49/99

Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR

KRAJ


Serwis informacyjny
Archiwum
49/99
KRAJ
O Polsce...

UE wymusza na nas odcięcie się od sąsiadów

Adama Michnika nieprawdziwego obrazu Polski ciąg dalszy

Rosjanie obawiają się abordażu na swe nieruchomości w Polsce
 

Wiadomości z UPR

List Prezesów UPR
do Prezydenta RP

sprawie podatków koalicji AW"S"-UW

Artykuł p. Stanisława Michalkiewicza dotyczący planowanych zmian w ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu

Nad okularnikiem z ZChN zbierają się burzowe chmury więcej...
A nawet już się podał do dymisji więcej...
Jeden z mafii związkowej "odstrzelony" - Zagórny idzie siedzieć więcej...
Euroentuzjastyczna propaganda w Pałacu im. Józefa Stalina w Warszawie więcej...
Wiemy już co nieco o przyszłorocznych haraczach na rzecz biurwokracji polskiej więcej...
Koalicja AW"S"-UW chce nam ograniczyc możliwość zarobków więcej...
Balcerowicz przyrośnięty do stołka, nie może sie oderwać od korytka więcej...
Powstała nowa partia biednych i bezdomnych... więcej...
Wyniki badań OBOP - pełniejsza wersja o wzroście poparcia dla UPR więcej...
Lustracja tow. Oleksego trwa... więcej...
Niedługa może zostać zgłoszony wniosek o referendum w sprawie reprywatyzacji więcej...
Jeszcze większe, jeszcze potężniejsze podatki koalicji UW-AW"S" więcej...
Polityka społeczna buraczanych socjalistów z PSL więcej...
ZAGRANICA
Aborcja – nieśmiertelny temat każdej kampanii wyborczej więcej...
Clinton robi Gore’owi koło piórka... więcej...
Muzułmanie z Zatoki Perskiej też się jednoczą więcej...
Kanclerz Kohl przyznał się, że jego partia CDU brała łapówki więcej...
Aleksander Łukaszenka będzie konfiskował majątki swoim ziomkom więcej...
Francuski socjalista - minister z rządu Jospina oskarżony o fałszowanie dokumentów wiecej...
Zamieszki spowodowane przez lewaków podczas sesji WTO w Seattle więcej...
Reperkusje wystąpienia białoruskiego satrapy Łukaszenki podczas sesji OBWE więcej...

28.11.1999 r.
"Żak: jeżeli prasa mówi prawdę, Goryszewski będzie ukarany

Według rzecznika klubu AWS Piotra Żaka, jeżeli potwierdzą są piątkowe prasowe informacje na temat działalności gospodarczej Henryka Goryszewskiego (ZChN-AWS), może on utracić funkcję szefa komisji finansów publicznych.
"Oczywiście trzeba przede wszystkim sprawdzić fakty. Jeśli potwierdzą się rewelacje zawarte w artykule +Życia Warszawy+, to na najbliższym posiedzeniu władz klubu AWS, w najbliższy wtorek, zapadną radykalne decyzje" - powiedział w piątek Żak. "Jakie decyzje?" - zapytała PAP. "Wnioski będą daleko idące. Goryszewski może utracić funkcję szefa komisji finansów publicznych. Nie wiem, jak będzie wyglądała sprawa jego członkostwa w klubie AWS" - odpowiedział rzecznik.
Zarząd SKL zobowiązał swojego prezesa, Mirosława Stycznia, do zgłoszenia wniosku o odwołanie Goryszewskiego z funkcji
przewodniczącego komisji w przypadku potwierdzenia prasowych doniesień.
Piątkowe "ŻW" informuje, że kancelaria Goryszewskiego w maju tego roku umożliwiła firmie Kredyt Bank otrzymanie od Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi zezwolenia na utworzenie powszechnego towarzystwa emerytalnego. Według dziennika, Urząd dwukrotnie odmawiał Kredyt Bankowi. Dopiero za trzecim razem - gdy sprawą zajęła się kancelaria Goryszewskiego - Urząd wydał opinię pozytywną. Gazeta sugeruje, że stało się tak, ponieważ na czele Urzędu stoi Cezary Mech - partyjny kolega Goryszewskiego. Według gazety, za tę transakcję Goryszewski i jego wspólnik mają otrzymywać przez dwa lata po 8900 dolarów miesięcznie.
Według Żaka, Goryszewski nie złamał prawa, bo jako poseł niezawodowy mógł prowadzić swoją kancelarię prawną. "Istnieje jednak coś takiego, jak etyka poselska i jeśli potwierdzą się te informacje prasowe, to budzi to ogromne wątpliwości" - dodał rzecznik.
Szef sejmowej komisji etyki poselskiej Bogdan Pęk (PSL) poinformował PAP, że już w przyszłym tygodniu komisja zajmie się sprawą Goryszewskigo. Według niego, jeżeli potwierdzą się piątkowe informacje "ŻW", to komisja dołączy tę sprawę do tej, którą już się zajmuje.
Od kilku tygodni komisja bada sprawę doradzania przez kancelarię Goryszewskiego firmie "Agros". Prasa donosiła, że szef komisji finansów publicznych, jako doradca prawny firmy "Agros", starał się umożliwić jej niezapłacenie zaległego podatku VAT. Poseł ZChN miał w ten sposób zapobiec wpływowi do kasy państwa 17 mln zł. Według prasy, ostatecznie "Agros" będzie jednak musiał uregulować wielomilionową zaległość z tytułu niezapłaconego podatku VAT i opłat celnych.
Informacji "ŻW" nie chciał komentować szef poselskiego zespołu chrześcijańsko-narodowego Stefan Niesiołowski. "Na podstawie jednej publikacji prasowej nie chcę wydawać sądów. Nie potrafię powiedzieć, czy te informacje są prawdziwe, czy nie. Muszę porozmawiać najpierw z Henrykiem" - powiedział Niesiołowski".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Chłopaki z SKL zaczynają pokazywać kły... w poszukiwaniu szerszego dostępu do koryta!!!!

