Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
|
|
||
|
|
O
Polsce...
Adaś Michnik - najważniejszy dziennikarz Związku Socjalistycznych Republik Europejskich" więcej... Jak nas widzą w Indiach? więcej...
|
Wiadomości
z UPR
Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie austriackiej Partii Wolności Jerzego Haidera |
|
Czy Niemcy są u nas - czy my - w Niemczech?
więcej...
|
||
| Podwyżki, podwyżki... więcej... | ||
|
Kabarety polityczne obecnej koalicji więcej...
|
||
| Dogmat o nieomylności Wielkiego Komornika z Unii Zniewolenia - znowu podważony więcej... | ||
| Czy może być śmieszniej? Wałęsa - premierem więcej... | ||
| Czułe objęcia PZPR i SB więcej... | ||
| Jak walczyliśmy za cudze pieniądze więcej... | ||
| Podatki pośrednie - festiwal pomysłów "liberałów inaczej" z UW więcej... | ||
| Ile kosztuje Polska? więcej... | ||
| Koniec żałosnego spektaklu "żon decydentów" więcej... | ||
| Eurofani i eurosceptycy więcej... | ||
|
|
Już
do odwrotu głos trąbki wzywa...
Wolińska
i jej śledczy
|
|
| Bush jr vs McCain - 4:1 więcej... | ||
| Konserwatyści w Iranie dostali łupnia więcej... | ||
| CDU bez sternika więcej... | ||
| Łapówkarstwo polityczne nie popłaca - w Niemczech też... więcej... | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
Przedstawiciel mniejszości niemieckiej w Polsce,
poseł Helmut Paździor, poinformował, że Towarzystwo Społeczno-Kulturalne
Niemców na Śląsku Opolskim wystosowało apel do rządu Niemiec, by ten włączył
się do "rozmów na temat przyszłości Niemców w Polsce". Chodzi o powstrzymanie
wyjazdów obywateli polskich tej narodowości z Polski do Niemiec W zeszłym
roku rząd Niemiec ograniczył dotacje dla współziomków w naszym kraju. Na
Śląsku Opolskim - według różnych szacunków - mieszka ok. 180-300 tys. Niemców.
Od 70 do 100 tys. Ślązaków posiadajacych podwójne obywatelstwo pracuje
w tej chwili w Niemczech, pozostawiwszy swoje rodziny w Polsce. W latach
70. i 80. do Niemiec wyjechało na stałe ok. 200 tys. osób.
PKN podniósł cenę benzyny o 9 groszy na litrze.
W sobotę 19.02 uczyniła tak Rafineria Gdańska... A przed nami - w końcu
lutego - następne podwyżki. 1 marca wzrasta ulubiony przez Wielkiego Komornika
Balcerowcza podatek pośredni - akcyza - o 4,3%.
Głosami posłów koalicji AW"S"-UW rząd obalił własny
projekt ustawy o komercjalizacji przedsiębiorstw i o uwłaszczniu. W trakcie
opracowywania w komisjach sejmowych został tak zmieniony przez poprawki
posłów SLD, że rząd się wycofał z dlaszego go popierania.
Ministerstwo Finansów po raz pierwszy przyznało publicznie, że spodziewa
się wyższej inflacji niż zakładało w projekcie ustawy budżetowej na 2000
r. O możliwym wyższym wzroście cen powiedziała wczoraj wicedyrektor Lidia
Wilk z resortu finansów podczas seminarium zorganizowanego przez Fundację
Naukową CASE oraz BRE Bank.
Zdaniem przedstawicielki MF, wyższa niż założono inflacja (resort progozował
ją na 5,7% średnorocznie) sprawi, że budżet nie powinien się obawiać o
dochody. - Wprawdzie spowoduje to presję na wyższe wydatki, ale to już
będzie raczej problem 2001 r. - powiedziała Lidia Wilk.
Jej zdaniem, zagrożeniem dla tegorocznego budżetu nie będzie też niższa
ściągalność składek na ZUS od kopalń i PKP, bo to ryzyko zostało już uwzględnione
w projekcie budżetu.
Głównym zagrożeniem dla polskiej gospodarki będzie - w ocenie MF -
deficyt na rachunku obrotów bieżących.
Mniejszym optymistą jest Mirosław Gronicki z Fundacji CASE, który przewiduje,
że zarówno słabnące euro (od stycznia 1999 r. straciło już kilkanaście
procent wobec dolara), jak i słaba koniunktura w Niemczech, na Ukrainie,
w Czechach i Słowacji negatywnie wpłyną na polski eksport. Maleć też będzie
popyt wewnętrzny, głównie z powodu inflacji i rosnącego bezrobocia. Po
ogłoszniu przez GUS danych o styczniowej inflacji, CASE zrewidował swoje
prognozy inflacyjne i spodziewa się raczej 9,3-9,4 proc. średniorocznego
wzrostu cen niż 9,2%.
Mimo spadku dochodów realnych ludności (skutek wyższej inflacji i niższych
transferów socjalnych) trzeba też liczyć się z dalszym spadkiem oszczędności
gospodatrstw domowych. Z powodu wyższej inflacji ludność bowiem może nie
dać się skusić iluzji wyższych stóp procentowych w bankach.
Z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 18.02.2000 r.
Czyżby Wielki Komornik był jednak omylny? A jego
partyjni koledzy - co na to? Czy wciąż ślepo zapatrzeni w Jedynego Wodza?
