|
Chyba
każdy (z oczytanych przynajmniej, nie z tzw. kaczodUPR-a oczywiście)
zna prawo Kopernika-Grishama o wypieraniu pieniądza lepszego przez
pieniądz gorszy. To prawo - w odpowiedniej analogii - widać w coraz
większym działaniu także i w ogródku politykierskim PRL-bis.
Do
lat wcześniejszych - komuny właściwiej - nie ma co porównywać: jakość
ówczesnych troglodytów komunistycznych udających politykierów za
PRL-u stanowiła niezapomnianą wartość samą dla siebie.
Tym
nie mniej działanie tego prawa dotknęło niestety także i do niedawna
(w skali wieloletniej) wydawałoby się ostoi bardziej dystyngowanego
poziomu uprawiania polityki, jaką była Unia Polityki Realnej.
W
2002 przy niestety czynnym udziale I Prezesa UPR Janusza Korwin-Mikkego
do zaszczytu przewodzenia najsilniejszemu środowisku konserwatywnych
liberałów zostali dopuszczeni osobnicy do tamtego momentu kompletnie
niesprawdzeni, a jeżeli nawet - w innych, młodzieżowych kółkach
wzajemnej adoracji, to raczej in minus, pod względem merytorycznym
czy ideowym.
W
przypadku tzw. młodzieżowego zarządziku UPR, ta zmiana została niemal
natychmiast ochrzczona mianem "kolidUPR-a" - ze względu na pochodzenie
całego niemal tego zgromadzenia kilku osób - ze środowiska, które
od wielu lat kontestowało dokonania i bieżące poczynania poprzednich
zarządów UPR. Prezesem został mianowany osobnik wywodzący się z
najgorszego koła warszawskiego - ursynowskiego, z którego pochodził
także niegdysiejszy prezes Oddziału Stołecznego Sławomir Kamecki
(to nazwisko jeszcze raz - niechlubnie - zapisze się w historii
"rządów" "kolidUPR-a". Obecnie nie ma już praktycznie żadnych kół
w Oddziale Stołecznym - za to rozwijane są od lat struktury tzw.
"kolibra" - przy wykorzystaniu zasobów lokalowych i sprzętowych
UPR, co było chyba głównym celem zgromadzonej w tej instytucji "młodzieży".
Większość
młodzieżowego "zarządziku" kolidUPR kończyła w momencie objęcia
w nim władzy studia - najwyraźniej bez widoków na zatrudnienie w
kierunkach studiowanych czy jakichkolwiek innych, zgodnych z wybujałymi
ambicjami nowych wykształceńcow. Dlatego nawiązanie współpracy z
ugrupowaniem PiS było dla nich wymarzoną okolicznością pozwalającą
za pieniądze podatników warszawskich uzyskać przedłużenie okresu
życia nie na swój koszt. Nie zawsze jednak odbyło się to w cywilizowany
sposób. I tak - młodzieżowy prezesik kolidUPR-a Wojtera osiągnął
status radnego m.st. Warszawy - w wyniku ustąpienia z funkcji radnej
wybranej przez wyborców podwarszawskich studentki Hanny Dąbrowskiej,
o czym można było poczytać w mało przychylnej gazecie brukowej "GW"
(ASME
- 05.12.2002) w artykule ""Gazeta Wyborcza" o nowo powołanym prezesie
UNII POLITYKI REALNEJ". (Nasto)letni radny Wojtera NIE został
więc wybrany przez wyborców - a funkcję swą uzyskał w wyniku ominięcia
woli wyborców - przypomnieć należy, że to jest niby "prezes UPR"!
Młodzieniec Wojtera został najwyraźniej - całkiem trafnie zresztą
- oceniony przez wewnętrzny areopag UPR, że "prochu nie wymyśli",
ale jakiś pożytek z Niego będzie. Nie wzięto - i to jest ten podstawowy
błąd I Prezesa - pod uwagę rozbudzonych i całkowicie nieuzasadnionych
ambicji zagrożonych postudenckim bezrobociem absolwentów tak wybitnych
kierunków nauczania jak: politologia, ekonomistyka i prawo (dla
tych słabiej uzdolnionych, których tam nie brakuje...).