30.11.1999 r.
Dymisja Henryka Goryszewskiego

"Zgodnie z umową jego kancelaria prócz zlecenia dotyczącego UNFE otrzymywać ma od PTE Kredyt Banku co miesiąc przez dwa lata 8900 dolarów za obsługę prawną. Wczoraj Małgorzata Szelewicka, dyrektor ds. public relations PTE Kredyt Banku, oświadczyła, że oferta kancelarii Henryka Goryszewskiego była "najtańsza", co zdecydowało o jej wyborze". - z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita".
"To jest oczywiste - twierdzi Jerzy Wierchowicz, przewodniczący klubu UW. - Reprezentowanie osób fizycznych i prawnych przed organami władzy państwowej, przy równoczesnym wykonywaniu mandatu posła, który ma ogromny wpływ na kształt prawa, jest absolutnie niedopuszczalne. Nawet zwykły poseł nie powinien wykonywać zawodu radcy prawnego i adwokata.
Wiesław Walendziak, wiceprezes SKL, także uważa, że jeśli informacje prasowe się potwierdzą, Goryszewski powinien odejść. - Konflikt interesów jest tu oczywisty. Nie tak dawno premier przedstawił klubowi AWS priorytety swojej polityki. Jednym z nich było budowanie wysokiego standardu służby publicznej. W ugruntowanych demokracjach sytuacja, w której znalazł się Henryk Goryszewski, nie byłaby do zaakceptowania - powiedział ŻYCIU Walendziak. - Inicjatywa należy jednak do ZChN.
- Trudno automatycznie dyskwalifikować człowieka, który nie łamie prawa - uważa Jacek Kurski, wiceprezes ZChN. - Jednak polskie prawo zbyt często sankcjonuje przypadki nieetycznych zachowań. Takie funkcje, jak przewodniczący komisji, powinny pełnić osoby, wobec których nie stawia się tego rodzaju zarzutów. W każdym razie sytuacja dojrzała, by zajął się nią zarząd i Rada Polityczna ZChN". - z artykułu w dzienniku "ŻYCIE".
"Dzisiaj maja rozstrzygnac sie losy Henryka Goryszewskiego, posla AWS i przewodniczacego sejmowej Komisji Finansow Publicznych. Na posiedzeniu prezydium klubu parlamentarnego
AWS padnie wniosek o odwolanie go ze stanowiska szefa komisji.
Juz wczesniej zapowiedzial to prezes SKL Miroslaw Styczen. - Moge tylko powtorzyc: jezeli fakty ujawnione przez "Zycie Warszawy" potwierdza sie, wobec Goryszewskiego zostana
wyciagniete bardzo powazne konsekwencje - powiedzial nam Piotr Zak, rzecznik klubu AWS. Ponad polowe czlonkow prezydium klubu stanowia obecnie przedstawiciele Ruchu Spolecznego
AWS.
Bardzo krytycznie oceniaja oni dwuznaczna role Goryszewskiego w dzialaniach na rzecz uzyskania przez Kredyt Bank zgody na otwarcie towarzystwa emerytalnego. Moze to oznaczac, ze
beda glosowac za odwolaniem szefa Komisji Finansow Publicznych. Ostateczna decyzja nalezec bedzie do calego klubu AWS, ktory zbiera sie kilka godzin po prezydium". - z artykułu w dzienniku, który ujawnił tę sprawę - "Życie Warszawy".
Henryk Goryszewski podał się już do dymisji ze stanowiska przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Złożył ją na ręce marszałka Sejmu Płażyńskiego. Jako motywację tej decyzji wymienił względy zdrowotne i "atmosferę nagonki politycznej" na niego. Czy można go żałować...? Jak twierdzi reprezentant z "Gazety Polskiej" - w ich posiadaniu znajduje się autoryzowany wywiad z nim, w którym proponował rząd AW"S"-SLD... A reprezentanci postkomunistów chwalą go - artykuł z dziennika "Rzeczpospolita".



28.11.1999 r.
Rok i trzy miesiące dla Zagórnego za wysypywanie zboża

Na rok i trzy miesiące więzienia skazał w piątek Sąd Rejonowy w Jastrzębiu Zdroju (Śląskie) Mariana Zagórnego - przywódcę rolniczych protestów z lipca ubiegłego roku - za wysypanie 12 wagonów zboża w Zebrzydowicach.
Prokurator żądał jednego roku pozbawienia wolności. "Sąd nie ma prawa oceniać polityki rządu. Zrozumiałbym wysypanie symbolicznej ilości zboża, ale nie zniszczenie mienia o tak znacznej wartości" - powiedział w uzasadnieniu sędzia Mirosław Płysa.
Sędzia podkreślił, że nie jest to wyrok w zawieszeniu z powodu zachowania oskarżonego, który mówił już po wysypaniu zboża, że nie czuje się winny i zapowiadał, że będzie dalej je wysypywał.
"To wyrok jednostronny, nie brano w ogóle pod uwagę wniosków mojego obrońcy, opinii biegłych. Mówi się, że sądy w Polsce są niezawisłe, ja myślę, że ten sąd jest pod wpływem lobby importerów i przemytników. Komuś zależy na tym, żebym siedział w więzieniu" - uważa Marian Zagórny. Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca Zagórnego zapowiedział apelację.
Prokuratura zarzucała Zagórnemu, że w ubiegłym roku, kierując zorganizowaną przez siebie akcją protestacyjną rolników zrzeszonych w związku, doprowadził do wysypania na torowisku w Zebrzydowicach (Śląskie), przez nieustalonych uczestników protestu, 12 wagonów importowanej pszenicy.
PKP wyceniła wielkość szkody na ponad 211 tys. zł, niezależny biegły - na 108 tys. zł.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Pierwszego z bossów związkowych - nieszczęścia Polski - dotknęło to, na co zasłużył. Ponoć warchoł Lepper smutno pochyli swój zakuty łeb...



29.11.1999 r.
(...) Zamiast dyskusji entuzjazm

W związku z tym, że głosów krytycznych było niewiele (jak zawsze barwny Janusz Korwin-Mikke i kilku innych mniej znanych
prelegentów zwróciło uwagę, iż rocznie będziemy musieli wpłacać do kasy Unii prawie dwa mld euro składki członkowskiej), a eksperci w osobach m.in. Andrzeja Olechowskiego, profesora Jacka Trznadla i Pawła Sameckiego, szefa UKIE, przekonywali o korzyściach płynących z uczestnictwa w UE (bylibyśmy dobrze reprezentowani w  instytucjach europejskich, moglibyśmy blokować decyzje UE wymagające zasady jednomyślności), od początku wiadomy był rezultat przeprowadzanego wśród uczestników referendum - za wstąpieniem do UE opowiedziało się ponad 90 proc.
- To nie był dialog, a entuzjastyczny monolog o Unii - skomentował spotkanie jeden z uczestników. F.G.
fragment artykułu z dziennika "Rzeczpospolita"

"(...) Jako jedyny obecny na kongresie "eurosceptyk lub eurorealista" wystąpił Janusz Korwin-Mikke. "Takiej ilości propagandowych kłamstw jeszcze nie słyszałem, mimo że ta sala do tego przywykła" - powiedział. Interesowało go tylko, czy z UE można wystąpić. Usłyszał, że można, ale przedtem trzeba wstąpić.
Komentując nieobecność na Kongresie - mimo zaproszenia - zdeklarowanych przeciwników integracji z Unią  współprzewodniczący Forum Marek Goliszewski powiedział: "Prawdopodobnie nie chcą rozmawiać". Wymienił o. Tadeusza Rydzyka, Jana Łopuszańskiego (Stronnictwo Porozumienie Polskie) i Jarosława Kalinowskiego (PSL).
Nieobecnych było jednak więcej. Z zaproszenia na Kongres nie skorzystali np. premier Jerzy Buzek (przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej) ani żaden z liderów największych partii politycznych, których wystąpienia zapowiadano wcześniej".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Od nas dodamy, że na wystąpienie Prezesa przydzielono (!!!) 2 minuty, więc nie miał możliwości pełnego jego zaprezentowania, a mówi to wiele o kulturze politycznej euroentuzjastów: zaczyna przypomniać ich duchowych antenatów - narodowych socjalistów... A tekst wystąpienia Prezesa UPR można znaleźć TUTAJ.