Lech Wałęsa w przesłanym do bossa "Solidarności"
Mariana Krzaklewskiego liście wyraził propozycję, by ten w zamian za poparcie
udzielone mu tego znaczącego na scenie polskiej polityka - obdarował byłego
lokatora Belwederu - stanowiskiem premiera. Propozycja powyższa spotkała
się z wyrazmi "zainteresowania i pobłażliwości" ze strony tzw. Prawicy.
W czwartek były prezydent oświadczył, że jego droga i drogi posłów AW"S"
- rozchodzą się; oskarżył ich o "niechęć do współdziałania. Zakomunikował,
że jego poparcie liczy teraz - 3%!
A jak widzą poparcie UPR w tym kontekście inne
"zaczące siły" polityczne?
Sąd Lustracyjny prawomocnym wyrokiem uznał, że
poseł Matyjek (SLD) jest "kłamcą lustracyjnym", czyli łgał, zapewniając
o braku swojej współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL. W związku z tym
można już śmiało się śmiać z zapewnien towarzyszy z pezetpeerii, że "wśród
nich nie było potrzeby zakładania agentury"... Cóż, następny mit obalony...
B. poseł Matyjek sam złożył mandat...
Były skarbnik w latach 1984-89 zdelegalizowanej
"Solidarności" regionu śląsko-dąbrowskiego Pampuch Eberchardt oświadczył,
że dostawała ona od niemieckiej CDU miliny marek na funkcjonowanie... Powiedział
to, by "bronić przyjaciela Kohla w trudnych dniach dla niego"...
"(...) Wyraźnie korzystniej, w przeciwieństwie do całego ubiegłego roku,
wyglądały w styczniu wpływy z podatków pośrednich. Przez pierwszy miesiąc
wpłynęło niemal 9 proc (...).
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"
Czyli działanie tzw. liberałów inaczej z Unii
Zniewolenia - dbających o dochody rządu, w którym Wielki Komornik Balcerowicz
"troszczy się" o "zliberalizowanie" gospodarki naszego kraju - przynosi
wymierne efekty w postaci... większych obciążeń finansowych pobieranych
w europejski sposób...
"Publikujemy stanowiska negocjacyjne
Koniec tajemnic
Polski rząd opublikował pełny tekst wszystkich 29 stanowisk negocjacyjnych,
które przekazaliśmy wcześniej Unii Europejskiej. Oznacza to, że opinia
publiczna może poznać problemy negocjacyjne, które wymagają rozwiązania
przed
przystąpieniem Polski do UE (...). Stanowiska negocjacyjne już wkrótce
będą opublikowane pod adresem: www.ukie.gov.pl".
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Niewątpliwie będziemy się temu z należytą uwagą
przyglądać...
Sąd Gospodarzcy zdecydował o upadku następnego
UBezpieczyciela - firmy Polisa, która stała sie sławna po tym, jak ujawniono,
że udziały w niej miały żony pp. Kwaśniewskiego i Oleksego oraz że pomysł
na jej działalność oparty był o kapitały państwowe.
Jako "zadanie ogólnonarodowe, niezależne od partyjnych
interesów" określił premier Jerzy Buzek nasz akces do Związku Socjalistycznych
Republik Europejskich, inaczej zwanego Unią Europejską. Z zadowoleniem
przyjął podobne stanowisko SLD, który również niecierpliwie przebiewra
nożkami do towarzyszy z Brukseli. Jedynie Porozumienie Polskie posła Łopuszańskiego
(który wystąpił z ostrą filipiką na mównicy sejmowej) było przeciwne takiemu
podejściu do tego układu. Jak podają badania opinii publiucznej ze stycznia
- "za" wstąpieniem do ZSRE było 56% Polaków, "przeciw" - prawie 25%. I
co sądzić o ich wiarygodności, kiedy dwa miesiące wcześniej "przeciw" wykazywały
ponad 50%?
MADRYT
"El Pais" (28.01.00) Art. red. pt. "Adam Michnik wzywa media do ochrony
własnych wartości przed naciskami" - fragmenty: - "Polski dziennikarz A.
Michnik wskazał wczoraj, że media powinny być przygotowane na stawienie
czoła sytuacji, kiedy będą poddane naciskom a gdy to już nastąpi, ich zadaniem
jest "zachowanie własnych wartości". Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej"
przedstawił taki pogląd w czasie inauguracji nauki w Szkole Dziennikarskiej
UAM / El Pais, która przyjmuje studentów po raz 14. Michnik podkreślił
ponadto, że nie można uprawiać dziennikarstwa bez niezależności ekonomicznej.
"Jednak
należy wiedzieć jak zarządzać pieniędzmi, ponieważ w przeciwnym razie
one rządzą tobą."
Zanim wygłosił to swoje wystąpienie, Michnik został przestawiony przez
J. L. Cebriana, członka Rady koncernu prasowego PRISA jako "najważniejszy
dziennikarz europejski". Swoją postawą wykazał, że oprócz tego, iż jest
profesjonalistą od mediów, pozostaje nadal działaczem politycznym i intelektualistą.
"Pragnę podkreślić jego wkład w rozwój demokracji z punktu widzenia pojednania",
zaznaczył Cebrian i dodał, że jedną z wartości Michnika jest to, że zdał
sobie sprawę, iż proces przechodzenia kraju do demokracji musi funkcjonować
na zasadzie porozumienia. Jednocześnie, dodał, dziennikarz ten potrafił
pracować na rzecz pojednania w Polsce na łamach swego dziennika Gazeta
Wyborcza, który ukazał się w kwietniu 1989 r. i w ciągu 10 lat rozwinął
się jako przedsiębiorstwo, które notowane jest na giełdzie w Polsce i w
Londynie. Przedsiębiorstwo, w którym on nie posiada ani jednej akcji" -
podkreślił Cebrian. Chciał także zaakcentować osobisty pogląd Michnika
nt. dziennikarstwa, który oparty jest na niezależności od władzy politycznej,
ekonomicznej i od własnych pokus zdobycia władzy. "Przekonanie o tym ,
że tożsamość moralna mediów skłania je do ustanowienia granic, których
nie można przekraczać: granic kodeksu etycznego, deontologicznego i moralności
dziennikarskiej" - dodał Cebrian.
