Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
|
|
||
|
|
O
Polsce...
Czy w Londynie już wiedzą, że my nie mamy wielkiej
ochoty na zsocjalizowanie sie w ZSRE? więcej...
|
Wiadomości
z UPR
Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie austriackiej Partii Wolności Jerzego Haidera Pikieta pod urzędem ZUS w Warszawie w dniu 15.02.2000 r. |
|
Stały dział: Podwyżki, podwyzki... Wielki
Komornik spełnia swoje obietnice... więcej...
|
||
| Pornografia w głowach posłów wiecej... | ||
|
Na polskich drogach wyrosną... blokady
więcej...
|
||
| "Liberałowie inaczej" odnoszą sukcesy! więcej... | ||
| Reprywatyzacja po polsku więcej... | ||
| Czy potrzebne są związki zawodowe w służbach mundurowych? Trybunał Konstytucyjny - mówi "nie!" więcej... | ||
|
|
Kary
mutylacyjne
Dla
kogo uprawnienia?
|
|
| Liberalizm w reklamach w USA nie popłaca więcej... | ||
| Generał Pinochet uwolniony! więcej... | ||
| Nie chcą nas w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich więcej... | ||
| Socjalizm administracji Clintona więcej... | ||
| Do ostatecznej walki staną: Albercik Gore i Jerzy Bush młodszy więcej... | ||
| W Kalifornii przestali lubić pederastów więcej... | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
W związku z podwyżką akcyzy (realizacja "liberalnej"
polityki kierownictwa MinFinu....) - od 01.03 zdrożały polskie wódki:
"Ceny trunków produkowanych przez Polmosy wzrosną
o co najmniej 3 proc. - uważa Józef Kapela, prezes bielskiego Polmosu SA.
Skok cen ma związek z 2-procentową podwyżką stawki podatku akcyzowego od
1 marca".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
"SEJM
Dwa lata za miękką, pięć lat za twardą
Pornografia zakazana
Sejm zaaprobował w piątek senacką propozycję całkowitego zakazu rozpowszechniania
treści pornograficznych. Złagodzono
- również na wniosek Senatu - kary za rozpowszechnianie tzw. twardej
pornografii oraz za gwałt zbiorowy.
Czterech głosów zabrakło przeciwnikom całkowitego zakazu pornografii
do odrzucenia poprawki Senatu. Większość bezwzględna wynosiła 214 osób,
a za odrzuceniem poprawki Senatu przywracającej do kodeksu karnego przepis
z 1969 roku
opowiedziało się 210 posłów - z SLD, UW i częściowo z PSL. Za całkowitym
zakazem rozpowszechniania wszelkich treści
pornograficznych opowiedziało się 197 osób - posłowie AWS, część posłów
PSL i posłowie z prawicowych kół (15 osób wstrzymało się od głosu).
Rozpowszechnianie tzw. miękkiej pornografii będzie zagrożone karą do
dwóch lat więzienia.
Zgodnie z propozycją Senatu złagodzona została odpowiedzialność karna
za rozpowszechnianie tzw. twardej pornografii (z udziałem małoletniego,
z użyciem przemocy lub z posługiwaniem się zwierzęciem). Sejm pierwotnie
uchwalił, że za takie przestępstwo będzie groziła kara do dziesięciu lat
więzienia, podczas gdy Senat zaproponował maksymalnie pięć lat więzienia
i posłowie ostatecznie poparli tę propozycję.
Sejm na wniosek Senatu zaaprobował też złagodzenie kary za gwałt zbiorowy.
Pierwotnie posłowie uchwalili, że gwałt zbiorowy będzie traktowany tak
samo jak gwałt ze szczególnym okrucieństwem - za oba przestępstwa miała
grozić kara od trzech do piętnastu lat więzienia. Senat uznał, że liczba
gwałcicieli nie przesądza o większej społecznej szkodliwości czynu, i dlatego
należy gwałt zbiorowy zakwalifikować jako występek, zagrożony karą od dwóch
do dwunastu lat więzienia (wykonania wyroku opiewającego na trzy lata więzienia
lub więcej nie można zawiesić, podczas gdy wyrok poniżej trzech lat więzienia
może być zawieszony). Posłowie zaaprobowali argumenty Senatu (...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Absurd i następne tematy zastępcze i tak już
nie uratują spadających notowań koalicji... W dobie błyskawicznie pobieranych
z niezliczonych źródeł informacji tego typu inicjatywy świadczą tylko o
głębokim oderwaniu się członków parlamentu od otaczającej ich rzeczywistości.
I to niech wystarczy za podsumowanie...
Znany warchoł polskiej sceny politycznej Andzrej Lepper zapowiedział
następne akcje "protestacyjne" w Polsce. Szef MSWiA Marek Biernacki zapowiedział
"użycie siły" wobec blokujących drogi warchołów-związkowców z "Samoobrony"...
Pożyjemy, zobaczymy...
"(...) Bilans celów i osiągnięć
Zespół do spraw Odbiurokratyzowania Gospodarki powstał w grudniu 1997
r. Wczoraj odbyło się jego kolejne posiedzenie. Od ostatniego, sprzed pół
roku, zlikwidowane zostały rachunki uproszczone VAT, wprowadzone tanie
ryczałtowe zabezpieczenia cła i podatku przy przerobie uszlachetniającym
towarów oraz znowelizowana została ustawa o gospodarce nieruchomościami.