29.11.1999 r.
PODATKI, PODATKI!!!
Wygląda na to, że w przyszłym, Jubileuszowym, Roku 2000, będziemy płacili haracz na rzecz biurokracji od dochodów osobistych w nie zmienionej wysokości... 19, 30 i 40%. Ulgnie obniżeniu podatek od dochodów firm - do 30%. Za to wzrośnie np. akcyza na papierosy - do 30%. Przedsiębiorcom odebrano też możliwość odliczania podatku VAT od samochodów w firmach, których ładowność jest niższa od 500 kg. A więc szefowie przestaną wpisywać samochody osobowe swoich rodzin....


29.11.1999 r.
Koalicja AW"S"-UW wieczorem tego dnia zaczęła rozpatrywanie poleceń Unii Europejskiej nakazujących ograniczenie możliwości zwiększenia zarobków pracowników... Chodzi o postulat 40-godzinnego tygodnia pracy. Według socjalistów z Brukseli zwykły obywatel UE nie powinien zarabiać więcej niż zaplanowali to biurwokraci europejscy - czyli dla wcześniejszych członków UE - niewiele więcej niż 1500 euro, a dla "młodych" adeptów - mniej niż 1000 euro... Opłacone przez zachodnioeurpoejskie koncerny "elity" polskiej polityki zaczęły dzisiaj zastanawiać się, w jaki sposób przekazać nam te "cywilizacyjne" rozwiązania...
Nie dość, że nie wolno wybijać się ponad przeciętność według skali opodatkowania polskiego fiskusa... Musimy jeszcze wysłuchiwać równających do przeciętnej tub propagandowych Unii Wolności i AW"S"...


30.11.1999 r.
Nie zawiódł...

Urzędnik-wicepremier Balcerowicz uradował tłumy Polaków swą decyzją o podjęciu historycznej odpowiedzialności za pozostanie przy korycie w MinFinie. Jak sam oznajmił, "wzruszył się wyrazami poparcia, jakie dostał w setkach listów, faksów, telegramów, mnóstwo rozmów telefonicznych z wyrazami otuchy i wsparcia i z oczekiwaniami kontynuacji mojej służby państwowej"! W swym oświadczeniu mówił, że ścierały się w nim dwa poczucia odpowiedzialności - "Jedno z nich mówiło: trzeba odejść (...). Ale było też i drugie poczucie odpowiedzialności, które mówiło, że trzeba zostać (...)". Jednak zwyciężyło zamiłowanie do wprowadzania podwyżek podatków pośrednich... Zapowiedział wniesienie projektu koalicji odrzuconego przez prezydenta Kwaśniewskiego w przyszłym roku pod obrady Sejmu - będzie to ten sam wniosek mniejszości z listopada 1999 r. A w mediach trwa spektakl pn. "Dobroczynny wpływ pozostania Balcerowicza prz korycie na wolny rynek" - ciągle straszono, że jak tylko pojawią się pogłoski o jego dymisji, nastąpi krach walutowy... W środę "Trójka", III program PR, podała, że jak tylko stało się wiadome, iż będziemy się jeszcze cieszyć z jego przyśrubowanej obecności do stołka - od razu "staniały dolary, a złoty się umocnił..."!!!
Wygląda na to, że jego smutną twarz komornika będziemy mieli jeszcze jakis czas możliwość oglądać - np. do batalii o budżet '2000...



30.11.1999 r.
Nowy odłam lewactwa w Polsce

"Polska Partia Robotniczo-Chłopska zamierza poprzez swoich posłów i senatorów reprezentować interesy najbiedniejszych Polaków" - przedstawiono idee przyświecające powodom zawiązania nowego ugrupowania.
"Działamy dopiero od roku. Nie zdążymy już zorganizować się na wybory prezydenckie, ale sądzę, że nasi przedstawiciele lub popierani przez nas ludzie spoza PPR-Ch wejdą do Sejmu i Senatu, gdyż dotychczas rządzące partie polityczne nie spełniają oczekiwań społeczeństwa. Dlatego postanowiliśmy utworzyć nową partię dbającą o dobro wszystkich Polaków, ze szczególnym uwzględnieniem najuboższych - bezdomnych i bezrobotnych" - powiedział przewodniczący RN tej partii.
Partia ta oczywiście opowiada się przeciw reprywatyzacji w wszelkiej formie, gdyż "historii nie można cofać", jak zauważyli jej członkowie.



30.11.1999 r.
OBOP: wybory w połowie listopada wygrałby SLD

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w połowie listopada, wygrałby je SLD zdobywając 33 proc. głosów - wynika z sondażu OBOP. Na drugim miejscu znalazłaby się AWS, dla której poparcie zadeklarowało 23 proc. ankietowanych.
Trzecią pozycję zajęły wspólnie Unia Wolności i PSL: na każdą z tych partii skłonny jest oddać głos co dziesiąty wyborca (po 11 proc.).
Wśród pozostałych ugrupowań, które nie uzyskałyby jednak mandatów, największym poparciem cieszy się Unia Pracy, Unia Polityki Realnej i Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (po 4 proc.).
Ponad jedna trzecia ankietowanych (36 proc.) zdecydowanie deklarowała wzięcie udziału w wyborach parlamentarnych, gdyby odbywały się one w połowie listopada. Ponad jedna czwarta uprawnionych do głosowania (29 proc.) mówi z wahaniem, że raczej poszłaby głosować. 10 proc. - deklaruje, że raczej nie głosowałoby, a 18 proc. jest zdecydowanych nie brać udziału w
wyborach. 7 proc. nie miało zdania.
Badanie przeprowadzono w dniach 13-15 listopada, tuż po obchodach Święta Niepodległości, w czasie debaty nad ustawami podatkowymi na przyszły rok, na reprezentatywnej próbie 1022 dorosłych Polaków".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



01.12.1999 r.
Towarzysz premier Oleksy powiedział podczas wczorajszego posiedzenia Sądu Lustracyjnego w swojej sprawie o kłamstwo lustracyjne, że "jest zaskoczony, iż tyle szczegółów zostało zachowanych na jego temat" i że "te materiały nie pokrywają się jego PAMIĘCIĄ".
Ho, ho, ho! To już musi przywoływać na swoją obronę - PAMIĘĆ!!!


01.12.1999 r.
Poseł Bohdan Pęk z PSL zapwiedział, że "poparty 2 milionami podpisów" wniosek o refernedum w sprawie reprywatyzacji zostanie niedługo złożony do Sejmu...
"Posłom z komisji nadzwyczajnej udało się przegłosować także jeszcze jeden artykuł - głosami lewicy z projektu ustawy skreślono preambułę mówiącą, że akt ten stanowi zadośćuczynienie za nieprawości komunizmu" - z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita".