Polski dziennikarz, który był założycielem i jednym z przywódców ruchu
Solidarność, stwierdził w swoim przemówieniu, że dziennikarze powinni wyważyć
( w sobie ) cechy człowieka interesu - "aby troszczyć się o naszych klientów
i rozumieć ich oraz wiedzieć czego chcą" - z cechami proroka z Ewangelii.
"To właśnie on w pewnym momencie zatrzymuje się i mówi: NIE - władzy, kościołowi,
własnej opinii publicznej. Potrafi pójść pod prąd."
Jego zdaniem bez tego ducha "dziennikarstwo jest cynizmem". Michnik
znalazł także słowa pochwały dla okresu, który nazwał "hiszpańskim okresem
przejściowym i drogą do demokracji." "Uważam, że jeżeli moja gazeta odniosła
sukces, to dlatego, że zawsze potrafiliśmy korzystać z hiszpańskich ideałów
demokracji"
DELHI
"Asian Age" (31.01.2000) zamieścił fotografie dwóch Polaków, Stanisława
Zmysłowskiego i Bolesława Staronia, byłych więźniów obozu nazistowskiego
w Auschwitz - Birkenau, którzy przybyli do Oświęcimia, aby wziąć udział
w obchodach 55. rocznicy wyzwolenia obozu.
Neutralny stosunek do Polaków
Polskę i Polaków większość Litwinów ocenia neutralnie lub pozywtywnie
i uważa, że odpowiedzialność za wszelkie nieporozumienia między naszymi
krajami ponoszą obie strony. Takie są najnowsze wyniki badań opinii publicznej,
opublikowane w litewskim tygodniku "Veidas" ("Twarz"). 38,5% ankietowanych
żywi wobec Polski i Polaków uczucia neutralne, a 32,6% ocenia nas pozytywnie.
8,9% badanych ma do Polski nastawienie negatywne, a 5,2% - bardzo negatywne.
56,3% ankietowanych uważa, że winę za polsko-litewskie nieporozumienia
ponoszą obie strony, 18,5% obwinia o nie władze Polski, a 7,4% władze Litwy.
PAP (z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 08.02.2000
r.)
POLSKA - LITWA
Przesłuchania kombatantów AK
Wyjaśnienia litewskiego prokuratora generalnego
ANDRZEJ KACZYŃSKI
- Kombatanci Armii Krajowej mieszkający na Litwie są wzywani do prokuratury
tylko jako ewentualni świadkowie, a nie jako podejrzani lub oskarżeni -
zapewnił w poniedziałek, 14 lutego prokurator generalny Republiki Litewskiej
Kazys Pednyczia ambasadora RP Eufemię Teichmann i zaproponował, że osobiście
wyjaśni intencje prokuratury na spotkaniu ze środowiskiem kombatantów wileńskiej
AK. Do takiego spotkania miałoby dojść w marcu.
W końcu stycznia siedmiu byłych żołnierzy Armii Krajowej otrzymało
telefoniczne wezwania do prokuratury. Według relacji Stanisława Kaczkana,
prezesa Klubu Polskich Weteranów Wojny na Litwie zrzeszającego 35 kombatantów
AK, 1 lutego został przesłuchany on i trzech jego kolegów. Był pytany o
datę wstąpienia do Armii Krajowej, pseudonim, do jakiej brygady należał,
jakim dowódcom podlegał, czy miał cokolwiek wspólnego z oddziałem majora
Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", czy miał styczność bojową z Litwinami,
co wie o Glinciszkach i Dubinkach (w pierwszej wiosce w czerwcu 1944 roku
kolaborujący z Niemcami oddział wojska litewskiego zamordował 38 Polaków,
w drugiej oddział "Łupaszki" w odwecie zabił 20 Litwinów). Prokurator zażądał
też dostarczenia spisu wszystkich członków klubu, informacji, z jakimi
kombatantami i ich organizacjami w Polsce klub utrzymuje kontakty, czy
ktoś z tych środowisk przyjeżdża do Wilna, oraz z jakich źródeł w Polsce
klub otrzymał dokumentacją kombatancką. Przesłuchanie odbywało się za pośrednictwem
tłumacza, było protokołowane, a zeznanie po przetłumaczeniu na język polski
zostało podpisane przez badaną osobę.
Śledztwa w sprawie zbrodni wojennych
Wzywanych nie poinformowano o celu przesłuchania. Interpelował w tej
sprawie u prokuratora generalnego RL poseł Akcji Wyborczej Polaków na Litwie
Jan Sienkiewicz; do wczoraj - jak powiedział "Rz" - nie otrzymał odpowiedzi.
Światowy Związek Żołnierzy AK w Warszawie zwrócił się o interwencję do
ministra spraw zagranicznych RP Bronisława Geremka. Ministerstwo poleciło
ambasador Teichmannowej przeprowadzenie rozmowy wyjaśniającej.
Prokurator generalny wyjaśnił Teichmannowej, że są prowadzone śledztwa
w osiemdziesięciu różnych sprawach - także przeciwko Litwinom - o zbrodnie
wojenne i ludobójstwo na terenie Litwy w czasie drugiej wojny światowej.