Radny
Wojtera nie umiał się poszczycić przez ponad dwa lata żadnymi WŁASNYMI
osiągnięciami - nagłaśniana swego czasu jako olbrzymi sukces sprawa
obniżenia (nie zlikwidowania!) podatku dla właścicieli psów czy
kotów - została Mu specjalnie przekazana dla celów propagandowych
przez Jego kolegów z klubu radnych PiS, o czym pisało chociażby
"Życie Warszawy" w dn. 28.11.2003 (ASME
- "Urzędolimy: Prawo i Socjalizm obniżyło podatki - dla zwierząt!".
Pozycja
radnego Wojtery oraz pozostałych młodzieńców z kolidUPR-a wśród
Ich kolegów z Klubu PIS nie była nigdy wysoka - wbrew nachalnie
najczęściej prowadzonej propagandzie Jego kolegów, najczęściej tylko
poprzez łącza internetowe - efektem tej współpracy jest kompletna
odmowa - jak donoszą usłużne wiewiórki ze stołecznego ratusza i
zarządów dzielnic - umieszczenia Ich na listach wyborczych w kampanii
przyszłorocznej do samorządu.
Z
tym, w jaki sposób sprawował swoją funkcję radny Wojtera w 2004
roku - można m.in. zapoznać się w artykule ASME
(za "Rzeczpospolitą" 10.12.2004) pt. "Radnych warszawskich wspaniała
tajna misja specjalna na Ukrainę za pieniądze podatników".
Pozostali
Radni z Klubu PIS - w ramach którego ukryli się skutecznie ze swoją
przynależnością inni "młodzieżowi konserwatywni liberałowie" - poza
radnym z Wawra, o którym skutecznie było słychać w 2003 roku przez
jeden miesiąc - kompletnie nie dali się poznać swoim wyborcom -
był tylko jeden przypadek - charakterystyczny zresztą dla całej
grupy "kolidUPR-a", otóż radny dzielnicowy Bonicki najwyraźniej
na usilne żądanie decydujących dzielnicy Bemowo post(?)komunistów,
by się wreszcie czymś odpowiednim dla niego zajął - wymyślił wsparcie
medialne dla posiadaczy naturalnych dla tego wieku trójkołowców
oraz innych bicyklów w ramach fundowania im za pieniądze innych
podatników ścieżek tzw. rowerowych, by małoletni użytkownicy dróg
mieli bardziej komfortowe warunki rekreacji.
Osobnym
tematem, na który położyły nacisk nastolatki z "kolidUPR-a", była
sprawa pozyskania funduszy pozwalających na spłatę długów wyborczych
z lat poprzednich oraz zaległości za m.in. lokale i media w nierozsądnie
gospodarzących się okręgach pozawarszawskich. Przez pewien czas
- na fali szczerego entuzjazmu młodzieży, która nie mogła się jeszcze
zorientować w rzeczywistych umiejętnościach zarządziku - pozyskano
pewne środki na powyższe cele, lecz już przy kampanii w wyborach
uzupełniających na Podlasiu, w których startował I Prezes JKM -
widoczne były ich braki.
Obecny
stan w Centrali jest taki, że Telekomunikacja Polska utrzymuje jeszcze
połączenia PRZYCHODZĄCE - ale od ponad 3 miesięcy z racji nie opłaconych
rachunków nie ma połączenia ze światem za pomocą telefonii stacjonarnej.
W tym czasie zostało wydane ok. 5000 (pięć tysięcy) złotych na organizacje
zakończonej kompletną klapą propagandową konferencji w siedzibie
NOT, na która nie przyszedł ŻADEN przedstawiciel mediów. Dał się
poznać od właściwej strony na niej jeden z grupki "kaczodUPR-ów"
- co można podziwiać na podstronie "Bełkot
kaczodupr-a".