Wszystkie te zmiany wicepremier Balcerowicz uważa za sukces zespołu. I
zapowiada kolejne (...)".
Od sukcesu można już dostać zawrotu głowy...
"Leśne - nie, gminne tak
Które nieruchomości oddać, czyli posłowie o prywatyzacji
Dawni właściciele lasów, którzy mieli nadzieję na odzyskanie ich w ramach
reprywatyzacji, mogą się z nią pożegnać. Wczoraj posłowie nadzwyczajnej
komisji zdecydowali bowiem, że nie należy ich zwracać.
- Jednoznaczne zapisanie w ustawie, że lasy nie będą zwracane w naturze,
pozwoli na uniknięcie procesów sądowych, w których byli właściciele mogliby
dochodzić swoich roszczeń względem lasów - tłumaczył wczoraj jeden z posłów
komisji Tadeusz Maćkała (AW"S"). Przypomnijmy, że w wersji zaproponowanej
przez rząd sprawa nie była całkowicie jasna. Posłowie zapragnęli jednak,
by sprawa nie budziła wątpliwości.
Sporo kontrowersji wywoływała również sprawa zwracania dawnym właścicielom
nieruchomości, które obecnie znajdują się we władaniu gmin. Zagorzałym
wrogiem tego rozwiązania był poseł SLD Kazimierz Działocha. - Przepis ten
jest wyraźnie sprzeczny z konstytucją - mówił. - I będzie taki, jeżeli
nie zapisze się w nim wyraźnie, że własność nieruchomości będzie za zgodą
samorządów. Inaczej będzie to wywłaszczenie samorządów.
Argumentyacja ta nie była jednak najwidoczniej wystarczająco przekonywująca,
bo posłowie zadecydowali, że wywłaszczeni będą mogli domagać się zwrotu
tego, czym władają dziś samorządy.
AGI"
Za papierowym wydaniem dziennika "Życie"
Trybunał przeciw związkom zawodowym w wojsku
W wojsku polskim nie będzie związków zawodowych.
We wtorek 7 marca Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją
przepis zakazujący tworzenia związków zawodowych przez polskich żołnierzy.
Wyrok jest ostateczny. Sędziowie Trybunału jednoznacznie stwierdzili, że
charakter służby wojskowej i dyspozycyjność żołnierzy wymagają specjalnego
podejścia, a członkowie sił zbrojnych nie są kategorią osób, na które automatycznie
rozciąga się wolność związkowa. Tworzenia związków zawodowych przez żołnierzy
zakazuje ustawa z 1970 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Jednak
rzecznik praw obywatelskich uznał, że łamie ona konstytucję RP i jest niezgodna
z normami europejskimi, gdyż pozbawia wojaków jednego z fundamentalnych
praw obywatelskich, jakim są wolności związkowe. Argumentował przy tym,
iż wojskowe związki zawodowe działają w RFN, Belgii, Danii, Holandii. Ponadto
istnieje Europejska Organizacja Związków Żołnierzy, a rezolucja Zgromadzenia
Parlamentarnego Rady Europy (Polska jest jej członkiem) wzywa państwa do
przyznawania siłom zbrojnym prawa do tworzenia stowarzyszeń powołanych
do ochrony ich interesów. Na szczęście sędziowie Trybunału nie podzielili
tej opinii. Tym samym przynajmniej w jednej z formacji mundurowych nie
będą panoszyli się związkowcy. W armiach USA, Wielkiej Brytanii, Francji
czy Hiszpanii nie istnieją związki zawodowe i dzięki temu żołnierze z tych
krajów są najlepiej wyszkoleni wśród armii NATO, mimo że są one w pełni
zawodowe, a nie poborowe, jak w Polsce.
Czym mogło by się skończyć wprowadzenie związków
zawodowych do armii, może świadczyć przykład polskiej policji, gdzie działają
one już ponad 10 lat. Kilka tygodni temu związkowcy policyjni jawnie wymówili
posłuszeństwo komendantowi wojewódzkiemu policji w Bydgoszczy. Podpadł
im za to, że na konferencji prasowej nazwał swoich ludzi niedorajdami i
nieudacznikami. Skończyło się to odwołaniem komendanta ze stanowiska szefa
policji w województwie kujawsko-pomorskim. Z kolei 7 marca policyjni związkowcy
ze Słupska złożyli donos do prokuratury na swojego szefa – komendanta miejskiego
policji w Słupsku. Ich zdaniem, komendant miał ukryć fałszerstwo jednego
ze swoich podwładnych. Natomiast w 1997 roku związkowcy ze Śląska doprowadzili
do odwołania ówczesnego komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach.
Gdyby związki zawodowe działały w wojsku, można
sobie wyobrazić, jak jakiś major lub pułkownik, szef związkowych żołnierzy
domaga się odwołania generała – szefa sztabu WP lub dowódcy któregoś z
Okręgów Wojskowych. Albo jeszcze gorzej. Związkowcy będą protestować przeciwko
wysyłaniu żołnierzy na front, bo przecież mogą tam stracić życie. Ba! Zagroziliby
nawet strajkiem. Na szczęście mamy jeszcze mądrych sędziów i mądre prawo!
Andrzej Kerad
Inf. własna Amb. RP w Londynie: - Odpowiedzi Ministra Stanu w FCO K.
Vaza na pytania podczas spotkania na forum "Poland Comes Home" 21.02.00.:
- Zapytany, jaka może być największa przeszkoda na drodze Polski do członkostwa
w UE, Vaz stwierdził, że jego zdaniem, mogą to być oczekiwania opinii publicznej
w Polsce. Powiedział, że na wszystkich stronach tego procesu spoczywa odpowiedzialność
za szerokie, właściwe informowanie opinii publicznej o procesie akcesyjnym
i rozszerzenia UE. Polska opinia publiczna powinna zostać przygotowana
na to, że w rozpoczynającym się, trudnym etapie negocjacji będą one toczyć
się wolniej. Informowanie opinii publicznej ma też zasadnicze znaczenie
w debacie
europejskiej w ZK.
Za "Przeglądem
Mediów
Światowych" MSZ
"Lietuvos Aidas" (21.02.2000) Wywiad z Janem Kułakowskim, pełnomocnikiem
rządu RP ds. negocjacji z UE pt. "Wstępując do UE, Litwa powinna być nieustępliwa,
otwarta i
elastyczna". Fragment: p. - Polska została zaproszona do negocjacji
z UE przed dwoma laty. Co Polacy osiągnęli w ciągu tego okresu?
o. - Przede wszystkim nasze ustawy, normy prawne były uzgadniane z
UE. Ale już w listopadzie 1998 r. rozpoczęliśmy zasadnicze negocjacje.
Dotychczas, tymczasowo zakończono uzgadnianie dziewięciu rozdziałów. Czternaście
rozdziałów na razie nie jest zakończonych; otrzymaliśmy odpowiedź UE i
prowadzimy rozmowy.
Pozostało jeszcze sześć punktów, które należy uzgodnić, dopóki w UE
przewodniczy Portugalia. Najtrudniejsze negocjacje rozpoczną się, kiedy
przyjdzie negocjować o tzw. kompromisy. Wważam, iż nastąpi to w drugiej
połowie br., kiedy przewodniczyć będzie Francja. Oczekują nas b. trudne
dyskusje dot. rolnictwa Polski, ochrony środowiska oraz ochrony wschodnich
granic. W tej dziedzinie wymagania Brukseli są bardzo wysokie.
p. - Czy dotyczy to również granicy z Litwą?
o. - Nie, Litwa jest już na progu do UE, tak więc pogląd na nią jest
inny. UE chodzi przede wszystkim o granicę z Białorusią, Ukrainą i z Obwodem
Kaliningradzkim. Przewidujemy także, iż stosunkowo trudne będą negocjacje
także o wolne strefy handlowe w naszym kraju. Trudności wystąpią także
podczas negocjacji w dziedzinie sprzedaży ziemi dla obcokrajowców.
p. - W jakich dziedzinach Polska zamierza żądać okresu przejściowego?
o. - Co do przystosowania naszego rolnictwa do norm UE, nie chcemy
okresu przejściowego, ponieważ dążymy, aby wobec wszystkich krajów UE była
stosowana wspólna polityka ulgowa - dotacje, różnego rodzaju bezpośrednie
płatności itd. Natomiast w dziedzinie ochrony środowiska prosimy o 14 aż
okresów przejściowych. W naszym kraju nie da się łatwo rozstrzygnąć kwestii
sprzedaży ziemi obcokrajowcom, dlatego w tej dziedzinie będziemy żądali
najdłuższych okresów przejściowych, a np. w kwestii sprzedaży ziemi uprawnej
lub lasów - aż 18 lat. Chcielibyśmy 15-letniego okresu przejściowego w
kwestii sprzedaży ziemi obcokrajowcom na działalność przemysłową i handlową.
p. - Jak wygląda sprawa wolnych stref ekonomicznych? Wydaje się, że
UE niezbyt je popiera, natomiast w Polsce jest ich sporo?
o. - Według Brukseli, mogą one istnieć, jedynie pomoc państwa dla nich
powinna nosić nieco inny charakter. Z tego powodu również w tej dziedzinie
prosimy o przejściowy okres, jednak staramy się, aby tych okresów było
jak najmniej.
p. - Do 1 stycznia 2003 r. - kiedy Polska spodziewa się zostać członkiem
UE - należy jeszcze przyjąć ponad 160 ustaw. Chyba najbardziej rządowi
i Sejmowi zarzuca się nienadążanie. Czy jest możliwe przyjęcie tylu ustaw
w tak krótkim czasie?
o. - Tak, możliwe, ponieważ niektóre ustawy nie są skomplikowane. Oprócz
tego, przewidujemy pierwszeństwo dla tych ustaw, które dotyczą członkostwa
w UE. Powinniśmy to zrobić i zrobimy!
p. - Według najnowszych danych, w Polsce 56 % mieszkańców popiera integrację
z UE, a 24% - nie popiera. Przed rokiem członkostwo popierało 60% respondentów.
Dlaczego popularność UE zmniejszyła się?
o. - Tak, przed rokiem członkostwo w UE popierało 60% mieszkańców,
po jakimś czasie - zaledwie 47%. Obecnie liczba zwolenników integracji
wzrosła. Jest to normalne wahanie się stanowiska społeczeństwa. Sceptycy
zawsze byli i będą. Nie można oczekiwać, aby wszyscy byli entuzjastami.
Nie jesteśmy sowieckim społeczeństwem, gdzie politykę władz zawsze popierała
absolutna większość - ponad 99% mieszkańców.
p. - O korzyściach z członkostwa mówią nie tylko politycy, ale także
zwykli obywatele - studenci, uczniowie, mieszkańcy małych miasteczek. Jednak
prasa zarzuca, że rząd zbyt mało pracuje w tej dziedzinie. Czy tylko rząd
powinien to robić?
o. - Nasze media bardzo lubią krytykować rząd, władze. Włączyć się
zaś do propagowania powinny także: samorządy, władze lokalne i regionalne,
a także wyższe uczelnie, gimnazja, przedsiębiorcy, organizacje pozarządowe.
Niestety, moim zdaniem, większość z nich działa zbyt pasywnie.
p. - Pan dużo jeździ po miastach, województwach Polski, spotyka się
Pan z przedstawicielami społeczeństwa, Kościoła, porusza Pan te tematy...
o. - Jest to jeden z podstawowych sposobów propagowania. Odwiedzam
diecezje, ponieważ Kościół pełni u nas bardzo ważną rolę. Byłem zaproszony
także na konferencję Episkopatu w Częstochowie. Episkopat Polski popiera
stanowisko Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Sejmie RP. Ojciec Święty
podkreślił m.in., iż Watykan popiera proces integracji Europy. Alternatywy
nie ma. Jest to najlepsza droga dla Polski (podkreślenie nasze - SI)
i, myślę, także dla Litwy.
p. - Co mówicie mieszkańcom wsi, którzy nie popierają członkostwa w
UE?
o. - Nie wszyscy nie popierają. Nawet członkowie opozycyjnej PSL mówili
w Sejmie stosunkowo przychylnie. Obawy wsi są zrozumiale. Ale powinniśmy
zrozumieć, że jeżeli uda nam się wynegocjować przychylne warunki dla naszego
rolnictwa - w tej dziedzinie jesteśmy zdecydowani nie ustępować! - wówczas
dla rolników członkostwo w UE będzie korzystne.
p. - Większą część swego życia - ok. 50 lat - spędził Pan na Zachodzie,
dlatego pracując przez dwa lata na stanowisku głównego negocjatora swego
kraju, najlepiej rozumie Pan, co daje członkostwo w UE. Jak propaguje Pan
korzyści z członkostwa w UE, co mówi Pan ludziom?
o. - Jest to szeroki temat. Ważne jest to, że współczesny świat jest
połączony pod względem ekonomicznym. Bez względu na to czy jesteśmy, czy
też nie członkami UE, zależymy od jej decyzji, od działań różnych koncernów
międzynarodowych, banków. Tak więc, nasza niezależność ekonomiczna jest
względna. Wstępując do UE, znajdziemy się wśród tych, którzy decydują będziemy
jednymi z nich. Znaczy to, że będziemy mogli wywierać wpływ na podejmowanie
decyzji, które to, tak czy owak, już obecnie (te decyzje) wywierają wpływ
na nasz kraj. Jednym słowem, otrzymujemy prawo do wyrażania swego stanowiska.
p. - Polska, jak i każdy inny kandydat potrzebuje wiele środków na przygotowanie
się do członkostwa w UE. Czy dużą pomoc finansową otrzymała Polska i ile
jeszcze spodziewa się otrzymać?
o. - Dużo, czy mało - trudno powiedzieć, zawsze jednak wygląda, że
jest za mało. Do końca 2002 r. na potrzeby dostosowania rolnictwa do wymogów
UE powinni byśmy otrzymać 168 mln euro. Z Fundacji ISPA na potrzeby ochrony
środowiska i transportu - ok. 300 mln euro. Oprócz tego, jeszcze przed
negocjacjami PHARE udzieliło nam sporego wsparcia. Po wstąpieniu do UE
spodziewamy się otrzymać spore środki z tzw. funduszy strukturalnych (...).
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ
I taki, pożal się Boże, "negocjator" nas reprezentuje?
Od razu się ustawia w roli błagającego o "jedyne słuszne rozwiązanie"?
KOPENHAGA
"Berlingske Tidende" (16.02.00) artykuł Michaela Kuttnera pt. "Polska winda do UE", oparty na rozmowach z Jackiem Saryuszem-Wolskim i Jerzym Osiatyńskim.:
- Winda, którą autor jechał na spotkanie z J. Saryuszem-Wolskim jest
supernowoczesna i przypomina statek kosmiczny: cała ze stali i ze szkła,
a kiedy się wciśnie guzik, zaczyna gadać. Sam budynek, w którym kursuje,
pamięta dawne czasy: to tu na parterze Jerzy Urban, rzecznik gen. Jaruzelskiego,
rzucał ekskomuniki na zachodni świat. Ale wtedy nie było tu żadnej windy.
Dzisiaj, dziesięć lat później, urzęduje tu szef doradców polskiego premiera
ds. wejścia do UE, a po korytarzach biegają młodzi urzędnicy, mówiący wieloma
językami, zniecierpliwieni czekaniem na członkostwo we Wspólnocie.
J. Saryusz-Wolski, siedzący w pięknym gabinecie i palący Davidoffy
Lighty, zastanawia się, jak najlepiej wyminąć zasieki postawione przez
UE. W Polsce, największym po Turcji kandydacie do UE, uważa się, że już
niedługo będzie ona gotowa do członkostwa. Termin: to 31 grudnia 2002 r.,
a jeśli się nie uda, to wina Unii, a nie Polski.
Saryusz-Wolski, który mówi po angielsku lepiej niż Tony Blair i nosi
garnitur od Saville Row, jest uprzejmy, ale daje się też skusić na moment
na odejście od formuł dyplomatycznych: - "Chce się powiedzieć," - zwierza
się gościowi - "że to nie Polska, lecz UE jest największą przeszkodą w
szybkim przystąpieniu." W konkluzji chce się też powiedzieć, że - po rozmowach
z dużą liczbą polskich urzędników i polityków - nowy, prawicowy rząd w
Austrii nie koniecznie jest postrzegany jako pomoc w negocjacjach o rozszerzeniu,
ale trudności, widziane z Warszawy, zaczęły się na długo wcześniej, zanim
J. Haider wygrał wybory.
Frustracje biorą się częściowo ze zmienionego planu rozszerzenia, w
którym, na rzecz równoległych negocjacji, porzucono model dwóch grup, a
częściowo - z problemów wynikających z zeszłorocznej dymisji Komisji UE.
Z powodu korupcji w Komisji, reformy samej Unii nabrały aktualności, a
to oznacza, że ludzie, którzy mieli zająć się pracą wokół rozszerzenia,
przydzieleni zostali do wewnętrznego czyszczenia UE.
- "Jeśli chce się negocjować z 12 krajami na raz, trzeba mieć po temu
odpowiednie środki. Obawiamy się, że niestety tak nie jest. Życzylibyśmy
sobie większej dynamiki." - mówi Saryusz-Wolski. Wg niego, a także innych
rozmówców długi pobyt w poczekalni UE doprowadził również do zmęczenia
Polaków, które widać, czytając wyniki badań opinii publicznej. Kiedy jeszcze
kilka lat temu poparcie dla wstąpienia do UE było na poziomie 80 proc.,
obecnie wynosi między 46 a 59 proc., w zależności od badania.
W Polsce przyznaje się, że to nie tylko wina Unii. - "Duże poparcie
dla UE i NATO, koło roku 1990 zależało od czynników, które nie miały w
rzeczywistości wiele z nimi wspólnego." - mówi dyrektor Rafał Hykawy, z
Komitetu Integracji Europejskiej. - "Im bardziej Rosjanie np. sprzeciwiali
się polskiemu członkostwu w NATO, tym bardziej rosło dla niego poparcie."
Daje do zrozumienia, że wsparcie dla integracji z UE i NATO było w równym
stopniu wyborem natury kulturowej i uczuciowej, przeorientowania się ze
Wschodu na Zachód.
Hykawy wskazuje na trzy dodatkowe powody dla spadającego poparcia dla
przystąpienia:
1. po pierwsze, tendencja spadkowa pojawiła się po odejściu Komisji:
- "Kiedy ludzie słyszą w telewizji o korupcji, myślą sobie: 'Nie powinniśmy
się tam pchać' "; 2. po drugie, Polacy obawiają się wykupu ziemi i przedsiębiorstw
przez zachodnich kapitalistów; 3. po trzecie, szereg niepopularnych reform,
m.in. służby zdrowia i edukacji, wiązanych jest z UE.
- "Reformy mają bardzo nikły związek z Unią, ale społeczeństwo widzi
to inaczej." - objaśnia Hykawy. Największy opór stawia polskie rolnictwo,
w którym pracuje jedna czwarta część społeczeństwa. Zarówno polscy , jak
i zagraniczni eksperci uważają, że to zdecydowanie za dużo i koniecznie
trzeba tę liczbę zmniejszyć. Rolnicy, którzy dotychczas otrzymywali dobre
ceny za swoje produkty, obawiają się bezrobocia oraz importu konkurencyjnych,
zachodnich produktów.
- "Mój własny dziadek jest przeciw Unii, gdyż wg niego członkostwo
doprowadzi do upadku polskiego rolnictwa." - mówi dyrektor. Chłopom jest
również trudno zrozumieć, że Unia prawi kazania o wolnym rynku, podczas
gdy jej własna polityka rolna jest jednym z ostatnich na świecie przykładów
gospodarki planowej. Nieprzejrzysty system finansowania, ograniczenia plonów
oraz góry masła nie przystają do nauki płynącej z Brukseli. Szef doradców,
Saryusz-Wolski, patrzy na sprawę bardziej skrótowo: - "Bierzemy Wspólną
Politykę Rolna taką, jaka jest. Unia ma dobre oraz mniej dobre strony."
Profesor Jerzy Osiatyński, liberalny poseł na Sejm oraz członek Komisji
ds. UE, obserwował powolny spadek zachwytu rozszerzeniem w Brukseli, "szczególnie
po ostatnich wakacjach" i skandalu w Komisji. - "Większe zainteresowanie
wzbudzają reformy wewnętrzne niż Europa Środkowo-Wschodnia." - mówi. Osiatyński
przyznaje jednak, że sama Polska też ma problem: - "Niepokoję się, że rządowi
nie udało się przekonująco powiedzieć, jaki mamy interes we wstąpieniu
do UE. Nie mówi się np. jak wielkie korzyści miały z tego powodu Hiszpania,
Portugalia i Grecja."
Osiatyński nazywa fascynującym fakt, że "ta grupa społeczeństwa, która
najwięcej skorzysta na członkostwie - chłopi - najbardziej się przystąpieniu
sprzeciwia. Jednym z powodów jest na pewno złe informowanie. Polska telewizja
mówi o Unii niemal wyłącznie w złym kontekście. Biuro rządowe, które ma
się zajmować informowaniem o UE, jest kierowane przez partię chrześcijańsko-narodową,
która wobec UE jest sceptyczna. Taka sytuacja jest niemożliwa." Wg Jerzego
Osiatyńskiego istnieje wiele możliwości przekonania Polaków do UE: wystarczy
mówić o korzyściach.
Ale nie wszyscy uważają, że Polska powinna się do Unii spieszyć. -
"Im bardziej się spieszymy, tym gorsze dostaniemy warunki" - mówi ekonomista
Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy oraz jeden z czołowych krytyków
systemu w czasach komunizmu. Swój stosunek do UE określa on jako "sceptyczny
entuzjazm". Wg niego okoliczności polskiego przystępowania do UE są trudniejsze
niż były one w latach 1980. dla Hiszpanii, Portugalii i Grecji. - "Standardy
się zmieniły. UE stała się mniej solidarna, a bardziej liberalna. Nasze
zasługi związane z upadkiem komunizmu nie dają dodatkowych punktów." -
mówi Bugaj.
Wg niego rok 2003 jako rok przystąpienia jest datą całkowicie nierealną.
- "Pytanie polega też na tym, do jakiej Unii wstąpimy? Czy będzie to Europa
Ojczyzn, jak wyobrażał ją sobie de Gaulle, czy struktura federalna? UE
zmieniła się po traktacie z Maastricht. Zmieniła się też po traktacie z
Amsterdamu. Byłoby miło wiedzieć, do jakiego właściwie związku wchodzimy.
Mimo to, mówi Bugaj, "UE jest najlepszym wyborem dla Polski w czasach globalizacji."
Mimo tych wszystkich wątpliwości Polakom idzie dobrze. Duński ambasador
w Warszawie, Laurids Mikaelsen, przewiduje, że Polska wstąpi do UE w ciągu
kilku lat, może w latach 2004-2006. - "Polska trzyma się nieźle, ale to
waga ciężka" - mówi. - "Historycznie patrząc, przystąpienie w 2006r. można
uznać za szybkie. I mówię Polakom, że lepiej dopiero wtedy zostać członkiem,
kiedy wiadomo, jak korzystać z kasy. Trzeba znać korzyści, aby z nich korzystać."
Mrugająca winda u szefa doradców jeździ bez przerw codziennie w górę
i w dół i gada do swoich pasażerów. Kiedy mówię Saryusz-Wolskiemu, jak
mi się ona podoba, odpowiada: - "Jak pan widzi, jesteśmy bardzo nowoczesnym
krajem."
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
WIEDEŃ
"Die Presse" (15.02) korespondencja K. Bachmanna z Warszawy pt. "Niepewność
wśród kandydatów": - Zdaniem korespondenta, "Europa Wschodnia mniej obawia
się podważenia przez nowy rząd w Wiedniu wartości europejskich, niż opóźnienia
rozszerzenia Unii Europejskiej. Podczas gdy media o sympatiach lewicowych
wskazują palcem na Austrię (artykuł w "Polityce"- Hail Haider? i "Trybuna"),
prawica ostrzega przed UE: "Kto obcuje z UE, może zapomnieć o wolnych wyborach
i suwerenności."
Autor przedstawia też stanowisko polskiego rządu w związku z udziałem
FPÖ w austriackim rządzie.: "Polska podziela zaniepokojenie Unii zaistniałą
w Austrii sytuacją, nie przyłączyła się do sankcji UE tak samo jak Praga
i Budapeszt. Głównie dlatego, jak pisze K. Bachmann, że kraje kandydujące
mają z Austrią wciąż nie uregulowane rachunki - "Czy to się Polsce i Czechom
podoba czy nie, Wiedeń od czasu do czasu podnosi kwestię odszkodowań dla
wypędzonych, przede wszystkim dla Niemców Sudeckich."
"Dodatkowo, trzy ww. kraje EŚW podtrzymują, wg korespondenta, austriackie
obawy przed nadmiernym napływem siły roboczej do Austrii po rozszerzeniu
UE, głównie poprzez domaganie się wieloletnich okresów przejściowych."
Jak pisze K. Bachmann, "w krajach Europy Wschodniej pojawia się zaduma
i brak zrozumienia, dlaczego zachodni Europejczycy, którzy akceptują post-
lub ex-komunistów jako partnerów we współrządzeniu, tak reagują na prawicowego
populistę, jakim jest Haider. Niemal w każdym artykule prasowym podnoszony
jest zarzut, iż Unia jest ślepa na lewe oko. "
Na zakończenie, K. Bachmann w swojej korespondencji podaje, iż "już
tylko "Trybuna" i redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", Adam Michnik, są
zdania, iż Polska powinna poprzeć sankcje UE wobec Austrii."
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
Pewna firma odzieżowa zrobiła akcję reklamową,
używając skazanych na karę śmierci morderców do promowania swoich szmatek...
Dwa tygodnie temu jedna z największych sieci
handlowych Sears, która nimi handlowala, usunęła wszystkie te towary i
odeslala do producenta... Wystarczyło parę artykułów dziennikarzy, którzy
maję inne podejście niż ta firma do odpowiedzialności za reklamę, aby nastąpiła
reakcja świadomych swych przekonań konsumentów...
Natomiast w Polsce agencje reklamowe pozwalają
sobie na sztuczki, na które nigdy nie pozwoliliby sobie w Ameryce...
Cudowny powiew leczniczego chilijskiego powietrza
spowodował ozdrowienie generała Pinocheta - kiedy ten wysiadał z samolotu
na lotnisku w Santiago - nie musiał juz używać inwalidzkiego wózka, w którym
go pożegnali "gościnni inaczej" Brytyjczycy spod znaku Lewizny Tońcia Blaira.
Honory oddali mu przedstawiciele wiernej armii, na płycie lądowiska nie
widać było nikogo z władz rządowych.
Szef Komisji Europejskiej zapowiedział ostatnio,
że nie mamy co liczyć na szybkie przyjęcie nas do UE. Po prostu nas tam
nie chcą. A właściwie to rządy piętnastki po prostu się nas, czyli państw
z Europy Centralnej kandydujących do Unii, boją. Boją się szczególnie zalewu
taniej siły roboczej i wydawania na nas zbyt dużo pieniędzy z programów
pomocowych. Romano Prodi, szef Komisji Europejskiej, powiedział to ostatnio
dobitnie w wywiadzie dla „Financial Times”. Przyznał się, że we wszystkich
krajach UE występuje ksenofobia i nietolerancja, jeśli chodzi o napływ
cudzoziemców po wejściu m.in. Polski do Unii. Dlatego:
– Trzeba uśmierzyć lęki opinii publicznej w państwach
UE i w krajach kandydackich – powiedział szef Europejskiej Romano Prodi
w wywiadzie udzielonym w piątek 3 marca br. dziennikowi „Financial Times”.
– Jestem gotów rozczarować kraje kandydackie
i nas samych – zaznaczył stanowczo. – Musimy przyhamować wejście nowych
członków do Unii Europejskiej. Komisja Europejska musi być szczególnie
twarda w negocjacjach z kandydatami – dodał jasno. Prodi przyznał, że Piętnastka
boi się dojścia do władzy w krajach UE partii podobnych do austriackich
Wolnościowców. Dlatego chce przeciągnąć negocjacje jak najdłużej, by: „nie
powtórzyła się sytuacja austriacka”, jak to nazwał Prodi. Dlatego według
niego nie mamy co liczyć na przyjęcie nas do UE przed wynikami wyborów
parlamentarnych we Francji i Niemczech, co nastąpi w 2002 roku. Potem,
zdaniem szefa Komisji Europejskiej, nastąpią szczegółowe i drobiazgowe
negocjacje, szczególnie w sprawach rolnictwa i wspólnego rynku pracy.
– Nie będzie w tych kwestiach żadnych taryf ulgowych
– uprzedza w wywiadzie Romano Prodi.
Według niego przyjęcia nas do Unii Europejskiej
może nastąpić nie wcześniej niż w 2005, o ile nie w 2006 roku.
Pełny tekst wywiadu pt.: „Commission President
takes tough stance over UE expansion” można znaleźć na stronie: http://www.ft.com
Jeśli więc Unia Europejska nas nie chce, to po
co na siłę się tam pchamy? Czy nie lepiej iść tam, gdzie nas chcą lub nie
będą stawiać wielkich problemów, np. do NAFTY? Poza tym trudno odmówić
byłemu szefowi austriackich Wolnościowców, Haiderowi racji, jeśli mówi:
„Niech państwa z Europy Centralnej same się bogacą i przystąpią do Unii
już na tym bogate, wtedy nie będziemy im stawiać żadnych problemów”. Powinniśmy
sami się rozwijać, realizując liberalny program gospodarczy, a gdy się
szybko wzbogacimy, państwa UE same będą prosić Polskę, by przystapiła do
Unii.
Andrzej Kerad
Administracja rządowa Billa Clintona pozazdrościła
swoim europejskim kolegom i chce wiedzieć, ile zarabiają Amerykanie. Do
tej pory każdy Amerykanin chronił swoją prywatność, a rząd nie interesował
się, ile kto zarabia – oprócz stanowych urzędów podatkowych. Teraz i federalny
rząd chce to wiedzieć. Tamtejsze ministerstwo pracy postanowiło w końcu
dowiedzieć się, ile zarabiają obywatele USA z różnych stanów. Dlatego zaczęło
wysyłać ankiety do pracowników najemnych, by ci podali, ile dostają co
roku od swego pracodawcy. Na szczęście ankieta nie była obowiązkowa i nie
wszyscy ją wypełnili. Na dodatek nie musieli ją wypełniać pracownicy tzw.
wolnych zawodów (sędziowie, prawnicy, dziennikarze, maklerzy itp.) i przedsiębiorcy.
Jednak nie tylko o wiedzę chodziło ministerstwu
pracy. Zebrane w ten sposób dane posłużą także do ścigania pracodawców.
Zgodnie z prawem, muszą oni zatrudnianym cudzoziemcom płacić przynajmniej
średnią pensje obywateli USA pracujących na tym samym stanowisku w tym
samym stanie. Do tej pory karanie „wyzyskiwaczy” było trudne, bo... ministerstwo
nie wiedziało, ile wynosi taka średnia pensja Amerykanina, np. dozorcy
domu ze stanu Teksas. Teraz to się zmieniło. Dodatkowo urzędnicy ministerstwa
dostrzegli jawne „niesprawiedliwości”. I tak np.: pedikiurzysta z Chicago
rocznie zarabia 70 tys. doalrów, a jej koleżanka z Detroit – ponad 98 tys.
dolarów. Z kolei średnie wynagrodzenie dozorcy w Kokomo w Indiana (roczna
średnia pensja 29 tys. dolarów) jest ponad dwa razy większe od dozorca
z Wichita Falls w Teksasie.
Średnie krajowe zarobki w Stanach Zjednoczonych
dla danego zawodu można sprawdzić pod adresem:
http://www.bls.gov/oes/national/oes_nat.htm
zarobki w poszczególnych stanach:
http://www.bls.gov/oes/state/oessrch2.htm,
Czy teraz rząd USA pójdzie jeszcze dalej i zacznie
wyrównywać zarobki w poszczególnych stanach tak, aby fryzjerka z Alabamy
zarabiała tyle samo co z Kalifornii? Urzędnicy przecież zawsze muszą stale
wykazywać swoją przydatność. Cała nadzieja w McCainie i Bushu juniorze,
że któryś z nich wygra batalię o fotel prezydenta USA i powstrzyma urzędasów
z tamtejszego ministerstwa pracy.
Andrzej Kerad
We wtorkowych "superwyborach" wewnętrznych zwyciężyli:
ze strony tzw. Demokratów, czyli socjalistów amerykańskich - Albercik Gore,
zaś ze strony Republikanów - Jerzy Bush młodszy, który stosunkiem 8:5 pokonał
Jana McCaina w wewnętrznych wyborach partyjnych. McCain zapowiedział nierezygnowanie
jeszcze z walki.
Kalifornia bez homosiowych małżeństw
W Kalifornii nie będzie ślubów pederastów. Tak
zdecydowali we wtorek 7 marca mieszkańcy tego największego stanu w USA.
Przy okazji prezydenckich prawyborów, władze stanu Kalifornia zdecydowały
się na przeprowadzenie powszechnego plebiscytu. Mieszkańcy Kalifornii mieli
się wypowiedzieć czy chcą, by w ich stanie pederaści męscy i żeńscy nie
mogli legalnie brać ślubów i zawierać małżeństw. Zdecydowana większość
mieszkańców opowiedziała się za tzw. Propozycją 22 stanowej legislatury
i tym samym w „tylko małżeństwo zawarte między kobietą a mężczyzną jest
ważne i uznawane w Kalifornii”. W ten sposób ten największy stan w USA
stał się 31. stanem, w którym uchwalono prawo nie uznające małżeństw homoseksualistów
i lesbijek. Dziesięć następnych stanów Ameryki Północnej przygotowuje podobne
ustawodastwo.
Andrzej Kerad
"(...) Dużą aktywność w sieci przejawia natomiast Unia Polityki Realnej
- strona kandydata na prezydenta Janusza Korwin-Mikkego istnieje już od
zeszłego roku (...).
Fragment artykułu nt. politycznej części polskiej Sieci z dziennika
"Rzeczpospolita"
Pod urzędem ZUS na ul. Senatorskiej w Warszawie odbyła się pikieta
Unii Polityki Realnej, w której udział wzięli Prezesi UPR: pp. Janusz Korwin-Mikke
i Leszek Samborski. Rozdawano ulotki z opisem złodziejskiego systemu ZUS,
kradnącego w ciągu życia podatnika 4 miliardów złotych... Pikietę sfilmowała
telewizja Polsat, nagrało Radio Kolor, a także opis został umieszczony
w serwisie PAP.
3 lutego 2000 r.
Oświadczenie
Unia Polityki Realnej z zażenowaniem przygląda się skandalowi, który
wybuchł w Europie (i nie tylko) po wyborach w Austrii.
Uważamy, że oświadczenia polityków i eurokratów dotyczące wyników wyborów
w Austrii są skandaliczną próbą ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego
państwa. Zaś grożenie Austrii blokadą polityczną i gospodarczą na skutek
tego, że wynik demokratycznych (!) wyborów był nie pomyśli eurosocjalistów,
można określić tylko w jeden sposób: jest to zwykły terroryzm polityczny.
W świetle tych poczynań musimy uznać, że większością państw UE rządzą
ciemni nietolerancyjni, ksenofobiczni biurokraci, którzy nie są w stanie
zrozumieć i szanować poglądów innych niż swoje.
Wobec tak ewidentnego nieposzanowania demokracji, którą sami wychwalają
– i agresywnej postawy wobec jednego ze swych członków Rząd RP powinien
na nowo rozważyć czy wchodzenie do struktur UE ma jakikolwiek sens.
UPR ze zrozumieniem i szacunkiem przygląda poczynaniom FPÖ pana Jerzego
Haidera, który interes własnej Ojczyzny potrafi postawić wyżej od niejasnych
interesów eurosocjalistów i przełamując skostniałe, biurokratyczno-mafijne
struktury odnieść sukces. Mamy nadzieję, że sukces pana Haidera jest wydarzeniem,
które zapoczątkuje zdecydowaną zmianę kursu światowej polityki – w prawo.
UPR protestuje jednocześnie przeciwko określaniu w mediach organizacji
posthitlerowskich mianem „prawica”. Przypominamy, że hitlerowska partia
NSDAP nosiła socjalizm nawet w nazwie, czyli bardziej pasuje do niej określenie
skrajna lewica.
Prezes i wiceprezesi Unii Polityki Realnej
Janusz Korwin-Mikke
Leszek Samborski
Mariusz Waszak