Żołnierze AK są podejrzewani o zamordowanie na Wileńszczyźnie 273 osób
cywilnych w latach 1943 - 1944; Kazys Pednyczia poprosił ambasador Teichmannową,
by strona polska pomogła Litwie w zgromadzeniu materiałów dowodowych dotyczących
zbrodni wojennych, także w sprawie zamordowania przez Litwinów Polaków
z Glinciszek, choć - zdaniem prokuratora - nikt z winnych tej zbrodni już
nie żyje. Zapewnił też, że przesłuchiwani będą nie wszyscy kombatanci AK
na Litwie, a tylko ci, którzy mogliby coś wnieść do prowadzonych śledztw,
i nie jako podejrzani lecz jako świadkowie. Przesłuchano także dwustu
obywateli RL narodowości litewskiej.
Podczas drugiej wojny światowej Armia Krajowa na Wileńszczyźnie walczyła
z Niemcami i z litewskimi formacjami kolaborującymi z III Rzeszą: policją
i korpusem wojska generała Plechavicziusa. Są one obwinione o współdziałanie
z Niemcami w sprawowaniu rządów okupacyjnych, stosowanie terroru państwowego
i o eksterminację Żydów, ale także Polaków, Rosjan i Białorusinów w miejscach
masowej kaźni - Ponarach koło Wilna i w Święcianach. Część Litwinów uważa
ich jednak za bojowników o niepodległość państwa litewskiego, zaś AK -
za przeciwników.
Daleko do pojednania
Związek kombatantów AK przez pięć lat ubiegał się o rejestrację; uzyskał
ją dopiero w 1995 roku, dzięki interwencji ówczesnego prezydenta Algirdasa
Brazauskasa, ale w nazwie nie mogły wystąpić słowa "Armia Krajowa", a władze
litewskie nie uznają go za związek kombatancki; jego członkowie otrzymują
tylko od polskiego Urzędu ds. Kombatantów zapomogi w kwocie ok. 70 dolarów
na kwartał. Nie doszło też na Litwie do planowanego aktu pojednania - ustawienia
na mogiłach poległych krzyży: w Glinciszkach z napisem "Bracia Polacy przebaczcie",
a w Dubinkach - "Bracia Litwini przebaczcie". W ostatnich latach, m.in.
dzięki rozpowszechnieniu wśród Litwinów przez ambasadę polską książek o
AK na Wileńszczyźnie, część opinii publicznej ma bardziej wyważone i sprawiedliwe
poglądy na dzieje i rolę Armii Krajowej. 3 grudnia 1999 roku w Wilnie wspólna
sesja historyków polskich i litewskich przebiegła w atmosferze porozumienia
(...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
"Kurier Wileński" (P. Kobak "Żywi nie maja spokoju"), "Gazeta Wileńska"
(L. Dowdo "Kto, dlaczego i w związku z czym?") z dn. 11.02.2000 podają,
iż poseł na Sejm J. Sienkiewicz zwrócił się do Prokuratury Gen. RL z pytaniem,
dlaczego weterani AK są telefonicznie wzywani na przesłuchania? Pracownicy
PG RL nie tłumaczą starszym ludziom, w jakim celu i w jakim charakterze
- świadka, czy oskarżonego są wzywani.
Obecnie na Litwie działają dwie organizacje zrzeszające byłych żołnierzy
polskich: Klub Polskich Weteranów Wojny na Litwie oraz Dobroczynne Stowarzyszenie
Polskich Kombatantów na Litwie. Jak poinformował J. Sienkiewicz, dotychczas
przesłuchano 4 osoby, piąta nie mogła przybyć ze względu na chorobę.
Jak twierdzi prokurator Linovaite, planuje się przesłuchać wszystkich
35 członków Klubu. Zdaniem akowców, w prasie litewskiej ustawicznie prowadzono
kampanie tworzenia stereotypów, iż AK - to banda zbirów i morderców. Natomiast
obecnie, nagonka "społeczna" (prasa, książki, społeczne sądy nad AK) przekształciła
się w nagonkę ze strony państwa.
Poseł J. Sienkiewicz dopatruje się w tym związku z naciskiem międzynarodowej
społeczności żydowskiej na wymiar sprawiedliwości Litwy , by ta postawiła
w stan oskarżenia Litwina Lileikisa, któremu zarzuca się udział w
masowych morderstwach na Żydach podczas II wojny światowej. W odpowiedzi,
Litwa usiłuje "znaleźć ludzi, którzy mordowali Litwinów". Działania oficjalnych
władz RL, zdaniem J. Sienkiewicza, są karygodne i naganne. Poseł miał również
zarzuty co do postawy Polski: "Ci ludzie bronili Rzeczypospolitej, natomiast
dzisiaj Rzeczpospolita ich nie broni".
Jak przypomina "GW", sprawę karną w związku z wydarzeniami w 1944 r.
w Dubinkach i Glinciszkach wszczęto w 1992 r., kilkakrotnie ją zawieszano,
po czym w czerwcu ubr. ponownie wznowiono, prawdopodobnie na wniosek Towarzystwa
"Vilnija". Według nieoficjalnych danych, kombatantów wzywa się do PG jako
świadków ws. karnej dot. działań AK na Litwie.