Ta
uwaga prowadzi przy okazji do problemu kontaktów medialnych młodzieżowego
zarządziku kolidUPR i odpowiedzialnych za nie osób. Już na samym
początku były "w tym temacie" istotne problemy - po prostu na pierwszych
kilka konferencji prasowych... nikt nie przychodził. I trudno się
dziwić - kto z najczęściej równych im wiekiem (do takich kontaktów
redakcje wysyłają stażystów lub początkujących pismaków) lub starszych
żurnalistów miał ochotę patrzyć się na usiłujących ukryć swój kompletny
brak doświadczenia czy nawet interesujących powodów opisu nastolatków,
którzy - co jest oczywiście powszechnie znane w tzw. warszawce -
nie cieszą się w kręgu konserwatywnych liberałów żadnym poważaniem
poza swoją grupą wzajemnej adoracji?
|
Osobnicy
"kolibranckiego UPR"
- Marcin Masny, członek Rady Głównej UPR z poręki nastolatków
Wojtery, Bonickiego, Bartelskiego
Czy
pamiętają Państwo niejakiego Marcina Masnego - członka UPR,
który pojawił się w niej w momencie awansu "koliberkowców"
do władz jej najwyższych? Osobnik ten był nachalnie lansowany
przez te grono jako niemal "guru" ideologiczny mający stanowić
żywy dowód na "odmianę" UPR w stosunku do lat minionych. Ponieważ
droga politykierska tego byłego członka Rady Głównej UPR -
umieszczonego w niej na życzenie nastolatków Wojtery, Bonickiego,
Bartelskiego m.in. - była wyjątkowo zawiła i szeroka: w swym
życiorysie zaliczył niemal wszystkie możliwe odmiany polityczne
- od lewej (był współpracownikiem witryny Lewica.pl) do prawej
(UPR) - warto zostawić w tym miejscu małą pamiątkę człowieka,
który w zamyśle "młodzieży" miał wyeliminować tandem Janusz
Korwin-Mikke - Stanisław Michalkiewicz. Na tych kilku zaledwie
konferencjach prasowych, na których pojawili się przedstawiciele
mediów w liczbie 2-3 (włącznie z nieodzownym reprezentantem/tką
PAP-y) był przedstawiany jako "Ekspert Centrum im. Adama Smitha"!
Ponieważ CAS od lat prowadzi politykę niełączenia go z jakimikolwiek
ugrupowaniami politycznymi, co jest powszechnie znane wśród
dziennikarzy - udałem się do jego przedstawicieli z pytaniem
o wyjaśnienie tej sytuacji. Nastąpiło olbrzymie zaskoczenie
i padły zapewnienia o pomyłce (z mojej strony). Dopiero nagranie
dokonane przeze mnie podczas kolejnej produkcji młodzieżowego
zarządziku przekonało szefów CAS (pp. Śp. Krzysztofa Dzierżawskiego
i Andrzeja Sadowskiego) o dokonanym fałszerstwie i celowym
wprowadzaniu w błąd dziennikarzy przez członków "kolidUPR"
- co jest nadal do obejrzenia w Archiwum serwisu ASME. Na
kolejnej mikrokonferencji Marcin Masny już występował bez
podpisu "Ekspert CAS". Tym nie mniej zastosowanie tak haniebnej
metody podszywania się pod autorytet znanej instytucji pro-wolnorynkowej
spowodowało naderwanie zaufania do UPR ze strony uznanych
osobistości i największego "think tanku" liberalnego.
Znana
od lat słabość Marcina Masnego do "państwowych stanowisk"
- oczywiście spełniona w ramach pracy czołowych reprezentantów
"młodzieżowego zarządziku" w politycznej ekipie Prawa i Sprawiedliwości
w magistracie warszawskim - nie powodowała ani wcześniej,
ani później przypływu zaufania UPR-owców do tego osobnika.
Najwyraźniej w momencie, gdy MM zorientował się, że więcej
z tego układu "kolibranckiego" nie uda się mu uzyskać korzyści
zawodowych czy wszelakich innych - nastąpiło rozstanie się
"guru" kolibrantów z UPR, po czym - jakżeby inaczej! - na
łamach witryny "wymiotnego
UPR" ("łeee-upr.org" które przez ten czas "wyewoluowało" z
"Wirtualnego Koła UPR" poprzez "Witrynę Sympatyków UPR" do
witryny "Wolność i Kapitalizm" - cały czas m.in. dokonując
kradzieży własności intelektualnej przez jej właścicieli!