02.12.1999 r.
Jeszcze większe, jeszcze potężniejsze podatki...
Rząd zaproponował projekt zwiększenia dojenia pracodawców i pracobiorców z pieniędzy: w przyszłym roku ci, którzy choć raz podpisali umowę o pracę z jakąś firmą, podpisując umowy-zlecenia i umowy o pracę z tym pracodawcą, będą musieli zapłacic haracz na ZUS... A także chce, żeby emeryci ponosili koszta "emerytury pozagrobowej":
"Ponadto rząd chce, aby osoby pobierające emeryturę lub rentę były traktowane tak samo jak pracownicy (dotychczas emeryci i renciści byli zwolnieni z obowiązku odprowadzania składki na ubezpieczenia społeczne, mogli natomiast ubezpieczyć się dobrowolnie). Posłowie, choć niechętnie, poparli propozycję rządu, uznając, że zwiększenie dochodów ZUS jest sprawą priorytetową. Według Ewy Lewickiej, pełnomocnika rządu do spraw reformy zabezpieczenia społecznego, proponowane rozwiązania zwiększą dochody Funduszu Ubezpieczeń Społecznych o ok. 400 mln zł. Głosowanie w tej sprawie odbędzie się dzisiaj". - z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"
Czy jeszcze jest jakaś niemozliwa do pomyślenia rzecz, która nie przyjdzie do rozpalonych  do CZEROWNOŚCI głów tych "ekspertów" od podatków spod sztandarów Unii Wolności i Akcji Wyborczej "Solidarność"???


02.12.1999 r.
Polityka społeczna w zagrodzie

"Prezes PSL Jarosław Kalinowski uważa, że polska delegacja na konferencji Światowej Organizacji Handlu (WTO) w Seattle powinna poprzeć Unię Europejską w sporze z USA o Wspólną Polityką Rolną UE. "Czy się komuś podoba czy nie, to dążąc do UE mamy w tej chwili wspierać stanowisko Unii Europejskiej, rolników europejskich w ramach tych negocjacji" - powiedział Kalinowski podczas czwartkowej konferencji prasowej. (...) Zdaniem prezesa PSL, trzeba się sprzeciwić "absolutnej komercjalizacji" produkcji rolniczej lansowanej m.in. przez USA. "Jeżeli komuś się marzy, że będziemy przekształcać nasze rolnictwo na wzór
rolnictwa Stanów Zjednoczonych czy nowej Zelandii, to my mówimy po prostu, że tak nie może być" - mówił Kalinowski.  USA oraz grupa państw największych eksporterów żywności, m.in. Kanada, Australia i Argentyna domaga się od UE zaprzestania dotowania eksportu żywności".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Jednym słowem - według prezesa buraczanych socjalistów z nomenklatury PSL - polscy rolnicy nie mają prawa wytwarzać żywności powodowani jedynie "żądzą zysku", ale pewnie mają uprawiać "politykę społeczną" w swojej zagrodzie... Gratulujemy pomysłu!!!


O POLSCE...
24.11.1999 r
"Hołos Ukrainy" (1999/11/24) Inf. pt. "Stosunki z Polską będziemy utrzymywać poprzez UE": - "Wiceminister Marcin Święcicki oznajmił, iż pod koniec 2002 roku Polska anuluje około 130 porozumień gospodarczych zawartych z państwami nie będącymi członkami UE, a porozumienie Ukrainy z Polską zostanie zastąpione porozumieniem o współpracy Ukrainy z UE.
Jak stwierdza redakcja dla Polski ważne jest obecnie utrzymanie się na rynkach Europy, dlatego też Polska zrywa korzystne kontrakty (ze Wschodem). Redakcja cytuje wypowiedź ambasadora Ukrainy przy UE - K. Griszczenko: "Unia ryzykuje utworzenie eurokurtyny na miejscu starej, żelaznej". W pewnym stopniu winę za to, zdaniem redakcji, ponosi sama Ukraina,
która nie wie czego chce. Brak jest jej zdecydowania w kwestii wyboru kierunku Wschód czy Zachód, dlatego wkrótce Ukraina będzie komunikować się z Polską poprzez UE".
Za Przeglądem Mediów Światiowych MSZ


08.11.1999 r.
"De Volkskrant", H. van Renssen wywiad z A. Michnikiem pt. "Unii Europejskiej nie wolno zaciągnąć nowej żelaznej kurtyny. Były dysydent A. Michnik ostrzega przed bałkanizacją Europy wschodniej":

H. vR - Polska stała się demokracją według zachodniego modelu. W jednym z ostatnich artykułów ostrzegał Pan przed bałkanizacją państw wschodnioeuropejskich, jeśli nie zostaną szybko włączone do UE. Jak poważne jest niebezpieczeństwo ponownej destabilizacji w Polsce?

AM - Rzeczywiście, integracja z UE powinna nastąpić jak najszybciej. Jeśli bowiem państwa Europy wschodniej do końca stracą wiarę w UE, pozostaje im tylko jedna możliwość: państwo etniczne. Takie państwo może przybrać formę, którą ja nazywam demokraturą: dyktatura respektująca niektóre demokratyczne instytucje. Przykładami demokratury jest Chorwacja i
Serbia. Istnieją tam wprawdzie partie polityczne i demokratyczne wybory, lecz państwami tymi rządzą elity.

H. vR - Dlaczego integracja z UE jest tak ważna dla Europy wschodniej?

AM - Ponieważ państwa wschodnioeuropejskie będą wtedy podlegać logice Zachodu. Trzeba to widzieć tak: Czechosłowacja jest poza UE i uległa rozpadowi, Belgia zaś jest w UE i się nie rozpada (...)".
Za Przeglądem Mediów Światowych MSZ
Adam M. straszy czytelników na Zachodzie, upowszechniając nieprawdziwy wizerunek Polski, jakoby miała ona tylko jedną możliwoć do wyboru... O alternatywie z NAFTA - ani słowa, no, ale w końcu od nich nie dostanie pieniędzy...



30.11.1999 r.
"Parlamentskaja Gazieta" z 24 bm. zamieściła korespondencji Walerija Rżewskiego pt. "Wyrzucić Moskala na bruk", w której autor pisze, że do końca roku, powołana przez władze RP specjalna, międzyresortowa komisja przedstawi swoje propozycje dotyczące uregulowania problemu rosyjskich nieruchomości w Polsce. O tym fakcie poinformował oficjalny przedstawiciel MSZ RP na łamach gazety "Życie", która regularnie i w sensacyjnej formie podnosi ten temat. W jednej ze swoich ostatnich publikacji "Życie" poinformowało, że Rosjanie posiadają w Warszawie 12 obiektów o łącznej powierzchni 116 tys. metrów kwadratowych i wartości 250 mln dolarów. "Rosja czerpie z tego korzyści, lecz nie płaci podatków" - napisało "Życie". Ponadto gazeta postraszyła czytelników rosyjskimi szpiegami, którzy zamieszkali w domach znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie gmachów rządowych i MSZ. (...)
O sprawie tej wypowiada się radca Ambasady FR w Warszawie Władimir Woronkow: - Zgodnie z międzynarodowymi porozumieniami pomiędzy PRL i ZSRR z 1974 i 1978 r. strony zobowiązały się do przekazania gruntów pod budowę przedstawicielstw dyplomatycznych w Moskwie i Warszawie. Polacy przekazali taką nieruchomość Rosjanom, lecz w Moskwie w tamtym czasie nie udało się tego zrobić. W rezultacie Rosja otrzymała nierozwiązany problem w spadku po ZSRR. Odbyło się już kilka spotkań, lecz rozmowy zakończyły się bez widocznego rezultatu. Podczas styczniowej wizyty ministra B. Geremka w Moskwie do sprawy powrócono, zwłaszcza że utrzymuje się różnica w posiadaniu działek na korzyść strony rosyjskiej. Wynosi ona ok. 10 ha i do dziś Moskwa nie zbilansowała tej powierzchni stronie polskiej.
Obecnie w MSZ FR opracowuje się propozycję utworzenia międzyresortowej delegacji do rozmów z Polakami, która najprawdopodobniej w najbliższym czasie przystąpi do pracy. W lipcu MSZ FR zaproponowało stronie polskiej wydzielenie problemu własności dyplomatycznej, która należy do MSZ-ów obu państw. W tym przypadku parytet jest zachowany.
Co do innych rosyjskich nieruchomości w Warszawie, Ambasada FR zaproponowała przerejestrowanie ich na własność Rosji. Polacy na taką propozycję nie zgodzili się. Uważają, że konieczne jest rozpatrzenie tego problemu w pakiecie całościowym. W takim wariancie swoje stanowisko muszą uzgodnić resorty budujące domy w Warszawie. Na razie moskiewscy urzędnicy grają na czas, lecz Polacy chcą doprowadzić sprawę do końca. Należy oczekiwać, że będą działać z pozycji siły, o czym uprzedza gazeta "Życie": "Jeżeli Rosjanie nie zgodzą się na rozmowy, to zostaje jedyne wyjście - wysiedlenie ich siłą."
W ostatnim czasie do "wysiedlania na siłę" Rosja zaczyna się przyzwyczajać. Bezpłatną zdobyczą stały się dla Polski, Węgier, Czech i Niemiec byłe radzieckie bazy wojskowe. Dla
przyzwoitości ich nowi właściciele narzekali na ich stan techniczny i jakoby zanieczyszczone środowisko naturalne, lecz obecnie wykorzystują je na bazy wojskowe (natowskie), a także do
celów komercyjnych. Teraz w Warszawie spróbują wziąć rosyjskie nieruchomości przez abordaż."
Za Przeglądem Mediów Światowych MSZ

ZAGRANICA
29.11.1999 r.
Aborcja – nieśmiertelny temat każdej kampanii wyborczej
Aborcja wydaje się być tematem poruszanym z okazji wyborów nie tylko w Polsce. Oto w wyścigu o fotel senatora stanu Nowy York spotyka się Hillary Clinton i Rudolph W. Giuliani. Pani Clinton stoi na stanowisku dającym kobiecie wybór i nie uważa zakazu aborcji w późniejszych miesiącach ciąży za pożądany. Natomiast W. Giuliani uważa... no właśnie, uważa tak samo. I chociaż oboje należą do różnych partii i są postrzegani jako przeciwnicy, to poglądy mają absolutnie zbieżne. O ile pogląd Hillary nikogo nie dziwi, to postawa członka partii konserwatywnej jest co najmniej zdumiewająca.
Michael R. Long – przewodniczący Republikanów w stanie NY mocno nalega na zmianę stanowiska Giulianiego, grożąc jednocześnie że bez pójścia na ten kompromis Giuliani nie otrzyma poparcia partyjnego w wyścigu o fotel senatora, a partia wystawi innego kandydata.
Przypomnijmy, że aborcja została zalegalizowana przez Sąd Najwyższy USA w 1973 roku. 30 stanów wprowadziło własny zakaz aborcji, ale został on uchylony w 17 przez sądy federalne jako niezgodny z konstytucją. Za prezydentury Clintona Kongres już dwukrotnie głosował nad częściowym zakazem aborcji, ale w obu przypadkach prezydent postawił swoje weto.


29.11.1999 r.
Clinton robi Gore’owi koło piórka...
Porozumienie o wymianie handlowej podpisane przez prezydenta Clintona z Chinami i reklamowane jako wielkie osiągnięcie jego polityki zagranicznej, zdecydowanie nie jest na rękę wiceprezydentowi Albercikowi Gore’owi, który próbuje uzyskać poparcie związków zawodowych na rzecz jego kampanii prezydenckiej. Jednakże polityka Bila Clintona nie odpowiada związkom zawodowym. Planują one demonstracje podczas zapowiedzianych na następny tydzień w Seattle rozmów dotyczących rozszerzenia strefy wolnego handlu, czego domagają się koła biznesowe w Stanach. Związki zawodowe obawiają się, że w wyniku decyzji o znoszeniu barier celnych w handlu amerykańskie produkty staną się mniej konkurencyjne, a producenci przeniosą swoje przedsiębiorstwa za morze, czyli tam, gdzie znajdą tanią siłę roboczą.
Al. Gore ma więc poważne przeszkody na swojej drodze do zdobycia głosów „ludzi pracy", gdyż ich reprezentanci ani myślą popierać człowieka zamieszanego w takie negocjacje.
W tym kontekście może warto pomyśleć o naszym kraju jako potencjalnym partnerze USA. Skoro kapitał chce stamtąd uciekać, dlaczego by nie ściągnąć go do nas?
Źródło: NYT


29.11.1999 r.
"Król Arabii Saudyjskiej chce wspólnej obrony, jednolitego rynku

Król Arabii Saudyjskiej Fahd zaproponował w sobotę stworzenie wspólnej struktury obronnej oraz jednolitego rynku sześciu państw arabskich należących do Rady Współpracy Krajów znad Zatoki Perskiej.
W pierwszym dniu szczytu Rady w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie monarchowie i szefowie państw szóstki omawiali także trudne problemy stosunków z dwoma potężnymi sąsiadami nie należącymi do Rady - Iranem i Irakiem.
"Ponieważ nie byliśmy dotąd w stanie stworzyć jednolitych sił arabskich, to przynajmniej powinniśmy doprowadzić do tego, by powstały wspólne siły zbrojne w naszym regionie nad Zatoką Perską, tak by bezpieczeństwo naszych krajów i narodów nie zależało jedynie od nastrojów i interesów innych krajów" - stwierdził Fahd w specjalnym oświadczeniu opublikowanym z okazji szczytu przez Saudyjską Agencję Prasową.
"Świat idzie szybko do przodu w kierunku otwarcia rynków i granic (...) Nie możemy działać jak równy z równym (z wielkimi uniami gospodarczymi) bez stworzenia jednolitego ciała gospodarczego skupiającego kraje znad Zatoki Perskiej" - podkreślił saudyjski monarcha, inaugurując szczyt.
Przywódcy Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kuwejtu, Omanu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich postanowili w pierwszym dniu obrad sfinalizować działania na rzecz stworzenia jednolitego systemu celnego.
Wspólny system celny był celem Rady Współpracy Krajów Znad Zatoki Perskiej od czasu jej powołania przed 18 laty".
Za  "Dziennikiem Internetowym" PAP
Państwa muzułmańskie też zaczynają dostrzegać nadchodzącą wojnę...



30.11.1999 r.
Były Kanclerz Niemiec Helmut Kohl przyznał, że korzystał z "systemu poufnych kont" na które wpływały "nieewidencjonowane" pieniądze od sponsorów i przemysłowców. Dokonywał z nich nadzwyczajnych przelewów na rzecz terenowych struktur swojej partii - CDU i jej komitetów wyborczych. Teraz powiedział, że żaluje, iż w ogóle dopuścił do siebie "taki pomysł"... Jak zaznaczył - nigdy nie korzystał z tych pieniędzy osobiście. Przywódcy CDU zaprzeczają, jakoby były to łapówki.
Przyłapanemu łapówkarzowi zawsze wstyd...


30.11.1999 r.
Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka podpisał dekret wprowadzający możliwość konfiskowania przez niego majątku osób fizycznych i firm w przypadku, gdyby dononały one "strat dla skarbu państwa", co pewnie ma oznaczać nasilenie walki z opozycją.


01.12.1999 r.
Francja: Dominique Strauss-Kahn stanie przed sędzią śledczym

Były minister finansów w rządzie Lionela Jospina Dominique Strauss-Kahn został listownie zawiadomiony o oskarżeniu go o "sporządzanie i używanie fałszywych dokumentów" - donosi w poniedziałek francuski dziennik "Le Figaro".
Według gazety, Strauss-Kahna wezwali sędziowie prowadzący śledztwo w sprawie nadużyć finansowych w studenckiej kasie wzajemnej pomocy - MNEF. Dokładnej daty tego przesłuchania nie ustalono. Prawdopodobnie odbędzie się ono w najbliższych dniach.
Strauss-Kahn przyjął w latach 1994-97 od MNEF 603 tys. franków (ok. 100 tys. dol.). Było to wynagrodzenie za usługi doradcze, które świadczył jako prawnik w czasie negocjacji między przedsiębiorstwem Compagnie Generale des Eaux (dziś Vivendi) a holdingiem MNEF, firmą Raspail Participation et Developpement, będącej wówczas w złej kondycji finansowej.
W trakcie śledztwa wszczętego w 1998 roku w sprawie nadużyć finansowych popełnionych przez dyrekcję MNEF okazało się, że dokumenty poświadczające pracę wykonaną przez Strauss-Kahna sfałszowano - prawdopodobnie zredagowano je później niż wskazuje umieszczona na nich data. Wykonano je bowiem na papierze i za pomocą czcionek, które nie istniały jeszcze w czasie wskazanym przez datę dokumentu.
Po wyjściu na jaw tych nieprawidłowości Strauss-Kahn, jeden z czołowych członków rządu i najważniejszych współpracowników premiera Lionela Jospina, 2 listopada podał się do dymisji, mimo że - jak twierdził odchodząc - "absolutnie nie czuje się winny".
Prócz byłego ministra finansów do dymisji podało się dotychczas trzech innych socjalistów zamieszanych w sprawę MNEF: osobistość numer dwa w Partii Socjalistycznej - Jean-Christophe Cambadelis, Jean-Marie Le Guen - do niedawna szef socjalistów w Paryżu i François Bernardini - szef PS w departamencie Bouches- du-Rhone.
(Magdalena Filipkowska - Paryż)
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



01.12.1999 r.
Konferencji WTO w Seattle będą towarzyszyły protesty

Obradom rozpoczynającej się we wtorek w Seattle w amerykańskim stanie Waszyngton konferencji Światowej Organizacji Handlu (WTO) mają towarzyszyć demonstracje przeciwników WTO i globalizacji gospodarki.
W toku rozmów przygotowawczych w Genewie w zeszłym tygodniu nie uzgodniono nawet porządku obrad konferencji, na którą przybywa do Seattle ponad 3 tysiące ministrów i innych wyższych urzędników ze 135 krajów członkowskich WTO, z Polską włącznie.
Powojenna liberalizacja handlu międzynarodowego spowodowała niebywały wzrost jego obrotów, które w ubiegłym roku sięgnęły 5,5 biliona dolarów - o 80 procent więcej niż na początku obecnej dekady.
Przywódcy niemal wszystkich państw, zwłaszcza krajów wysoko rozwiniętych, popierają wolny handel twierdząc, że pobudza on wzrost gospodarczy, a więc przynosi powszechne korzyści. Z apelem o dalsze obniżenie barier handlowych ma wystąpić na konferencji w środę prezydent Clinton.
Do Seattle zjechały jednak także tysiące przeciwników obecnego modelu handlu światowego z przeszło 500 organizacji. Według nich, pełna liberalizacja międzynarodowych obrotów towarowych grozi wzrostem bezrobocia i dalszym niszczeniem środowiska naturalnego, szkodzi interesom konsumentów i ignoruje kwestię praw człowieka.
Demonstracje przeciw konferencji zaczęły się w Seattle już w czasie weekendu, aresztowano co najmniej cztery osoby. We wtorek odbędzie się marsz protestacyjny, zorganizowany przez amerykańską centralę związkową AFL-CIO oraz ekologów z Sierra Club, Friends of the Earth i The Humane Society.
Oczekuje się, że demonstranci mogą sparaliżować ruch w centrum miasta. Planują oni m.in. przykuwanie się łańcuchami do budynków i protestacyjny happening pod nazwą "Żadnej globalizacji bez reprezentacji" - jego uczestnicy zamierzają wrzucać do oceanu stal, sprowadzaną z totalitarnych Chin i szpikowaną hormonami wołowinę amerykańską.
Akcja ma nawiązywać do historycznej "herbatki bostońskiej" z 1773 roku, kiedy pod hasłem "Żadnych podatków bez reprezentacji" zatopiono opodatkowany na rzecz Wielkiej Brytanii ładunek herbaty - co okazało się pierwszym epizodem wojny o niepodległość USA.
(Tomasz Zalewski - Waszyngton)
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Jak się dowiedzieliśmy - policja użyła gazów łzawiących i gumowych kul, by rozpędzić tłuszczę demonstrantów walących łańcuchami po dachach samochodów i rzucających kłody pod koła, składających się głównie z członków zwiazków zawodowych i organizacji ekologicznych. Niektóre delegacje, w tym i amerykańska nie mogły opuścić swych hoteli, obleganych przez manifestantów. W jednym miejscu demonstrowała grupa rozebranych do pasa kobiet... - jak widać: lewactwo w pełnej gali!
Gubernator Gary Locke wezwał 200-osobowy oddział Gwardii Narodowej do patrolowania ulic i ochrony sklepów i budynków... Wprowadzono stan wyjątkowy w mieście...
Trochę zdjęć z zamieszek: źródło: SEATTLE POST-INTELLIGENCER  i Los Angeles Times


Usuwanie protestujących z terenu zajść

Policjanci dokonują aresztowania 

Policjant strzela gumowymi kulami, by rozproszyć demonstrantów

Przekrzykiwanie się policji i demonstrantów

Po podpaleniu śmieci przez demonstrantów policja użyła gazu łzawiącego, by rozproszyć tłum

Policyjny koń z osłoną 

Konna policja przepycha protestujących

"Morskie żółwie" w marzszu protestowym

Milcząca konfrontacja

Przerwa na odpoczynek

Policja używa gazu łzawiącego przed budynkiem, w którym odbywa się sesja WTO

Policja filmuje zajścia



02.12.1999 r.
29 listopad 1999, Robert D. Novak i Rowland Ewans

"USA milczy, gdy Rosja igra z ogniem

Na ostatnim szczycie w Instambule zupełnie niezauważone zostały słowa prezydenta Aleksandra Łukaszenki przypominające Polsce, że 400 000 Polaków wciąż żyje na Białorusi.
Prezydent zasygnalizował, iż rosyjski nacjonalizm rozbudzony na tle wojny w Czeczenii może przenieść się na Białoruś i zainspirować sposoby w jaki ta potraktuje zamieszkujące tam mniejszości narodowe. Łukaszenka posunął się do stwierdzenia, że mniejszość polska to zakładnicy. Nie można tego inaczej nazwać jak jedynie ukrytą groźbą kraju położonego bezpośrednio pomiędzy Polską a Rosją. Większość przywódców na istambulskim spotkaniu słyszała te słowa, ale nikt z 54 liderów politycznych świata, na czele z prezydentem USA, nie zareagował.
Łukaszenka znany jest ze swojej nienawiści do Ameryki. Trzy tygodnie temu przemawiając do rosyjskiego parlamentu, białoruski prezydent wychwalał wojsko za wzrost jego potęgi politycznej, stwierdzając że wojna w Czeczenii pobudziła rosyjski nacjonalizm i że jest to droga powrotu do dawnej potęgi imperium rosyjskiego.
W sytuacji, gdy Rosja i Białoruś porozumiały się co do stworzenia pewnej formy zjednoczenia obu tych krajów, słabsze państwa położone wzdłuż rosyjskiej granicy oczekują od prezydenta Clintona zatrzymania groźby i podjęcia decyzji szybko i stanowczo.
Milczenie Clintona i innych przywódców europejskich w Istambule w obliczu wystąpienia Łukaszenki oraz danie wolnej ręki Rosji co do ludobójstwa w Czeczenii jest jak zimny prysznic dla Wschodniej Europy. Jako nowy członek NATO Polska jest chroniona przeciwko atakowi wojskowemu, ale nie jest chroniona przeciwko sposobom, w jakie Łukaszenka chce użyć polskiej mniejszości, aby zdestabilizować sytuację na naszej wschodniej granicy i nie wprost rzucić wyzwanie NATO.
(...)
Obecnie wszystkie kraje sąsiadujące z Rosją, również członkowie Sojuszu, oczekują czegoś więcej z Waszyngtonu niż tylko milczenia. Oczekują konkretnych, a nie gołosłownych ostrzeżeń dla teamu Rosja-Białoruś, aby przestał igrać z ogniem.
Jan Nowak, długoletni obrońca interesów Polski w Ameryce, wysłał ostatnio list do wiceprezydenta Ala Gore’a oraz republikańskich kandydatów na prezydenta George’a W. Busha i Johna McCaina, podkreślający niebezpieczeństwo omawianej sytuacji. Nowak skrytykował wystąpienie Busha dotyczące polityki zagranicznej, w którym Bush milczał odnośnie bezpieczeństwa Europy Wschodniej oraz ekspansji NATO. Nowak stwierdził, że milczenie Busha może zniechęcić do niego miliony amerykańskich wyborców pochodzących z Europy Wschodniej.
Byłe państwa obozu socjalistycznego patrzą na wzrastającą polityczną siłę armii rosyjskiej i wojnę w Czeczenii jako na główne wydarzenie polityczne. Od rewolucji październikowej rosyjskie wojsko chyba nie miało tak ogromnego wpływu na politykę, jak to obecnie ma miejsce pod rządami premiera Władimira Putina. Stara się on pobudzać rosyjski szowinizm w celu osiągnięcia wiodącej pozycji w wyścigu o fotel prezydenta w następnym roku.
Od Stalina do czasów Gorbaczowa radzieckie wojsko było trzymane z daleka od polityki. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać jednak na długo przed Putinem. Większość specjalistów służb specjalnych zgadza się ze stwierdzeniem, że akcja wojska rosyjskiego ostatniej wiosny w Prisztinie, mająca na celu zajęcie lotniska, była inicjatywą tylko i wyłącznie dowódców wojskowych, bez wiedzy władz cywilnych – nawet Jelcyna. „To nigdy nie mogłoby się wydarzyć za życia Stalina”, stwierdził zachodni dyplomata. Przywiodło to Rosję o milimetry od konfliktu z USA.
Nikt nie wie, jak agresywna może być polityka zagraniczna tandemu Rosja-Białoruś oparta na nurtach szowinistycznych. Ale kraje nadbałtyckie czy Ukraina widzą niebezpieczeństwo, jakie może nieść ze sobą zachodnia granica rosyjska, dosłownie naszpikowana żyjącymi tam mniejszościami narodowymi. Każde takie terytorium to potencjalna strefa konfliktu.
Clinton kontynuuje drogę delikatnych aluzji na temat Czeczenii, które tylko zachęcają Rosjan do dalszych działań. Obecnie Waszyngton musi przyjąć zdecydowaną postawę, ale niestety ze strony prezydenta USA nie ma nawet śladu, że możemy oczekiwać czegoś takiego".
Artykuł z "Chicago Sun-Times".


Wiadomości z UPR
23.11.1999 r.
Warszawa, dnia 22 listopada 1999 r.

Jego Ekscelencja
Aleksander Kwaśniewski
Prezydent
Rzeczpospolitej Polskiej

Unia Polityki Realnej zawsze uważała, że niskie i proste podatki to gwarancja dobrobytu obywateli, a tym samym rozwoju gospodarczego Kraju. Dlatego z dużą uwagą i nadzieją oczekiwaliśmy na reformy podatkowe opracowane przez rządzącą koalicję AW„S” - UW.
Niestety uchwalone przez Sejm ustawy z dnia 20.11.99 r. o podatku dochodowym od osób prawnych i fizycznych oraz o podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowym nie powodują łącznego zmniejszenia obciążeń podatkowych. De facto łączna kwota płaconych podatków wzrasta poprzez przerzucanie ciężaru obciążeń na podatki pośrednie.
Naszym zdaniem spowoduje to wzrost kosztów wytworzenia i sprzedaży towarów co w konsekwencji wpłynie na zwiększenie inflacji (już widoczne) i dalej bezrobocia a tym samym załamanie gospodarcze.
W tej sytuacji zwracamy się do Pana Prezydenta z apelem o niepodpisywanie przedłożonej ustawy  „O podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym”, a podpisanie ustaw „O podatku dochodowym od osób prawnych” i „O podatku od osób fizycznych”.

                                              Pozostajemy z poważaniem
 

           Leszek Samborski                                                            Janusz Korwin-Mikke
               Wiceprezes                                                                                Prezes
           Unii Polityki Realnej                                                         Unii Polityki Realnej



27.11.1999 r.
Artykuł z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita"
Ordynacja
Wyborcy mają wybór mniej więcej taki jak w kołchozowej stołówce: można jeść albo nie jeść

Prawo oligarchii

Stanisław Michalkiewicz

Spór dotyczący zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu, choć interesujący, jest bezprzedmiotowy. Autorzy konstytucji przesądzili bowiem, iż ordynacja do Sejmu będzie proporcjonalna. Nie było to, jak sądzę, przypadkowe.

Proporcjonalność oznacza, że okręgi wyborcze nie mogą być jednomandatowe. Jest to niemożliwe ze względów arytmetycznych; nie można obdarzyć kandydata ułamkową częścią mandatu. Ordynacja proporcjonalna wymusza więc tworzenie okręgów wielomandatowych, w których rozdział mandatów między poszczególne listy dokonuje się w proporcji do liczby głosów, które na te listy oddano. Oznacza to również, że wyborca głosujący w okręgu ma do czynienia nie tyle z pojedynczymi kandydatami, ile z listami kandydatów. A kto może wystawiać takie listy? Artykuł 1000 konstytucji stanowi, że kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy.

Selekcja

Po to, by lista wyborcza uczestniczyła w ogóle w rozdziale mandatów w okręgu, komitet wyborczy, który ją wystawia, musi uzyskać co najmniej 5% głosów w skali kraju. Tak rozstrzygał dotychczasowa ordynacja wyborcza do Sejmu. Oznacza to, że wystawienie np. przez wyborców listy kandydatów tylko w jednym okręgu jest przedsięwzięciem skazanym na niepowodzenie. Choćby kandydaci z takiej listy zagarnęli głosy wszystkich wyborców z okręgu, nic im to nie pomoże i żadnych mandatów nie uzyskają. Zatem wyborcy musieliby – jako ten sam komitet wyborczy – rejestrować listy kandydatów we wszystkich okręgach w kraju. Żeby jednak mogli to uczynić, musieliby uprzednio zebrać – również w skali kraju – wymaganą przez ordynację liczbę podpisów wyborców, którzy ich komitet popierają. Z tych właśnie powodów przyznane wyborcom w konstytucji uprawnienie zgłaszania kandydatów do Sejmu jest praktycznie niewykonalne, jeżeli nie zorganizują się oni uprzednio w partię polityczną.

Wyborca nie wybiera

Wystawianie kandydatów do Sejmu przez partie polityczne jest pierwszym etapem selekcji kandydatów. Dokonuje się ona w zasadzie bez żadnego udziału wyborców. Doborem kandydatów na listy zajmują się faktycznie władze partii. Jest to drugi etap selekcji kandydatów na posłów, dokonuje się on również bez udziału wyborców. Ale samo umieszczenie kandydata na liście nie oznacza przecież zamknięcia selekcji. Każdy, kto chociaż raz przyglądał się wyborom „od kuchni”, wie, jakie zażarte boje toczą się o miejsce na liście kandydatów.
O nim też decydują kierownictwa partii i to jest trzeci etap selekcji dokonującej się bez udziału wyborców. Te boje byłyby jeszcze bardziej zażarte, gdyby w nowej ordynacji został wprowadzony pomysł, by wyborca głosował wyłącznie na listę, a nie – jak dotychczas – stawiał na wybranej liście krzyżyk przy nazwisku swojego kandydata.
W dotychczasowej ordynacji było tak, że większą część mandatów obsadzano w okręgach na podstawie liczby głosów w uzyskanych przez poszczególnych kandydatów, a pozostałą część obsadzano z tzw. listy krajowej. Trafiali na nią kandydaci umieszczeni już na listach w okręgach, na wypadek, gdyby tam akurat ich wycięto. O tym, którzy kandydaci trafią na listę krajową, decydowały również krajowe władze partii. I to byłby czwarty etap selekcji dokonującej się nie tylko bez udziału wyborców, ale – nawet w założeniu – niejako wbrew nim.
Widzimy zatem wyraźnie, że ordynacja proporcjonalna daje bardzo dużą władzę kierownictwom partii politycznych. W praktyce ludzie tworzący te kierownictwa decydują o personalnym składzie Sejmu, zanim jeszcze odbędzie się jakiekolwiek głosowanie. Wyborcy, owszem, mają wybór mniej więcej taki jak w kołchozowej stołówce: można jeść albo nie jeść.

Przepoczwarzanie

Jedną z ważnych funkcji Sejmu jest wyłonienie rządu. Z doświadczenia wiadomo, że rządy oparte na koalicjach zbyt szerokich są mało stabilne. Jakże jednak umacniać stabilność rządów przy ordynacji proporcjonalnej? Konieczność stawienia czoła tej potrzebie sprawia, że ordynacja de nomine proporcjonalna wskutek modyfikacji szczegółów coraz bardziej ewoluuje w stronę ordynacji większościowej. Rozwiązaniami sprzyjającymi takiej ewolucji są pięcioprocentowy próg wyborczy oraz przeliczane głosów na mandaty systemem d’Hondta.
Pięcioprocentowy próg wyborczy eliminuje z uczestnictwa w rozdziale mandatów słabsze partie polityczne i całkowicie niweczy wszelkie nadzieje wyborców, którzy chcieliby zgłosić swoich kandydatów w jednym czy dwóch okręgach. Gdyby to nie wystarczyło, w sukurs przychodzi system d’Hondta, który faworyzuje ugrupowania silniejsze kosztem słabszych.
Dopiero na tym tle możemy w pełni ocenić smakowitość dyskusji między ugrupowaniami parlamentarnymi na temat rozmiarów przyszłych okręgów wyborczych. Sojusz Lewicy Demokratycznej i Akcja Wyborcza „Solidarność” opowiadają się za okręgami małymi, pięcio-, sześciomandatowymi, podczas gdy UW i PSL – za większymi, kilkunastomandatowymi. Przy małych okręgach wyborczych i systemie d’Hondta rozdział mandatów dokonałby się w zasadzie między SLD i AW„S”. Przy okręgach dużych – również UW i PSL miałyby szanse na jakieś mandaty.
Jaki są przyczyny, dla których ordynacja proporcjonalna de nomine przepoczwarza się w ordynację większościową de facto? Powiedzmy, że partiom chodzi o zapewnienie państwu stabilnych rządów. No dobrze, ale dlaczego w takim razie nie zrezygnują z ordynacji proporcjonalnej i po prostu nie wprowadzą ordynacji większościowej? Przyczyną jest, jak sądzę, okoliczność, że ordynacja większościowa nie daje kierownictwom tak partyjnym wielkiej ukrytej władzy jak ordynacja proporcjonalna. Jest oczywiste, że każdy kandydat musi przede wszystkim zabiegać o względy ludzi tworzących sztaby, a o względy wyborców dopiero potem albo i wcale, bo właściwie po co, skoro w rezerwie jest lista krajowa dla szczególnie umiłowanych.

Oligarchia

W ten oto sposób proporcjonalność ordynacji musi prowadzić do oligarchizacji życia politycznego, polegającej na tym, że o personalnej obsadzie Sejmu (a zatem i o prawdopodobnej obsadzie rządu) decyduje około stu osób w państwie, i to – powiedzmy sobie szczerze – nie poddanych w zasadzie kontroli nie zrzeszonych wyborców. Jeśli dodamy do tego, że ordynacja proporcjonalna w kształcie takim, jaki ma dotychczas obowiązująca, wymusza na sztabach partyjnych prowadzenie kampanii od razu w skali całego kraju, z szerokim wykorzystaniem kosztownych mediów elektronicznych, to nieuchronna oligarchizacja życia politycznego zostaje uzupełniona nieuchronną korupcją. Jakże inaczej partie mają bowiem zmobilizować ogromne środki na kampanię? A to, jak uczy praktyka, jest konieczne, by przyciągnąć pod swoje sztandary masy wyborców niezdecydowanych, o których przede wszystkim toczy się walka, bo to właśnie oni jeszcze myślą, że z tą demokracją to prawda.
 

powrót do strony głównej