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
KOPENHAGA
"Berlingske Tidende" (16.02.00) artykuł Michaela Kuttnera pt. "Polska winda do UE", oparty na rozmowach z Jackiem Saryuszem-Wolskim i Jerzym Osiatyńskim.:
- Winda, którą autor jechał na spotkanie z J. Saryuszem-Wolskim jest
supernowoczesna i przypomina statek kosmiczny: cała ze stali i ze szkła,
a kiedy się wciśnie guzik, zaczyna gadać. Sam budynek, w którym kursuje,
pamięta dawne czasy: to tu na parterze Jerzy Urban, rzecznik gen. Jaruzelskiego,
rzucał ekskomuniki na zachodni świat. Ale wtedy nie było tu żadnej windy.
Dzisiaj, dziesięć lat później, urzęduje tu szef doradców polskiego premiera
ds. wejścia do UE, a po korytarzach biegają młodzi urzędnicy, mówiący wieloma
językami, zniecierpliwieni czekaniem na członkostwo we Wspólnocie.
J. Saryusz-Wolski, siedzący w pięknym gabinecie i palący Davidoffy
Lighty, zastanawia się, jak najlepiej wyminąć zasieki postawione przez
UE. W Polsce, największym po Turcji kandydacie do UE, uważa się, że już
niedługo będzie ona gotowa do członkostwa. Termin: to 31 grudnia 2002 r.,
a jeśli się nie uda, to wina Unii, a nie Polski.
Saryusz-Wolski, który mówi po angielsku lepiej niż Tony Blair i nosi
garnitur od Saville Row, jest uprzejmy, ale daje się też skusić na moment
na odejście od formuł dyplomatycznych: - "Chce się powiedzieć," - zwierza
się gościowi - "że to nie Polska, lecz UE jest największą przeszkodą w
szybkim przystąpieniu." W konkluzji chce się też powiedzieć, że - po rozmowach
z dużą liczbą polskich urzędników i polityków - nowy, prawicowy rząd w
Austrii nie koniecznie jest postrzegany jako pomoc w negocjacjach o rozszerzeniu,
ale trudności, widziane z Warszawy, zaczęły się na długo wcześniej, zanim
J. Haider wygrał wybory.
Frustracje biorą się częściowo ze zmienionego planu rozszerzenia, w
którym, na rzecz równoległych negocjacji, porzucono model dwóch grup, a
częściowo - z problemów wynikających z zeszłorocznej dymisji Komisji UE.
Z powodu korupcji w Komisji, reformy samej Unii nabrały aktualności, a
to oznacza, że ludzie, którzy mieli zająć się pracą wokół rozszerzenia,
przydzieleni zostali do wewnętrznego czyszczenia UE.
- "Jeśli chce się negocjować z 12 krajami na raz, trzeba mieć po temu
odpowiednie środki. Obawiamy się, że niestety tak nie jest. Życzylibyśmy
sobie większej dynamiki." - mówi Saryusz-Wolski. Wg niego, a także innych
rozmówców długi pobyt w poczekalni UE doprowadził również do zmęczenia
Polaków, które widać, czytając wyniki badań opinii publicznej. Kiedy jeszcze
kilka lat temu poparcie dla wstąpienia do UE było na poziomie 80 proc.,
obecnie wynosi między 46 a 59 proc., w zależności od badania.
W Polsce przyznaje się, że to nie tylko wina Unii. - "Duże poparcie
dla UE i NATO, koło roku 1990 zależało od czynników, które nie miały w
rzeczywistości wiele z nimi wspólnego." - mówi dyrektor Rafał Hykawy, z
Komitetu Integracji Europejskiej. - "Im bardziej Rosjanie np. sprzeciwiali
się polskiemu członkostwu w NATO, tym bardziej rosło dla niego poparcie."
Daje do zrozumienia, że wsparcie dla integracji z UE i NATO było w równym
stopniu wyborem natury kulturowej i uczuciowej, przeorientowania się ze
Wschodu na Zachód.
Hykawy wskazuje na trzy dodatkowe powody dla spadającego poparcia dla
przystąpienia:
1. po pierwsze, tendencja spadkowa pojawiła się po odejściu Komisji:
- "Kiedy ludzie słyszą w telewizji o korupcji, myślą sobie: 'Nie powinniśmy
się tam pchać' "; 2. po drugie, Polacy obawiają się wykupu ziemi i przedsiębiorstw
przez zachodnich kapitalistów; 3. po trzecie, szereg niepopularnych reform,
m.in. służby zdrowia i edukacji, wiązanych jest z UE.
- "Reformy mają bardzo nikły związek z Unią, ale społeczeństwo widzi
to inaczej." - objaśnia Hykawy. Największy opór stawia polskie rolnictwo,
w którym pracuje jedna czwarta część społeczeństwa. Zarówno polscy , jak
i zagraniczni eksperci uważają, że to zdecydowanie za dużo i koniecznie
trzeba tę liczbę zmniejszyć. Rolnicy, którzy dotychczas otrzymywali dobre
ceny za swoje produkty, obawiają się bezrobocia oraz importu konkurencyjnych,
zachodnich produktów.
- "Mój własny dziadek jest przeciw Unii, gdyż wg niego członkostwo
doprowadzi do upadku polskiego rolnictwa." - mówi dyrektor. Chłopom jest
również trudno zrozumieć, że Unia prawi kazania o wolnym rynku, podczas
gdy jej własna polityka rolna jest jednym z ostatnich na świecie przykładów
gospodarki planowej. Nieprzejrzysty system finansowania, ograniczenia plonów
oraz góry masła nie przystają do nauki płynącej z Brukseli. Szef doradców,
Saryusz-Wolski, patrzy na sprawę bardziej skrótowo: - "Bierzemy Wspólną
Politykę Rolna taką, jaka jest. Unia ma dobre oraz mniej dobre strony."