- to osobny temat) przez cały czas p. Masny prowadził
(i nadal prowadzi!) akcję podrywania zaufania do "starego
UPR", a także, co jest pewnym ewenementem, do swych byłych
młodzieżowych współpracowników. Obecnie (stan na 16.02.2005)
wraz z byłym mąciwodą z tzw. Akademickiego Koła UPR w Krakowie,
nastolatkiem Szczepankiewiczem, założyli już chyba 3 lub czwartą
inicjatywę "konserwatywno-liberalną" mającą na celu pozyskanie
jakichkolwiek członków (lub byłych członków) UPR dla swoich
potrzeb politykierskich...
Powodzenia,
tow. Marcinie Masny!
|
Sprawa
"małopolska"... - najczęściej wykoślawiana przez wylewających swoją
nienawiść do całkiem skutecznego w poskramianiu wybujałych ambicji
"koliberkowców" zarządu Okręgu Małopolskiego pod byłym przewodnictwem
Stanisława Żółtka. Jest taka witrynka w Sieci - ochrzczona od samego
momentu jej powstania jako "wymiotna UPR" ze względu na nowomodny
adres zaczynający się od "lamerskiej" literki "e-" jako przedrostka,
co zostało zinterpretowane (całkiem słusznie, choć intuicyjnie zrazu)
do formy "łeeee...". Została założona przez człowieka, któremu swego
czasu udostępniłem - będąc wtedy webmasterem Witryny Głównej UPR
- możliwość zamieszczania własnych wiadomości w systemie informacyjnym
(to był czas, proszę pamiętać, kiedy w Sieci było znacznie mniej
osób umiejących cokolwiek napisać), jednak ze względu na niezborność
prezentowanej epistolografii, rażące błędy językowe i ogólny styl
cechujący stan emocjonalnego niezrównoważenia - poprosiłem o zaprzestanie
dalszej kompromitacji ugrupowania. Co się wydarzyło później - można
się z tym zapoznać na podstronie "Witryna
tzw. Wirtualnego Koła UPR".
Niemniej
witryna będąc przez długi czas - przez ponad rok młodzieżowe władziki
kolidUPR-a nie umiały rozwiązać problemu braku aktualizacji Witryny
Głównej UPR, po tym, jak odmówiłem współpracy w wyniku coraz ostrzej
w stosunku nie tylko do mnie formowanych bezczelnych i pełnych buty
zachowań - miejscem chwalczym dla ekipy młodzieżowej zamieszczała
wpisy usuniętych z małopolskiej UPR dążących do przejęcia władzy
także i w tym okręgu ambicjonatów licealnych oraz studenckich.
W
2003 roku na wniosek tandemu Wojtera-Bonicki została przeprowadzona
próba usunięcia statutowych władz Okręgu Małopolskiego - zastąpienia
Prezesa Żółtka... Sławomirem Kameckim (tym samym - kumplem z tego
osławionego najgorszego koła - już nieistniejącego - ursynowskiego),
który jak by było mało innych ciekawostek - pracował w tym czasie
od dłuższego już okresu w strukturach urzędniczych... warszawskiego
ratusza! To była dopiero alpejska kombinacja - dać na szefa Centusiów
biurokratę ze Stolicy! Jaką reakcję to mogło i wywołało - możecie
Państwo się tylko domyślać. Ale była... intensywna.
Całkowitą
klapą okazała się kampania do parlamentu unijnego, do które olbrzymią
wagę przykładali nastolatkowie, wierząc, że okrzyczanymi przez swych
akolitów "markietingiarskimi" efektami dokonają podboju UE - w sytuacji,
kiedy radykalizacja elektoratu UPR postępowała w stronę przeciwną.
Wyemitowane tzw. spoty reklamowe w trakcie darmowego czasu antenowego
przyprawiały o mdłości nawet najbardziej oddanych "nowym, młodzieżowym
władzom" sympatyków. Pamiętny obraz uganiającego się za piłką-szmacianką
radnego "z litości" Warszawy, który zdyszany do obiektywu wyjaśniał,
że jak umie kopnąć skórzaną kulkę - tak samo dobrze będzie reprezentował
Polaków w UE - stanowił zapewne szczyt "markietingu" politologicznego
w wykonaniu projektanta nagrania.
Ale
- już w 2004 roku - po przegranych w sromotnym stylu wyborach do
Parlamentu Unijnego - nawet i te miejsce w Sieci do tej pory bezprzytomnej
propagandy na rzecz "zarządziku" - przestało afiszować się ze swoją
miłością do nieudolnych zarządców kolidUPR-a, a ciężko i mozolnie
przyswajający sobie jakiekolwiek informacje jego właściciel ogłosił
wystąpienie z organizacji. Mimo wszystko - przez czas od 2002 roku
po dzień dzisiejszy najczęściej prezentowaną w nim emocją jest niczym
nie zargumentowana drwina oraz nienawiść do kilkunastoletnich dokonań
UPR-owców.
W
tym czasie nastąpiła prestiżowa klęska nastolatków z zarządziku
- posłem na Sejm został od początku mianowania ich na najwyższe
funkcje w kolidUPR-ze sekowany przez nich na wszelkie możliwe sposoby
(co prawda - przy ich możliwościach intelektualnych nie było tego
dużo, to inna sprawa) I wiceprezes UPR Leszek Samborski. Już po
2 miesiącach został usunięty z partii pod pretekstem braku wywiązywania
się z przyjętych na siebie zobowiązań przedwyborczych. Jedno pytanie:
czy ktokolwiek z Państwa dałby jakiekolwiek pieniądze zgrai podwórkowych
Napoleonów w sytuacji, kiedy przez poprzednie 2 lata jedynym stosunkiem
emocjonalnym, którym zaszczycali Was - była nieskrywana w żaden
sposób i okazywana publicznie - nienawiść?
Tak
więc - będzie to już zapisana do annałów politykierskich jedyna
w Polsce okazja, w której ugrupowanie pozbywa się na własne życzenie
100% posłów do parlamentu - po 11 latach braku reprezentacji parlamentarnej.
Trzeba przyznać - niezłe i zadziwiające osiągnięcie!
A
- gdzie w tym miejscu (z braku na razie czasu) omówienie "sukcesu"
w wyborach uzupełniających na Podlasiu i wymiar zaangażowania się
"zarządziku" w nim? To samo - w wyborach uzupełniających na Dolnym
Śląsku w 2004 oraz Śląsku, gdzie starował Janusz Korwin-Mikke?
Czyż
może dziwić w tak naprawdę baaardzo skrótowo przedstawionych opisach
podjęta decyzja kierownictwa Okręgu Śląskiego z rektorem Misiołkiem
na czele - o przejściu do Platformy Obywatelskiej, kiedy do Rady
Głównej został awansowany człowiek, który zamiast pomagać swoim
kolegom w trakcie kampanii do PE - zaangażował się w struktur ę
konkurencyjnego komitetu wyborczego - oczywiście z listy PiS (choć
b. koledzy poprawiają mnie teraz - że z listy Platformerskiej, dla
meritum - wszystko i tak jedno)!
|
Pomyłka
z nazwiskiem kol. Misiołka przypomniała mi niegdysiejsze znaczące
osobistości z Okręgu Pomorskiego, których już nie ma w UPR
- w dużej zasłudze w wyniku istnienia takiego a nie innego
zarządziku, który swoimi działaniami doprowadził do braku
zgody ze strony tych osób na bycie firmowanymi przez reprezentujących
taki poziom i ideowy i etyczny "kolidUPR-owców".
Nazwisko
kol. Misiołka zastąpiłem nazwiskiem kol. Mielusa - bodajże
członka zarządu Ok. Pomorskiego jeszcze z czasów prezesury
w nim kol. Prusia. Były wiceprezydent Gdańska dawno odszedł
do PiS, sporo Jego kolegów z tamtych czasów i "ekipy" też
podążyło w tamtym kierunku...
Ostatnim
"matuzalemem" czasów ideowców we władzach UPR był w Ok. Pomorskim
kol. Zbyszek Kozak. Zapisał się chwalebnie m.in. w sprawie
propagacji postulatu przywrócenia KS do polskiego kodeksu
karnego, co jest uwidocznione na Witrynie Kary Śmierci. Był
ponadprzeciętnie aktywnym działaczem - do momentu, kiedy w
tamtejszej strukturze zaczęli się szarogęsić "młodzieżowi
UPR-owcy". Zorientował się, co mu gotują na przyszłość, w
chwili rozwinięcia (cherlawego, jak zawsze i wszystko u "kolidUPR-antów")
kampanii do unijnego Parlamentu, dokąd także oczywiście gorąco
aspirowali szkoleni w duchu "społeczeństwa otwartego" "młodzi
liderzy" z Pomorza - nadzieja na ucieczkę przed postudyjnym
bezrobociem występuje jak najnaturalniej także na północy
Polski.
