest już niedopuszczalne, a czy "rzymskie pozdrowienie" z pięścią zaciśniętą na końcu, albo z "taką" pięścią na końcu (tu nasz współpracownik wykonuje inny typ zaciśnięcia pięści - przyp. ASME)? Obywatele nie mogą tu pozostawać w niepewności, bo sankcje są natychmiastowe i bardzo bolesne: być dyrektorką i przestać być dyrektorką - to nie są żarty! - poważnie kiwa głową Stanisław Michalkiewicz.
Protesty, które miały miejsce przy okazji nadania honorowego doktoratu panu Adamowi Michnikowi, spowodowały, że musiał on wchodzić do rektoratu bocznym wejściem. Coś niesłychanego! Widać, że nie tylko prawne, formalne ale i duchowe przygotowania są już czynione, by w przyszłości pan redaktor Michnik objął patronat nad Polską w charakterze "santo subito"... - snuje rozważania publicysta.

Nagranie trwa ponad ponad 9 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME