Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
| 50/99 | ||
|
|
O
Polsce...
John Haskins pisze w "World Magasine" o naszych przemianach O ślubie następcy tronu belgijskiego z potomkinią polskiego rodu |
Wiadomości
z UPR
Wypowiedzi przedstawicieli UPR
na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce
|
|
Następne morderstwo w Polsce więcej...
|
||
|
Jeszcze lepsze rozwiązania "podatkowe"
dla... biurwokracji więcej...
|
||
|
"Nie" dla podniesienia kosztów pracy w
Polsce więcej...
|
||
|
UE domaga się od nas podniesienia wysokości
akcyzy na papierosy więcej...
|
||
| Nowy podatek MinFinu i primadonny Unii Wolności więcej... | ||
| Smutne zabawy fundacji im. Batorego więcej... | ||
| Czy chcesz utrzymywać swojego ulubionego polityka (i zastępy jego kolegów i koleżanek)? więcej... | ||
| Balcerowicz musi odejć! - tym razem tak pokrzykują posłowie KPN-O więcej... | ||
|
|
||
| Publicystyka
Humer
i inni
|
||
|
Czy UE będzie miała
własną armię? więcej...
|
||
| Runda WTO w Seattle - nie zakończona więcej... | ||
| Niebezpieczeństwo wyjścia Amerykanów z Europy więcej... | ||
| Związki zawodowe są przeciwne rozwojowi NAFTA więcej... | ||
| Błędne obliczenia emerytalne administracji waszyngtońskiej, a co dopiero u nas! więcej... | ||
| Proeuropejska lewizna Blaira krytykowana przez Torysów więcej... | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiazaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
Karę śmierci wymierzana jest dziś na ulicach -
przez bandytów... Politycy powodowani modą i chęcią przypodobania się mocodowcom
w Brukseli, uniemożliwili jej stosowanie do takich przypadków, jak ten
dzisiejszy: egzekucja dokonana przed hotelem "Kasprowy" na znanym z kręgów
półświatka przestępczego "domniemanym szefi gangu pruszkowskiego" - niejakim
Andrzeju K. Egzekucja - a więc czyn zaplanowany i przemyślany... Jego sprawcy
z całą pewnością SĄ zbrodniarzami - a więc po złapaniu i udowodnieniu popełnienia
tego czynu - powinni zawsinąć na szubienicy, lecz dostaną zwyczajowe "dożywocie"
- i nikt nie uchroni innych więźniów przed sytuacją pozbawienia ich życia
z rąk tych zwierząt czy strażników przed aktami agresji z ich strony...
Nie mówiąc o możliwości porwania np. jakiegoś miłosiernego polityka, by
wymienić go na pozbawionego rozrywki mordercę...
A możne tego wszystkiego uniknąć - wystarczy
przywrócić karę śmierci do polskeigo kodeksu karnego...
Artykuł z dzisiejszego wydania dziennika "Rzeczpospolita"
wskazuje na coraz bardziej pogłębiajacą się fiskalizację życia w naszym
kraju - zainteresowane tym urzędy i hordy zatrudnionych w nich niby naszych
sług - urzędników wytwarzają mechanizmy biurwokratyczne doprowadzające
do rozrostu nie tyle nawet legalnie stanowionych podatków i haraczy na
rzecz tej hydry, ale wręcz posuwają się do takiego przygotowywania prawa
gospodarczego, by doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze przelewające
się z naszych portfeli do ich zachłannych łapsk nie były nawet objęte jakąkolwiek
kontrolą społeczną - służyc do tego mają tzw. środki specjalne różnych
instytucyj...
Nie udało się w piątek w Sejmie uchwalić żadnej
z wersji ustaw skracających czas pracy i wymuszających na pracodawcach
zwiększenie kosztów siły najemnej w Polsce. O dziwo - "przeciw" głosowała
supereuroentuzjastyczna Unia Wolności - ciekawe, co nas czeka w przyszłości,
za te pozwolenie Brukseli dla swej pupilki na odstąpienie od wytycznych...??
"Unia Europejska nie zgodzi się na utrzymanie niskiej akcyzy na papierosy
po przystąpieniu Polski do Jednolitego Rynku - twierdzą unijni dyplomaci.
Polska chce, by akcyza była niższa niż obowiązujące w Unii minimum - 57
proc".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Smutny urzędnik o komorniczej twarzy, realizując swoje zapowiedzi o obniżeniu podatków (jak mówi, że podwyższa - to podwyższa, jak mówi, że obniża - to mówi...), wprowadził NOWY PODATEK - objął akcyzą część wymykającego się mu do tej pory, nabierającego ważności sektora paliwowego - paliwo gazowe... Wiadomo, że posiadacze samochodów, uchodząc z dobroczynnych łap tego komornika, dokręcającego śrubę fiskalną na paliwa pochodzące z ropy naftowej, na gwałt instalowali urządzenia przystosowujące swoje pojazdy do zasilania gazem - do tej pory nie objętym przez primadonnę Unii Wolności podatkiem akcyzowym... Ponieważ jako znany liberał gospodarczy, doszedł do wniosku, że nie godzi się na taką interpretację jego liberalnych poczynań przez podatników - wprowadził UJEDNOLICENIE przymusu podatkowego (nikt nie może być według tych idei traktowany niesprawiedliwie...) i objął nim wszystkich użytkowników pojazdów. Gratulujemy dobrego samopoczucia "liberałom" z Unii Wolności!!!
"Benzyna, olej, gaz
W uzasadnieniu do projektu Ministerstwo Finansów podaje, że w 2000 r.
wpływy do budżetu z tytułu akcyzy paliwowej wyniosą 1 mld 960 mln zł. W
projekcie ustawy budżetowej na 2000 r. założono, że wzrost podatku akcyzowego
wyniesie ok. 16 proc. Z wyliczeń "Rz", dokonanych na podstawie projektu
rozporządzenia w sprawie akcyzy, wynika, że będzie to ok. 11,5-16 proc.
Największy wzrost podatku akcyzowego nastąpi w przypadku oleju napędowego
produkowanego z oleju przepracowanego - jego stawki wzrosną w 2000 r. w
porównaniu z końcem 1999 r. o 40-42 proc.
Z wyliczeń resortu finansów wynika, że w przyszłym roku tylko z
tytułu podatku akcyzowego za litr benzyny bezołowiowej zapłacimy o 13 groszy
na litrze więcej niż obecnie, a w przypadku oleju napędowego (zwykłego,
a nie z pochodzącego z przerobu) - o 12 groszy.
Z nowych przepisów dotyczących akcyzy na pewno nie ucieszą się kierowcy
samochodów zasilanych gazem. Od 1 stycznia 2000 r. paliwo to zostanie objęte
podatkiem akcyzowym w wysokości 110 zł/1000 litrów, od marca 120 zł/1000
l, a od września 130 zł/1000 l. Oznacza to, że od września 2000 r. 13 groszy
w cenie litra gazu płynnego stanowić będzie akcyza. (podkr. nasze -
SI)
Wzrost podatku akcyzowego praktycznie automatycznie przekładany jest
przez producentów i importerów na ceny paliwa. Należy się więc spodziewać,
że w podanych przez nas terminach paliwa w Polsce będą drożały właśnie
o wysokość wzrostu tego podatku".
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"
Pod auspicjami znanej fundacji im. Stefana Batorego odbyła się pogadanka
propagandowa nt. wykorzystania nowego oręża na rzecz akcesu Polski do Związku
Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej. Prym w
zagajaniu wiedli znani euroentuzjaści: Bronisław Geremek, Aleksander Smolar,
Maria Karasińska-Fendler, Janusz Reiter (szef Centrum Stosunków Międzynarodowych),
Piotr Nowina-Konopka, Bogdan Klich (funadcja "Pro Publico Bono" - ciekawe,
znowu z Krakówka!)... Oręż został ujawniony: będą nim "organizacje pozarządowe".
Jak za smutkiem stwierdzono, aż "360 organizacji ma wśród swoich celów
integrację z UE. Należy do nich jednak tylko 1600 osób." (cyt za Dziennikiem
Internetowym PAP) Martiono się również nikłym poparciem entuzjazmu Polaków
dla tej idei: "Spadek poparcia dla integracji z UE Karasińska-Fendler tłumaczyła
"nieoddzielaniem przez ludzi integracji od koniecznych zmian ustroju",
niedostateczną informacją o integracji ("media epatują tylko skandalami")
oraz "brakiem przekonywającej wizji Unii jej obecnym kształcie". Jej zdaniem,
zjednoczona Europa wydaje się biurokratycznym tworem, a taki obraz nie
przyciąga społeczeństwa".
Nie trzeba wiele dodawać - jak widać rozsądek u normalnych jeszcze
jest na jednym z czołowych miejsc w ocenie sposobów działania socjalistycznych
systemów...
Znowu odżywa dyskusja nad zmianą finasowania partii politycznych w Polsce.
Jak zwykle są proponowane "jedynie słuszne" rozwiązania, a właściwie tylko
jedno - obciążenie podatników kosztami fanaberii partyjniackich. Tym razem
wysoko podnoszony jest argument o panującej korupcji i nieczystych rozwiązaniach
lobbistycznych wśród osobistości życia politycznego... Przykłady znamy
choćby z ostatnich dni - choć i te poprzednie odnoszą się głównie do "polityków"
z AW"S", UW i SLD. Ponieważ tzw. czwarta władza służy dziś właściwie do
usuwania niewygodnych kolegów lub znienawidzonych przeciwników politycznych,
a nie zajmuje się sprawami błędów systemowych, na tych działaniach z pogranicza
afer "cierpią" też "niewinni" socjalistyczni koledzy i koleżanki, na których
spada odium za ujawnione gafy - znowu proponuje się nam "reowlucyjne" rozwiązanie:
przymusowe
dofinansowanie nienasyconych etatystów i ich popleczników z rozrośniętych
biurokratycznych aparatów partyjnych... Przed dwoma laty akcja UPR zahamowała
te same, ówczesne zapędy, trzeba widać się znowu zabrać do roboty...
O odwołanie wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza zabiegać
będą politycy Konfederacji Polski Niepodległej-Ojczyzna.
Liczą na poparcie "Naszego Koła", ROP-U, PSL-u, SLD, a także części
AWS. Zdaniem śląskiego posła KPN-O Tomasza Karwowskiego, lepszym kandydatem
na stanowisko ministra finansów mógłby być Jerzy Kropiwnicki.
"Sadząc z prognoz, które od dwóch lat przedstawiają dwa ośrodki - Rządowe
Centrum Studiów Strategicznych i minister finansów - to zawsze rację miał
minister Kropiwnicki. Na pewno Kropiwnicki byłby lepszym ministrem finansów"
- powiedział Karwowski w czwartek dziennikarzom w Katowicach.
"Poparcie państw zachodnich mało nas interesuje. Minister finansów
ma prowadzić politykę, która służy temu społeczeństwu, a nie społeczeństwom
zachodnim" - dodał.
Karwowski powiedział, że szanuje Leszka Balcerowicza za wiarę w swoją
misję i konsekwencję, ale jego pozostawanie na stanowisku ministra finansów
jest szkodliwe dla Polski, ponieważ nie dba on o krajowe interesy, ale
"prowadzi politykę pod dyktando organizacji międzynarodowych (...) i wykorzystuje
je do rozgrywek politycznych w kraju".
Politycy KPN-O stawiają Balcerowiczowi 15 zarzutów. Obciążają wicepremiera
m.in. odpowiedzialnością za 18 miliardów strat, które - jak mówią - zanotowało
w 1998 roku osiem tysięcy krajowych przedsiębiorstw; za ujemny bilans handlowy,
błędne prognozy gospodarcze, "zaniżanie deficytu budżetowego", spadek PKB
i zadłużenie służby zdrowia.
Posłowie KPN-O chcą na przełomie lutego i marca - bo wtedy upłynie
konstytucyjny termin, po którym taki wniosek będzie można złożyć - doprowadzić
w Sejmie do głosowania nad dymisją ministra finansów. Wcześniej będą zbierać
podpisy wśród posłów "Naszego Koła", ROP-u i PSL-u. W głosowaniu liczą
również na poparcie części AWS i SLD.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
John Haskins
10 lat po porażce systemu komunistycznego Polska jest wolnym i rozwijającym
się krajem, ale nie jest to miłe miejsce do życia. Na zewnątrz sklepów
na Marszałkowskiej młoda cygańska kobieta prosi o datki. Cała pokrzywiona,
porusza się bardziej jak zwierzę, zamiast nóg, używając krótkich kul. Tysiące
Cyganów przybywa do Polski z biedniejszych krajów Wschodniej Europy. Rozwijająca
się ekonomia sprawia, że żebranina może być bardzo intratnym zajęciem.
Cygańska dziewczyna z niewzruszonym spokojem wyjmuje monety z kapelusza,
nie pozwalając, aby było w nim za dużo.
10 lat temu takich scen nie można było zobaczyć. W systemie komunistycznym
żebranie było zakazane. W morzu zmian które przeszły ponad Polską, której
niewzruszone dążenie do demokracji wstrząsnęło światem, wystający na ulicach
Cyganie to tylko jedna więcej transformacja.
Demokratyczna rewolucja, której 10. rocznicę obchodzono we Wschodniej
Europie w ostatnim tygodniu, miała swój początek w Polsce w roku 1980.
Wszystko zaczęło się od tego, że młody elektryk o imieniu Lech Wałęsa przeskoczył
przez płot Stoczni Gdańskiej, co doprowadziło do jednego z najbardziej
znaczących wypadków w tym stuleciu. Komunizm upadł bez użycia wojska, a
400 milionów ludzi żyjących pod jego jarzmem odzyskało wolność.
Warszawa jest przykładem przeobrażeń. Błyszczące wieżowce, drogie hotele,
pasaże handlowe, kina, nowe apartamenty, i luksusowe domy dawniej niewyobrażalne
obecnie stają się zwyczajnością. Odnowione i nowe budynki są wszędzie.
Toyoty i peugeoty tłoczą się na ulicach, gdzie dawniej przestarzałe samochody
polskiej, rosyjskiej i wschodnioniemieckiej produkcji zanieczyszczały środowisko.
Nastolatki przechwalają się telefonami komórkowymi. Sklepy przypominają
ich odpowiedniki w Ameryce pełne mięsa, owoców i importowanych dóbr.
Pomimo zatrzymania się reform ekonomicznych, Polska w 1998 roku była
jedynym państwem z bloku wschodniego które, przekroczyło poziom produkcji
z czasów przed wprowadzeniem reform. Produkt Narodowy Brutto w ostatnim
roku wyniósł 123% poziomu sprzed czasów demokratycznych reform. I chociaż
jego wzrost jest wolniejszy z powodu finansowego kryzysu w Rosji, sygnały
postępu i dobrobytu są niezaprzeczalne.
Wolność i wzrost gospodarczy nie wywołują jednak wszędzie radości.
We Wrocławiu oddalonym od Warszawy o ok. 350 km, 68-letni Henryk Holubek
narzeka: Teraz nie ma nic dla nas. Kiedyś mieliśmy pracę, jedzenie, wszystko
co potrzebowaliśmy. Tyle lat pracy, a wszystko na nic". W jego sąsiedztwie
nie ma błyszczących szklanych biurowców, tylko beznadziejne bloki z ery
socjalistycznej wielkiej płyty i walące się przedwojenne kamienice. Dla
jego żony Gieni, pochodzącej z małorolnej litewskiej rodziny, która pamięta
nazistów zabijających setki żydów, komunizm był lepszy od tego co było
przed nim i nastało po nim.
Mieliśmy jedzenie, pracę, pokój i spokój" powiedziała. Mogłeś iść
wszędzie nocą. Teraz nikt się nie ośmieli ze względu na napady i zabójstwa".
Rozczarowanie wraz z ubóstwem, zbrodnią i korupcją jest typowe dla
pokolenia państwa Holubków. Holubek jest emerytowanym kierowcą autobusu.
Wraz z żoną oboje mają problemy z sercem. Mieszkają w małym mieszkaniu.
Na życie miesięcznie mają ok. 800 złotych. Są oni częścią straconego pokolenia,
niechcianego przez nowo powstały prywatny sektor, którego losem nie interesuje
się biurokracja i właściciele państwowych firm.
Demokracja miała każdego wzbogacić. Ponad 25% mieszkańców Wschodniej
Europy zanotowało znaczny wzrost dochodów od czasu upadku komunizmu, ale
ok. 20% ludzi zaczęło otrzymywać znacznie mniejsze uposażenie. Kiedyś równe
przychody narzucone z góry nie wzbudzały goryczy i zazdrości, jak to
ma miejsce obecnie.
10 lat po tym jak kapitalizm teoretycznie pokonał socjalizm, wiele
przedsiębiorstw nie zostało sprywatyzowanych. Banki, firmy ubezpieczeniowe,
monopol w telekomunikacji i inne duże przedsiębiorstwa wciąż stanowią pozostałości
gospodarki socjalistycznej.
Były premier Tadeusz Mazowiecki powiedział światu, że w czasach komunizmu
kradzież z państwowego zakładu nie była postrzegana jako coś złego. Każdy
kombinował", jak mógł. Ale obecnie korupcja jest kontynuowana jako część
tego, co Polacy nazywają słynną polską rzeczywistością" dodał.
Mazowiecki był pierwszym powojennym niekomunistycznym premierem w latach
1989-90. Był on doradcą Solidarności", ale zerwał współpracę z Wałęsą,
zakładając w 1994 r. Unię Demokratyczną. Obecnie 72-letni polityk jest
ważną postacią w polskim parlamencie, jego opinie traktowane są bardzo
poważnie.
Zwalczenie korupcji w tym środowisku można przyrównać do próby osuszenia
morza", twierdzi Mazowiecki. Studenci przyzwyczajani są do potrzeby dawania
prezentów" profesorom i masowo ściągają na egzaminach. Lekarze w szpitalach
państwowych mogą wstrzymywać odpowiednią kurację do czasu, aż otrzymają
pieniężną łapówkę, nawet jeżeli życie pacjenta jest zagrożone. Policja
bierze pieniądze od kierowców, współpracuje z przestępcami przy sprzedaży"
kradzionych samochodów ich pierwotnym właścicielom. Łapówki brane przez
polityków są tematem do głębszej refleksji według Mazowieckiego
Ogromny wpływ, jaki ma Kościół katolicki w Polsce, powinien był przeciwdziałać
kryzysowi etyki. Jednakże według Zygmunt Karela, rektora Biblijnego Teologicznego
Seminarium we Wrocławiu łatwo jest politykom demonstrować przywiązanie
do katolickich symboli i tradycji, ale to nie przekłada się na ich uczciwość
i przywiązanie do wyznawanych przez nich ideałów. Te sprawy należą do sumienia
każdego człowieka".
Pomimo wiodącej roli w antykomunistycznej opozycji Kościół katolicki
nie znalazł takiego miejsca w polskim społeczeństwie, jakiego się spodziewał.
Zwycięstwo Kościoła nad komunizmem i próba wprowadzenia Kościoła w centrum
społeczeństwa wytworzyła dziwną sytuację" uważa Karel z jednej strony
Kościół jest obecny w wielu aspektach życia, ale z drugiej strony, jego
głos jest słuchany z mniejszym respektem i uwagą".
W konsekwencji wartości moralne są słabe, nawet w porównaniu do USA.
(...) Trudne jest stworzenie solidarności sąsiadów, która na Zachodzie
pomaga zapobiegać włamaniom do samochodów. Trudne jest krzewienie uczciwości
między obywatelami. Nie zgadzam się absolutnie ze stwierdzeniem, że Zachód
jest bardziej niemoralny niż Polska. Patrząc na postawy, przyzwyczajenia,
mentalność należy stwierdzić, że jesteśmy w daleko gorszej sytuacji."
W kontekście biblijnych korzeni demokracji północnej Ameryki Karel
stwierdził: W Polsce nie ma tradycji przestrzegania prawa, tradycji honorowania
czy zdolności do odwoływania się do podstawowych dokumentów takich jak
Biblia czy Konstytucja. W Polsce istnieje jedynie tradycja odnoszenia
się do autorytetu instytucji i rządzących osób, hierarchii kościelnej albo
partii". Jednocześnie Polacy zamiast patrzyć w stronę Zachodu w celu przejęcia
dobrych wzorców, obawiają się inwazji kultury amerykańskiej" mówi Mazowiecki.
Męczennicy komunizmu jak katolicki ksiądz Jerzy Popiełuszko, który
został zamordowany przez komunistycznych oprawców, mają lepszą reputację
niż ci, którzy przejęli władzę.
Wałęsa, na zawsze już wsławiony jako przewodniczący Solidarności"
i laureat Pokojowej Nagrody Nobla, w opinii publicznej przepadł jako symbol
wolności, a jest postrzegany jako człowiek o złych manierach, który nie
umie odejść z honorem. Pięć lat jego prezydentury przekonało ludzi o nieumiejętności
rządzenia i Wałęsa przegrał walkę o reelekcję w 1995 r. z byłym komunistą
Aleksandrem Kwaśniewskim. Jak na razie Wałęsa ogłosił, że zamierza kandydować
w wyborach roku 2000, ale jego postawa spotkała się z totalną krytyką.
Artykuł z "World
Magasine"
"La Libre Belgique", (2.12.99) Jean Orval: - "Anna Komorowska, matka
przyszłej księżnej Belgii, wywodzi się z jednej z najznakomitszych rodzin
arystokratycznych Polski, których członkowie odegrali historyczną rolę
w Polsce jak i na Litwie. Pochodzi ona z rodziny książąt Sapiehów, której
historia od 15 wieku związana jest z historią obu krajów. Ród Sapiehów
otrzymał fortunę i honory od Władysława Jagiełły, króla Polski i (wielkiego
księcia) Litwy. W 200 lat później Lew Sapieha (1557-1633) - sekretarz króla
Polski, Wojewoda Wileński i Wielki Marszałek nazywany był nawet "litewskim
królewiątkiem".
W 1700 roku w wyniku zbrojnego konfliktu Sapiehowie tracą majątki,
stanowiska na Litwie i uciekają do Polski. Ich udział w powstaniu listopadowym
w 1830 przeciwko carskiej Rosji pozbawia ich na nowo majątków, dzieł sztuki
i archiwów. Emigrują do Francji, Galicji - wówczas pod zaborem austriackim.
Jeden z bezpośrednich przodków Matyldy kupuje wspaniały zamek w Krasiczynie,
gdzie mieści się aktualnie (oddział) Muzeum Narodowego.
Podczas drugiej wojny światowej, Adam Stefan Sapieha kardynał i arcybiskup
Krakowa staje się dla Polaków wysokim autorytetem moralnym. Sapiehowie
walczą z nazizmem niemieckim. Trzech z nich ginie w Polsce, dwóch we Francji.
Inni emigrują z Polski w związku z nastaniem stalinizmu w tym kraju.
Dziadek Matyldy, hrabia Leon Komorowski wywodzi się również z uszlachconej
rodziny. Jakub Komorowski, hrabia na Komorowie pod Krakowem był ojcem pięknej
Gertrudy, która poślubiła w sekrecie Stanisława Potockiego - wielkiego
arystokratę (XVIII wiek). Adam Ignacy Komorowski był arcybiskupem za panowania
Augusta III Sasa i w 1748 został prymasem Polski. Ostatni komendant AK,
szef polskiego ruchu oporu w czasie drugiej wojny światowej, nazywał się
Władysław Komorowski, z przydomkiem Bor.
Wejście Matyldy d'Udekem d'Akoz do belgijskiej rodziny królewskiej
należy w pewnym sensie również do historii Polski."
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" polskiego MSZ
USA contra reszta NATO odnośnie potrzeb obronnych sojuszu
Craig R. Whitney
10 lat po zakończeniu zimnej wojny, USA mocarstwo, które właściwie
nie miało możliwości sprawdzić się w bezpośrednim starciu z przeciwnikiem,
spotyka się z niezrozumieniem koalicjantów z NATO. Europejscy partnerzy
celują w patrzeniu na świat z własnej perspektywy i ustalaniu potrzeb obronnych
sojuszu według własnych a nie waszygtońskich ocen.
W czwartek w głównej kwaterze sił NATO w Brukseli sekretarz obrony
Wiliam S. Cohen starał się przekonać sceptycznych Europejczyków, że nie
tylko Stany Zjednoczone, ale również Europa powinna czuć się zagrożona
przez potencjalną możliwość rozwoju w Korei Północnej, Iranie czy innych
państwach międzykontynentalnych rakiet nuklearnych.
Myślę, że jest niezwykle istotne dla wszystkich członków sojuszu zrozumienie
faktu, iż groźba ta nie tylko jest bardzo prawdopodobna, ale będzie się
z czasem powiększać" powiedział Cohen.
Stany Zjednoczone mogą potrzebować pomocy, nawet jeżeli zdecydują się
na stworzenie własnego skutecznego systemu obrony przeciwrakietowej. (...)
Ale jest to sprawa, w której potrzebujemy konsensusu pomiędzy Sprzymierzonymi,
i będzie ona roztrząsana i dyskutowana w ciągu nadchodzącego roku".
Podziały odnośnie potrzeb obronnych uwidoczniają się tym mocniej, że
w Europie dojrzała myśl o stworzeniu własnych, niezależnych od Sojuszu
sił militarnych, co zostało zakomunikowane Cohenowi w formie zapewnienia,
iż nic to nie zmienia w zobowiązaniach poszczególnych krajów europejskich
względem NATO. Europa chce mieć własne na razie liczące 50.000 żołnierzy
siły, które byłyby zdolne do szybkiego działania nawet w najdalszym zakątku
kontynentu, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Sekretarz generalny NATO, generał Lord Robertson, który sprzyja tworzeniu
niezależnych sił europejskich, stwierdził: W Europie jest obecnie około
2 milionów żołnierzy pod bronią, a ciężko trzeba było walczyć, aby znalazło
się 40.000 do służby w Kosowie".
Reorganizacja i większe współdziałanie sił europejskich może dać korzyści
obu stronom zarówno Unii Europejskiej jak i NATO, a będzie to jedynie wypełnienie
tego, czego Ameryka domaga się od kilkudziesięciu lat. Cohen uważa, że
dopóki nowe europejskie struktury militarne nie powielają NATO, to stanowią
one pozytywne działanie, gdyż silniejsza Europa oznacza silniejszy Sojusz".
Stany Zjednoczone domagały się zwiększenia nakładów na uzbrojenie sił
europejskich od czasów J. F. Kennedyego. Natomiast w Europie po upadku
komunizmu można było zaobserwować trend odwrotny. Przywódcy państw myśląc,
że zyskali z dawna oczekiwany pokój obcięli wydatki na zbrojenia nawet
o połowę. Ale dwie wojny na Bałkanach, gdzie europejscy żołnierze nie wypadli
przekonywująco, uświadomiły Europie, że dalej może polegać tylko na USA
w razie kłopotów na własnym podwórku.
Najbardziej widać to w W. Brytanii i Francji, które w największym stopniu
odpowiadają za nieudane akcje zmierzające do pokojowego rozwiązania konfliktu
w Bośni. Dopiero przejęcie dowodzenia przez NATO doprowadziło do zakończenia
walk w 1995 r.
I właśnie Francja i Anglia, pomimo głębokiego porozumienia, jakie panuje
między Billem Clintonem a Tonym Blairem, z największą niecierpliwością
oczekują na szczyt państw Unii Europejskiej w Helsinkach w następnym tygodniu,
gdzie ma być rozważana kwestia stworzenia europejskich sił obronnych.
Amerykańscy politycy mają problem z wyobrażeniem sobie europejskiego
konfliktu bez udziału Stanów Zjednoczonych, ale w Europie takie stanowisko
powoli znajduje swoje miejsce. Administracja amerykańska czyniła ogromne
wysiłki nie tylko w Kongresie, ale również w publicznych dysputach, wyjaśniając
narodowi, dlaczego właśnie Amerykanie muszą włączyć się do walki w Kosowie,
która nie tylko że kosztowała miliardy dolarów, ale narażała życie amerykańskich
żołnierzy. A przecież żywotne interesy USA nie były tam nigdy, nawet w
najmniejszym stopniu zagrożone" stwierdził Rudolf Scharping, niemiecki
minister obrony.
Największym jednak problem stanowią pieniądze. Lord Robertson twierdzi,
że nie można zbudować bezpieczeństwa tanim kosztem.
USA wydały 3,2% produktu narodowego brutto na zbrojenia w tym roku.
Dla kontrastu Niemcy, które mają jedną z największych armii europejskich
wydały tylko 1,5%. Trochę lepiej jest we Francji i Wielkiej Brytanii
(odpowiednio 2,8% i 2,6%), ale i tym krajom daleko jeszcze do Stanów Zjednoczonych.
Czy więc powstanie nowoczesna, europejska, niezależna armia? Odpowiedź
na to pytanie poznamy niedługo.
Na szczycie UE w Helsinka już na poważnie będzie
rozpatrywany pomysł powstania niezależnych od NATO sił wojskowych UZE,
które mają stanowic przeciwwagę Amerykanów i ich techniki wojennej w tym
pakcie wojskowym. Oś Berlin-Paryż zaczyna dawać oznaki chęci zmiany postzimnowojenengo
układu na naszym kontynencie. Niedobrze to wróży jak zwykle wystawionej
do pierwszego szeregu na linii natarcia przeciwników Polski...
Wczoraj Amerykanie wyrazili jednak opinię, że to sami Europejczycy
przyczyniają się do osłabienia paktu. W przyszłym tygodniu podczas szczytu
Unii Europejskiej w Helsinkach zostanie ogłoszona inicjatywa powołania
w ciągu trzech lat europejskich sił szybkiego reagowania. Amerykanie ten
projekt traktują bardzo nieufnie, obawiając się, że
Unia próbuje zbudować niezależny od NATO system obronny. Waszyngton
domaga się, aby siły europejskie zostały użyte tylko wówczas, gdy sojusz
odmówi udziału w operacji wojennej, na której Europie zależy. Francuski
minister Alain Richard odrzucił ideę wyższości NATO nad Unią. "Unia to
Unia, a NATO to NATO.
Kraje piętnastki mają prawo samodzielnie podejmować decyzje" - powiedział.
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"
Z zadziwiająco dużego protestu przeciwników WTO w Seattle wytworzyła
się koalicja, która utrudnia i tak już dość trudny dla Billa Clintona proces
realizowania planów wprowadzenia wolnego handlu. Protestujący z Seattle
mają nadzieję, że ich ruch potrwa dłużej niż ruch przeciwników wojny w
Wietnamie, gdyż ich cel jest bardziej globalny niż jakaś tam lokalna wojna,
którą można było zakończyć podpisaniem traktatu pokojowego. John Sweeney,
prezydent AFL-CIO, stwierdził, że koalicja ta była budowana przez kilka
dobrych lat, a teraz nastąpiło zjednoczenie, które może tylko przynieść
korzyści.
Większość z 30.000 protestujących w Seattle to członkowie związków
zawodowych, obrońcy środowiska i studenci, którzy nie przeciwstawiają się
globalizacji, ale pragną złagodzić jej najdrastyczniejsze skutki. Protestowali
oni w spokoju, w odróżnieniu od ok. 200 osobowej grupy anarchistów, którzy
przekształcili miasto w pole bitwy wybijając szyby i ścierając się z policją.
Wielu ekspertów ds. handlu uważa, że prezydent Clinton miał świadomość
powstania nowej koalicji i jej siły oraz politycznych konsekwencji, które
wynikłyby dla wiceprezydenta Ala Gorea, w przypadku uzyskania w Seattle
porozumienia. Gdyby zawarto ugodę wbrew woli protestujących, mogłoby to
znacznie zredukować poparcie dla Gorea ze strony związków zawodowych i
obrońców środowiska jego tradycyjnego zaplecza wyborczego.
Według Sweeneya, którego związki zawodowe poparły Gorea już w październiku,
taki obrót wydarzeń w Seattle może jedynie pomóc wiceprezydentowi w otrzymaniu
nominacji na kandydata ze strony Demokratów. Gore nie pojechał do Seattle
i wyraźnie pozostawał z boku w stosunku do rozgrywających się tam rozmów.
Zwolennicy wolnego handlu obawiają się, że powstała koalicja, sprzeciwiająca
się liberalizacji, może być bardziej skuteczna niż dotychczasowy nurt antywolnorynkowy
istniejący wśród związków zawodowych.
W przeszłości nie było trudności dla administracji w zdyskontowaniu
wysiłków związków zawodowych przeciwnych wolnemu handlowi, gdyż były one
postrzegane jako służące zabezpieczeniu interesów tylko wąskiej grupy zawodowej.
Dobrym przykładem nieudanych prób sprzeciwiania się wolnemu rynkowi było
powstanie NAFTY.
Ale od tego czasu związki zawodowe dużo się nauczyły. Sformowana koalicja
powstała na bazie wielu grup interesów dzięki temu jej znaczenia nie można
niedoceniać.
Todd Gitlin, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, uważa, że wydarzenia,
które spowodowały protesty w Seattle, mają zupełnie odmienny charakter
od tych, które były powodowane przez na przykład wojnę w Wietnamie. To
nie dotyczy tylko WTO, ale dotyczy przede wszystkim dominacji dużych koncernów
i korporacji w trwającym procesie globalizacji. I taki ruch ma przyszłość.
(...) Jego siła i wpływ będą stopniowo wzrastać. Ludzkość wkroczyła w nową
erę komunikacji symbolizowaną przez Internet, który może być użyty w celu
wzmocnienia i skonsolidowania małych ruchów, pozwalając im uzyskać międzynarodowy
wpływ. Poza tym totalne jednoczenie się świata przestało interesować tylko
fantastów i naukowców. Ten problem znajduje się w głównym nurcie zainteresowań
zwykłych ludzi.
Protestujący w Seattle przysięgli zewrzeć wszystkie siły przeciwko
dwóm najważniejszym chyba projektom ekonomicznym Billa Clintona w chwili
obecnej: nowej umowie handlowej z Chinami oraz rozszerzeniu programu NAFTA
na inne kraje. (...)
W zeszłym roku jak również i w obecnym udało się ruchom pracowników
zablokować ustawę dzięki której wprowadzono by ułatwioną procedurę przyjmowania
nowych krajów do NAFTY. Administracja miała negocjować, a Kongres wyrażać
jedynie aprobatę lub sprzeciw bez możliwości wnoszenia poprawek.
Obecnie przywódcy związkowi wskazują na to, że powodem ich protestu
nie była bynajmniej ochrona protekcjonizmu w gospodarce, ale oczekiwali
oni stworzenia specjalnej komisji, której zadaniem byłoby wskazywanie krajów
przeciwko którym należy ustanowić sankcje gospodarcze, gdyż nie przestrzegają
one międzynarodowych standardów prawa pracy i na przykład pozwalają na
pracę dzieci.
Wielu protestujących poczytuje niepowodzenie spotkania w Seattle jako
zwycięstwo. Natomiast oficjalne stanowisko przedstawicielstwa związków
zawodowych w Genewie głosi, że rozmowy będą kontynuowane w styczniu, w
celu stworzenia specjalnej komórki mającej opracować założenia dla planowanych
na kilka lat rozmów mających na celu zniesienie barier w handlu.
W Waszyngtonie odbyła się dyskusja na temat tego, na ile wystarczy pieniędzy
i kiedy załamie się system ubezpieczeń społecznych. Amerykańska administracja
wg uczestników dyskusji nie docenia, jak bardzo wydłuży się życie przeciętnego
Amerykanina w następnym stuleciu. Jednocześnie nie docenia się znaczenia
finansowego tych danych. Wszystkie czynniki wskazują na to, że długość
życia wzroście tak samo, jak stało się to w dwudziestym wieku. Członkowie
dyskusji zwrócili uwagę na prosty fakt, że dłuższe życie oznacza więcej
lat korzystania z programu ubezpieczeń społecznych. W dyskusji skonfrontowano
dane z wielu różnych instytucji zajmujących się problemami ekonomicznymi,
demograficznymi, zdrowotnymi itp.
Raport z dyskusji został z uwagą przyjęty w specjalnej komisji powołanej
przez Kongres, składającej się z członków obu partii. Być może wejdzie
on nawet do całorocznego raportu komisji odnośnie działania programu ubezpieczeń
socjalnych. Nie mniej jednak zarówno wiek emerytalny, podatki zabierane
na ubezpieczenie, jak i wysokość wypłat z tego funduszu mogą być zmienione
jedynie na szczeblu federalnym.
Średnia długość życia wzrosła z 63,9 lat w 1940 roku do 76,7 lat w
1998 roku. Odpowiedzialni za politykę ubezpieczeń społecznych urzędnicy
przyjęli, że dane te wzrosną odpowiednio do 79,3 w 2030 roku i 81,5 w 2070.
Ale podczas waszyngtońskiej dyskusji padły wyższe liczby 81 w 2030 i
85,2 w 2070 roku. (...)
Prowadzący dyskusję Eugene Steuerle, ekonomista z the Urban Institute,
uważa również, że zarobki i produktywność będą rosły trochę szybciej niż
zakładają to wyliczenia rządowe. Biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, stwierdzono,
że problemy finansowe programu ubezpieczeń społecznych będą o 25% większe
niż przewiduje to administracja rządowa. Aby pokryć niedobory przez podniesienie
podatków, rocznie przychody te powinny wzrosnąć o ok. 2,6%, a nie 2,07%
jak zakłada rząd. Dla przykładu dla robotnika zarabiającego rocznie 30
tys. dolarów oznacza to stratę ok. 780 dolarów ze względu na podatki, a
nie jak zakładano w projekcie rządowym 621 dolarów.
Natomiast urząd ubezpieczeń społecznych uważa, że życie Amerykanów
będzie o wiele krótsze i na przykład dopiero w 2033 roku amerykańskie kobiety
osiągną tą długość życia, którą już dzisiaj mają Francuzki.
Ale oczywiście problem pozostaje. Ludzie będą żyli zbyt długo, a pieniędzy
na ich emerytury kiedyś zabraknie. I co wtedy?
We wtorek partia konserwatywna wystosowała apel do premiera Tony Blaira,
aby przeforsował w UE opublikowanie milenijnej deklaracji, w myśl której
stworzono by w ramach UE wolny rynek już od następnego roku. Inaczej
twierdzą torysi w milczeniu zostaniemy sprzedani do jednego superpaństwa.
W latach 70. i 80. laburzyści byli błędnie przekonani o konieczności
rozwijania nacjonalizmu i protestowali przeciwko jakimkolwiek bliskim związkom
z Europą. Natomiast według torysów błędem, który popełniają w latach
90., jest przekonanie o konieczności interwencjonizmu państwowego i integracji
europejskiej.
Na cztery dni przed szczytem państw UE w Helsinkach torysi ostrzegają
przed Europą nadmiernych regulacji prawnych, Europą pozbawioną konkurencji
i polityką protekcjonizmu.
Pomimo stosowanej przez Blaira retoryki prokonkurencyjnej, laburzyści
zawsze pragnęli iść razem z Europą ostrzegają konserwatyści. I dodają,
że obecny rząd będzie grał na czas, aby sprolongować zapowiedzianą na następny
rok konferencję dotyczącą reformy UE, do czasu aż odbędą się następne wybory.
Konserwatyści uważają, że UE ma z pewnością wiele osiągnięć na swoim
koncie, ale niemożliwe jest stworzenie jednego rynku w obliczu ukrytych
i jawnych subwencji we Francji, Włoszech czy Niemczech.
Europa zbyt często zasłania się wymówkami w rozmowach odnośnie zniesienia
barier w handlu ze światem zewnętrznym.
Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści
oraz dyskutanci (AWS", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali
się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu
państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego
przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu.
Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości
poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości
finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki
przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z
darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono
w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie
nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie
wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone,
jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali,
że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite
finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara,
iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków,
którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego
projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy
do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam,
że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie
właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i
jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest
ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie
z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; ťSocjalizm
to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie
tylko po to, by je potem bohatersko pokonywaćŤ".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie
cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały
się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich
wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?