Powiedział
mi w trakcie spotkania na wiosnę 2004 r.: "Ja dokończę im
tę kampanię (był szefem odpowiedzialnym za zebranie podpisów),
bo się słownie do tego zobowiązałem, ale to już będzie koniec"...
Nie ma już kol. Kozaka w UPR.
A
Wielkopolskie - to co? Nie zostawiłbym tak znaczącego regionu
bez minimalnego choćby omówienia - wszak to jego znaczący
działacze byli pierwszymi, którzy opuścili UPR niemal natychmiast
po wyborze Pierwszych z "młodzieżowego zarządziku" na Konwencie
w 2002 roku. Od tamtego czasu aktywność Okręgu Wielkopolskiego
systematycznie i szybko malała - podtrzymując przedśmiertelne
odruchy konwulsyjne jedynie w okolicach Kalisza (ze względu
na hałaśliwą, choć w dużej mierze kompromitującą działalność
witryny tzw. Wymiotnego Uueeee-upr w Sieci - tamtejsi "kolidUPR-anci"
mogli liczyć przynajmniej na zamieszczanie kilku fotografii
z ich 2-3-osobowych pikiet ulicznych).
Ostatni
prezes Ok. Wielkopolskiego UPR jest praktycznie nieuchwytny.
Odejście
Szefa Okręgu Śląskiego nie było wcale takim wielkim i jedynym
w swoim rodzaju wydarzeniem, jak to usiłują przedstawić akolici
tych kilku "kaczodUPR-owców" warszawskich. Otóż w 2004 roku
- oczywiście już po wyborach do unijnego parlamentu - mój
postulat bojkotu przez UPR pozostał prawie bez echa - odszedł
z UPR kol. Bartłomiej Wałęga, swego czasu mój zastępca, wiceprezes
w Kole Śródmiejskim Oddziału Stołecznego UPR, później awansowany
na papierowego prezesa Okręgu Mazowieckiego (po rozwiązaniu
zarządu, w którym byłem wiceprezesem.) z racji... bo ja wiem?
- najpewniej - wiekowych... Ale i Bartosz Wałega nie wytrzymał
- jak widać - "stylu" zarządziku młodzieżowego i "pasma bezprzykładnych
sukcesów" pod ich osobistym przewodem.
Jest
w tej chwili w... Platformie Obywatelskiej.
Nie
ma go w UPR.
Czy
jest jeszcze w UPR niegdysiejszy, naprawdę bardzo aktywny
na swoim terenie (sprzed nominacji młodzieżowego prezesika)
Szef Okręgu Zachodniopomorskiego, kol. Pik?
...i
tak dalej...
|
Okręg
Wielkopolski - praktycznie zamarł. Dolny Śląsk - zamarł. Pomorze
- czeka, nic nie robi. Podlasie - nie istnieje. Małopolska - nie
ma zamiaru utrzymywać kontaktu. Podkarpackie - ledwo, ledwo, kilku
bardziej kiedyś zaangażowanych członków już dało sobie spokój z
"nastoletnim zarządem" (co ciekawe - byli to ludzie w podobnym wieku!).
Łódzkie - otwarta wrogość do "warszawki"... Zachodniopomorskie -
nie istnieje...
Nie
ma wpłat składek na Centralę. Bo czy - widząc nieprzerwane pasmo
"sukcesów" młodzieżowego zarządziku - ktokolwiek z poważnych ludzi
- powierzyłby im nawet te kilka złotych? A po co? Czy ktoś kupiłby
od nich samochód?
Coś
jeszcze?
Można
oczywiście ze złośliwością zastanawiać się nad niezbyt przyjemną
przyszłością tych osobników: były liderek "zmłodzieżowanej partii",
który w swoim życiorysie w najbliższych latach będzie mógł zapisać
całkowity rozkład i zanik swojego (?) ugrupowania - jaka-z firma
tego politologa z Bożej laski przyjmie?
"Doktór
ekonomizdyki", który nie umie zapłacić za telefony w Centrali swojego
ugrupowania, będąc na stanowisku głównego liczykrupy - w związku
z czym lokal główny jest pozbawiony od 3 *(TRZECH!) miesięcy możliwości
łączności tą drogą ze światem... - ale wydaje 5000 (pięć tys.) na
organizację kompletnie nieudanej imprezy, gdzie zebrani zostali
uczniowie szkol licealnych, może nawet gimnazjalnych i kilku studentów...
KTO mu w firmie powierzy jakiekolwiek zadanie warte więcej 5 złotych
(cena lodów dla szefa zarządu, po które będzie posyłany...)?
"Judoka
o mentalności boksera" na stanowisku sekretarki automagicznie-głównej,
czyli taki "przynieś, posprzątaj, pozamiataj", którym był przed
"awansem" późniejszy (czule tak określany) prezesik - do którego
obowiązków należała dbałość o struktury kadrowe ugrupowania - a
jak jest - to każdy na swoim terenie widzie... Ludzie nie chcą mieć
z nimi już nic wspólnego, przechodząc dlatego NAWET do Platfusow,
gdzie WYRZUCILI wcześniej 100% swoich posłów - kto tego "prawnika-konstytucjonalistę"
w wieku 25 lat (sam tak o sobie pisze!) będzie zatrudniał w swojej
firmie na wyższym stanowisku niż "meneczera" "konserwatorów powierzchni
płaskich", czyli ke-rownyka sprzątaczek?
"Dyrektor
1+0" CALEGO SWOJEGO BIURA ds. Kontaktów z Mediami, który nie umiał
zagrzać miejsca nawet w brukowcu, w którym usiłował się załapać
na posadę pisarczyka - i tam nawet nie mogli znieść jego "poziomu
żurnalistycznego" - tak wiec po 3 latach zamieszkiwania kątem w
centrali ugrupowania - sam się mianował "Derechtorem" wymyślonego
przez siebie tego Ważnego Biura, samemu w nim zasiadając - kto z
szefów redakcji będzie chciał mu - zobaczywszy wcześniej poziom
produkcji przez niego wytwarzanej - powierzyć pisanie czegokolwiek
poza numeracją pagin?
W
warszawskim PiS-ie nie chcą mieć z nimi więcej do czynienia (no,
ale wybory samorządowe dopiero za rok) - wiec latają jak kot z pęcherzem
po różnych fiszach z PO - ale wciąż tylko całują klamki... Przecież
tam jest WYRZUCONY przez nich wcześniej cały skład osobowy poselski
UPR - czyli... Leszek Samborski... A oni nawet dzwoniąc do Platformersów
w ostatnich dniach - nadal opluwają go, jak potrafią...!
Czy
rzesza bezrobotnych powiększy się o kolejnych wyjątkowo tandetnie
sprawujących funkcję zarządu i wykonujących tylko partackie roboty...?
Nie
należy być nadmiernie emocjonalnym w swych wypowiedziach publicznych
- to jest oczywiście sprawa kindersztuby. Dlatego powinno się życzyć
jak najlepszej i najbardziej satysfakcjonującej drogi życiowej reprezentantom
młodego pokolenia, nie obarczonego już przeszłością życia pod jarzmem
komunistycznym w naszym kraju. Tą drogą składam takie życzenie "młodzieżowemu
zarządzikowi" - z jednoczesnym apelem o pozostawienie środowiska
konserwatywnych liberałów poza sferą ich zainteresowań.
Z
całą pewnością w najbliższej przyszłości będą mogli odnaleźć się
w jakimś bardziej odpowiednim dla swych ambicji, populistycznym
i dającym wymierne efekty w postaci stołków opłacanych z pieniędzy
podatników - ugrupowaniu.
Tego
w Polsce niestety - jeszcze długo nie zabraknie.
Krzysztof
Pawlak (były członek UPR [od 1993 r. do 2004 r.] - usunięty
za... niepłacenie składek, a więc poniekąd - na własne życzenie)
Warszawa
dn. 10-16.02.2005 r.
(c.d.n.)
|