Profesor Jerzy Osiatyński, liberalny poseł na Sejm oraz członek Komisji
ds. UE, obserwował powolny spadek zachwytu rozszerzeniem w Brukseli, "szczególnie
po ostatnich wakacjach" i skandalu w Komisji. - "Większe zainteresowanie
wzbudzają reformy wewnętrzne niż Europa Środkowo-Wschodnia." - mówi. Osiatyński
przyznaje jednak, że sama Polska też ma problem: - "Niepokoję się, że rządowi
nie udało się przekonująco powiedzieć, jaki mamy interes we wstąpieniu
do UE. Nie mówi się np. jak wielkie korzyści miały z tego powodu Hiszpania,
Portugalia i Grecja."
Osiatyński nazywa fascynującym fakt, że "ta grupa społeczeństwa, która
najwięcej skorzysta na członkostwie - chłopi - najbardziej się przystąpieniu
sprzeciwia. Jednym z powodów jest na pewno złe informowanie. Polska telewizja
mówi o Unii niemal wyłącznie w złym kontekście. Biuro rządowe, które ma
się zajmować informowaniem o UE, jest kierowane przez partię chrześcijańsko-narodową,
która wobec UE jest sceptyczna. Taka sytuacja jest niemożliwa." Wg Jerzego
Osiatyńskiego istnieje wiele możliwości przekonania Polaków do UE: wystarczy
mówić o korzyściach.
Ale nie wszyscy uważają, że Polska powinna się do Unii spieszyć. -
"Im bardziej się spieszymy, tym gorsze dostaniemy warunki" - mówi ekonomista
Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy oraz jeden z czołowych krytyków
systemu w czasach komunizmu. Swój stosunek do UE określa on jako "sceptyczny
entuzjazm". Wg niego okoliczności polskiego przystępowania do UE są trudniejsze
niż były one w latach 1980. dla Hiszpanii, Portugalii i Grecji. - "Standardy
się zmieniły. UE stała się mniej solidarna, a bardziej liberalna. Nasze
zasługi związane z upadkiem komunizmu nie dają dodatkowych punktów." -
mówi Bugaj.
Wg niego rok 2003 jako rok przystąpienia jest datą całkowicie nierealną.
- "Pytanie polega też na tym, do jakiej Unii wstąpimy? Czy będzie to Europa
Ojczyzn, jak wyobrażał ją sobie de Gaulle, czy struktura federalna? UE
zmieniła się po traktacie z Maastricht. Zmieniła się też po traktacie z
Amsterdamu. Byłoby miło wiedzieć, do jakiego właściwie związku wchodzimy.
Mimo to, mówi Bugaj, "UE jest najlepszym wyborem dla Polski w czasach globalizacji."
Mimo tych wszystkich wątpliwości Polakom idzie dobrze. Duński ambasador
w Warszawie, Laurids Mikaelsen, przewiduje, że Polska wstąpi do UE w ciągu
kilku lat, może w latach 2004-2006. - "Polska trzyma się nieźle, ale to
waga ciężka" - mówi. - "Historycznie patrząc, przystąpienie w 2006r. można
uznać za szybkie. I mówię Polakom, że lepiej dopiero wtedy zostać członkiem,
kiedy wiadomo, jak korzystać z kasy. Trzeba znać korzyści, aby z nich korzystać."
Mrugająca winda u szefa doradców jeździ bez przerw codziennie w górę
i w dół i gada do swoich pasażerów. Kiedy mówię Saryusz-Wolskiemu, jak
mi się ona podoba, odpowiada: - "Jak pan widzi, jesteśmy bardzo nowoczesnym
krajem."
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
WIEDEŃ
"Die Presse" (15.02) korespondencja K. Bachmanna z Warszawy pt. "Niepewność
wśród kandydatów": - Zdaniem korespondenta, "Europa Wschodnia mniej obawia
się podważenia przez nowy rząd w Wiedniu wartości europejskich, niż opóźnienia
rozszerzenia Unii Europejskiej. Podczas gdy media o sympatiach lewicowych
wskazują palcem na Austrię (artykuł w "Polityce"- Hail Haider? i "Trybuna"),
prawica ostrzega przed UE: "Kto obcuje z UE, może zapomnieć o wolnych wyborach
i suwerenności."
Autor przedstawia też stanowisko polskiego rządu w związku z udziałem
FPÖ w austriackim rządzie.: "Polska podziela zaniepokojenie Unii zaistniałą
w Austrii sytuacją, nie przyłączyła się do sankcji UE tak samo jak Praga
i Budapeszt. Głównie dlatego, jak pisze K. Bachmann, że kraje kandydujące
mają z Austrią wciąż nie uregulowane rachunki - "Czy to się Polsce i Czechom
podoba czy nie, Wiedeń od czasu do czasu podnosi kwestię odszkodowań dla
wypędzonych, przede wszystkim dla Niemców Sudeckich."
"Dodatkowo, trzy ww. kraje EŚW podtrzymują, wg korespondenta, austriackie
obawy przed nadmiernym napływem siły roboczej do Austrii po rozszerzeniu
UE, głównie poprzez domaganie się wieloletnich okresów przejściowych."
Jak pisze K. Bachmann, "w krajach Europy Wschodniej pojawia się zaduma
i brak zrozumienia, dlaczego zachodni Europejczycy, którzy akceptują post-
lub ex-komunistów jako partnerów we współrządzeniu, tak reagują na prawicowego
populistę, jakim jest Haider. Niemal w każdym artykule prasowym podnoszony
jest zarzut, iż Unia jest ślepa na lewe oko. "
Na zakończenie, K. Bachmann w swojej korespondencji podaje, iż "już
tylko "Trybuna" i redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", Adam Michnik, są
zdania, iż Polska powinna poprzeć sankcje UE wobec Austrii."
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
MADRYT
"El Pais" (10.02.00) korespondencja EFE z Warszawy pt. "Antysemityzm
odżywa w Polsce z powodu nienawiści między dwoma grupami kibiców". In extenso:
- "Polska 40 lat później. Wojna pomiędzy kibicami futbolowymi łódzkich
klubów Widzewa i ŁKS spowodowała odrodzenie antysemityzmu w mieście, którego
ulice są pokryte napisami antyżydowskimi.
Władze miejskie przyznają, iż sytuacja budzi wstyd i obiecały zwalczać
wszelkimi środkami to odradzanie się najbardziej mrocznej historii kraju.
Na razie umieszczono ochronę przed synagogami, aby ich murów nie zabrudzono
znowu napisami typu: "Żydzi do komór gazowych", "Hitler, wspominamy cię
z nostalgią".
Ulica, która nosi nazwę Kilińskiego, szewca patrioty powstania Warszawy
w 1830 przeciwko carom, dzieli Łódź na dwie strefy: żydowską, gdzie ma
swoją siedzibę Widzew i pozostałą, gdzie są obiekty ŁKS. Kibicom i piłkarzom
Widzewa ich przeciwnicy nadali przydomek "Pejsy", jako aluzję do bokobrodów
noszonych przez ortodoksyjnych Żydów.
Dziennik "Gazeta Wyborcza" ujawnił, iż w Łodzi nastąpiło odrodzenie
antysemityzmu na marginesie wojny między kibicami, chuliganami futbolowymi.
Jednak to oni są głównymi bohaterami. Bogdan, jeden z kibiców wymienionych
przez dziennik twierdzi, iż gwiazda Dawida stała się bronią, którą oznacza
się wszystko, co należy do "wroga".
Sąsiedzi z Łodzi dodają, że rozpoczęli wojnę z kibicami ŁKS, którzy
wymyślili piosenkę "Widzew to żydowska wieś", na co kibice Widzewa odpowiedzieli:
"ŁKS równa się SS". Na stadionach obu klubów kibice sprzedają swoje gazetki
ze zdjęciami przeciwnika i artykułami, w których mówi się np. "Jeżeli Widzew
ma kibiców w całej Polsce, to dlatego, że w całej Polsce są Żydzi, którzy
niestety nie zostali zgładzeni przez hitlerowców". W odpowiedzi kibic Widzewa
wskazuje: "Wytrzymaliśmy cierpliwie 3 lata zanim postanowiliśmy stosować
te same metody, co kibice ŁKS i również zaczęliśmy malować hasła antysemickie
związane z tym klubem. Będziemy to robić dopóty, dopóki oni nie przestaną,
ponieważ nie zamierzamy przegrać wojny w malowaniu haseł."
Przyłączają się politycy. Do wojny chuliganów zaczęli się przyłączać
politycy i organizacje młodzieżowe skrajnej prawicy jak Odrodzenie Narodowe
Polski, które są obecne na meczach z flagami Niemiec hitlerowskich i innymi
symbolami nazistowskimi i oni również dodają do napisów swoje godła.
Zjawisko jest tak niepokojące , że liczni obywatele żydowscy jak Abraham
Zelig zaapelowali do mieszkańców Łodzi, prosząc ich, aby nie dali się porwać
tej fali antysemityzmu. Piotr Goldstein, przewodniczący Związku Studentów
Żydowskich w Łodzi jest dumny z tego, że jego organizacji udało się odnieść
sukces w trudnym zadaniu przekonania Żydów z Izraela i diaspory, iż antysemityzm
w Polsce jest o wiele mniejszy niż można było sądzić.
Dziś Goldstein i jego koledzy czują się bardzo przygnębieni. "Kiedy
przybywa ktoś z zagranicy, młodzi Żydzi nie wiedzą jak go przeprowadzić
przez ulice miasta do siedziby naszej gminy żydowskiej tak, aby nie poczuł
się - z powodu napisów - w kraju szalejącego i totalitarnego antysemityzmu"
mówi Goldstein. Symcha Keller, sekretarz gminy żydowskiej w Łodzi twierdzi,
że nie odczuwa strachu przed kibicami, ponieważ są to ludzie, którzy nie
czują tak, jak mówią i można dojść z nimi do porozumienia. "Boję się natomiast
skinheadów, neofaszystów z Narodowego Odrodzenia Polski, którzy grozili
wiele razy, iż dadzą nam nauczkę" mówi Keller.
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
Jerzy Bush jr. wygrał prawybory w Karolinie Płd. Pokonał Jana
McCaina w stosunku 4:1 (53%, 42% w Karolinie Płd.) we wszystkich prawyborach
(Bush zwyciężył w stanach: Iowa, Alaska, Delaware i Karolina Południowa).
Następna runda i wymiana ciosów - w stanie Michigan. Bush ma już poparcie
61 delegatów, a McCain - tylko 14. Na konwencji partyjnej w Filadelfii
w sierpniu będzie głosowało 1034 delegatów
Wstępne wyniki wyborów w Iranie wskazują, że konserwatyści
irańscy w nich przegrali. W miastach olbrzymia większość głosowała na reformatorów
i zwolenników przełamania izolacji międzynarodowej państwa teokratycznego,
na prowincji - zróżnicowanie było mnmiejsze.
Po nocnym, ponoć bardzo burzliwym posiedzeniu frakcji CDU, gdzie doszło
do puczu części deputowanych chadeckich przeciwko dotychczasowem przewodniczącemu,
Wolfgang S. oświadczył, że nie będzie się już ubiegał o ponowny wybór.
41 milionów marek do zwrotu
Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) musi zwrócić do kasy federalnej
41 mln 348 tys. marek, które otrzymała w
ramach dofinansowywania przez państwo działalności partyjnej - poinformował
we wtorek przewodniczący Bundestagu
Wolfgang Thierse.
Chadecy powinni się też liczyć z dalszymi konsekwencjami finansowymi
afery z tajnymi kontami, ponieważ podana wczoraj suma związana jest wyłącznie
z nieuwzględnieniem w sprawozdaniu finansowym CDU za rok 1998 majątku chadeków
z Hesji o wartości około 18 milionów marek.
Liderzy CDU uznali, że suma, którą podał Thierse, budzi "poważne wątpliwości
prawne". Przede wszystkim nie widzą powodów do brania przez całą partię
odpowiedzialności za działalność jej oddziału heskiego.
Przewodniczący CDU Wolfgang Schaeuble, który wcześniej mówił, że konieczność
zwrotu nawet kilkuset tysięcy marek byłaby dla chadeków bolesna, zapowiedział
zwrócenie się w tej sprawie do sądu administracyjnego. Thierse jeszcze
wczoraj po południu odparł chadekom, że odpowiedzialność zarządu partii
za działalność jej oddziałów wynika z obowiązujących przepisów.
Wolfgang Thierse, lider rządzących socjaldemokratów, jest jako szef
Bundestagu osobą administrującą pieniędzmi przekazywanymi partiom. Wczoraj
podkreślał, że nie mógł podjąć innej decyzji i że konsultował ją z ekspertami
od prawa konstytucyjnego i administracyjnego. Część polityków opozycji,
nie tylko z CDU, mówiła, że postanowienia w tak ważnej sprawie nie powinien
podejmować przewodniczący Bundestagu, który reprezentuje także interesy
partyjne.
Oficjalnie CDU ma czas do 20 marca na zwrócenie pieniędzy. Może się
jednak starać o przełożenie tego terminu. - Taka suma nie oznacza jeszcze
bankructwa CDU, której majątek szacuje się na 120 milionów marek (...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
15.02.2000 r.
Demonstracja UPR w Warszawie
Pod urzędem ZUS na ul. Senatorskiej w Warszawie odbyła się pikieta
Unii Polityki Realnej, w której udział wzięli Prezesi UPR: pp. Janusz Korwin-Mikke
i Leszek Samborski. Rozdawano ulotki z opisem złodziejskiego systemu ZUS,
kradnącego w ciągu życia podatnika 4 miliardów złotych... Pikietę sfilmowała
telewizja Polsat, nagrało Radio Kolor, a także opis został umieszczony
w serwisie PAP.
3 lutego 2000 r.
Oświadczenie
Unia Polityki Realnej z zażenowaniem przygląda się skandalowi, który
wybuchł w Europie (i nie tylko) po wyborach w Austrii.
Uważamy, że oświadczenia polityków i eurokratów dotyczące wyników wyborów
w Austrii są skandaliczną próbą ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego
państwa. Zaś grożenie Austrii blokadą polityczną i gospodarczą na skutek
tego, że wynik demokratycznych (!) wyborów był nie pomyśli eurosocjalistów,
można określić tylko w jeden sposób: jest to zwykły terroryzm polityczny.
W świetle tych poczynań musimy uznać, że większością państw UE rządzą
ciemni nietolerancyjni, ksenofobiczni biurokraci, którzy nie są w stanie
zrozumieć i szanować poglądów innych niż swoje.
Wobec tak ewidentnego nieposzanowania demokracji, którą sami wychwalają
– i agresywnej postawy wobec jednego ze swych członków Rząd RP powinien
na nowo rozważyć czy wchodzenie do struktur UE ma jakikolwiek sens.
UPR ze zrozumieniem i szacunkiem przygląda poczynaniom FPÖ pana Jerzego
Haidera, który interes własnej Ojczyzny potrafi postawić wyżej od niejasnych
interesów eurosocjalistów i przełamując skostniałe, biurokratyczno-mafijne
struktury odnieść sukces. Mamy nadzieję, że sukces pana Haidera jest wydarzeniem,
które zapoczątkuje zdecydowaną zmianę kursu światowej polityki – w prawo.
UPR protestuje jednocześnie przeciwko określaniu w mediach organizacji
posthitlerowskich mianem „prawica”. Przypominamy, że hitlerowska partia
NSDAP nosiła socjalizm nawet w nazwie, czyli bardziej pasuje do niej określenie
skrajna lewica.
Prezes i wiceprezesi Unii Polityki Realnej
Janusz Korwin-Mikke
Leszek Samborski
Mariusz Waszak
Na Konwencie Oddziału Stołecznego, który odbył się 16.01.2000 r. jak
zwykle w budynku SD przy ul. Chmielnej - ustępujący zarząd pod kierownictwem
b. prezesa p. Sławomira Kameckiego dostał absolutorium i przeszedł do historii...
B. Prezes Kamecki nie zgłosił swojej kandydatury na następną kadencję...
Konwent prawie jednogłośnie (nie było innej kandydatury) zaaprobował
p. Grzegorza Parzycha (obecny prezes Stowarzyszenia "Koliber" i jego współtwórca)
na stanowisku nowego Prezesa. Serdecznie gratulujemy!!!